Znasz to uczucie... kiedy myślisz że już jest dobrze... że wreszcie łapiesz oddech... że najgorsze za wami... a potem w jednej sekundzie wszystko runie... wczoraj byłem na dnie... pech wrócił z zaskoczenia i z całej siły... nieważne co się stało... ważne że widziałem wszystko we krwi... i ten obraz nie wychodzi mi z głowy... to był ten moment... kiedy rzeczywistość staje się koszmarem... tygodnie nadziei na nic... znowu jestem w punkcie zero... i nie wiem co dalej... czy to już mój los... że nawet w najlepszym momencie... gdzieś z tyłu głowy czai się ten cholerny pech... i tylko czeka na swój ruch...











