JOBO SilverBase - w służbie powtarzalności
Jakiś czas temu pisałem Wam o „Dyscyplinie laboranta” i o tym, że większość filmów wywołuję rotacyjnie, kręcąc koreksem ręcznie na rolkach, a 4x5 wywołuję wyłącznie w ten sposób. To rozwiązanie skuteczne i ekonomiczne, ale – bądźmy szczerzy – dalekie od ideału całkowitej powtarzalności, a do tego męczące i angażujące czasowo. Ponadto ręczne kręcenie zawsze obarczone jest błędem ludzkim: zmiennym tempem, zmęczeniem ręki lub niezależnymi od nas przerwami. Jeśli dążymy do podniesienia naszych standardów, musimy wyeliminować ten ostatni element przypadkowości. Dlatego do mojej pracowni trafił – na razie na testy – JOBO SilverBase.
Koniec z „pi razy oko”
Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jeśli coś mi nie wyjdzie tak, jak planowałem, to jestem zwyczajnie “chory”. Chodzę dookoła tematu tak długo, aż go dopracuję i zrozumiem, co się stało. W każdej ciemni całkowita powtarzalność powinna być celem. Tylko jeśli ją osiągniemy możemy mówić o opanowaniu procesu i świadomym kształtowaniu efektów. SilverBase to urządzenie, które przejmuje na siebie „czarną robotę”, czyli mechaniczną część rotacyjnego procesu. Jest to szalenie wygodne – gdy filmy się wywołują, ja mogę przygotowywać kolejne koreksy, chemię lub po prostu chwilę odpocząć. Najważniejsze jest jednak to, że stałe obroty gwarantują identyczne warunki dla każdego filmu, niezależnie od tego, czy jest on pierwszy, czy dziesiąty tego dnia.
Charakterystyka JOBO SilverBase
JOBO to w tej chwili prawdopodobnie jedyny kompletny system ciemniowy z prawdziwego zdarzenia. Wszystkie akcesoria są przemyślane i wzajemnie kompatybilne, ale to temat na osobny wpis. Tym razem skupię się na głównym bohaterze, czyli na JOBO SilverBase.
Urządzenie to jest małe i lekkie, dlatego też można używać go wyłącznie z mniejszymi koreksami. JOBO SilverBase jest kompatybilne z serią 1500 (modele 1510, 1520, 1540) oraz dwoma koreksami z serii 2500 (2510 i 2520). Trzeba pamiętać, że procesor ten nie obsługuje koreksu 2550 – jest on dla tak małego silnika za duży, a po napełnieniu chemią zdecydowanie za ciężki. Próba jego użycia może grozić spaleniem napędu.
JOBO SilverBase dysponuje jedną prędkością i automatycznie zmienia kierunek obrotów (w przeciwieństwie do najprostszego, nieprodukowanego już, procesora JOBO DuoLab, który kręcił koreksem w jedną stronę). To ogromna zaleta, dzięki której możemy być spokojni o równomierne wywołanie filmów. Koreksy mocujemy do bazy za pomocą magnesu umieszczonego na dnie tanku. Połączenie jest na tyle mocne i stabilne, że nie trzeba się obawiać o zsunięcie się koreksu podczas pracy. Dodatkowe wsparcie zapewniają rolki, które należy dostosować do średnicy używanego systemu: dla serii 1500 rolki ustawiamy wyżej, a dla 2500 – niżej. Domyślnie w komplecie są rolki dla systemu 1500.
Warto pamiętać, że SilverBase nie posiada grzałki i nie jest przeznaczony do pracy w łaźni wodnej. Oznacza to, że proces musi odbywać się w temperaturze pokojowej lub użytkownik musi sam zadbać o odpowiednie podgrzanie roztworów przed ich wlaniem. O ile przy tradycyjnym procesie czarno-białym (zazwyczaj 20°C) nie stanowi to problemu, o tyle przy procesach barwnych, takich jak C-41 czy E-6, utrzymanie stabilnej temperatury bez łaźni wodnej będzie sporym wyzwaniem.
Magnesy mocujące można bez problemu dokupić osobno. Dzięki temu posiadane już koreksy (w moim przypadku 1540 oraz 2520) zyskują drugie życie i idealną stabilność na procesorze. Co istotne, magnesy te pasują również do starszych, nieprodukowanych już koreksów z systemu 2800 (w przypadku tej serii SilverBase poradzi sobie wyłącznie z najmniejszym modelem - 2820).
Pułapki obróbki rotacyjnej, czyli na co uważać
Niezależnie od techniki agitacji, jednym z największych wyzwań przy używaniu większych koreksów jest czas wlewania chemii. To właściwie jedyny moment w zautomatyzowanym procesie rotacyjnym, w którym łatwo o błąd. Jeśli nalanie roztworu i zamocowanie koreksu na magnesie procesora zajmie nam np. 45 sekund przy krótkim, 4-minutowym wywoływaniu, dół negatywu będzie miał kontakt z chemią znacznie dłużej niż góra.
Efekt? Widoczne, ciemniejsze pasy na gotowym filmie. Zasada jest prosta: im szybciej wlejemy chemię i rozpoczniemy rotację, tym lepiej. Aby zminimalizować ryzyko błędu, warto stosować wywoływacze pracujące stosunkowo długo lub wprowadzić namaczanie wstępne w wodzie, co wydłuża czas indukcji (moment od zanurzenia filmu do faktycznego rozpoczęcia wywoływania). Przy odrobinie wprawy sprawne nalanie chemii nie powinno zająć więcej niż 15–20 sekund.
Kolejną kluczową kwestią, która pośrednio łączy się z wcześniejszą, jest odpowiednie rozcieńczenie wywoływacza. W tradycyjnym wywoływaniu inwersyjnym (przez fikanie koziołków koreksem) rzadko o tym myślimy, ponieważ całkowita objętość płynu jest zazwyczaj znacznie większa i zawiera więcej niż minimalna dawka koncentratu wymagana do wywoływania filmu. W rotacji, gdzie płynu używamy znacznie mniej, musimy być czujni.
Przykładowo, na jeden film (formatu 135 lub 120), 4 arkusze 4x5 lub jeden 8x10 musimy zużyć minimum 5 ml koncentratu wywoływacza Rodinal. W przypadku klasycznych wywoływaczy jak D76, Xtol czy Microphen ilość ta będzie znacznie większa - wynosząca nawet ok 100-150 ml na film.
Dlatego w przypadku wywoływania rotacyjnego zawsze sprawdzajcie w instrukcji, minimalną ilość substancji czynnej potrzebną do wywołania negatywu. Może się okazać, że choć do pokrycia filmu w rotacji wystarczy Wam 120 ml płynu, to przy dużym rozcieńczeniu (np. Rodinal 1:100) chemia wyczerpie się przed końcem czasu wywoływania.
Proces rotacji, czyli magia „kręcenia” w poziomie - praca z JOBO SilverBase
Gdy chemia jest już wewnątrz, a koreks spoczywa na rolkach, zaczyna się właściwa praca procesora. Sercem JOBO SilverBase jest napęd magnetyczny – po prostu kładziemy koreks, a magnesy na dnie tanku „łapią” sprzęgło silnika. W przeciwieństwie do klasycznego wywoływania inwersyjnego (tzw. przewrotek), gdzie film jest zanurzony w roztworze praktycznie przez cały czas, w rotacji negatyw tylko częściowo styka się z chemią. Dlatego niezbędny jest ciągły ruch, dzięki któremu emulsja jest nieustannie omywana świeżą chemią.
Taki proces niesie ze sobą kilka istotnych skutków:
Kontrast: Ciągła agitacja nieznacznie podnosi kontrast, o czym warto pamiętać przy fotografowaniu bardzo kontrastowych scen.
Czas wywoływania: Nieustanny ruch przyspiesza działanie chemii. Zazwyczaj należy skrócić czas procesu o 10–15% w stosunku do metody inwersyjnej. Jeśli jednak zastosujecie odpowiednio długie namaczanie wstępne (5 minut), czasu nie trzeba już skracać.
Oszczędność: Ponieważ koreks pracuje w poziomie, nie musimy zalewać go do pełna – wystarczy taka ilość płynu, która przykryje film. Przykładowo, w koreksie 1520 zamiast 485 ml wywoływacza zużyjemy 240 ml. W przypadku koreksu 2520 różnica jest jeszcze bardziej spektakularna: zamiast 1200 ml dla szpuli z filmem typu 120, wlejemy jedynie 270 ml - tak system 2500 został stworzony przede wszystkim do rotacji. Pamiętajcie tylko o zachowaniu minimalnej dawki koncentratu na film!
Skoro rotacja wymaga tylu drobnych korekt w technice, to po co ją stosować? Myślę, że efekty są warte tych kilku niedogodności. Filmy wywoływane rotacyjnie są zazwyczaj wolne od najczęstszych skaz powstających w czasie wywoływania: nie uświadczymy tu skaz wynikających z miejscowego działania bromków czy innych składników wywoływacza (nierównomierne wywołanie) ani artefaktów związanych z powstawaniem piany czy pęcherzyków powietrza. Uwierzcie mi – im większy format negatywu, tym częściej zdarzają się takie rzeczy i tym bardziej są one widoczne. Z własnej praktyki powiem Wam też, że też im większy negatyw tym bardziej skazy takie bolą fotografa.
Dzięki temu, że SilverBase automatycznie zmienia kierunek obrotów co kilka sekund, turbulencje płynu wewnątrz tanku są bardzo dynamiczne. Eliminuje to ryzyko powstawania artefaktów, co przekłada się na wyjątkową powtarzalność i czystość negatywów.
Na koniec dwa techniczne detale, o których warto pamiętać:
Poziomowanie: SilverBase powinien stać na idealnie równej powierzchni. Jeśli podstawa będzie przechylona, chemia spłynie na jeden koniec koreksu, co w skrajnych przypadkach może wpłynąć na równomierność wywołania.
Rolki: Przed nalaniem wywoływacza do koreksu i włączeniem silnika upewnijcie się, że rolki wspierające są dobrze rozstawione pod dany system (wyżej dla serii 1500, niżej dla 2500). Koreks powinien obracać się gładko, bez „bicia” na boki i bez nadmiernego oporu. Jeśli tego nie sprawdzicie wcześniej, może się okazać, że po wlaniu chemii nie będziecie mogli stabilnie założyć koreksu na bazę, a zanurzona w roztworze część filmu już będzie się wywoływać.
Werdykt na początek drogi
SilverBase nie jest magicznym pudełkiem, które „zrobi filmy za nas”. To proste, ale precyzyjne narzędzie do okiełznania chemii i fizyki procesu, które przejmuje na siebie najbardziej powtarzalną i nużącą część wywoływania. Dzięki niemu mogę skupić się na innych potrzebnych czynnościach, mając pewność, że techniczny fundament procesu jest stabilny jak nigdy dotąd.
Urządzenie eliminuje czynnik ludzki tam, gdzie łatwo o błąd, czyli przy zachowaniu idealnie jednostajnego rytmu i siły agitacji przez cały czas trwania wywołania. Dla kogoś, kto wywołuje kilka rolek pod rząd, taka automatyzacja to nie tylko ulga dla rąk, ale przede wszystkim gwarancja, że każdy film zostanie potraktowany identycznie. Choć ręczne „fikanie” koreksem ma swój niezaprzeczalny urok i większości wypadków pewnie będzie całkowicie wystarczające, to w codziennej pracy powtarzalność staje się dużą wartością, której nie zastąpi sama intuicja przy kręceniu koreksem. SilverBase udowadnia, że nowoczesna ciemnia, nawet amatorska, może być miejscem bardziej przewidywalnym i sterylnym, nie tracąc przy tym nic ze swojej analogowej duszy. To komfort, który w ciemni szybko staje się standardem, z którego trudno byłoby mi teraz zrezygnować.
Podziękowania
Chciałbym serdecznie podziękować firmie JOBO GmbH oraz panu Johannesowi Bockemühl-Simonowi za zaufanie i udostępnienie sprzętu do testów. Możliwość sprawdzenia systemu SilverBase oraz nowego urządznia do ładowania arkuszy 4x5 na szpulę w codziennej pracy mojej pracowni to doskonała okazja do weryfikacji i rozwoju standardów, którymi dzielę się z każdym, kto chce pogadać lub poczytać o współczesnej ciemni czarno-białej. Wszystkie opinie zawarte w tekście pozostają moimi własnymi wnioskami, opartymi na praktycznych doświadczeniach zgromadzonych w ciągu niemal dziesięciu lat przygody z fotografią tradycyjną.
















