- Kto jeszcze wierzy w duchy?
- Ja nie wierzę, ale się boję. Zwłaszcza wampirów.
- Ja wierzę. Bolek mi opowiadał, że jak umiera jego ulubiony pacjent, to zawsze mu się śni. Przychodzi w granatowym garniturze, dziękuje za opiekę. Potem się żegnają i rano Bolek już wie, że kaplica.
- A mnie to prawie nigdy nic się nie śni, ale jak mam sen o zielonej wodzie, od razu wiem, że będą kłopoty. A dziś mi się śniła. Zielona jak te opary, co kiedyś Trawka produkował. I trochę się martwię.
- E tam, może tym razem nic nie będzie.
- Słuchajcie, gdzie jest moja torba?
- Duchy ukradły albo niewidzialna ręka. Cholera! Mojego plecaczka też nie ma.
- Mojego też... A miałem tam forsę na stancję i wszystkie dokumenty.
- No to już się wyjaśnił twój sen z zieloną wodą. Mojej torby też nie ma.
***
W czasie kiedy rozprawialiśmy o istnieniu duchów, tajemnicze siły pozbawiły nas trzech toreb, dwóch plecaczków, jednej komórki i sześciu kompletów dokumentów. Oraz dwóch tysięcy pięciuset trzydziestu złotych. Po co duchowi tyle kasy?