Na chwilę przerywam podróż w głąb genezy problemu. Cały czas sądzę, że jeszcze długa droga przede mną w jej kierunku. Czy można jednak odkrywać szukając według jakiegoś wzoru? Czy jest to właściwa strategia?
Dziś miałem pierwszą wizytę u nowej terapeutki. Cieszę się że spróbowałem. Cieszę się bo dzięki temu zobaczyłem więcej. Dużo więcej i szerzej. Borderline. Etykietka. Zrozumiałem jak bardzo utrudniało mi to dojście do czegokolwiek podczas poprzedniego podejścia do terapii. Szukałem w sobie konkretnych, zdefiniowanych w ankietach zachowań, cech, charakterystyk. A im bardziej czegoś nie widziałem tym bardziej kręciłem się w kółko.
Po raz kolejny wyrzuciłem z siebie cały swój syf, po raz kolejny mnie to rozbiło, ale cieszę się, cały czas czuję że beton pęka. Zaczynam widzieć też jego przyczynę. Tłumienie siebie, tłumienie emocji. To właśnie dawała mi amfetamina. Mogłem wszystko, o każdej porze dnia i nocy. Nic nie czułem.
Nic tylko pustkę. Pustkę która wtedy dawała mi ukojenie jednocześnie zabijąc mnie od środka. Czy moja poprzednia terapia miała wtedy szanse powodzenia? Szczerze wątpię. Byłem jak głaz. Wszelkie próby wychodowania czegokolwiek były z góry skazane na porażkę. Są co prawda rośliny które rosną na skałach jednak te skały są popękane, jest miejsce gdzie wiatr nanosi stopniowo ziemię. Ja byłem jak granit. Tak taki z nagrobka. Śliski i zimny. Każde położone nasiono spadało, a ja się pogrążałem.
Dziś mija 10 miesiąc odkąd nie wciągam. Zdarzyły mi się co prawda 2 ekscesy z kokainą i MDMA ale czysto rekreacyjnie. Nie na otępienie, oszukanie samego siebie, dodanie sobie animuszu i ‘twardości’. Jaka to była ułuda.
Co więcej zauważam, że ten mój borderline, hmm, po dzisiejszej rozmowie z inną specjalistką również z nurtu dialektyczno-behawioralnego usłyszałem, że po pierwszej wizycie ciężko wystawiać diagnozy. Co więcej, że o czystym borderline każdy słyszał, jednak widziało tylko parę osób. Dowiedziałem się, że po jednym spotkaniu widać u mnie jeden symptom. Strach przed bliskością. Tak. Boję się być blisko. Boję się odrzucenia. Strach jest moim ogromnym problemem. Amfetamina wspaniale pozwalała mi go wyciszać. Czy na powiedzmy sobie ‘pół-trzeźwo’ zrobiłbym te wszystkie rzeczy które robiłem? “Nie wydaje mnie się” cytując klasyka.
Dzisiejszy dzień dał mi też nową nadzieję, na sesji nie czułem się jak książkowy przypadek borderline. Czułem się jak człowiek. Co więcej, czułem że rozmawiam z człowiekiem nie naukowcem. Czułem się zrozumiany. Dostrzegam zalety poprzedniej terapeutki, była mega profesjonalna. Jednak dzisiaj poczułem coś więcej niż profesjonalizm. Poczułem zwykłą ludzką akceptację i zrozumienie. Im szersze spektrum tym więcej widać. To moje przemyślenie. Patrz najszerzej jak się da. Nie skupiaj się na jednym, Na borderline. Być może nawet go tam nie ma. Na pewno jest strach. Teraz kolejny krok - skąd i dlaczego. I najtrudniejsze - nauczyć się ufać i oddawać kontrolę. Chciałbym bardzo żeby pewnego dnia moja żona zgodziłą się też na wspólną terapię albo chociaż mediacje. Myślę że jest nam to potrzebne. Jeżeli nadal się kochamy. Ja tak. Cały czas ją kocham.
CDN