budzę się a raczej budzi mnie się leżę z żołądkiem wywijającym koziołki z ekscytacji zdaniem cichym szeptanym cicho cicho cichutko (efektowna pauza)
wstaję (yym [mówi zakłada ręce na piersi z grymasem odchyla się do tyłu] tup tup tup [niecierpliwie stopą]) zrywa mnie się z łóżka myląc południe z ranem odgruzowuję biurko (udając znajomy sobie ton) bo czego na nim od tygodnia nie ma same bandaże i pigułki mam przed oczami to tłumaczenie szkłem zajmuję sobie ręce (banalne machnięcie dłonią) naczynie żaroodporne
(niespodziewanie zmieniając wyraz twarzy) chore monologi panikującej hipochondryczki (wywraca oczami i w panice unosi nagle ręce do uszu [niby to rwąc włosy z głowy ale tylko na niby bo są dopiero co po kuracji pokrzywą i skrzypem] woła wzburzonym głosem) biel biel biel suszy się biel batystowa trzeba ją zdjąć musi być perfekcyjna dopięta na ostatni (po krótkiej pauzie cicho [musi być echo] [to też cicho jakby mówił sufler]) guzik
kuleję po ciastka idąc rzecz jasna to nie chabry te nie nadają się do suszu tracą kolor (na twarzy wyraz niezadowolenia) nie można tak szybko płowieć (podskakuje do góry w rozbawieniu) tęcza tęcza tęcza tęczowe literki czerwone teraz (wyblakłym z entuzjazmu głosem) płowieją
(podnosząc głowę i wyrywając się z zamyślenia) na co ja właściwie czekam?










