Transfery w NBA. Migracje, podpisy i nadzieje cz. III - ruchy kadrowe w dywizji atlantyckiej
Źródło: Keith Allison/Creative Commons 2.0
Większość klubów nie ma już wakatów w składach, drużyny powoli domykają kadry na zbliżający się sezon, ale parę ciekawych nazwisk wciąż pozostało na rynku. Jak dozbroiły się zespoły Dywizji Atlantyckiej, z której tylko dwie drużyny posmakowały na wiosnę Playoffs? Na pożegnanie przeglądu wojsk w Konferencji Wschodniej przedstawiamy obecną sytuację Celtics, Nets, Raptors, Knicks i 76ers.
Boston Celtics - zwiędłe Koniczynki
Po odejściu Bostońskiej Wielkiej Trójki (Allen, Garnett, Pierce) nie mogło obyć się bez gruntownej przebudowy zespołu. Pieczę nad nowym projektem powierzono młodemu szkoleniowcowi uniwersyteckiemu - Bradowi Stevensowi. W pierwszym sezonie nieopierzony trener wywalczył z Celtami zaledwie 25 zwycięstw - najmniej od sezonu 06/07.
Na nieszczęście kierownictwa Celtics kontrakty niewielu ich graczy dobiegły końca w obecne lato, co zdecydowanie utrudniło przebudowę i odłożyło w czasie szanse na sukces. Z drużyną pożegnał się Jerryd Bayless, który wiosną trafił do Bostonu jako składnik wymiany z Memphis Grizzlies. Na zasadzie sign-and-trade Celci pożegnali się z Krisem Humphriesem, który w zamian za drugorundowy pick w drafcie 2015 powędrował do Waszyngtonu. Grając dla Celtics notował w sezonie 13/14 średnie na poziomie 8,4 punktu i 5,9 zbiórki podczas niespełna 20 minut gry.
W drafcie Celci wybrali Marcusa Smarta i Jamesa Younga. Zwłaszcza pierwszy wybór budzi sporo kontrowersji, choć w potencjał dwudziestoletniego rozgrywającego nikt nie śmie wątpić. Jego styl gry jest jednak bliźniaczo podobny do tego co na parkiecie prezentuje Rajon Rondo. Obaj słabo radzą sobie z rzutami z wyskoku, wolą szukać partnerów na wolnych pozycjach niż samemu kończyć akcje rzutem, stąd wybór Smarta wzbudził spore zamieszanie w amerykańskich mediach. Eksperci spekulują, że Celtics stawiając na absolwenta Oklohama State, przygotowują się do wymiany Rondo, którego kontrakt kończy się za rok. Young to z kolei atletyczny strzelec, który może z powodzeniem występować zarówno jako rzucający obrońca, jak i niski skrzydłowy. Wybrany z siedemnastym numerem zawodnik w sierpniu skończy zaledwie 19 lat, może więc stanowić o sile Celtics przez ponad dekadę.
Bostońska drużyna wzięła udział w dużej wymianie. Oprócz Celtów w transakcji uczestniczyły ekipy Nets i Cavaliers. Celtics, dzięki dziesięciomilionowemu wyjątkowi pozostałemu po odejściu Paula Pierce'a na Brooklyn, nie mieli żadnego wkładu w wymianę, a otrzymali pierwszorundowy pick w drafcie 2016 należący do Kawalerzystów, Tylera Zellera i Marcusa Thortona.
Tyler Zeller to mobilny podkoszowy, wybrany z siedemnastym numerem w drafcie przed dwoma laty przez Cavaliers. Zeller ma już 24 lata, w sezonie rozegrał 70 spotkań. Na parkiecie spędzał średnio 15 minut, zdobywał 5,7 punktu, zbierał z tablicy 4 piłki. U Brada Stevensa jest w stanie powalczyć o miejsce w wyjściowej piątce.
Marcus Thornton powinien pełnić z kolei rolę rezerwowego łowcy punktów, który z ławki będzie starał się pobudzić ofensywę Celtów. W Bostonie ma szansę odżyć, po tym jak jego rola była niekiedy marginalizowana. W najlepszych okresach swojej kariery potrafił zdobywać ponad 15 punktów na mecz, trafiając zza łuku na skuteczności wyższej niż 35%. Thornton będzie szczególnie zmotywowany, gdyż najbliższy sezon będzie ostatnim jaki gwarantuje mu obecny kontrakt. Zarobi ponad 8,5 miliona dolarów. Aby zasłużyć na takie zarobki w kolejnych lata musi dać z siebie wszystko w zielonych barwach.
Nowy kontrakt z klubem podpisał natomiast Avery Bradley, który wraz z końcem czerwca stał się zastrzeżonym wolnym agentem. Kierownictwo Celtics nie zamierzało czekać i szybko doprowadziło do podpisania nowej umowy z 23-letnim obrońcom. Bradley przez najbliższe 4 lata zarobi 32 miliony dolarów. To duża kwota, ale elitarna defensywa połączona z dobrym okiem zza łuku (39,5% w sezonie 13/14) jest obecnie w cenie za oceanem. Wiek wybranego w drafcie 2010 zawodnika sprawia, że Celtics mogą liczyć na dalszy rozwój Bradleya, który w zakończonym niedawno sezonie zdobywał niemal 15 punktów na mecz. Był po Jeffie Greenie drugim najlepszym strzelcem drużyny. Zatrzymanie Bradleya było więc dla Danny'ego Ainge'a priorytetem podczas tegorocznego off-season.
Dni Rajona Rondo w Celtics wydają się być policzone (źródło: Mark Runyon/Creative Commons 2.0)
W Bostonie postawiono na budowę drużyny od podstaw, więc nikt nie liczy na awans do Playoffs w najbliższych rozgrywkach. Wciąż nie wiadomo jaki los czeka Rajona Rondo, którego kontrakt dobiega końca za 11 miesięcy. Siła drużyny powinna rosnąć jednak systematycznie wraz z rozwojem młodych zawodników. Jeśli Danny Ainge nie wynegocjuje jakichś cudownych transakcji, to w ciągu najbliższych trzech lat możemy nie mieć okazji oglądać zielonych barw poza sezonem regularnym.
Brooklyn Nets - koniec marzeń o tytule
Michaił Prochorow miał niezwykle ambitny plan. W jedno lato zbudował drużynę, która miała zdobyć mistrzostwo. Rekordowe pieniądze wydane przez Nets na kontrakty i podatek od luksusu były zdecydowanie najwyższe w całej lidze. Prochorow wydał za sezon 13/14 niemal 200 milionów dolarów! Marzenia rosyjskiego miliardera boleśnie zakończyli Miami Heat w drugiej rundzie Playoffs . O tym jak krótkoterminowa była to kampania przekonał się już Jason Kidd, który po udanym debiucie w roli szkoleniowca pożegnał się z pracą na Brooklynie. Zastąpił go Lionel Hollins, w przeszłości trener Memphis Grizzlies. Hollins, który uchodzi przede wszystkim za eksperta od defensywy, może się poszczycić wygraną 214 spotkań jako trener w NBA.
Klub opuściło wiele ważnych ogniw zespołu - Paul Pierce, Shaun Livingston i Andray Blatche. Za Jasonem Collinsem, a także prawami do Illkana Karamana, Christiana Drejera i Edica Bavcicia nikt nie będzie płakał. Aby uzupełnić luki po stratach na Brooklyn w wyniku draftu trafiło aż czterech zawodników. Markel Brown, Cory Jefferson, Xavier Thomas i wybrany przed trzema laty Bojan Bogdanovic. Ostatecznie Nets nie zdecydowali się na podpisanie kontraktu z Thomasem.
Nowy kontrakt z zespołem podpisał Alan Anderson, zaś Andrei Kirlienko wykorzystał opcję zawodnika. Rosyjski skrzydłowy zarobi za nadchodzący sezon 3,3 miliona dolarów, a Anderson milion mniej. W wyniku wymiany z Cavaliers i Celtics na Brooklyn trafił Jarret Jack i Sergey Karasev. Szczegółnie tłoczno zrobiło się w rotacji Nets na pozycji numer jeden, gdzie do dyspozycji trenera Hollinsa są na ten moment Deron Williams, Jorge Gutierrez, Marquis Teague i właśnie Jack. Możliwe więc, że Generalny Menadżer Nets będzie szukał możliwości wymiany jednego z rozgrywających.
Odejście Paula Pierce'a do Wizards to duży cios dla Nets (źródło: Keith Allison/Creative Commons 2.0)
Utrata ważnych zawodników, brak solidnych wzmocnień poza Jarretem Jackiem i chwiejne zdrowie Kevina Garnetta sprawiają, że Nets mogą mieć problemy z awansem do Playoffs. Brak Pierce, Blatche i Livingstona nie może nie rzutować na siłę Nets. Na Brooklynie nikt o zdrowych zmysłach nie marzy już o niczym więcej jak o znalezieniu się na koniec sezonu regularnego w najlepszej ósemce Wschodu.
New York Knicks - trójkąty, trójkąty, trójkąty
Najważniejsze zmiany dla drużyny grającej w legendarnej Madison Square Garden zamykają się w liczbie trzy. Nowy Generalny Menadżer, nowy trener, nowy-stary lider zespołu. Atak oparty na triangle offense - trójkątach, które jak wszyscy doskonale wiemy mają trzy boki. Phil Jackson, Derek Fisher, Carmelo Anthony. To trio ma przywrócić świetność Knicks. Na to jednak potrzeba czasu. Zatrudniony jako prezydent klubu Phil Jackson długo szukał odpowiedniego kandydata na stanowisko trenera. Wybierał głównie spośród swoich byłych podopiecznych. Ostatecznie padło na Fischa, który podpisał kontrakt oszałamiający jak na debiunta - 25 milionów dolarów płaconych przez 5 lat. Asystentem Fischera został były gracz między innymi LA Lakers - Kurt Rambis.
Zaczęło się od wietrzenia składu. Drużynę opuścili zawodzący w sezonie 13/14 Tyson Chandler i Raymond Felton. W wyniku wymiany z Dallas do Nowego Jorku zawitali Jose Calderon, Samuel Dalembert, Wayne Ellington i Shane Larkin. Hiszpan jest zdecydowanie najważniejszym składnikiem tego pakietu. Jego boiskowa inteligencja, doświadczenie i solidny rzut za trzy punkty czynią z niego idealnego głównodowodzącego strategii trójkątów. Calderon ma być dla Fischera tym, kim Fischer był dla Jacksona. Dalembert to zubożała wersja Chandlera - defensywny center, który niewiele potrafi na atakowanej połowie. Ellington potrafi przymierzyć zza łuku, zaś Larkin może i posiada potencjał, ale o jego mocnych stronach ciężko się po 48 spotkaniach, które rozegrał w NBA, wypowiadać.
Zen Master postanowił zrezygnować z Shannona Browna i Lamara Odoma, któremu dał ostatnią szansę na powrót do NBA. Zdaniem Jacksona ten nie potrafił jednak wykazać się profesjonalizmem wymaganym w dużej lidze i sprostać rygorowi, jakiego wymaga się od zawodnika na tym poziomie. Wraz z początkiem lipca dobiegły końca kontrakty Toure' Murry'ego i Kenyona Martina.
Phil Jackson i Derek Fisher znów będą pracować razem (źródło: Keith Allison/Creative Commons 2.0)
Szeregi Knicks zasili w drafcie Thanasis Antetokounmpo, Cleanthony Early i Louis Labeyrie, jednak najprawdopodniej tylko Early zdoła utrzymać się w kadrze zespołu. Klub przedłużył kontrakt z podkoszowym Colem Aldrichiem. 25-latem reprezentował już barwy 4 klubów NBA, choć do ligi trafił zaledwie 4 lata temu. Do Nowego Jorku trafił także Jason Smith, który w sezonie 13/14 grał dla Pelicans. Center podpisał roczny kontrakt, na mocy którego zarobi 3,3 miliona dolarów.
Opcje zawodnika swoich kontraktach wykorzystali Amar'e Stoudemire oraz Andrea Bargnani. Dla Knicks to bardzo złe wieści, których jednak spodziewali się od dawna. Obaj podkoszowi znajdują się w podobnej sytuacji - do końca zmierzają ich świetnie płatne kontrakty, które znacznie (wręcz kilkukrotnie) przekraczają ich wartość. Za najbliższe rozgrywki zarobią odpowiednio 23,4 i 11,5 miliona dolarów.
Najważniejszą wiadomością dla Knicks było jednak podpisanie nowego kontraktu przez gwiazdę drużyny - Carmelo Anthony'ego. Melo związał się z Knicks pięcioletnią umową, na mocy której zarobi, jak podała stacja ESPN, pomiędzy 122 a 129 milionów dolarów. Król strzelców sezonu 12/13 będzie więc nadal twarzą organizacji.
Knicks to w tej chwili projekt długofalowy, który ma zapewnić klubowi przede wszystkim stabilizację. Anthony na pokładzie sprawia, że mimo przeciętnego składu, Playoffs w Nowym Jorku są możliwe. Jednak najwięcej zależy od powodzenia wprowadzenia strategii opartej na triangle offense. Jeśli to wypali Knicks mogą być groźni dla wszystkich. W NJ celują zdecydowanie w kolejne lato, kiedy to dobiegną końca, ciążące budżetowi, kontrakty Bargnaniego i Stoudemire'a.
Philadelphia 76ers - czekając na dorosłość
W Mieście Aniołów bez zmian. Tankowanie zapewnia wysoki pick w drafcie, który jest wykorzystywany na wybór kontuzjowanego, lecz bardzo perspektywicznego, podkoszowego. Młodość goni młodość. 19 zwycięstw w sezonie 13/14 nie jest traktowane jako porażka, lecz jako konsekwentne stosowanie strategii - chcemy być w loterii draftowej i ogrywać młodzież. Dzięki temu 76ers doczekali się Debiutanta Roku w osobie Michaela Cartera-Williamsa, a offseason był dla nich wyjątkowo spokojny.
Końca dobiegły kontrakty Byrona Mullensa, który nie wykorzystał opcji zawodnika, oraz Adonisa Thomasa. Drużynę opuścił także James Anderson. Z opcji zawodnika skorzystał natomiast weteran Jason Richardson, który za zbliżające się rozgrywki zarobi 6,6 miliona dolarów.
Najważniejszym wydarzeniem lata był dla Sixers bez wątpienia czerwcowy draft. W nim wybrali Joela Embiida, Jeremiego Granta, K.J. McDanielsa, Vasilije Micicia oraz Dario Saricia. Najwięcej nadziei 76ers wiążą z pierwszym i ostatnim zawodnikiem. Embiid obecnie przechodzi rehabilitacje po operacji stopy, której urazu nabawił się niedługo przez draftem. Jego możliwości atletyczne i młody wiek (20 lat) czynią z niego niezwykle interesujący prospekt. Długo mówiło się, że center z uczelni Kansas może zostać wybrany nawet z pierwszym numerem przed swoim kolegą z akademickiej drużyny - Andrew Wigginsem. W Filadelfii liczą, że za parę lat Embiid stworzy z Noelem zabójczy duet pod tablicami. Saric z kolei to niezwykle utalentowany chorwacki skrzydłowy, który najbliższe dwa lata spędzi jednak w Europie, gdzie niedawno podpisał kontrakt z Anadolu Efez Stambuł. W sezonie 13/14 został wybrany MVP ligi chorwackiej.
Wybór Saricia dobitnie pokazuje, że Sixers nie śpieszą się z wygrywaniem. W najbliższych latach będziemy nadal obserwować w Filadelfii rozwój utalentowanej młodzieży, co może w przyszłości zapewnić 76ers sukcesy. Na te jednak należy cierpliwie poczekać.
Toronto Raptors - wyłącznie kosmetyka
Raptors mają za sobą niezwykle udany sezon. 48 zwycięstw stało się nowym rekordem organizacji. Zapał nieco ostudziło odpadnięcie już w pierwszej rundzie Playoffs z Nets, ale mimo to nikt w Toronto nie zamierzał rozpaczać. Raptors po latach posuchy wrócili do gry.
Kyle Lowry nadal będzie twarzą Raptors (źródło: Philadelphia 76ers/Creative Commons 2.0)
Zadaniem priorytetowym na lato było podpisanie nowego kontraktu z Kyle'm Lowry'm. Rozgrywający, który w sezonie 13/14 notował średnio 17,9 punktu i 7,4 asysty na mecz, zarobi przez najbliższe 4 lata 48 milionów dolarów. Zainteresowanie zawodnikiem wyrażało wiele ekip na czele z Rockets i Lakers. Oprócz niego w klubie zostaną także: Pattrick Patterson i Greivis Vasquez, którzy trafili do Kanady z Sacramento w trakcie poprzednich rozgrywek. Pierwszy z nich podpisał trzy letni kontrakt, opiewający na kwotę 18 milionów dolarów, zaś drugi zarobi 13 milionów przez najbliższe dwa lata.
Istotnym wzmocnieniem na obu skrzydłach jest zatrudnienie Jamesa Johnsona, który związał się z Raptors dwuletnią umową, na mocy której na jego konto wpłynie 5 milionów dolarów. Johnson to silny atleta, który potrafi wnieść wiele do zespołu po obu stronach parkietu, choć jego statystyki tego nie oddają. Średnie kariery Johnsona to 6,5 punktu, 3,2 zbiórki, 1,6 asysty i jeden przechwyt.
Z klubem pożegnali się natomiast Nando De Colo, Steve Novak, John Salmons i Lucas Nogueira. Ostatnia trójka wzięła udział w wymianach z Hawks i Jazz. W zamian za nich Raptors otrzymali Lou Williamsa i Diante Garretta, który został zwolniony.
Lou Williams będzie dużym wzmocnieniem ofensywy kanadyjskiej ekipy. W swoim najlepszym sezonie 11/12 potrafił w barwach 76ers zdobywać niespełna 15 punktów na mecz, trafiając do kosza z 40% skutecznością (36% zza łuku). Może z powodzeniem występować na obu pozycjach obwodowych.
Wiele ironicznych komentarzy wzbudził draftowy wybór Raptors. Bruno Caboclo wybrany przez Toronto z numerem dwudziestym był przymierzany do drugiej rundy. Niespełna 19-letniego Brazylijczyka porównuje się do Kevina Duranta, jednak jego przygoda z koszykówką rozpoczęła się stosunkowo niedawno i jego obecny warsztat jest surowy jak tatar. Fran Fraschilla, amerykański komentator i były trener uniwersytecki, opisując Caboclo powiedział, że jest on: "dwa lata od dwóch lat do bycia gotowym na rywalizację w NBA". To bolało. Natomiast wybrany w drugiej rundzie DeAndre Daniels dobrze zaprezentował się podczas turnieju NCAA, nieźle rzuca i jest atletycznie zbudowany, ale raczej nie ma szans wnieść niczego pozytywnego do drużyny Raptors.
Przespany draft, zmarnowany (najprawdopodobniej) dwudziesty pick - ta kwestia boli kibiców Raptors najbardziej. Niewątpliwie cieszy nowy kontrakt Lowry'ego, ale drużyna Toronto nie uczyniła jednak żadnego kroku w przód. Znów najwięcej zależy od rozwoju DeMara DeRozana, Terrence'a Rossa i Jonasa Valanciunasa. W obliczu wzmocnień rywali na Wschodzie wywalczenie przewagi własnego parkietu przez Raptors wydaje się niemal niemożliwe. W Kanadzie znów będą toczyć ciężki bój o Playoffs.
Już wkrótce przegląd ruchów kadrowych w Konferencji Zachodniej!
Adam Śmietański (Fala Sportu)











