Jeżeli myślicie, że powieści obyczajowe są nudne niczym flaki z olejem, bodaj nigdy nie sięgnęliście po twórczość Charlesa Dickensa, a zwłaszcza satyrę „Klub Pickwicka”, która nie tylko ukazuje dziewiętnastowieczną angielską obyczajowość w krzywym zwierciadle, ale też krytycznym okiem spogląda na kwestie prawne i sądownicze, a wszystko to autor czyni barwnym, charakterystycznym dla pisarza stylem, nie szczędząc przy tym komizmu w postaci wszelakiej.
Charlesa Dickensa większość zapewne kojarzy jako ambitnego pisarza, starającego się we wcale przystępny sposób moralizować swych czytelników, ukazywać wyważoną hierarchię wartości oraz przekazywać, co tak naprawdę ma w życiu sens, zachowując specyficzny dystans do świata i racząc adresata z reguły wybrednym humorem. Jednak autor nierzadko zagłębia się w literaturę mniej poważną, raczej alegoryczno-satyryczną bądź komiczną, oczywiście pamiętając o odpowiednich proporcjach, dlatego też melanż farsy, romansu oraz łotrzykowskiej opowieści, jakim jest „Klub Pickwicka”, nie jest wyłącznie lekturą przyjemną, lecz także na swój sposób pouczającą.
Opowieść fabularnie natomiast tyczy się tytułowej postaci, swoiście charyzmatycznego i dobrodusznego pana Pickwicka, a przede wszystkim jednak jego podróży po połaciach Anglii, która owocuje szeregiem komicznych scen z życia codziennego oraz tarapatów, z których imć filozof o twórca nowej teorii głowaczy musi różnymi sztuczkami się wyślizgiwać. Barwna Anglia wydaje się Pickwickowi i jego kompanom dość osobliwym miejscem, w którym takie persony jak oni mogą od czasu do czasu wprowadzić własne zasady, acz wszystko kończy się, gdy bohater zostaje uwięziony pod zarzutem niedotrzymania obietnicy małżeńskiej.
Dickens – bazując na strukturze powieści drogi i pikarejskiej – bawi się intrygą utworu, nie dając czytelnikowi możliwości totalnego przewidzenia rozwiązań fabularnych, acz nie można powiedzieć, iż książka jest przesadnie skomplikowana a złożona. Wręcz przeciwnie, cały konstrukt historii opiera się na dość znanym schemacie, często poruszanym przez powieści komediowe, ale za taką właściwie można uznać „Klub Pickwicka”, zwłaszcza, że Dickens celowo operuje motywami, tworząc specyficznego rodzaju farsę, hiperbolizując i akcentują angielską obyczajowość.
Nie można jednak odmówić mu dbałości o portrety charakterologiczne, bowiem choć często postacie są groteskowe to zachowują indywidualne rysy, a przy tym nie ograniczają się do jednej wyróżniającej cechy. Umotywowani, dążący do celów, myślący na rozmaite sposoby oraz różnie spoglądający na świat, pełni są obaw i rozterek, odnajdujących swe uzasadnienia w doświadczeniach i przeszłości – a przoduje im, nie kto inny, lecz sam pan Pickwick, róg osobliwości.
„Klub Pickwicka” stanowi zatem lekturę obok której nie można przejść obojętnie, ponieważ jednocześnie bawiąc i – w satyryczny sposób – ilustrując tło społeczno-obyczajowe dziewiętnastowiecznej Anglii, autor przemyca wartości i splata motywy tak, aby objawiały skrytą, acz bardzo trafną puentę. Być może owa książka to najwyższy czas, żeby poznać Dickensa od innej strony, aniżeli tylko z „Opowieści wigilijnej”.