[Fragm. książki Adama Próchnika: "Idee i ludzie - z dziejów ruchu rewolucyjnego w Polsce"]
Auto, mknące szosą, zwolniło biegu, posunęło się jeszcze kilkaset metrów naprzód i nagle zatrzymało się. Szofer pośpiesznie wyskoczył z wozu i zaczął troskliwie oglądać maszynę, doszukując się przyczyny niespodziewanego zahamowania jazdy. Przyklęknął obok motoru. Z okna wozu wychyliła się jakaś głowa.
– Cóż tam się stało, obywatelu? – padło pytanie – czy znowu pękła nam opona? Będzie to już bodaj czwarty raz w czasie tej przeklętej podróży.
Szofer powstał i zbliżył się do okna. Wyraz jego twarzy nie wróżył nic dobrego. Odparł zakłopotany:
– Tym razem jest gorzej. Opony są całe, ale za to zabrakło benzyny. Na to już nic nie poradzę. Obawiałem się tego przez cały czas. W Puławach nie udało mi się zrobić nowego zapasu. Austriacy, uciekając, wszystko z sobą zabrali.
– Może uda się wam tu gdzieś dostać benzyny? – zapytał podróżny.
Szofer bezradnie machnął ręką.
– Wykluczone, panie poruczniku. – Skąd by tu ludzie mogli mieć benzynę?
Mężczyźni siedzący w aucie rozpoczęli krótką naradę. Dalsza jazda autem była niemożliwa. Postanowili wysiąść, aby rozejrzeć się w sytuacji. Najpierw zeskoczył na szosę młody człowiek w mundurze legionowym, którego szofer tytułował porucznikiem. Przytrzymał drzwiczki i czekał w postawie pełnej szacunku, aż nie wysiedli dwaj panowie. Jeden z nich był szczupłym, wysokim mężczyzną o siwiejącej głowie, ale odważnym i pełnym energii młodzieńczej spojrzeniu. Drugi w stroju pół miejskim i pół chłopskim, o wydatnych kościach policzkowych i dużym nosie, był nie mniejszego wzrostu od swego towarzysza podróży. W aucie pozostał jeszcze jeden mężczyzna, który czynił wrażenie chorego.
– Jak pan sądzi, panie poruczniku – zapytał pierwszy z mężczyzn – gdzie możemy się znajdować?
Oficer rozejrzał się po okolicy.
– Minęliśmy już Jastków, gdzie znajduje się grób legionistów, poległych w 1915 r. Sądzę, panie pośle, że jesteśmy oddaleni od Lublina nie więcej, jak o osiem, dziewięć kilometrów.
– Ślicznie. Możemy więc dalszą drogę odbyć piechotą.
– Obawiam się, że to trwałoby zbyt długo – odparł oficer – panowie są w Lublinie już bardzo niecierpliwie wyczekiwani. Pułkownik Rydz-Śmigły nakazał mi największy pośpiech w sprowadzeniu panów.
– Zresztą nie moglibyśmy tak zostawić Stapińskiego – wtrącił jeden z mężczyzn – to zderzenie ze szlabanem za Puławami dało mu się dobrze we znaki.
– Istotnie. Jedyne więc wyjście postarać się o konie.
Porucznik polecił zatem szoferowi skoczyć co żywiej do widniejących o kilkaset kroków domostw i za wszelką cenę zdobyć szybko konie.
Tymczasem trzej mężczyźni spacerowali po najbliższym odcinku szosy. Oficerem był por. Janusz Olszamowski. Jego współtowarzysze byli to posłowie Ignacy Daszyński i Wincenty Witos. Porucznik opisywał właśnie z zapałem, jak odbyło się w Lublinie objęcie władzy przez legionistów, peowiaków i robotników. Nawet oddział Wehrmachtu porzucił Radę Regencyjną i podporządkował się Śmigłemu. Rodzi się Polska. Trzeba tylko, aby powstał rząd, wziął w swe ręce władzę i energicznie pokierował wszystkimi sprawami. Rada Regencyjna jest tworem okupantów i w oczach narodu jest skompromitowana. Rolę tę, twierdził porucznik, spełnić może tylko rząd robotników i chłopów.
Witos milczał. Daszyński wypytywał, jakie poczyniono w Lublinie przygotowania dla sformowania takiego rządu. Porucznik zaczął mówić o przybyciu do Lublina przywódców stronnictw lewicowych z Warszawy i o naradach nad składem i programem nowego rządu.
– Naturalnie – skończył, zwracając się do Daszyńskiego – że nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że pan poseł stanie ma czele rządu.
Witos przerwał milczenie.
– Właściwie byłoby może lepiej rząd tymczasowy stworzyć w Krakowie. Tam mógłby on mieć szersze podstawy…
W tym momencie jednak turkot toczących się kół przerwał rozmowę. Zbliżał się szybko zwyczajny wóz chłopski, na którym siedział szofer i naglił furmana do pośpiechu. Za chwilę wóz stanął koło samochodu.
Daszyński i Witos siedli na ławeczce. Oficer zajął miejsce przy furmanie. Stapińskiego umieszczono na wiązce słomy z głową, opartą na kolanach Daszyńskiego. Wóz ruszył. W niespełna godzinę zadudniły pod kołami nierówne kamienie bruku lubelskiego.
Była to popołudniowa godzina dnia 7 listopada 1918 r., gdy nędzna fura, wioząca pierwszego premiera rządu odrodzonej Polski, dotarła do swego celu.
Podróżnym naszym przedstawił się widok niezwykły. Ulice Lublina były niesłychanie ożywione, tętniące ruchem, pełne świątecznego nastroju. Jakby w czasie powodzi wszystkimi placami i ulicami przelewała się fala ludzka, różnobarwna, podniecona, szumiąca. Robotnicy, rzemieślnicy, chłopi z okolicznych wsi, mieszczanie, żołnierze. Twarze jasne, uśmiechnięte, radosne. Wszędzie widać ludzi, ściskających sobie mocno i serdecznie dłonie lub witających się głośnymi pocałunkami. Tu i ówdzie spotyka się przemaszerowujące oddziałki żołnierzy. Biedne to było na oko wojsko. Wyszarzałe, brudne, sponiewierane w czasie długiej wojny, mundury różnych rodzajów broni i różnych armii, wśród których tu i ówdzie prześwieca kurtka cywilna, bluza robotnicza lub mundurek uczniowski. W blaskach słońca odbijają się lufy karabinów różnej wielkości i kalibru. Ale krok jest dziarski, mina u wszystkich buńczuczna, w oczach błyszczy radość i duma, a ku niebu płynie pieśń mocna, na przemiany to żołnierska, to rewolucyjna. Na ich widok ludzie wznoszą okrzyki, podrzucają do góry czapki, wtórują ich pieśni. Wszędzie radość bujna, nieokiełznana, szał entuzjazmu. Więzy niewoli zrzucone. Wolność i sprawiedliwość.
W wielu miejscach gromadzą się liczne grupy ludzi przed wielkimi afiszami, świeżo rozlepionymi na całym mieście. Daszyński zatrzymuje wóz. Obaj z Witosem zeskakują i przyłączają się do najbliższej gromady ludzkiej, czytającej z przejęciem ogłoszenie. Jest to manifest Tymczasowego Rządu Republiki Polskiej w Lublinie. Głosi on powstanie niepodległej republiki polskiej, walkę z okupantami, zniesienie stworzonej przez nich Rady Regencyjnej, wybory do sejmu ustawodawczego, samorząd, gwarancje wolności politycznej, szerokie ustawodawstwo społeczne, ziemia dla chłopów, fabryki i kopalnie zostaną własnością społeczeństwa, wolnym narodom braterstwo. Na czele rządu stoi Ignacy Daszyński, w skład rządu wchodzą znani przywódcy chłopów, robotników, pracowników umysłowych.
Siadają więc z powrotem na furę. Twarz Witosa jest nieprzenikniona. Daszyński jest poważny. Odczuwa wagę wielkich zagadnień, których nici znalazły się w jego ręku. Zjednoczenie całej Polski. Wypełnienie wielkiego planu. Większość kraju jest jeszcze w ręku okupantów. Na wschodzie są jeszcze setki i tysiące wojska niemieckiego, których droga powrotna prowadzi przez Polskę. W Berlinie rządzą jeszcze cesarz i generałowie. Trzeba poruszyć cały lud, wielkie masy robotników i chłopów. Tym wnioskiem kończy Daszyński swe rozważania i gotów jest podjąć ciężar, który na niego spada.
W trzy dni potem, przed pałacem gubernatorskim, który stał się siedzibą nowego rządu, stoją nieprzeliczone tłumy robotników i chłopów z Lublina i okolicznych powiatów. Daszyński w swym gabinecie przyjmuje delegację. Oznajmia krótko:
– Obywatele, otrzymaliśmy wiadomość, że runęła ostatnia twierdza imperializmu. Berlin stoi w ogniu rewolucji. Wilhelm II uciekł do Holandii.
A przez otwarte okna wpadają do pokoju okrzyki, wznoszone przez wielotysięczne masy:
– Niech żyje rząd ludowy! Niech żyje Polska robotników i chłopów!
Źródło: Stowarzyszenie im. Ignacego Daszyńskiego
Fot. Szef Rządu Obrony Narodowej, Wincenty Witos i Ignacy Daszyński, wicepremier (1920 r.); źródło: pl.wikipedia.org
Ryszard Dzieniszewski: Pamięci Heleny Datoń-Szpak ps. „Lech”
Z artykułu opublikowanego w „Naszym Dzienniku” (nr 242-5084, z dn. 17 października 2014 r.) autorstwa dr Adama Cyry – pracownika Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, do środowiska kombatantów w Warszawie dotarła smutna wiadomość o śmierci Heleny Datoń, z męża Szpak. Zmarła w dniu 14 października b.r., w wieku 92 lat.
Fot 1. cyra.wblogu.pl
W czasie okupacji Helena Datoń-Szpak była bohaterską łączniczką z ramienia organizacji PPS. Urodziła się i wychowała w mieście Chrzanowie znanym ze sprawnej działalności PPS, od czasu zaczynu lewicowego jeszcze w epoce galicyjskiej działalności Ignacego Daszyńskiego.
Helena Datoń-Szpak nosiła w konspiracji PPS pseudonim „Lech” [1]. Została zatrudniona z nakazu pracy w kantynie – placówce przyobozowej. To pozwoliło jej realizować przez szereg lat funkcję łączniczki między pozaobozową konspiracją PPS w Krakowie (kierowaną przez Adama Rysiewicza „Teodora”), a obozową konspiracją w obozie koncentracyjnym Auschwitz, kierowaną od 1942 roku przez Józefa Cyrankiewicza [2]. Traktowała swoją działalność jako czyn patriotyczny, podobnie jak kilka innych dziewczyn ze środowiska robotniczego z tej okolicy, przejętych tragedią więźniów obozu Auschwitz-Birkenau.
Fot. Arch. Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Była młodą dziewczyną, a tak umiejętnie prowadziła swoją działalność, że nie została zdekonspirowana przez okrutne SS-owskie organa władz obozowych. Tym samym nie naraziła na śmierć swojego młodszego rodzeństwa i matki. Niezależnie od przemycanych grypsów i lekarstw mających duże znaczenie dla indywidualnych więźniów, współuczestniczyła też w łańcuchu łączności ruchu oporu przemycającym meldunki i wiadomości o zbrodniach dokonywanych przez niemieckie formacje SS w obozie Auschwitz-Birkenau. Pewna część tych meldunków była później podawana w audycjach radia BBC z Londynu, a więc komunikowana okupowanej Europie i całej demokratycznej społeczności świata.
Helena Datoń pomagała też w przygotowywaniu ucieczek z obozu. Nic dziwnego, że zasłużyła sobie na wieloletnią przyjaźń i pamięć byłych więźniów tego okrutnego obozu koncentracyjnego. Po wyzwoleniu pracowała jako urzędniczka ubezpieczeń społecznych i nauczycielka przedmiotów artystycznych w szkołach w Chrzanowie.
W dowód zasług wojennych została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Miejmy nadzieję, że tej legendzie Ruchu Oporu przyznany zostanie pośmiertnie Order Orła Białego.
Odeszła jedna z najstarszych kombatantek PPS. Cześć Jej pamięci!
Tekst za: „Biuletyn OK PPS Warszawa” i Stowarzyszenie im. Ignacego Daszyńskiego.
[1] Według „Skorowidzu nazwisk”, Aneksu do 2 -tomowego dzieła „Polska Partia Socjalistyczna w latach wojny i okupacji 1939 – 1945” wydanego w 1995 r. przez zespół pod kierownictwem senatora i przywódcy PPS tow. Jana Mulaka oraz redaktora tow. Edwarda Hałonia – przyp. red.
[2] J.w. Por. wspomnienia Edwarda Hałonia i Lucjana Motyki w tomie 1 dzieła „Polska Partia Socjalistyczna w latach wojny i okupacji 1939 – 1945”, s. 309-350 i s. 762-770.
Bogdan Chrzanowski: Bolesław Dratwa (1893-1944) – przypomnienie postaci
Na wstępie chciałbym przytoczyć wzmiankę na temat rodu Bolesława Dratwy.Ojciec Bolesława, Franciszek (1864-1936), o pseudonimie „Dziadek” był strażnikiem więziennym. Współpracował z ruchem niepodległościowym. Należał do Narodowego Związku Robotników i wśród strażników więziennych zorganizował komórkę partyjną, której zadaniem było niesienie pomocy więźniom politycznym. Przekazywał więźniom listy i grypsy oraz udostępniał obrońcom tajne akta osadzonych. Za tę działalność został odznaczony w 1932 roku Medalem Niepodległości.
Legenda głosi, że ród Dratwów wywodzi się z chłopów pańszczyźnianych, a jego początki sięgają 1725 roku. Przodkowie osiedlili się w Milejowie koło Piotrkowa, a któryś z nich został szewcem – stąd nazwano go Dratwą.
Protoplasta rodu Józef był pierwszym chłopem w Milejowie, który umiał czytać. Tej umiejętności nauczył go młynarz, gdy z Józef ojcem jeździł do młyna. Wkrótce też we własnym domu założył szkołę wiejską. Józef Dratwa ożenił się z Anną z Gumiennych. W 1892 roku urodził się im Stefan, a wiele lat później Dominik. Następnie Maria, Józef, Antoni, Józefa i Franciszek – ojciec Bolesława.
Bolesław Dratwa urodził się 14 sierpnia 1893 roku w Piotrkowie. Już jako uczeń piątej klasy gimnazjum, które ukończył w Piotrkowie, zorganizował wśród kolegów koło Związku Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej (ZMPN). Jesienią 1912 roku wstąpił na wydział filozoficzny Uniwersytetu Lwowskiego. Po roku przerwał jednak studia i wrócił do Piotrkowa, gdzie rozpoczął ożywioną działalność w środowisku młodzieży socjalistycznej. Od października 1916 roku studiował też przez dwa semestry na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego.
O wpływie Bolesława Dratwy na kształtujące się grono młodych socjalistów mogą poświadczyć słowa, zaczerpnięte ze wspomnień Zygmunta Zaremby, który stwierdzili, iż „Bolka” koledzy czcili „(…) jak jakąś świętość (…).” Analizując kolejne fragmenty wspomnień, można wywnioskować, iż Dratwa pełnił w kształtującej się organizacji rolę szkoleniowca ideologicznego oraz przywódcy w organizacji młodych socjalistów. W gronie jego współpracowników znaleźli się również, obok wspomnianego już Zaremby, Marian Bąkowski, Ewaryst Karyś, Marian i Wiesław Nowiccy, Tadeusz Żarski, Stanisław i Bronisław Kuczewscy, Józef Majewski, Seweryn Kowalski, Celesty Dylewski, Bożena i Stefania Czerwińskie oraz Tadeusz Puszczyński. O środowisko to otarł się również Stefan Rowecki, szczególnie silnie zaprzyjaźniając się w latach kolejnych z Puszczyńskim. Ten ostatni pełnił w organizacji młodzieżowej funkcję bibliotekarza. Pomimo iż dalsze losy tejże grupy potoczyły się odmiennymi kolejami, to właśnie ich młodzieńcza działalność w Piotrkowie rzutowała na kształtowanie się lokalnego środowiska socjalistów.
Bolesław Dratwa, jako działacz, nosił pseudonimy: Szczęsny, Szymon, Szymkiewicz. Do PPS w Piotrkowie wstąpił 4 grudnia 1914 roku.Od 1919 roku wchodził w skład Okręgowego Komitetu Robotniczego w Piotrkowie. Z ramienia tej partii wybrany został 17 stycznia 1919 roku do Komitetu Wykonawczego Rady Delegatów Robotniczych (KWRDR). W samym roku z listy PPS w okręgu piotrkowskim kandydował do Sejmu Ustawodawczego. Był delegatem na XVI-tym (Zjednoczeniowym) Kongresie PPS, który odbył się w dniach 26-27 kwietnia 1919 roku w Krakowie. Był jednym z tych, którzy podpisali wniosek w sprawie dopuszczenia do obrad zjazdu lewicowej grupy Tadeusza Żarskiego – zawieszonej w działalności w 1919 roku przez Centralny Komitet Robotniczy (CKR).
Bolesław Dratwa działał równolegle w ruchu związkowym, będąc sekretarzem Rady Związków Zawodowych w Piotrkowie. Przez kilka lat pełnił funkcję radnego w samorządzie miasta w Piotrkowie z ramienia PPS. Jego usilna praca organizacyjna przyczyniła się do utrzymania się przez szereg kadencji PPS-owskiej większości w samorządzie miejskim.
Podczas XVIII Kongresu PPS w 1921 roku w Łodzi, w którym uczestniczył jako delegat Piotrkowskiej PPS, został wybrany członkiem Rady Naczelnej i pozostał nim do 1924 roku. W latach 1921-1924 współpracował z Adamem Próchnikiem w Zarządzie Miejskim Piotrkowa i w PPS. Z listy piotrkowskiej Polskiej Partii Socjalistycznej Dratwa kandydował w 1922 roku w wyborach do Sejmu.
Działacz ten był jednym z organizatorów instytucji ubezpieczeniowych w Polsce. W grudniu 1924 roku wszedł do zarządu Kasy Chorych województwa łódzkiego, a w 1926 roku objął redakcję „Przeglądu Ubezpieczeń Społecznych”. Przeniósł się wówczas do Warszawy, gdzie kontynuował działalność partyjną. W marcu 1926 roku wszedł z ramienia PPS do zarządu Kasy Chorych powiatu warszawskiego, będąc jednocześnie dyrektorem Okręgowego Związku Kasy Chorych.
We wrześniu 1927 roku został delegatem PPS w Państwowej Radzie Samorządowej, a w marcu 1928 roku kandydował do Sejmu z listy PPS (nr 2). Kiedy w 1929 roku władze sanacyjne zaczęły stopniowo ograniczać samorząd Kasy Chorych, usiłowano usunąć z zarządu starych działaczy – Bolesława Dratwę i Kazimierza Kuczewskiego – oskarżając ich o nadużycia finansowe. Dratwa w listopadzie 1929 roku został aresztowany. Jego obrony podjął się adwokat Leon Berenson. W dniu 26 listopada aresztant został zwolniony za kaucją. Dratwa pracował nadal w Kasie Chorych, a po jej przekształceniu w ZUS – jako inspektor w tej instytucji. W maju 1935 roku został zwolniony z pracy.
W dniu 1 lutego 1931 roku został wybrany do Warszawskiego Okręgowego Komitetu Robotniczego (WOKR) PPS, gdzie był sekretarzem prezydium w latach 1932-1933, zaś członkiem egzekutywy – w latach 1932-1939. Reprezentował Warszawski Okręgowy Komitet Robotniczy (WOKR) na XXIII Kongresie PPS, który odbywał się w dniach 2-4 lutego 1934 roku w Warszawie. Bolesław Dratwa został wybrany ponownie w skład Rady Naczelnej i pozostał jej członkiem aż do wybuchu wojny w 1939 roku. Wysunięcie Bolesława Dratwy na członka Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS nie doszło do skutku, ale w 1932 roku został członkiem Komisji Rewizyjnej zarządu Głównego Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (TUR). Na posiedzeniu WOKR w dniu 26 maja 1935 roku postawił wniosek, aby potępić Warszawską OM TUR (Organizację Młodzieżową TUR) za uchwałę skierowaną przeciw udziałowi w pogrzebie Józefa Piłsudskiego. Po likwidacji OM TUR i powołaniu w 1936 roku Wydziału Młodzieży PPS, związanego ściśle z organizacjami terenowymi PPS, Bolesław Dratwa z ramienia egzekutywy WOKR został przewodniczącym Warszawskiego Wydziału Młodzieży.
W kwietniu 1936 roku wespół ze Stanisławm Dubois, Adamem Próchnikiem, Andrzejem Strugiem, Arturem Szewczykiem, Wandą Wasilewską (wtedy jeszcze członkinią PPS) podpisał list do CKW w sprawie zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Naczelnej PPS w związku z wypadkami lwowskimi. Dnia 7 stycznia 1937 roku został wysunięty przez klub radnych PPS Rady Miejskiej w Łodzi na wiceprezydenta miasta. Uzyskał większość w głosowaniu, lecz Rada Miejska wkrótce (30 marca 1937 roku) została rozwiązana. Był także uczestnikiem akcji wyborczej do Rady Miejskiej w Warszawie w grudniu 1938 roku. W trakcie nieoficjalnych rozmów przedstawicieli CKW ze Stefanem Starzyńskim w styczniu 1939 roku typowany był na stanowisko wiceprezydenta miasta stołecznego Warszawy.
We wrześniu 1939 roku jako sekretarz warszawskiej PPS współdziałał w organizowaniu Robotniczych Batalionów Obrony Warszawy. W dniu 22 września Plenum Zespołu Socjalistycznych Organizacji Robotniczych podjęło uchwałę o przejściu do konspiracji i powierzyło towarzyszowi Dratwie funkcję przewodniczącego egzekutywy Warszawskiego Okręgowego Komitetu Robotniczego PPS Ruch Mas Pracujących - Wolność Równość Niepodległość, którą pełnił do sierpnia 1944 roku. W dniach 19-21 października 1939 roku w Helenowie-Wawrze, podczas konferencji założycielskiej PPS Ruch Mas Pracujących-WRN, został wybrany skarbnikiem CKW PPS-WRN z ramienia WOKR PPS-WRN. Zawodowo pracował w latach 1940-1944 w radzie Głównej Opiekuńczej. Współorganizował trzecią ogólnokrajową konferencję PPS-WRN. Dratwa brał też udział w tworzeniu konspiracyjnej Rady Zawodowej przy CKW PPS-WRN oraz kół inteligencji pracującej przy tej organizacji. Był zdecydowanym przeciwnikiem współdziałania zarówno z Robotniczą Partią Polskich Socjalistów (RPPS) jak i Polską Partią Robotniczą (PPR).
W dniach 2-5 sierpnia 1944 roku w powstańczej Warszawie powstał jawnie działający WOKR PPS-WRN, który funkcjonował przy ulicy Moniuszki 1 A. Utworzono też biura działających organizacji PPS-WRN Śródmieście, Grzybowa, Powiśla i Starego Miasta. Bolesław Dratwa zginął w Powstaniu Warszawskim podczas bombardowania lotniczego, w dniu 5 sierpnia 1944 roku przy ulicy Złotej 47.
Fragment maszynopisu przygotowywanej książki Bogdana Chrzanowskiego „Piotrkowskie drogi do wolności". Autor jest Wiceprzewodniczącym RN PPS.
[Tytuł pochodzi od redakcji WWW PPS. Naniesione zmiany redakcyjne w tekście na potrzeby publikacji internetowej – za zgodą autora.]
Bogdan Chrzanowski: Kazimierz Szmidt - socjalistyczny prezydent Piotrkowa
Kazimierz Szmidt urodził się 3 marca 1895 roku w pod piotrkowskiej wsi Oprzężów. Wieś ta w XX wieku w części składała się z dawnych kolonistów przybyłych z krain niemieckich. Rodzicami Kazimierza byli Piotr Szmidt i Marianna z Hentzlów. Ojciec jego był rolnikiem, jednak nie do końca życia.
Portret Kazimierza Szmidta; z archiwum autora.
Przyszły prezydent
Kiedy kończyła się pierwsza wojna światowa, rodzice przyszłego prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego sprzedali parcelę rolną w Oprzężowie i przenieśli się do miasta, zakupiwszy posesję przy ulicy Belzackiej 10. Ledwie Piotr i Maria Szmidtowie zamieszkali w mieście, głowę domu, rewidenta PKP, dotknęła śmierć. Zmarł on kilkanaście dni po odzyskaniu niepodległości, 28 listopada 1918 roku, mając zaledwie czterdzieści lat.
Syn byłego rolnika i (krótko) kolejarza, również nie należał do mężczyzn o dobrym zdrowiu. Kazimierz Szmidt od młodych lat chorował – jak wtedy mówiono – „na płuca”. Gruźlica w tamtych latach była chorobą trudną do wyleczenia. Nie mogła pomóc medycyna. Nie mogła też pomóc żona Bronisława z domu Dratwów – z rodziny słynnych nie tylko w Milejowie społeczników, ale także parlamentarzystów. Była ona również, jak początkowo jej mąż, pedagogiem.
Przyszły prezydent w rodzinnej wsi ukończył szkołę ludową, wówczas „elementarną”, by podjąć naukę w Szkole Miejskiej, zwanej w Piotrkowie „Aleksandrówką”. Jej ukończenie nastąpiło 1 września 1917 roku, co wiązało się z przerwami powodowanymi chorobą. Kazimierz Szmidt podjął pracę w znanej w mieście Szkole Powszechnej im. Tadeusza Kościuszki i, mimo zawodowych obowiązków, kontynuował naukę na organizowanych wtedy dość powszechnie kursach dokształcania nauczycieli.
Miejsce pracy Towarzyszy PPS w Piotrkowskim Magistracie; z archiwum autora.
„Jest bezrobotny, nie eksmitować”
Społecznik Kazimierz Szmidt związał się tuż po zakończeniu Pierwszej Wojny Światowej z Polską Partią Socjalistyczną, która w Piotrkowie Trybunalskim, po krótkiej dominacji narodowej demokracji, prawie we wszystkich wyborach okresu międzywojennego zdobywała zdecydowaną większość w Radzie Miejskiej. Kazimierz Szmidt należał do młodej generacji socjalistów. W Piotrkowie przewodzili tacy działacze jak: Adam Próchnik – wkrótce wybitny parlamentarzysta i historyk, Edward Dobruś, Zygmunt Zaremba, Bolesław Dratwa i inni.
Dzień 3 grudnia 1925 roku stanowi znamienną datę. Przytłaczającą liczbą głosów oddanych przez radnych, tow. Kazimierz Szmidt zostaje prezydentem Piotrkowa Trybunalskiego. Rozpoczyna się wielka ofensywa, mająca na celu modernizację miasta – skanalizowanie Piotrkowa i uruchomienie wodociągów, elektryfikacja obiektów publicznych i śródmieścia oraz wielu dzielnic miasta.
Socjalista-prezydent Miasta Piotrkowa Trybunalskiego, jak na znakomitego pedagoga przystało, doprowadza do realizacji programu powszechnego nauczania. Pod tym względem Piotrków należy do czołówki krajowej. Powstaje biblioteka publiczna, rozwinięto publiczną opiekę nad matką i dzieckiem, zbudowano pierwsze domy komunalne oraz baraki dla dotąd bezdomnych. Prezydent dba o organizowanie robót publicznych. Zbudowano piękną na tamte czasy szkołę im. H. Sienkiewicza przy ulicy Cegielnianej (obecnie im. Kazimierza Szmidta) oraz dom dla osób starszych.
Piotrkowianie, którzy kiedykolwiek zetknęli się z prezydentem i którzy go długo pamiętali przekazywali legendę, wspartą jednak o fakty i zdarzenia. Bednarzowi z fabryki beczek braci Kopydłowskich, który rok wcześniej otrzymał komunalne mieszkanie przy ul. Sulejowskiej, a teraz został pozbawiony pracy i możliwości opłacania czynszu, prezydent Szmidt, napisał zaświadczenie: „Jest bezrobotny, nie eksmitować. Kiedy wróci do pracy spłaci czynsz.”
Powszechnie opowiadano, że prezydent z żoną i jedynakiem Mirosławem, późniejszym członkiem ruchu oporu w czasie wojny żyli z pensji żony. On swoją prezydencką wypłatę rozdawał biednym.
Tablica upamiętniająca prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego, działacza PPS Kazimierza Szmidta; commons.wikimedia.org.
Przedwczesna śmierć
Kazimierz Szmidt, wybrany prezydentem na drugą kadencję, dożył jedynie jej połowy. Zmarł w dniu 10 czerwca 1931 roku, przeżywszy zaledwie trzydzieści sześć lat. Jego pogrzeb i odprowadzenie trumny na miejsce wiecznego spoczynku na starym cmentarzu było wielką manifestacją piotrkowian.
To on jako „ojciec miasta” rozpoczął dążenie do nowoczesności. Za jego prezydentury skanalizowano Piotrków, znacząco rozbudowano wodociągi, a także sieć elektryczną. Piotrkowianie nazywali prezydenta Szmidta „ojcem ubogich”, bo o nich szczególnie się troszczył.
Przedwcześnie odszedł skromny człowiek o wielkim sercu i światłym umyśle.
Fragment maszynopisu przygotowywanej książki Bogdana Chrzanowskiego „Piotrkowskie drogi do wolności". Autor jest Wiceprzewodniczącym RN PPS.
[Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji WWW PPS. Naniesione zmiany redakcyjne w tekście na potrzeby publikacji internetowej – za zgodą autora].
Bogdan Chrzanowski: Adam Próchnik – historyk, społecznik, polityk
Socjalistyczny dom Próchników
Adam Feliks Próchnik (1892-1942) urodził się 21 sierpnia 1892 r. we Lwowie. Pochodził z rodziny inteligenckiej. Oficjalnie był synem Izydora Próchnika i Felicji Próchnik z domu Nossig, jednak wśród osób związanych z przedwojenną PPS było wiadomo, że był on naturalnym synem Felicji Nossig-Próchnik i Ignacego Daszyńskiego.
Fot. Adam Feliks Próchnik, źródło: www.chronologia.pl
Matka Adama Próchnika, Felicja, pochodziła ze szanowanej rodziny lwowskiej żydowskiego pochodzenia, była inicjatorką powstania towarzystwa "Czytelnia Naukowa", które skupiało studentów i absolwentów polskich i austriackich uczelni.
W 1900 r. matka Adama z synem przeniosła się do Paryża, skąd dwa lata później powróciła do Lwowa. Powrót podyktowany był koniecznością rozpoczęcia edukacji szkolnej przez dziesięcioletniego wówczas Adama. We wrześniu 1903 r. Adam Próchnik rozpoczął naukę w filii III Cesarsko-Królewskiego Gimnazjum im. Franciszka Józefa, przemianowanego później na VII Gimnazjum, które przybrało imię Tadeusza Kościuszki. Tam w osiem lat później zdał egzamin maturalny.
Warunki nauczania polskiej młodzieży w Galicji, choć przedstawiały się dość korzystnie w porównaniu z innymi zaborami, to i tak dalekie były od ideału. Próchnik pisał, że kształcenie odbywało się „w ciasnych ramach programów szkolnych, którym przyświecał naczelny cel wychowania państwu urzędników”. Właściwie tylko dzięki inicjatywie nauczycieli większy wpływ na kształtowanie się osobowości Próchnika wywarło środowisko lwowskie, a zwłaszcza krąg przyjaciół jego matki, która prowadziła ożywioną działalność społeczną i dziennikarską. To wszystko powodowało, że przez dom Próchników przewijały się dziesiątki ludzi. Gimnazjaliści, którzy chłonęli nastroje, gdyż inspirowało ich to do naśladowania starszych oraz tworzenia młodzieżowych kół samokształceniowych. Sam Próchnik pisał, że wyrósł w środowisku socjalistycznym.
„Promieniści”, „Życie”, „Płomień”
W 1906 r. młody Adam wstąpił do tajnej organizacji Lwowskiej Grupy „Promienistych”, głoszącej poglądy socjalistyczne. Zebrania miały charakter dyskusji, uczestnicy prezentowali referaty i koreferaty. Młody Próchnik wykazujący cechy przywódcze wysunął się na czoło lwowskiej grupy. W styczniu 1908 r. zadebiutował na łamach „Promienia”, pisma wydawanego przez tę organizację. Autor pragnął przybliżyć czytelnikom najnowszą historię Polski, ujawniając przy tym swoje zainteresowania. Uważał, że polska młodzież ma ograniczone możliwości śledzenia historycznych nowości wydawniczych i wnioskował o systematyczne omawianie ich na łamach „Promienia”. Ten pomysł się spodobał, a sam Próchnik stał się autorem tych tekstów, przy tym ujawnił swój talent pisarski. Podobnie jak większość młodych był zafascynowany Piłsudskim i Daszyńskim, co znalazło odbicie w jego artykułach.
W roku 1908, w atmosferze kryzysu politycznego w Europie wywołanego aneksją Bośni i Hercegowiny przez Austrię, co groziło wybuchem wojny austriacko-rosyjskiej, Próchnik wstąpił do nowo powstałego we Lwowie Związku Walki Czynnej, a w 1910 r. przystąpił do legalnego Związku Strzeleckiego, zaś od 1911 r. działał w Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego. Po zdaniu matury z wynikiem dobrym podjął studia historyczne na Uniwersytecie Lwowskim, który wtedy nosił nazwę Cesarsko-Królewski Uniwersytet im. Franciszka Józefa I. Próchnika na te studia zachęcał szczególnie Szymon Askenazy i jego słynna już wtedy „szkoła Askenazego”. Był w dużym stopniu pod jego wpływem.
Próchnik był studentem zaangażowanym w życie społeczne, należał do stowarzyszenia „Życie”, wywodzącego się z „Promienistych”. Eksponowano w nim szczególnie kwestię odzyskania niepodległości przez Polskę. W 1912 r. stanął na czele nowego komitetu centralnego organizacji Związku Organizacji Polskiej Młodzieży Socjalistyczno-Rewolucyjnej „Płomień”, jednocześnie objął obowiązki wiceprezesa lwowskiego koła filareckiego „Życia”. W 1913 r. Próchnik wspólnie z kolegami z organizacji wydali jednodniówkę „Młoda Myśl”, w której pisał o konieczności odzyskania niepodległości przez Polskę.
Kilka dni po wybuchu I Wojny Światowej (2 sierpnia 1914 r.) Próchnik został powołany do wojska i skierowany do oddziałów austriackich w Karpatach. Czas wolny poświęcał na czytanie lektur do przygotowywanej pracy doktorskiej. W 1917 r. skierowany został do kancelarii w Lwowskiej Komendzie Placu, co pozwoliło mu wznowić studia na uniwersytecie. Na jesieni 1917 r. złożył egzaminy i na podstawie pracy „Demokracja kościuszkowska” uzyskał stopień doktora. Działał także w Polskiej Organizacji Wojskowej. Niedługo potem, bo 10 listopada 1917 r. ożenił się z dwudziestoletnią Jadwigą Gorzycką.
Po uzyskaniu doktoratu nawiązał współpracę z „Kwartalnikiem Historycznym” i zaczął od pisania omówień i recenzji książkowych. Za debiut naukowy Próchnika należy uznać recenzję młodzieńczej pracy Hipolita Grynwassera „Demokracja szlachecka 1795-1831. Studium historyczno-krytyczne”.
W 1919 roku Próchnik wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej. W 1920 r. opublikował swoją książkę „Demokracja kościuszkowska”, a zainteresowanie tym tematem miało nie tylko podłoże naukowe, decydowały również względy ideowe i polityczne. Zainteresowania naukowe tow. dr. Adama Próchnika można podzielić na trzy grupy: insurekcja kościuszkowska, rewolucja francuska, studia z historii polskiego ruchu robotniczego i dzieje II Rzeczypospolitej.
Przeprowadzka do Piotrkowa
Próchnik pełniąc służbę wojskową dostrzegał potrzebę upowszechniania oświaty w wojsku. Pod koniec 1918 r. został wydelegowany przez POW do Warszawy z zadaniem przewiezienia pieniędzy zdobytych przez organizację „Wolność”. W trakcie tego wyjazdu dowiedział się, że w Piotrkowie utworzono w 1867 roku główną składnicę akt byłej carskiej guberni, w której zgromadzono bogate zbiory dokumentów dotyczących między innymi ruchu robotniczego w Królestwie Polskim. Wywołało to żywe zainteresowanie doktora Adama Próchnika. Archiwum to zostało częściowo splądrowane na przełomie lat 1915-1916. Akta były przez miejscową ludność dowolnie wykorzystywane, na przykład jako papier do pakowania, dopiero potem zostały zabezpieczone.
Gdy Próchnik przybył do Piotrkowa spotkał się z Wacławem Studnickim, który pełnił tam funkcję kierownika i umożliwił on wgląd w zbiory. Jednocześnie zwierzył się mu, że poszukuje odpowiednio wykształconych pracowników i napomknął, że zamierza w przyszłości opuścić Piotrków. Wtedy Próchnik wpadł na pomysł przeniesienia się do Piotrkowa. Bogactwo niewykorzystanych dotychczas zbiorów było bardzo kuszące dla młodego badacza. Do podjęcia tej decyzji skłoniła go także trudna sytuacji kadrowa w byłym zaborze rosyjskim. Pracę w Piotrkowie miał rozpocząć 1 lutego 1919 r., jednak toczące się walki polsko-ukraińskie uniemożliwiły mu to i pracę podjął nieco później, bo wiosną 1919 r.
Piotrków w zaborze rosyjskim pełnił bardzo ważną funkcję – stanowił centrum najbogatszej guberni Królestwa Polskiego. Po odzyskaniu niepodległości, wraz z wprowadzeniem nowego podziału administracyjnego Polski, miasto straciło na znaczeniu na rzecz Łodzi jako nowej stolicy województwa. Piotrków wyróżniał się jednak życiem społecznym i politycznym. Intensywnie tutaj rozwijał się ruch robotniczy o silnych tendencjach radykalnych i lewicowych.
Dla tow. dr. Adama Próchnika było to więc miasto podwójnie atrakcyjne. Już po kilku tygodniach od przyjazdu zaczął dominować w piotrkowskim środowisku socjalistycznym. W marcu 1920 r. objął funkcję przewodniczącego Okręgowego Komitetu Robotniczego Polskiej Partii Socjalistycznej w Piotrkowie. Reprezentował Partię w Radzie i Zarządzie Miejskim, występował jako delegat organizacji piotrkowskiej na I Zjeździe Kulturalno-Oświatowym PPS.
Próchnik wiele wysiłku wkładał w pracę oświatową. Przy klubie zorganizowano bibliotekę i czytelnię prasy robotniczej. Wykorzystując doświadczenia przy tworzeniu biblioteki robotniczej, Próchnik doprowadził do powstania w Piotrkowie Publicznej Biblioteki Miejskiej, którą też kierował. Z działalnością partyjną wiązał się udział Adama Próchnika w organizowaniu Powiatowej Kasy Chorych w Piotrkowie w 1922 roku, co dzięki niemu się udało. Działał również w takich organizacjach jak piotrkowski OKR PPS, piotrkowski Komitet Plebiscytowy, Komitet Robotniczy Niepodległości. Przejął kierownictwo Wydziału Szkolenia i Oświaty Przedszkolnej. Był zainteresowany działalnością oświatową, aby jak najszybciej zająć się problemem likwidacji analfabetyzmu. Pracę w archiwum piotrkowskim przez cały czas Próchnik musiał godzić z działalnością partyjną, pracą w Zarządzie Miejskim, Radzie Miasta, gdzie pełnił funkcję Przewodniczącego (lata 1925-1931).
W kwietniu 1919 r. Wiesław Studnicki, który pełnił funkcję dyrektora archiwum został przeniesiony do Wilna, a na to stanowisko został mianowany Adam Próchnik. Całą organizację archiwum piotrkowskie zawdzięcza Próchnikowi, który rozpoczął pracę od ściągania archiwaliów od osób prywatnych, urzędów i instytucji. Miał tylko jednego pracownika – Józefę Sawicką, a po 1925 roku Ignacego Świątkowskiego. Zwierzchnicy oceniali Próchnika pozytywnie, niepokoiła ich jedynie jego działalność polityczna, co wzmogło się po przewrocie majowym. Coraz wyraźniejsza niechęć do Piłsudskiego była najprawdopodobniej powodem zdjęcia Adama Próchnika ze stanowiska dyrektora archiwum i przeniesienia go na etat archiwisty (decyzją z 9 lutego 1927 r.). Poza archiwum pracował także jako nauczyciel, prowadził lekcje na kursach dla dorosłych, uczył historii w Miejskiej Szkole Handlowej, w Gimnazjum Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskiego Szkół Średnich (od 1923 r.). Był niezwykle cenionym i lubianym nauczycielem.
Niestety, po przyjeździe do Piotrkowa sprawy rodzinne nie układały się najlepiej. Zamieszkał wspólnie z matką i żoną Jadwigą w dwupokojowym mieszkaniu w oficynie przy ulicy ul. Bykowskiej, później Piłsudskiego, a obecnie Wojska Polskiego 55. Tam właśnie 12 maja 1919 r. urodziła się pierwsza córka Próchników, Halszka-Kazimiera, przyszła żona wybitnego reżysera filmowego Andrzeja Munka.
Żona Jadwiga przywykła do życia w dużym mieście i dlatego nalegała na powrót do Lwowa lub przeprowadzkę do Warszawy, ponieważ dla niej Piotrków był miastem prowincjonalnym. Próchnik jednak uważał, że w Piotrkowie jest wiele do zrobienia i nie zamierzał go opuścić. Prawdopodobnie spór ten był jednym z powodów rozwodu. W czerwcu 1925 r. Próchnik zawarł drugi związek małżeński z dwudziestopięcioletnią Józefą Sawicką. Miał z nią syna Ryszarda, który później zginął w powstaniu warszawskim.
Działalność społeczno-polityczna
Adam Próchnik działalności społeczno-politycznej poświęcał najwięcej czasu, dopiero później zaczął działalność piśmienniczą. Był członkiem Rady Naczelnej PPS (lata 1934-1939), reprezentował nurt lewicowy. Był posłem na Sejm, działaczem Związku Nauczycielstwa Polskiego, wielokrotnym wiceprezesem Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, redaktorem pisma „Lewy Tor” oraz przewodniczącym Stowarzyszenia Lokatorów „Szklane domy”.
Adam Próchnik stał się działaczem socjalistycznym w skali krajowej z chwilą uzyskania mandatu poselskiego z ramienia Polskiej Partii Socjalistycznej do Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej I kadencji (w latach 1928-1933). Aktywność Próchnika jako posła i zaangażowanie w związkowym ruchu nauczycielskim nie wpłynęły na zaniechanie jego działalności w Piotrkowie. Nadal pełnił obowiązki przewodniczącego Rady Miejskiej, brał udział w pracy partyjnej, w związkach zawodowych i w ruchu społeczno-oświatowo-politycznym miasta.
Kadencja ówczesnego sejmu, mimo że do jej końca pozostało jeszcze trzy lata, została przerwana przez prezydenta Ignacego Mościckiego, który w dniu 29 sierpnia 1930 r., działając w porozumieniu z Piłsudskim, podjął decyzję o rozwiązaniu obu izb parlamentu. Swą decyzję tłumaczył przekonaniem o niemożności przeprowadzenia w sejmie o takim składzie naprawy ustroju. Wprawdzie rozpisano nowe wybory parlamentarne na 16 listopada 1930 r., ale już we wrześniu rozpoczęły się represje na działaczach ugrupowań opozycyjnych. Najgroźniejszych według Piłsudskiego osadzono w twierdzy Brzeskiej.
Fot. Tablica upamiętniająca Adama Próchnika na ul. Próchnika, na Starym Żoliborzu w Warszawie, źródło: pl.wikipedia.org
W Poznaniu i w Warszawie
Próchnika też spotkały represje, najlżejsze ze stosowanych wówczas, a mianowicie służbowe przeniesienie do Poznania. Dnia 3 września 1930 r. Próchnik dostał wiadomość, że został przeniesiony do pracy w Archiwum Państwowym w Poznaniu. Ponieważ czuł się obco w nowym mieście, rzucił się w wir pracy archiwalnej. Korzystając z dostępu do materiałów pisał rozprawy historyczne. Pragnął jednak powrócić do Piotrkowa lub przenieść się do Warszawy do Archiwum Akt Dawnych. Czekając na decyzję Próchnik pracował naukowo, dzięki czemu w Poznaniu powstał trzyczęściowy artykuł o poznańskiej radzie robotniczo-żołnierskiej. Ponadto naukowiec ten prowadził rozległą kwerendę, gromadził materiały równocześnie do kilku artykułów związanych z propagandą idei socjalistycznych w zaborze pruskim oraz zajął się opracowaniem monograficznym z lat 1881-1891.
Dnia 1 kwietnia 1931 r. Próchnik podjął pracę w Archiwum Akt Dawnych w Warszawie. Po przeniesieniu do stolicy zyskał większe możliwości działania. Trafił do środowiska bliskiego mu ideowo, mianowicie na Żoliborz, a dokładniej w tę część dzielnicy, którą administrowała Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Od stycznia 1932 r. pełnił obowiązki wiceprezesa oraz kierownika oświaty i kultury. Był inicjatorem powstania Wolnej Wszechnicy Robotniczej, która spełniała rolę uniwersytetu na Żoliborzu. Od grudnia 1936 do kwietnia 1937 r. prowadził kursy uspołecznienia ogólnego „Drogowskazy” oraz inicjował powstanie Warszawskiej Spółdzielni Księgarskiej.
W tym okresie życie prywatne Próchnika niestety nie było sielankowe. W styczniu 1935 r. po kilkumiesięcznej ciężkiej chorobie zmarła jego żona Józefa. Był to ogromny cios dla Próchnika, który został z szesnastoletnią córką Halszką, ośmioletnim synem Ryszardem i osiemdziesięcioletnią matką Felicją. Śmierć żony zbiegła się z innym negatywnym wydarzeniem, a mianowicie Wacławowi Tokarzowi nie udało się doprowadzić do kolokwium habilitacyjnego Próchnika na Uniwersytecie Warszawskim.
Pod koniec 1935 r. Adam Próchnik ożenił się po raz trzeci z Ireną Gomólińską, nauczycielką pracującą w szkołach wieczorowych. Zdecydował się na to małżeństwo, chcąc zapewnić opiekę synowi i matce. Jednak był to związek niezbyt udany, mimo zbliżonych zainteresowań współmałżonków.
W latach 1937-1939 słabnie działalność Próchnika w PPS. Aktywniej działa w Radzie Miejskiej Warszawy, koncentrując się na sprawach oświaty, kultury, opieki społecznej i szkolnictwa. Kładł wówczas nacisk na budowę nowych przedszkoli, szkół i klubów oświatowych, rozbudowę sieci czytelni prasy, punktów bibliotecznych i wypożyczalni dzielnicowych. Z jego inicjatywy podjęto uchwałę o budowie szkoły spółdzielczej im. Romualda Mielczarskiego. Niestety wojna nie pozwoliła na realizację tych punktów.
Ostatnie lata działalności
Podczas okupacji hitlerowskiej Próchnik był redaktorem socjalistycznego pisma „Biuletyn Informacyjny” (od końca 1939 r.), członkiem kierownictwa socjalistycznej grupy „Barykada Wolności”, współzałożycielem organizacji alternatywnej do PPS Ruch Mas Pracujących – Wolność Równość Niepodległość, konspiracyjnej PPS – Polscy Socjaliści (PS), gdzie był członkiem Komitetu Centralnego.
Napisał też wiele prac naukowych z historii powszechnej, historii Polski i dziejów ruchu robotniczego. Na podstawie materiałów zebranych jeszcze przed wojną zaczął pisać obszerne studium, którego niestety nie zdążył ukończyć. Praca ta była jednak na tyle zaawansowana, że została wydana w 1958 r. w formie książki pod tytułem „Stronnictwo polityczne Wielkiej Rewolucji Francuskiej”.
Nagła i nie spodziewana śmierć Próchnika 22 maja 1942 r., spowodowana atakiem serca, przerwała negocjacje dotyczące połączenia PPS Ruch Mas Pracujących – WRN z PPS Polscy Socjaliści PS.
Działacz został pochowany na cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Niepodległości, trzykrotnie Krzyżem Walecznych, Orderem Krzyża Grunwaldu I klasy, Krzyżem Polskiej Organizacji Wojskowej oraz Krzyżem Obrony Lwowa.
A tak wspomina towarzysza dr. Adama Próchnika, Jan Krupa-Skibiński, członek PPS w Piotrkowie:
Podczas wykładów Adama Próchnika w Szkole Handlowej, gdzie był profesorem historii, mając donośny głos i piękny styl powodował, że podczas wykładów uczniowie innych klas otwierali drzwi, żeby go słuchać. Byli tak zafascynowani wykładami, że w większości wstępowali do OM TUR [Organizacji Młodzieżowej Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego – przyp. red.]. Szykanowany za poglądy został przeniesiony do Poznania – jako dyrektor archiwum. Mimo silnego środowiska chadeckiego w Wielkopolsce, osiągnął tam duże wpływy w krótkim czasie. Przeniesiony wkrótce do Warszawy, do pracy w archiwum. Znany działacz PPS poseł na Sejm. Aktywny działacz Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu – tzw. „Republika Żoliborska” – mająca na celu polepszenie warunków życia i kształcenie kadr. Próchnik widział 3 kierunki budownictwa: samorządowo-komunalne, spółdzielcze, indywidualne. Takie prognozy stawiał tow. Próchnik w 1929/1930 roku. Twierdził On, że państwo jako takie, nie będzie w stanie podołać potrzebom tyle, ile będzie wymagać sytuacja w przyszłości (miał na myśli dojście do władzy młodej kadry robotniczej w Polsce).
Ludzie pracy powinni mieć należyte warunki mieszkaniowe, chociaż w przybliżeniu podobne jak robotnik na zachodzie. Ciężar ten przejmie właśnie samorząd, spółdzielczość i indywidualni ciułacze oszczędności. Poziom życia, kultura i wymogi przyszłych pokoleń będą bardzo wysokie, bo postęp i technika nie będzie stać w miejscu, a co za tym idzie – uświadomienie ludzi pracy będzie dużo wyższe. Tylko wysiłek całego społeczeństwa socjalistycznego będzie w stanie stworzyć warunki potrzebne ludziom pracy.
Po męczącej pracy przy bardzo wysokiej technice pracownik będzie chciał odpoczywać w godziwych warunkach. Nie tak jak dziś na jedno mieszkanie w Polsce przypadają średnio 4 osoby (jeden pokój, bo takie mieszkanie robotnicy przeważnie zajmowali).
Tak mniej więcej mówił do mnie tow. Próchnik, gdy szliśmy ulicami Warszawy krótko przed śmiercią: „Ja chyba nie przetrwam tej zawiści w czasie wojny, ale wy Towarzyszu mówcie o tym ludziom, o ile będziecie żyć i po wojnie. Starajcie się formować stanowisko, jakie chciałem forsować i wprowadzać w życie, gdy przeminie burza wojenna”.
Nie przeżył. Zmarł w drugiej połowie maja 1942 roku podczas konferencji, która miała na celu zjednoczenie rozproszonego ruchu oporu w konspiracji, a szczególnie PPS. Polska poniosła wielką stratę. Odszedł od nas nie tylko naukowiec o bardzo szerokim horyzoncie zagadnień historycznych, jak również człowiek ideowy oddany bez reszty sprawie wyzwolenia społecznego. To był humanista w całym tego słowa znaczeniu. Nie będę przytaczał jego poglądów przedstawianych w rozmowie ze mną. To winni zrobić inni towarzysze. Poglądy tow. Próchnika były zawsze nacechowane tak rzadko spotykaną kulturą osobistą i niespotykaną dobrocią. Nigdy nie szukał korzyści osobistych, nie był zachłanny na dobra materialne i żył zawsze bardzo skromnie. Na potwierdzenie tego przytoczę taki oto przypadek, który najlepiej uwypukli stronę jego osobistych zapatrywań na stronę ekonomiczną, jaką się zawsze kierował. Podczas jednych wyborów do Sejmu R.P. Komitet Okręgowy PPS w Piotrkowie Tryb. miał wysunąć jednego kandydata na posła, a tym kandydatem większości był właśnie tow. dr. A. Próchnik, a kandydatem mniejszości (2 osoby na 12) był Z. Zaremba. W tym czasie tow. A. Próchnik był już w Poznaniu, o czym było wyżej, i postanowiono wysłać tam delegację, do Poznania, by tow. Próchnik wyraził zgodę na wystawienie jego osoby na listę kandydatów na posłów. Oto co powiedział tow. dr A. Próchnik delegacji, gdy się do niego zgłosiła i przedłożyła propozycję Komitetu Okręgowego PPS w Piotrkowie Trybunalskim:
„Towarzysze dziękuję Wam bardzo, za to co mi przedkładacie, ale nie gniewajcie się, ja deklarację wyrażającej zgodę na kandydowanie nie podpiszę z przyczyn następujących: ustępuję miejsca tow. Zarembie, bo ja mam z czego żyć. Mam zawód i w życiu dam sobie radę, a tow. Zygmunt nie posiada żadnego zawodu i jemu będzie bardzo ciężko żyć, więc wystawcie jego kandydaturę na posła”. Nie pomogły prośby, molesty, delegacja powróciła do Piotrkowa z niczym. Kandydatem został tow. Z. Zaremba.
Piszę o tow. Adamie Próchniku jako ten, co posiada wiedzę, wykształcenie dzięki tow. Próchnikowi, gdyż otoczony byłem przez Niego specjalną opieką. Nadając mi kierunek w poglądach politycznych, jako ten, który podczas współpracy z nim obserwowałem od 1928 do 1933 roku działalność tego wybitnego przywódcy PPS i niejednokrotnie prowadziłem rozmowy, które dawały mi możliwość oceny i porównanie z innymi działaczami jego głębokiej wiedzy.
Że tak było świadczy taki oto epizod: w Sulejowie nad Pilicą. Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego Zarząd Główny, urządził specjalny kurs o bardzo wysokim poziomie naukowym nt. ogólnych zagadnień politycznych, historycznych, socjologicznych i ustrojowych. Podczas wykładu tow. Herman Liberman nt. ustroju w Ameryce, chcąc przytoczyć jakiś fakt historyczny, a nie mógł sobie przypomnieć, zwrócił się do tow. Próchnika, który był kierownikiem kursu i obecny na wykładzie, w tej mniej więcej formie: „Towarzyszu Adamie, jesteście najlepszym historykiem, przypomnijcie mi…” - i tu tow. Adam podał daty i fakty, które były potrzebne do uzupełnienia wykładu tow. Libermanowi.
Wykładający na tym kursie tow. M. Niedziałkowski podczas wykładu, nawiązując do jakiegoś zagadnienia wewnątrz PPS, wyraził się o tow. Próchniku, gdy Go nie było, że w przyszłości zajmie on najwyższe stanowisko w PPS. Tow.
Próchnik był zawsze chętny do podzielenia się z innymi, bardzo szerokimi wiadomościami. Przypominam sobie, gdy pracowałem w Tomaszowie Mazowieckim, tu urządziliśmy odczyt na aktualny wówczas temat polityczny. Napisałem kartkę do tow. A Próchnika – by taki odczyt wygłosił, nie odmówił i przyjechał na odczyt, a sala największego kina w Tomaszowie Mazowieckim nie mogła pomieścić chętnych wysłuchania przemówienia tow. Próchnika. Należy nadmienić, że wejście było płatne, bo przecież za wynajęcie sali trzeba było zapłacić.
Tacy ludzie kształtowali ideologię polityczną Polskiej Partii Socjalistycznej jak tow. dr Adam Próchnik. Takich to oto mieliśmy w Piotrkowie ideowych Towarzyszy.”
Fragment maszynopisu przygotowywanej książki Bogdana Chrzanowskiego „Piotrkowskie drogi do wolności”. Autor jest Wiceprzewodniczącym RN PPS.
[Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji WWW PPS. Naniesione zmiany redakcyjne w tekście na potrzeby publikacji internetowej – za zgodą autora].