Pół roku temu, w środku zimy, kiedy poczułem potrzebę zrewidować audiotekę mieszczącą się w moim walkmanie, niezastąpiony w polecaniu muzyki algorytm YouTube przypomniał mi o twórczości zespołu, który swoimi pierwszymi dwoma wydawnictwami szybko zrobił światową karierę.
Od wspomnianego dnia, muzyka amerykańskiej grupy Crumb (szczególnie ich początkowa twórczość) towarzyszyła mi kilka razy dziennie. Zakochałem się w tych psychodelicznych gitarach, połamanych zmianach rytmów, miękkim i, jednocześnie, dojrzałym głosie wokalistki, odjechanych, basowych zagrywkach i tańczących do całej reszty melodyjkach syntezatorowych brzmiących tak, jakby zapytać karpia o preferencje brzmieniowe z użyciem uroczej yamaszki reface cp. Nasłuchałżem się tego tyle, że jakiś nieznanego pochodzenia magnetyzm kazał mi opracować sobie jak zagrać na gitarze większość utworów z pierwszych dwóch EP zespołu, co pewnie jest też kwestią moich specyficznych relacji z muzyką, i nawyku słuchania pewnych płyt non-stop, kiedy tylko dojdzie do tej mającej miejsce średnio raz na pół roku sytuacji, gdy muzyka której słucham po prostu "kliknie". Melodie utkwiły mi w głowie do tego stopnia, że regularnie łapię się na nuceniu ich podczas mieszania jaj na patelni rankiem z pozostającą w podświadomości nadzieją, że mój falset nie zepsuje smaku śniadania. Standardowy spacer z przystanku na przystanek regularnie wypełniam akompaniamentem wybuchowych głosek które wydaję naśladując rytmy moich ulubionych fragmentów utworów Crumb, o czym orientuje się dopiero słysząc za plecami chichot albo dostrzegając krzywe spojrzenia mijających mnie przechodniów. Może wystarczy tego dobrego?
Chyba tak, bo świeży polski zespół Mlecze wydał kilka dni temu debiutancki album. Jeśli nie myli mnie pamięć, miałem przyjemność usłyszeć ich pierwszy raz na shoefeście w Krakowie jakieś pół roku temu - to było coś. Od razu poczułem, że zagrzeją sobie miejsce nie tylko na polskiej scenie, ale i w moich systemach audio. Właśnie jestem po odsłuchu świeżutkiego wydawnictwa jednym uchem, ale z pewnością powrócę do niego oboma. Jeśli muzyka zespołu Crumb zadziałała na Ciebie kiedyś podobnie jak na mnie, to podejrzewam, że i Mlecze poradzą sobie z Twoimi pretensjonalnymi smakami.
Chociaż mlecze i mniszki lekarskie to rośliny często ze sobą mylone, to muzykę Mleczy raczej niełatwo pomylić z czymś podobnym. Chyba, że powstanie zespół Mniszki lekarskie.










