Pappardelle z borowikami i śmietaną
W Rzymie, jak to w Rzymie... Stajesz w kolejce do poleconej restauracji (rekomendowane są zazwyczaj oblegane; aby przekroczyć próg jednej z nich oczekiwałam dwie godziny!) i niemal od razu słyszysz język polski.
Rodacy - jak się okazuje - lubią dobrze zjeść, kierują się opiniami doświadczonych blogerów kulinarnych, wysokimi notami użytkowników stron internetowych, czy też sugestiami ulubionych szefów kuchni.
Spotykałam ich w miejscach, w których spodziewałam się zobaczyć samych Włochów lub wtajemniczonych amatorów rzymskich specjałów. I tak, jak mnie to zaskakiwało, równie mocno cieszyło, bo było jednoznacznym sygnałem, że nie zadowalamy się już byle czym, chcemy autentycznych smaków i potrafimy odróżnić przeciętniznę dla turystów od dań przygotowanych zgodnie z zasadami sztuki kulinarnej oraz sercem!
Objadłam się makaronami po kokardę, zaliczyłam pizzę, pizzę al taglio, rozmaite przekąski w tym popularne suppli oraz masę ciastek i dyskretnie zaglądałam innym do talerzy, aby chociaż uszczknąć dań, których nie dam rady spróbować (nawet ja, choć mogę i lubię zjeść, mam ograniczone możliwości).
Byłam ciekawa, czy po powrocie do kraju zdołam spojrzeć na makarony, czy też odrzuci mnie od nich na jakiś czas? Drugiego dnia pobytu w Ojczyźnie wybrałam się na zakupy. Przechodząc obok niedawno otwartego warzywniaka, zobaczyłam piękne borowiki i... zrobiłam z nich sos do pappardelle.
Cała ja! Jeśli coś lubię, to nie mam dość!
Składniki:
250 g pappardelle 3-4 dorodne borowiki 1/4 szklanki suszonych grzybów 2 szalotki ząbek czosnku szklanka bulionu (warzywnego lub drobiowego) 1/2 szklanki śmietany 18% pół szklanki tartego Parmezanu przyprawy: kilka igieł rozmarynu, pół łyżeczki suszonego tymianku sól i czarny pieprz do smaku
Wykonanie:
Grzyby dokładnie oczyścić miękką szczoteczką do zębów (chyba nikt nie lubi chrzęstu piasku między zębami?) i pokroić najpierw na większe kawałki, a następnie w dość cienkie paseczki.
Grzyby suszone zmielić w młynku (ja używam takiego do kawy; wcześniej dobrze wycieram wilgotną ściereczką).
Szalotki i czosnek obrać. Cebulki pokroić w niewielką kosteczkę, a czosnek zmiażdżyć płaską stroną noża i maksymalnie rozdrobnić.
W dużym garnku nastawić wodę do gotowania. Gdy zawrze osolić, wrzucić makaron i gotować 2/3 czasu z podanego na etykiecie.
Na dużej patelni na łyżce masła zeszklić szalotki wraz z czosnkiem. Dorzucić grzybowe ogonki, lekko osolić, wymieszać i poczekać aż się lekko spocą. Wówczas dorzucić kapelusze i dalej podsmażać, na średnim ogniu.
Wlać bulion, śmietanę, dodać proszek grzybowy, drobno posiekany rozmaryn, tymianek i spokojnie gotować kilka minut, aby część płynu odparowała. Dosypać partiami ser i mieszać do połączenia i utworzenia gładkiego sosu. Po spróbowaniu doprawić solą i pieprzem.
Makaron odcedzić na sicie i dodać do sosu. Wymieszać i wykładać na talerze. Oprószyć dodatkową porcją sera.















