Zagadkowa śmierć 13-letniego gimnazjalisty w Wiśle Nieprzytomny chłopiec został znaleziony przy jednym z głównych deptaków w Wiśle (Śląskie). - Pomimo godzinnej reanimacji zmarł w karetce - poinformował w sobotę rzecznik cieszyńskiej policji Rafał Domagała. Na ciele 13-latka nie ma widocznych obrażeń. Wstępnie nic nie wskazuje, aby ktoś przyczynił się do jego śmierci.
Kiedy nagle budzisz się w sklepie spożywczym stojąc boso na mokrych płytkach i zastanawiasz się co się stało a ludzie patrzą na ciebie jak na idiotę.
Poziom 1 - amator
7:30 rano. Budzik dzwonił pół godziny temu. Trudna decyzja pomiędzy “piernicze nie idę” a “przecież jeszcze pół godziny, zdążę”. Ostatecznie wygrywa opcja “jeszcze pięć minut i wstaję. Nagle z 5 minut robi się 50. Damn it! Dobra, w końcu drugi wykład zaczyna się od 9:40. Jeszcze pół godziny. Pół godziny potem jest nagle 11.
Poziom 2 - potencjał niewyczerpany
6:15 rano. Wstajesz i to dość energicznie żeby nie wpaść w syndrom “jeszcze 5 minut”. Kierunek łazienka. Myjesz twarz, zęby i patrzysz w lustro. W głowie masz całki, wykresy, plany, przemówienia.
Wszystko to co wciskałeś do głowy przez ostatnie dni właśnie skumulowało się w twojej głowie i próbuje się ułożyć w sensowną całość. Starasz się zacząć myśleć jasno ale nie możesz się odpędzić od natarczywych myśli. Prawie jak po dobrej imprezie tylko, że tym razem jest sama kara bez przyjemności dnia poprzedniego.
Problem jednak w tym, że nie masz nad swoimi myślami kontroli i jesteś niczym zombie, które myśli o tym co będzie się działo za chwilę a nie panuje nad tym co się dzieje w chwili obecnej.
Dopiero łyk gorącej herbaty wymywa z ciebie samobójcze myśli i masz 10 minut na ogarnięcie sytuacji. Wychodzisz na uczelnie. Zimne powietrze uderza ci do głowy i w końcu wiesz co masz dzisiaj robić.
Poziom 3 - so hardcore
14 rano. Dzisiaj wolne. Gotujesz wodę na herbatę i zauważasz, że nie masz już żadnych bułek zatem idziesz do pobliskiego sklepu bo masz ogromną ochotę na chrupiącą bułkę. Nie boli cie głowa. Ona ci po prostu przeszkadza w normalnej egzystencji.
Pierwszy błąd matrixa.
Po drodze masz wrażenie, że jest ci dziwnie zimno w stopy ale dochodzisz do wniosku, że skoro jest zima to musi być zimno.
Zabierasz z pułki bułki, sok pomarańczowy i jajka. Dzisiaj będzie na bogato. Idziesz do kasy, wykładasz wszystko na ladę i zaczynasz szukać pieniędzy.
Drugi błąd matrixa.
Cholera, dlaczego w tych spodniach nie ma kieszeni? Przecież jeszcze wczoraj tutaj były! No świetnie, nie ma kieszeni, nie ma kasy.
Gorączkowe szukanie gotówki nie przynosi rezultatów, więc zaczynasz szukac karty. Co prawda płacenie kartą za 3 bułki to już samo w sobie jest mistrzowstwo świata no ale co poradzić jak drobniaki zdezintegrowały się razem z kieszeniami.
Trzeci błąd matrixa.
Dlaczego ta babka się tak na mnie dziwnie patrzy?
I nagle mnie oświeciło. Stałem w małym osiedlowym sklepiku, w piżamie i mokrych od śniegu kapciach. Potrzebowałem kilku dalszych sekund żeby w pełni zrozumieć co tu się przed chwilą stało. Wiedziałem, że jestem zdolny ale ta akcja przeszła moje najśmielsze wyobrażenia.
w.
Aż mi się ciśnie na usta pewien slogan reklamowy - Impossible is nothing.