Sometimes the first step is to get a novelty writing utensil n write a big ass list of all the things you don’t fkn know, yk?
seen from Singapore
seen from United States
seen from United Arab Emirates
seen from Malaysia
seen from China
seen from United States
seen from Hong Kong SAR China
seen from United States

seen from Australia
seen from United Kingdom

seen from Malaysia
seen from Indonesia
seen from Germany

seen from Germany

seen from United Kingdom
seen from Australia
seen from China

seen from Australia
seen from United States
seen from Georgia
Sometimes the first step is to get a novelty writing utensil n write a big ass list of all the things you don’t fkn know, yk?
« You scream like nothing's wrong, sons of silence are in them songs. Out loud for the reservation, it's all thriller, no filler. And a beat came up the line, three or four times. This is the first time that you say “It's all filler, no thriller”. »
Every Jamie T album track ranked
1. The Man’s Machine
2. Sticks ‘N’ Stones
3. Sheila
4. British Intelligence
5. Tescoland
6. Emily’s Heart
7. Robin Hood
8. Don’t You Find
9. Police Tapes
10. Spider’s Web
11. Peter
12. So Lonely Was The Ballad
13. Chaka Demus
14. Solomon Eagle
15. 368
16. Zombie
17. Sign Of The Times
18. Calm Down Dearest
19. The Prophet
20. They Told Me It Rained
21. Self Esteem
22. Tinfoil Boy
23. Alicia Quays
24. Joan Of Arc
25. Rabbit Hole
26. Crossfire Love
27. Salvador
28. If You Got The Money
29. Brand New Bass Guitar
30. Dragon Bones
31. Love Is Only A Heartbeat Away
32. Jilly Armeen
33. Castro Dies
34. Power Over Men
35. Dry Off Your Cheeks
36. Limits Lie
37. Pacemaker
38. Hocus Pocus
39. Operation
40. Turn On The Light
41. Trouble
42. Ike And Tina
43. Back In The Game
44. Drones
45. Mary Lee
46. Earth, Wind & Fire
47. Murder Of Crows
Sheila goes out with her mate Stella
It's has been 14 years since the release of the youth revolting Sheila. The 2006 Indie-Rock Ska Hip-Hop song by singer songwriter Jamie T. Sheila was the anthem for British youth culture at the time and also highlights the grim issues off being caught up in the thrill of London; Binge drinking, street violence and friends that lead you astray.
Sheila was the 7th track on Jamie T first album Panic Prevention released in 2007.
Blaze it down and pull yourself up
Jamie T | Selfish Sons | 500 Copies | Panic Prevention - UK 7” Vinyl Edition
This is a tune
Nowy artykuł na Dzika Banda :
Nowy artykuł na http://www.dzikabanda.pl/wieksze-kawalki/teksty/jamie-t-woda-koks-kelnerki-i-londyn-w-tle
Jamie T. – wóda, koks, kelnerki i Londyn w tle
Dekadę temu ukazał się debiutancki album Jamie T. „Panic Prevention”. Płyta, po której wówczas dwudziestojednoletniego muzyka, brytyjskie media okrzyknęły skarbem narodowym. I sumieniem. Bo Jamie T. wyśpiewał Brytyjczykom w twarz niewygodną prawdę o młodych Londyńczykach.
Ilekroć słucham Jamiego T. przypomina mi się taka scenka. To była późna jesień. Ciepły wieczór gdzieś w okolicach Bethnal Green. Londyńska druga strefa. Mniej turystów, więcej zwykłych mieszkańców. Tłum ludzi wracających z pracy. Przy okolicznych barach z kurczakami i kebabami tłumy. Ktoś pali papierosy, ktoś inny jara blanta. Czekam na kumpla, a ten się spóźnia. Zmienił mieszkanie i mam wpaść na piwo, włóczenie się po lokalnych barach. Spóźnia się już pół godziny, więc uznaję, że szybciej będzie jak dojdę do niego. Najwyżej spotkamy się w połowie drogi. Zwłaszcza, że ta ma być krótka. Raptem dwa przystanki. Żeby nie pomylić kierunku podchodzę do ekipy chłopków siedzących przy kamienicy. Pytam, w którą stronę iść na ulicę [teraz nie pamiętam nazwy]. Chłopaki przez sekundę patrzą dość dziwnie, ale potem mówią, że w lewo i potem cały czas prosto. Dziękuję i ruszam. Dopiero wtedy zauważam, że przechodnie także patrzą na mnie w dość osobliwy sposób. Powoli dociera do mnie fakt, że dookoła ekipy, którą pytałem od drogę, było dziwnie pusto. Obracam się w ich stronę. Faktycznie – jest ich może ośmiu. Chodnik jest pełen, ale dookoła nich pusto. Jakby byli wyspą, którą omija ludzka rzeka. Chłopaki machają na dowiedzenia. W tej chwili za ramię łapie mnie mój spóźniony kumpel. Jest zielony z przerażenia. – Powiedz, że z nimi kurwa nie gadałeś! – Gadałem – odpowiadam zgodnie z prawdą. – Nie było cię, więc zapytałem o drogę. – Człowieku wszedłeś centralnie w środek najgroźniejszego młodocianego gangu w okolicy. I jeszcze kurwa zapytałeś ich o drogę! Aha. Teraz rozumiem, dlaczego wszyscy chłopaków omijali.
Będąc obcym, w obcym mieście łatwo o takie wtopy. Niektóre kończą się pozytywnie. Inne w najlepszym układzie ze złamaną szczęką, w najgorszym… wiemy jak. A teraz, dlaczego słuchając Jamiego T. zawsze przypominam sobie tę anegdotę? To akurat proste – bo „Panic Prevention” to nic innego jak wycieczka właśnie do takiego Londynu. Nazwijmy go z braku lepszego określenia –, klasy „B”. Londynu tanich przekręciarzy i drobnych bandytów. Londynu sfrustrowanych kelnerek, pijanych licealistów i bójek w barach. A wreszcie Londynu porzuconych w metrach gazet, tanich frytek, kurczaków i kebabów. Po blichtrze West Endu śladu to nie znajdziecie. Za to zawodzące po pijaku dziewczyny, wracające z imprez, na których ktoś dosypał im coś do drinków – owszem.
Nie sztuką jednak jest opisać patologię. To robi, co drugi muzyk (czy artysta w ogóle). Problem pojawia się w chwili, gdy należy wymyślić sposób, który sprawi, że opowieść zacznie żyć własnym życiem. Stanie się głosem oryginalnym, a nie, kolejnym, powielonym. I Jamie T. taki sposób znalazł.
W 2007 roku Amy Winehouse zostaje gwiazdą. Zespół Kaiser Chiefs razem z Arctic Monkeys zostają okrzyknięci nową nadzieją brytyjskiego rocka. Klaxons zaś mają zmienić świat i stać się nowym Blur. Tego samego roku powoli zaczyna dogorywać kariera hip hopowego niegrzecznego chłopca, Mike’a Skinnera. Jego The Streets powiela swoje muzyczne patenty, niegdyś świeże teksty, zaczynają ciążyć w stronę banału. Prasa i fani pokładają za to ogromne nadzieje w Lily Allen – młodej bezczelnej wokalistce, która raptem kilka miesięcy wcześniej wydała przebojowy album „Alright, Still”.
Kiedy w końcu Jamie T. wyda swój debiut te ostatnie nazwiska będą często pojawiały się w tekstach omawiających krążek. Skinner – bo łączyła ich tematyka, Allen – bo przyjaźń. Lily zresztą pojawi się gościnnie w jednej z piosenek, które finalnie nie trafią na album, ale na stronę „B” singla.
A zatem czy „Panic Prevention” było powtórką z The Streets? Nic z tych rzeczy. Choć obaj dorastali na obrzeżach wielkich metropolii (Skinner w West Heath w Birmingham, Jamie w londyńskim Wembley), obaj mieli podobne doświadczenia z patologicznym środowiskiem, to Jamiego T. (naprawdę Treays) nigdy nie interesowało dosadne kronikarstwo upadku. Wartością dodaną dla niego było eklektyczne podejście do muzyki i naszpikowanie swoich tekstów taką ogromną dozą ironii i zjadliwości, jak to tylko możliwe. Czy można kpić z upadku? Tak. Jeśli wie się jak to zrobić. „Panic Prevention” to, zatem zapis staczającego się w alkoholizm pokolenia, ale niepozbawiony jednak dystansu i zdrowej ironii. Dzięki czemu takie „If You Got the Money” zamiast być kalką „Dry Your Eyes” zamienia się w zjadliwą kpinę tak z maczo zapędów młodych samców, jak pseudo buntowniczej natury młodych samic. A wszystko to przyprawione skocznym i radosnym bujaniem, które zamienia z gruntu przygnebiającą piosenkę w radosny imprezowy hit.
Takich przykładów na płycie jest więcej. Wycieczka do świata szemranych gangsterów opatrzona została chwytliwą linią melodyczną, od której trudno się uwolnić („Back in the Game”). Opowieść o zamkniętym kręgu przemocy i alkoholizmu snuta jest tu w rytm naiwnych melodii i dźwięków casio („So Lonely Was The Ballad”), pijacka droga linią metra snuta w rytm hip hopu, który nagle zamienia się w przejmującą balladę („Northen Line”). Nie można zapomnieć o chyba najważniejszej piosence z płyty – „Sheila” . Pełna gier słownych, cytująca Johna Betjemana opowieść o ojcu opłakującym śmierć córki przypomina chwilami muzyczną wersję „Porachunków” Guy’a Ritchie. Z tą różnicą, że tu w puencie śmiech zamienia się w płacz.
To swoje tekstowe (i muzyczne) rozdrganie i umiejętność żonglowania nastrojem i klimatem Jamie tłumaczył w wywiadach, tym, że muzyka stała się jego formą terapii. Lekarstwem na stany lekowe, które dręczą go od dzieciństwa. Nie potrafił poradzić sobie z nimi psychiatra, nie poradziły sobie leki. Aż w końcu wziął sprawy w swoje ręce – obśmiał chorobę, świat, w którym przyszło mu żyć, stosując przy tym narrację wynikająca z jego przypadłości – czyli od euforii po przerażenie w pięć sekund.
Ale „Panic Prevention” to nie tylko zapis walki z chorobą, opis pokolenia i staczających się Brytyjczyków. To także kronika świata, którego dziś nie ma. W 2007 roku wprowadzono w Wielkiej Brytanii całkowity zakaz palenia w pubach i klubach. Rok później w Londynie wprowadzono zakaz spożywania alkoholu w metrach i autobusach. „Panic Prevention” to opowieść o Londynie, który był pijany dwadzieścia cztery godziny na dobę. W którym nocne przejażdżki metrem zamieniały się w imprezę z wódą, koksem i seksem na siedzeniach. Tego świata już nie ma. Jest inny. Pozornie bezpieczniejszy. Ale w nim również alkoholizm jest chorobą społeczną, z którą nieumiejętnie walczy władza, kelnerkom wciąż najłatwiej imponować kasą, a gangi mają się dobrze. O tym świecie Jamie T. śpiewa na kolejnych płytach. Owszem lepszych i dojrzalszych od debiutu (zwłaszcza „Kings & Queens” i „Trick”), ale też pozbawionych tej gówniarskiej energii, która napędza ten bezczelny i szczery do bólu album.