Lubię moment, kiedy wracam do swojego świata. Kiedy odcinam się od tego, co mnie otacza. Jest tam nicość. Nie ma nic, ani nikogo. Tylko ja i mój umysł. Cisza, która mnie otacza jest uspokajająca. O niczym nie myślę, z nikim nie rozmawiam, niczego nie oczekuje, nie martwię się o nic... To czas, gdzie mogę, chociaż na chwilę odetchnąć. Odpocząć po męczących sytuacjach i hałasu. Od głosu w głowie, który sprawia, że chcę krzyczeć z bezradności. Może i niektórzy nie potrafią zrozumieć, jak ktokolwiek mógłby lubić stan, gdzie nie ma dosłownie nic, ale osoba, która nie daje sobie rady z rzeczywistością, ma dosyć tego, co ją otacza, nie potrafi znieść myśli krążących jej po głowie potrzebuje tego. I właśnie dlatego potrzebuję ciszy. Spokoju w miejscu, gdzie niczego nie ma. Tylko tam mogę odpocząć. Tylko tam czuję się bezpiecznie...













