Poszłam na zakupy, patrzę, ładne komplety pościeli we wzorki. Ucieszyłam się, oczywiście tylko na chwilę, bo zaraz przypomniałam sobie, że komplet zawsze oznacza poszewkę na kołdrę + na poduszki. Nigdy prześcieradło. A ja szczerze nienawidzę poszewek. I kołder też. Dosłownie całe życie, od momentu jak się urodziłam, śpię pod kocami. Kołdra sama w sobie jest śliska, nieprzyjemna i nie lubię jej dotyku. A kołdra w poszewce to już jest zupełnie nowy wymiar sensorycznego piekła — dosłownie obrzydza mnie, że są te dwie warstwy, że jest to cienkie opakowanie od wierzchu, a w środku coś, co nie jest na stałe zamocowane, nie jest normalnym wypełnieniem, tylko zawsze trochę odstaje, zawsze jest trochę luzu. Albo dookoła na brzegach tworzy się pusta przestrzeń wewnątrz, nie wspominając już o tym, że kołdra się może w środku przesunąć. Jakie to jest dla mnie fuuuuuj. Plus poszewka jest zawsze zimna? Nie wiem, coś mi w jej dotyku i w tym jak szeleści bardzo przeszkadza.
W związku z tym fajnym elementem mojej pościeli może być tylko prześcieradło. A prześcieradła najczęściej są nudne, jednolite. Jak już są we wzorki, to tylko dla dzieci, więc w za małym rozmiarze. Wybór na „dorosłe” łóżko jest naprawdę biedny, chyba że sobie zamówię uszyte na wymiar. Choć ostatnio udało mi się upolować w Lidlu jesienne prześcieradła w liście i grzyby… tylko że ich jakość jest mocno średnia.
Ech, po prostu chciałabym żeby w sklepach były dostępne prześcieradła w dokładnie tych samych wzorach co te komplety poszewek. Oglądam je i mnie skręca, że nie mogę mieć takich ładnych kwiatków na łóżku.