Lubie robić dużo zdjęć.
By zatrzymać czas.
Oglądać state fotki też lubię i to nauczyło mnie akceptować taką jaka jestem teraz.
Patrzę na zdjęcie z pierwszej klasy liceum. Pamiętam co wtedy myślałam! Jaki ze mnie monstrualny potwór. A co widzę dziś? Gdzie to monstrum? Normalna budowa ciała. Ładna twarz, tylko słaba fryzura i brak makijażu. Ciuchy beznadziejne ale czasy też były troszkę dla mody takie. Zakupów z neta nie było, w mieście kilka sklepików bez nazw, za to z rozmiarówką - rozmiar uniwersalny. Co to jest!? Najgorszy bo dla mnie był za ciasny. Źle się czułam obcisnieta. Gruba nie byłam ale też nie chuda na ten magiczny rozmiar uniwersalny... Nie miałam też kogoś kto by mi coś podpowiedział w tej kwestii. Do tego doszłam później.
I tak to wyglądało. Kilka lat później rozjaśniłam włosy, nauczyłam się lekko malować, ciuchy same mnie odnajdywały a to na ryneczku a to na lumpku i zaczęło się kupowanie on line i sieciówki na mej prowincji.
Wtedy wyglądałam i czułam się najlepiej.
A teraz co widzę w lustrze? Nie narzekam. Zawsze mogłoby być lepiej, chudziej, modniej. Oczywiście.
Nauczyłam się, że za kilka lat będę oglądać to zdjęcie z dziś i powiem " Ale super wyglądałam".
To po co się przejmować, tzeba korzystać z życia takim takie aktualnie się ma..A jednocześnie pracować nad tym by było lepiej i piękniej. Na luzie, bez presji.
Carpe diem!
















