Sweatshop, zderzenie cywilizacji i blogerki modowe
Wokół polskiej blogosfery dzieje się od dawna coś dziwnego i nie trzeba być geniuszem, aby to dostrzec. Niegdyś bloger był prawdziwym liderem opinii, którego zdanie czytelnicy szanowali i cenili, również z uwagi na to, iż widzieli w nim kogoś podobnego do siebie, jako że jego obserwacje i spostrzeżenia mogli w łatwy sposób odnieść do siebie. Wraz ze wzrostem zainteresowania marketerów blogi stały się istotnym kanałem komunikacji dla marek i dla wielu blogerów sposobem na życie i zarabianie niemałych pieniędzy. Dziś najpopularniejsi autorzy blogów są przykładem, jak można zarabiać na tym, co się lubi, ale i co ciekawe - stali się częstym obiektem hejtu.
Jednym ze stale powtarzających się zarzutów pod adresem szczególnie blogerek modowych jest dziś oderwanie od rzeczywistości. Do rangi klasyków urosły już cytaty z Jessiki Mercedes, która w odpowiedzi na krytykę pitoliła o strasznych twarzach i beznadziejnych zawodach hejterów, przechwalając się przy innej okazji, że w serwisach społecznościowych ma o wiele więcej fanów niż celebryci z pierwszych stron gazet (zabawne szczególnie w kontekście afery z kupowaniem fanów na Instagramie, która wybuchła wokół jej bloga chwilę później). Przechwałki związane z gratisowymi wyjazdami zagranicznymi, hotelami i innych atrakcjami opłacanymi przez współpracującymi z nią firmami również nie przeszły bez echa. Sporo komentatorów artykułów z tymi cytatami podkreślało, że zarówno Jess, jak i inne dziewczęta parające się blogerską sztuką oderwały się od rzeczywistości, w której przeciętny Polak mógłby pomarzyć o życiu na ich poziomie konsumpcji. Wielu z nich było ciekawych, jak blogerki utrzymujące się z kampanii reklamowych dla wielkich marek poradziłoby sobie w "prawdziwej" pracy.
Można by pomyśleć, że dla tych czytelników program taki, jak "Sweatshop - Dead Cheap Fashion" byłby spełnieniem marzeń. O co chodzi? Otóż w ubiegłym roku norweska telewizja zrealizowała bardzo ciekawy projekt. Troje norweskich blogerów modowych zostało wysłanych na miesiąc do dalekiej Kambodży, gdzie poznało dokładnie realia życia najbiedniejszej warstwy społecznej - pracowników szwalni, w których produkuje się odzież dla sieciowych marek na zachodnie rynki. Mieli okazję poznać ich życie od podszewki. Odsiedzieli swoje przy maszynach do szycia, poznali siłę nabywczą pieniądza usiłując kupić składniki na obiad dla siebie i nowych przyjaciół, posłuchali opowieści o ich rodzinach, marzeniach i trudnościach, z jakimi muszą się borykać.
Jeżeli po obejrzeniu trailera spodziewaliście się, że program powstał, by móc zrobić sobie heheszki z rozpuszczonych dzieciaków, które płaczą z wysiłku po kilku godzinach "prawdziwej pracy", to się mylicie. Owszem, bohaterowie dokumentu - Frida, Ludvig i Anniken - są ludźmi, których można by z początku określić jako płytkich. Bez skrępowania wyznają, że kochają robić zakupy i nie wyobrażają sobie życia bez swoich ubrań. Anniken z zadowoleniem podkreśla, że jej blog jest jednym z najpopularniejszych w Norwegii, a na Instagramie obserwują ją setki tysięcy fanów. Z początku blogerzy poznając realia życia w ubogiej dzielnicy Phnom Penh wyrażają się o jej mieszkańcach protekcjonalnie - dostrzegają biedę, ale zakładają, że Kambodżanom to nie przeszkadza. Przecież nie znają innego życia, nie mają porównania, skąd mają wiedzieć, że mogliby żyć wygodniej. Nędzna płaca? Nie jest chyba aż tak źle, przecież mogliby nie mieć żadnej.
W miarę upływu czasu Anniken, Frida i Ludvig poznają jednak lepiej swoich nowych, kambodżańskich znajomych. Zaczyna do nich docierać, że to tacy sami ludzie, jak oni - ani nie mniej wartościowi, ani nie mniej inteligentni. Jasne staje się dla nich, że ludzie ci są zmuszeni do niewolnicznej pracy za grosze po to, by zachodnie koncerny mogły zbić majątek. Zderzeni z prawdą o pochodzeniu ubrań, które tak lubią kupować sami przyznają, ze teraz ciężko będzie im kupić cokolwiek w sieciówce w rodzaju H&M.
Anniken, Ludvig i Frida nie sprawiają wrażenia ćwierćinteligentów, dla których jedyną pasją są ciuchy. Są produktami współczesnej cywilizacji. Zostali wychowani przez media, z których nie dowiedzieli się, w jakich warunkach żyją ludzie, którzy produkują dla nich ubrania. Zderzeni z rzeczywistością poczuli się zszokowani, oszukani i wściekli.
Pięcioodcinkowy projekt "Sweatshop" można obejrzeć w całości z angielskimi napisami TUTAJ.
Po powrocie do Norwegii obydwie blogerki postanowiły zrobić coś dla pracowników sweatshopów. Spotkały się z przedstawicielami H&M, złożyły też skargę do stacji telewizyjnej Aftenposten - nadawca postanowił bowiem wyciąć przed emisją niekóre fragmenty dokumentujące pracę Kambodżan w odwiedzonym przez nie sweatshopie. Sprawa była omawiana nie tylko w mediach, ale i w norweskim parlamencie.
Czy polscy blogerzy i czytelnicy znają cenę, jaką płacą pracownicy szwalni w odległych krajach za to, byśmy w Europie mieli o czym pisać blogi o modzie? Warto się nad tym zastanowić.
Obejrzyjcie "Sweatshop". Dobry pomysł, dobra realizacja, dobre - i inne - wykorzystanie współpracy z blogosferą.












