Wciąż nie mogę przekonać się by pisać tutaj zamiast w notesie. Ciężko połączyć te dwie rzeczy jednocześnie. Życie samodzielnej matki- aktywistki w Polsce nie jest usłane różami (pewnie nigdzie nie jest). Czas jest na wagę złota, zdrowie i sen. Co się wydarzyło?
Po ponad roku poszukiwań mieszkania na wolnym rynku mieszkaniowym, gdzie traktowano nas ( z S. lat 9) jak trędowate udało nam się znaleźć nowe mieszkanie. Oto nasza krótka historia:
Od prawie 4 lat mieszkałyśmy na poznańskiej Śródce (przeniosłyśmy się tam ze względu na bliskość pracy). Niestety z roku na rok najem szedł w górę (dzielnica mocno zgentryfikowana). Mieszkanie było przestronne i jasne, kamienica więc i klimat był cudowny. Miało jednak kilka wad: łazienka przez wspólny korytarz z sąsiadami (tak, zapomnij, że latem przejdziesz się nago spod prysznica!), sąsiedztwo coraz liczniejszych knajp (nie dało się latem spać, a kiedy wstajesz codziennie o 6 do pracy, gdy tymczasem knajpy na dole mają gości do 1-2 w nocy przestajesz w jakikolwiek sposób być produktywna), rozliczanie ogrzewania gazowego z sąsiadami algorytmem w Excelu (tak, trzeba było wszystko wpisać i mieć zaufanie, że grzejecie mniej więcej tak samo, aby jeden drugiemu do rachunku nie dopłacał, choć myślę, że robiłyśmy to niejednokrotnie. W końcu mieszkanie od południa dogrzewało słońce i było mniej wilgoci niż w sąsiednim). Można by przytaczać jeszcze historię z wtargnięciem właścicielki i wyzwiskami itp, ale nie ważne. Mamy to na szczęście za sobą. W każdym razie ilość topionych tam pięniędzy nie była adekwatna do jakości życia w tym lokalu (przede wszystkim w kwestii wypoczynku). Przez rok szukałyśmy mieszkania, które miałoby dwa oddzielne pokoje. S. bardzo chciała mieć zamykany na “normalne” drzwi (czyt. z klamką), marzyłyśmy też o balkonie , choć to ostatnie przestało być ważne po pierwszych miesiącach, kiedy odsyłano nas z kwitkiem tylko dlatego, że samodzielnie wychowuję córkę. Nie pomagały propozycje najmu okazjonalnego, nie pomagały papiery od szefa i firmowej księgowej, gdzie zapewniano właściciela o mojej stabilnej sytuacji finansowej. Dopiero w grudniu 2018, po roku i jednym miesiącu poszukiwań jedna z koleżanek- Wanda zadzwoniła, że jej przyjaciółki postanowiły rzucić wszystko i ruszają na Islandię! Zwalnia się mieszkanie Martyny na poznańskiej Wildzie. Okazało się 10 m2 mniejsze... były wątpliwości. Okazało się jednak szybko, że posiada łazienkę w mieszkaniu (co za luksus! kuwety kotów wyjeżdżają do łazienki, a ja mogę w końcu bez szczękania zimą zębami wziąć przyjemny prysznic), mały pokój zamykany na “normalne” drzwi (S. szczęśliwa!) no i balkon! Duży balkon! (dodajmy, że już miał nawet siatkę dla kotów), do tego centralne ogrzewanie. Nigdy nie chciałam mieszkać w tej części miasta ze względu na dojazdy, ale to mieszkanie miało dobrą energię i do tego po ponad roku szukania czułam, że to może być jedyna szansa.
Miesiąc temu wprowadziłyśmy się! Jest tak ciepło, że można spać w krótkim rękawku, co w poprzednim mieszkaniu było nie do pomyślenia. Tam o tej porze roku spałyśmy w grubych dresach, pod kołdrą i dwoma kocami, w cenie był też codziennie zagrzany termofor). S. mimo, że ma mniejszy pokój to zadowolona z drzwi i przesiaduje w nim chętniej niż w większym i ciemniejszym w poprzednim mieszkaniu. Szybko okazało się, że mi ta przestrzeń też w zupełności wystarcza, a co więcej czuję się w niej dużo lepiej. Już nie muszę przerywać zmywania, gdy ktoś do mnie mówi siedząc na kanapie (może to się wydać śmieszne, ale strasznie mnie to wkurzało). Jedyną stratą został objęty sen. Musimy wstawać o 5:35 żeby S. zdążyła do szkoły, a ja do pracy. Jest jednak nadzieja- idzie wiosna i czekamy, aż nadejdzie moment kiedy o tej porze będzie już jasno. Zyskamy bardzo długie dni!