Jesteśmy równi, bo chcemy ŻYĆ.
seen from Mexico
seen from United States
seen from Germany

seen from United States
seen from Canada
seen from United States
seen from China

seen from China
seen from Czechia
seen from Japan
seen from United States
seen from China
seen from United States

seen from China
seen from Japan
seen from China
seen from United States
seen from China
seen from Estonia
seen from United States
Jesteśmy równi, bo chcemy ŻYĆ.
Łónerw (prasówka)
Wczoraj jak byłem w Biedronce to na stoisku z kosmetykami przeczytałem “BeBałuty” zamiast BeBeauty. Bałuty są piękne, teraz byłem, widziałem. Idąc Lutomierską minąłem słynnego Karła z Bazarowej. Szedł w swojej rybackiej czapeczce, mieszał drina w plastikowym kubku i coś tam krzyczał. Pod “Towarzystem Przyjaciół Starego Miasta w Łodzi” trzech chłopów piło piwo. Podejrzewam, że było to zebranie zarządu. W antykwariacie kawałek wcześniej dorwaliśmy “Muzy Przy Krosnach” Jerzego Urbankiewicza:
"Tradycja kojarzenia brzydoty z Łodzią i Łodzi z brzydotą utkwiła w narodzie tak głęboko, że kiedy obstawiono jej High Street - Piotrkowską - rusztowaniami, aby carską szarość i brud pokryć barwą, zatrząsł się cały kraj nieskrywanym chichotem."
"Są w kraju miasta, których kultura rodziła się w cienistych krużgankach akademii, pod możnym mecenatem królów. W Łodzi rosła sama, jak wiatrem posiane źdźbła świeżej trawy na śmietnisku."
Czytanie o Łodzi dostarcza mi wiele radości, dlatego pilnie śledzę wątki na wspaniałej grupie “Łódź HC aka Picmanstadt” i prowadzę poszukiwania na własną rękę, czy to na Wikipedii:
(...) historyk Krzysztof Woźniak zwrócił uwagę na różnicę między ustnym przekazem o lodzermenschu a tym wykreowanym przez literaturę:
“W opowieściach robotniczych będzie to zawsze człowiek, który jest przede wszystkim pracowity, zaradny, ale też dba o maluczkich; on stara się swoim paternalizmem objąć dzielnice robotnicze i szkoły, i żłobek, i aptekę itd. Natomiast mit literacki przedstawia tylko postać zdegradowaną w sensie moralnym. Dodajmy jeszcze jedno, że we wszystkich przekazach literackich bohaterowie stają się lodzermenschami w momencie, gdy porzucają swój dotychczasowy świat wartości, odchodzą od swoich rodzinnych korzeni. Oni na gruncie łódzkim poznają innego bożka, bożka pieniądza i sukcesu, i gotowi są mu służyć tak jak po-trafią.”
Czy w prasie ogólnokrajowej:
Centrum Łodzi. Na skrzyżowaniu ulicy Kilińskiego z Pomorską stoi Bambus. Z obskurnego baru kruszy się czerwona farba. Za nim trzypiętrowa oficyna. Niektóre okna zabite deskami. Na placu przed wejściem kocie łby, piach i rozjechana trawa.
(…)
Na przełomie XIX i XX w. Franciszek Ramisch wybudował tu fabrykę bawełny. Dziś na jej terenie została tylko obskurna piwiarnia, obok plastikowe budy z azjatyckim jedzeniem. Przez lata w sercu miasta unosił się zapach tłuszczu, sajgonek i moczu, bo w głębi podwórka urządzono dziką toaletę. Teren okupowali bezdomni.
(…)
- Byle centralne było i gaz - wzdycha Ewa Wiśniewska, która na Włókienniczej mieszka od trzech lat. - Ja to bym chciała stąd uciec jak najdalej. Od wielodniowych imprez. Od tych widoków, odrapanych kamienic, pozabijanych deskami okien
Nie zawsze jednak jest tak smutno, bo Łódź już się rewitalizuje i czekają ją wielkie zmiany:
Na terenie OFF Piotrkowska siedziby mają też biura architektoniczne, wydawnictwa i restauracje z nietypową kuchnią, np. Insekt, w którym można zjeść robaki. Dla młodych łodzian OFF Piotrkowska stała się przeciwwagą dla komercyjnej Manufaktury. W poprzednim roku czytelnicy "National Geographic" wskazali to miejsce jako jeden z siedmiu nowych cudów Polski.
(…)
Najbardziej fascynująca zmiana, która już dokonuje się w Łodzi i może w przyszłości przyciągać więcej turystów, to rewitalizacja kamienic w centrum. Za 4 mld zł zostanie wyremontowanych osiem kwartałów zabudowy, w których znajduje się ok. tysiąca kamienic. Całość ma być gotowa w 2022 r.
Nowe Centrum Łodzi jest przedsięwzięciem planowanym na dłużej. Wokół nowego dworca Łódź Fabryczna powstaną budynki mieszkalne, usługowe, handlowe, park, centrum kultury i nowe ulice. Całość ma kosztować 3,2 mld zł, będzie finansowana z pieniędzy komercyjnych i środków PKP. Nowe Centrum Łodzi ma być gotowe do 2035 r.
Tą wielką zmianą, która jest w toku, Łódź chce się pochwalić przed całym światem.
Wczoraj wieczorem skończyłem pisać relację z festiwalu DOMOFFON dla VICE Polska. Rację mieli Ci którzy powiedzieli:
"Trudno sobie wyobrazić polskie miasto mniej kojarzące się z muzycznym undergroundem niż Łódź"
"The Fall tylko w Łodzi może być headlinerem!"
Smartphone Literature
Istnieje takie pojęcie jak Internet Wszechrzeczy. Jeśli zastosować komputerową metaforykę do polskich miast, to Warszawa będzie miała i najszybszy router i największy dysk. Nie oznacza to że ma najlepsze oprogramowanie, choć w dziedzinie komunikacji radzi sobie całkiem nieźle. Layout nie należy do najładniejszych, ale daje za to inną, wyższą rozdzielczość obrazu. David Byrne odgraża się, że - "internet will suck all creative content out of the world" - podobnie Warszawa zasysa kreatywną energię ze wszystkich narożników kraju. Ściąga użytkowników zdeterminowanych i ambitnych jak i znudzonych i marudnych, trochę silnych moderatorów i rzesze zwykłych botów. Najwięcej profili i avatarów w Polsce, największa różnorodność userów.
Warszawa może pozować na drugi Berlin, szukać historycznych analogi i wspólnych geopolitycznych cech, ale ma inne stołeczne DNA. Jest bardziej jak Londyn i Paryż, państwowym hegemonem z akromegalią (patrz Warsaw Spire - ciekawe że inwestorem jest Ghelamco, "deweloper z piaskowca", specjalista od kiepskiej biurowej architektury z niemodnym detalem). Jeśli nazywam ją Azją, to ze świadomością że Wrocław jest gdzieś w Tybecie. U nas nie ma jeszcze żadnego Pure Platinum. "Człowiek platynowy" ma w Złotych Tarasach (sic!) dostęp do sauny z widokiem na Dworzec Centralny. W telewizorach na bieżni można podglądać życie Kardashianów i poczuć się jak ich kumpel. W Renomie tego nie mam. W stolicy Dolnego Śląska trudno też o dobre kuchnie tematyczne, szczególnie ze średniej półki, w formie bistro i z pomysłowym menu. Na polu gastronomii rządzą powtarzalne recepty na sukces, skoro w 2014 wciąż otwierają się burger bary. O dobrej zupie Pho można pomarzyć.
We Wrocławiu jednak nie muszę się bawić w "gastromuzykatna". W Warszawie klasa kreatywna często dorabia sobie "didżejowaniem do steków". Znajomi objęli menadżerskie stanowiska w knajpach i mogą podkarmić kolegów z prekaryjnych branż. Trochę to śmieszne, a trochę smutne, czasem mocno ironiczne, lecz zupełnie prawdziwe. Nie chcę nikogo osądzać ani wytykać palcami, zwracam jedynie uwagę na pewne zjawisko. Przygrywanie w restauracjach nie jest rzeczą nową, zmieniło się jednak medium i sposób prezentacji muzyki. W tym kontekście groźnych cech prawdy nabiera moja teza, że obsługa Traktora jest dziś umiejętnością tak powszechnie pożądaną, jak kiedyś znajomość pakietu MS Office i Internet Explorera. Świat w pewnym sensie staje się coraz bardziej amatorski, bo nowoczesne technologie wypierają dawne rzemiosło. Szafiarki grające w sezonowych lokalach to jest pieniądz bez pokrycia, bo dla innych to forma przetrwania w nieznośnie przyśpieszających, współczesnych realiach. Didżej staje się w pewien sposób rekwizytem i elementem wystroju, bo spotkasz go również w Top Shopie i w bałkańskiej jadłodajni. "The art of digital djing" to mógłby być cały rozdział w cyfrowym manualu - "How To Survive In The Modern World" - pisanym przez użytkowników z całego świata, bo podejrzewam że to nie tylko sztuka przeżycia w samej Warszawie u progu XXI wieku.
Ta płynna rzeczywistość obecnie powoduje, że anachroniczne podziały same się znoszą. Nie ma już offline i online, a alternatywa i komercja, często równoległe, choć niesymetryczne, zabawnie się przenikają. Reklama sylwestrowego Brutażu na telebimach w metrze czy stała obecność Huberta w Planie, zaskakujące i dziwne, mogą być jednak tylko przypadkowymi błędami w matriksie.
Jeśli mielibyśmy dziś uzupełnić podstawowe weberowskie kategorie społecznej stratyfikacji - pieniądze, władzę, prestiż - o "czas wolny", to Berlin zdaje się ma go więcej niż Warszawa. Warszawa dlatego nie będzie drugim Berlinem, bo operuje bardziej skalą niż wolnością. Złośliwi twierdzą, że Berlin się kończy, ale to bzdura, on jedynie szybciej drożeje. Warszawa wciąż przyjmie jeszcze wielu uciekinierów liczących na wyższe zarobki i silniejsze narkotyki, szybszą karierę i łatwiejszy seks, mocniejsze imprezy i dłuższe aftery. Przymiotniki można stopniować i przestawiać. Palców u rąk mi brakuje by wyliczać znajomych emigrantów z innych miast, nawet Krakusy w końcu się ruszyły. Ja trochę z tego szydzę i okopuję się we Wrocławiu, z którego też upływa cennych osób. Głosów rozczarowania jednak nie słyszę. Może boją się przyznać, że exodus do stolicy jest tylko kolorową fantazją, a może warszawski sen faktycznie głuszy skargi i kompleksy.
Mam jednak ten luksus by co jakiś czas wpaść do Warszawy na sytuacjonistyczny turnus. Fajnie tam pojechać i spotkać wszystkich naraz, zaliczyć kilkudniową sztafetę między budynkami i eventami. Tym razem siedziałem od sylwestra do Trzech Króli. Ten świąteczny okres staje się powoli jednym wielkim balem. Jest to kolejny element "dyskursu modernizacyjnego Polski (mojego ostatnio ulubionego pojęcia). Parę lat temu nie zrobiłbym 25 grudnia imprezy w Das Lokalu albo nikt by na nią nie przyszedł. Dziś ludzie w święta coraz mniej pracują i odpoczywają, a coraz więcej imprezują. W starej Anglii regularna libacja trwała od Wigilii do 5/6 stycznia czyli tak zwanej "Dwunastej Nocy" (jest nawet sztuka Szekspira o tym). Musieli fajnie żyć, bo zaraz potem mieli karnawał. Praca pracą, ale dopiero protestanci wprowadzili taką stricte kapitalistyczną etykę obowiązku, co też utemperowało rozbestwionych, barokowych i leniwych katolików. W Meksyku mają dalej swoje Las Posadas. Wracając do sytuacjonistów, to w tym kontekście dobrze pasują ich hasła, które przyświecają moim wszystkim wycieczkom po kraju.
To hell with work, to hell with boredom! Create and construct an eternal festival.
"Who wants a world in which the guarantee that we shall not die of starvation," Vaneigem asks, "entails the risk of dying of boredom?"
Wystawa "Ustawienia Prywatności" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej podobała mi się nie tylko dlatego, że brał w niej udział mój najlepszy przyjaciel, ale dlatego że podejmowała bardzo aktualne tematy. W Duesseldorfie będzie duża wystawa "Ego update
" poświęcona przyszłości naszych cyfrowych tożsamości. To ponoć miasto, w który robi się najwięcej selfie w całych Niemczech. Gdy byłem na ostatnim otwarciu w Muzeum Współczesnym Wrocław przypadkiem usłyszałem w windzie: "Teraz gdy już przerobiliśmy całą awangardę lat 70-tych, to możemy wyjść poza opłotki Wrocławia. W przyszłym roku zaprosimy do siebie artystów z zagranicy". Ja rozumiem, że w słowie "muzeum" zawiera się pewna misja dokumentacji, ale niestety mało kto tam zagląda. Bywają takie dni, że do MWW nie przychodzi nikt. Na finisażu "UP" w MSN spotkałem za to kwiat stołecznej hipsterki i samych atletów internetu. Fajnie było zacieśnić więzi poza newsfeedem, bo hasło - "znam Cię z komentarzy na facebooku" - usłyszałem tego wieczoru nie raz. O taką Polskę walczę. Mamy już hummus w Biedronkach, jest coraz lepiej.
Gdy goście z PC Music zmieniali się w trakcie grania i w MSN zapadła cisza, to między nami zapadł żart, że "nagle z Londynu przyszedł telegram, że moda się skończyła i trzeba natychmiast wyłączyć". "Hey QT" nie byłem w stanie przesłuchać w domu końca, a tu w każdym z setów rozmnożyło się przez pączkowanie sampli. Ktoś coś wspomniał o nightcorowym remiksie Limp Bizkit albo tylko trollował. To wszystko muzyka o tyle przyjemna i rozrywkowa o ile spontaniczna i chwilowa. Zjedz póki ciepłe, bo potem smakować nie będzie, bawić może tak długo jak żart z ksywkami Kayne West czy Fin Diesel. Mam nadzieję, że sami zainteresowani są tego świadomi, bo przenosiny do Parking Baru obnażyły ich techniczną niewiedzę i laicyzm. Można im wybaczyć, lecz to pasuje do dystopicznej perspektywy przyszłości jako republiki dyletantów, gdzie wymrą specjalności i rzemieślnicy, nikogo nie będzie stać na "dłuższe narracje", a wszyscy będą się zajmować wszystkim, chałupniczo i na komputerach, tak jak ja pisząc tego bloga.