Pixel Piracy Update v1.2.25 Full Patch Notes – More Language Support!
Pixel Piracy Update v1.2.25 Full Patch Notes – More Language Support! #Pixel Piracy #Pixelpiracy
seen from Russia
seen from United States
seen from Australia

seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States
seen from Albania
seen from China

seen from Albania

seen from United States
seen from United States

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from Finland

seen from United States
seen from Russia
seen from Finland
seen from United States
seen from Puerto Rico
Pixel Piracy Update v1.2.25 Full Patch Notes – More Language Support!
Pixel Piracy Update v1.2.25 Full Patch Notes – More Language Support! #Pixel Piracy #Pixelpiracy
(via https://www.youtube.com/watch?v=_6Sa6pJmlyQ)
Pixel Piracy – mrówczy piraci
Rzecz niezbyt chwalebna, do której przyznaję się niechętnie i ze wstydem. Dzięki niej mógłbym stać się jedną z postaci z kart powieści Williama Goldinga. Zdarzyło się Wam w dzieciństwie (bo wątpię, żeby takie sadystyczne zapędy przetrwały okres adolescencji – przynajmniej taką mam nadzieję) łapać wszelkie małe żyjątka, a następnie umieszczać je w słoiku w gronie innych żyjątek, które nie były wystarczające szybkie, by salwować się ucieczką?
Mi tak, ale złożę to na karb bezrefleksyjnych radość wieku dziecięcego. Jakąż przyjemnością było przyjmowanie zakładów i późniejsze obserwowanie, który z owadzich gladiatorów pozostanie na arenie stworzonej ze słoika po babcinym kompocie? Wygrywały pająki, przeważnie. Czasem zdarzało się, że pasikonik czy inne stworzonko przeżyło w stanie permanentnej ucieczki wystarczająco długo, by ośmionogi kat zmarł z głodu. W nagrodę zdobywało wolność.
Wielki, losowy świat czeka na odkrycie
What kind of grades did the pirate get in school? HIGH SEAS!
Nie przytaczam tu wspomnień z dzieciństwa bez powodu. Pod wieloma względami produkcja studia Quadro Delta właśnie taką zabawę owadzimi gladiatorami przypomina. Pixel Piracy to utrzymany w – jak łatwo się domyślić – piks08elowej stylistyce humorystyczny symulator życia pirata. Elementy RPG, sandboxowy świat, rozgrywka przywodząca na myśl side-scrollowe platformówki, do tego skromne i nieśmiałe ficzery kojarzące się z RTS-ami – wszystko to tworzy ciekawą mieszankę, która sprawia, że rzeczywiście poczujemy powiew świeżości na naszych policzkach, jak na szanującą się grę indie przystało.
Swoją przygodę na siedmiu morzach i oceanach rozpoczynamy od stworzenia kapitana łajby, którą przyjdzie nam prześlizgiwać się po morskich bałwanach. Opcje customizacji są, przyznać trzeba, bardzo standardowe. Mamy kilkadziesiąt opcji zmiany wyglądu naszego korsarza, które nie mają żadnego realnego wpływu na rozgrywkę, a w sumie sprowadzają się do kilku zlepków pikseli jakie będziemy obserwować na ekranie w czasie naszej przygody. Następnie trzeba odpowiedzieć na kilka pytań, będących w gruncie rzeczy modyfikacjami wygenerowanego losowo świata bądź dającymi nam mały handicap na start.
Pozwolę sobie podpowiedzieć, że na dzień dobry lepszy jest dodatkowy towarzysz niedoli, niż odrobinę lepszy miecz. Gdy już padół łez, po którym będziemy się błąkać, zostanie stworzony, naszą przygodę rozpoczniemy na czymś, co trudno nazwać mianem okrętu. Raczej skromną tratwą, która bardzo szybko zapełni się fekaliami bezwstydnie produkowanymi przez naszych dzielnych piratów. Będzie ona musiała wystarczyć nam na jakiś czas, a nie ma co ukrywać… Początek w tej grze jest zdecydowanie najtrudniejszy.
How do pirates know that they are pirates? They think, therefore they ARRRR!!!!!
Skoro start pirackiej przygody został już zarysowany, pora przyjrzeć się dokładniej przeciwnościom, jakim przyjdzie stawiać czoła naszemu wilkowi morskiemu. Nie mamy pełnej kontroli nad załogą – co prawda możemy wskazać gdzie ma się przemieścić, a nawet stworzyć grupy, aby efektywnej nią zarządzać, ale na tym kończy się nasza potęga. Piraci, po przesunięciu się w dane miejsce, czynności, których się podejmą, wybierają już wedle własnego uznania, a z tym bywa bardzo różnie. Zdarzają się przypadki, gdy nasz korsarz woli pomachać treningowym mieczykiem, niż coś zjeść.
Będąc przy jedzeniu, wypada wspomnieć najstraszniejszego przeciwnika, jakiego spotkamy na siedmiu morzach – szkorbut. Wredna choroba zjawia się często, jeśli nie utrzymamy odpowiedniej diety u naszych podopiecznych. A jak łatwo się domyślić, zmuszenie ich do zjedzenia cytrusów (bo te są jedynym ratunkiem) bywa niezwykle kłopotliwe i czasami sprowadza się do tego, że na okręcie nie może znajdować się żadne inne jedzenie. Po uporaniu się z tymi, wydawać by się mogło, banalnymi problemami, możemy spróbować naszych sił w rabowaniu, plądrowaniu i zabijaniu.
Zadaje się, że twórcy chcieli, żeby walka była choć odrobinę taktyczna i dlatego oddali do dyspozycji graczy takie udogodnienia, jak aktywna pauza i możliwość wytyczania trasy, którą ma przebyć wybrany pirat. W praktyce każda walka w grze to chaos. Wygrywa ten kto szybciej i mocniej bije, a aktywną pauzę wykorzystuje się tylko do wypijania kolejnych buteleczek eliksiru przywracającego życie. Tę wskazówkę warto zapamiętać, bowiem odważni korsarze opisani są właśnie za pomocą kilku atrybutów, wpływających na ich szybkość poruszania się, ilość zadawanych obrażeń, częstotliwość ataków, ilość punktów życia, szanse zadania ataku krytycznego oraz redukcję obrażeń.
Mało bezludne bezludne wyspy
What’s Captain Hook’s favorite store? The Second-hand Shop!
Pixel Piracy prezentuje się całkiem ładnie, nawet lepiej, gdy wyłączymy niektóre efekty. Pixel Art ma swoich zwolenników i przeciwników, ale przyznać trzeba, że w tym wydaniu nie odrzuca, choć chwilami bywa monotonny. Zanim doczekamy się zmiany wyglądu wysp, które odwiedzamy w poszukiwaniu skarbów, przyjdzie nam poświęć kilka godzin rozgrywki.
Irytujący jest natomiast brak ścieżki dźwiękowej, która umilałaby podróże, a największy minus stanowią okrzyki naszych dzielnych korsarzy, które wydają oni z siebie niestrudzenie co 15 sekund. Przez pierwsze pół godziny nie stanowi to wielkiego problemu, ale później może doprowadzić do obłędu.
Piratem być
Pixel Piracy jest pozycją z pewnością wartą uwagi, ale posiadającą wszystkie wady gier wypuszczanych we wczesnym dostępie. Złe zbalansowanie, proste bugi, nieprzemyślane dodatki i kilka innych, mniejszych, bądź większych, niedociągnięć. Na szczęście stężenie błędów w Pixel Piracy jest na tyle niskie, że nie psuje nam ono rozgrywki w żaden sposób. Gra powinna spodobać się wszystkim myrmekologom, bowiem okręt rozbudowywany wedle naszego uznania w pewnym momencie zacznie przypominać formikarium, a nam nie pozostanie nic innego, jak obserwowanie pracy pirackiej kolonii, którą sami zresztą stworzyliśmy.
War… War never changes
Pixel Piracy – piksel postrachem mórz i oceanów! Pixel Piracy - mrówczy piraci Rzecz niezbyt chwalebna, do której przyznaję się niechętnie i ze wstydem. Dzięki niej mógłbym stać się jedną z postaci z kart…