Ze smutkiem trzeba tak walczyć, jak z chorobą. Nie dopuścić, żeby się stała chronicznym stanem, nałogiem myśli i uczuć.
Stanisław Ignacy Witkiewicz
seen from United States
seen from China
seen from United States
seen from United States

seen from Italy
seen from Germany
seen from Germany
seen from United States

seen from Germany
seen from Russia
seen from Pakistan

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Singapore
seen from China
seen from Kenya
seen from Iraq
seen from United States
seen from United States
Ze smutkiem trzeba tak walczyć, jak z chorobą. Nie dopuścić, żeby się stała chronicznym stanem, nałogiem myśli i uczuć.
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Jest mi cholernie smutno, wiesz? A mówiąc dokładniej: jestem smutkiem. Czuję go w twarzy, w zagryzanych nerwowo ustach, w szczęce zaciskającej się bez uprzedzenia, w spiętych mięśniach...
Marcel Woźniak
Pam, ram, tam.
Może jestem niepoważna, ale wcale tak w głowie nie mam.
Znaczy czasem mam, ale nie przez większość czasu. Głupio pisać...
W ubiegłym roku, to była niedziela, słuchałam piosenki Run Joe run w wykonaniu Glee, nie miałam jeszcze niczego ukończonego z magisterki, chciało mi się nią rzygać. Zastanawiałam się jak ograć wykładowce na czwartkowym zaliczeniu, za to w środę miałam zaliczenie przedmiotu, którego nazwy nawet nie znałam, chociaż chodziłam na niego sumiennie i nie opuściłam żadnych zajęć. Dawałam też dobre rady o kopiowaniu znaków specjalnych z Internetu (udało się, znalazło się niemieckie u!), byłam też ciekawa co mnie ominęło w ostatnich sezonach Glee, wspominałam też wtorkowy seans Mad Maxa i zachwycałam się tym filmem jakbym widziała go wczoraj, do tego odwołałam się do tego postu uznając, że na pewno będzie dostatecznie mnie motywował. Motywował. Tego dnia obejrzałam też końcówkę Ile waży koń trojański i zdałam sobie sprawę, że nigdy nie obejrzałam początku, obiecałam, że to zrobię później. Później wciąż nie nadeszło. Zastanawiałam się też, że obejrzałabym wprawdzie House of Cards, ale jeszcze by mi się spodobało i byłoby kiepsko, bo nie mam czasu na seriale. Wtedy był jeszcze ten człowiek, trochę działał, ale to Shia został jednym z bohaterów czerwca.
Nie wiem ile linijek napisałam tego dnia. Nie pamiętam wszystkich swoich myśli, pewnie były takie same jak przez cały czerwiec.
A ogólnie piszę to bo pam, ram, tam. Tyle się od tego czasu zmieniło, a jakby nic. Tylko te literki się przed nazwiskiem pojawiły, jakaś tam praca po drodze, dużo godzin w drodze i wiele przebytych kilometrów, kilka zobaczonych miejsc nowych, kilka odwiedzonych zupełnie nowych. Ostatecznie dalej jestem takim samym bałaganem jakim byłam.
Nie większym, nie mniejszym, po prostu takim samym.
Tam, ram, pam.