Sekrety wśród animcowych postaci to prawdziwa plaga i nie ma w tym nic dziwnego, skoro jakoś trzeba napędzać fabułę (a że sami Japończy są dość oszczędni w dzieleniu się uczuciami i informacjami, to cóż). Mało kto jednak lubi być pomijany lub wręcz oszukiwany, dlatego na skutek ewolucji musiała się w ludziach wykształcić naturalna chęć do poszukiwania prawdy. Tak narodziło się szpiegowanie. Pół biedy, jeśli ktoś zatrudnia wykwalifikowanych specjalistów, aby odkryli, czy niewierna żona jest rzeczywiście taka niewierna, ale co jeśli kogoś na to zwyczajnie nie stać albo sprawa jest zbyt małego kalibru? Nikt przecież nie będzie wzywał detektywa Conana do śledzenia senpaia, który ostatnio zbyt późno wraca z zajęć klubowych. Nowoczesna technologia też do tanich nie należy, a w ogóle to podsłuch zawsze może być wadliwy. Wiadomo – najlepiej wziąć sprawy we własne ręce. Bo jak nie my, to kto?
W tym odcinku kursu “Szpiegowania dla opornych” dowiedzie się jakie przebrania są najskuteczniejsze, jakie najtańsze, a jakie w ogóle o kant dupy potłuc (a takich oczywiście jest najwięcej). Otwórzcie zatem szafy swoich wyobraźni… albo wyobraźnie swoich szaf… i przeczytajcie, jak to wszyscy mają źle w głowach.
Małe czarne, czyli podstawowy element wyposażenia każdego Agenta Tomka.
Zacznijmy od jednego z najsędziwszych przebrań. W dobie kapitalizmu, mniej lub bardziej zaawansowane stylizacyjnie przebrania są dostępne niemal od ręki (jak chociażby wspomniane już okulary przeciwsłoneczne), jednak za czasów naszej pieluchowatości realia były zupełnie inne. Już nawet nie wspominam o PRL-u, ale jeszcze tak ze dwadzieścia-trzydzieści lat temu w Japonii każdy brał, co miał, żeby tylko przykryć czymś łeb. Problem jednak w tym, że ze względu na dość ciepły klimat kraju kwitnącej wiśni wełniane czapki przerabiane na kominiarki nie zdają egzaminu nawet teraz, a znów czapki z daszkiem stanowią dość marną osłonę. Ale od czego się ma niezawodne babcie! One od lat wiedziały, co dobre, żeby nie przewiewało głowy, dlatego tak częstym przebraniem dawnych szpiegów była najzwyklejsza chusta wiązana pod nosem.
Gdyby to chociaż był One Piece, to ktoś tu mógłby udawać diabelski owoc…
Czemu nie na brodzie, jak Bozia przykazała? Bo skoro skapnęło coś od babuni, to i od dziadka coś być musiało – stąd ten chuściany wąs. Wbrew pozorom taki bawełniany zarost to już całkiem niezły plus pierwiastek z dwóch do niewidzialności oraz kilka centymetrów kwadratowych więcej w utrudnieniu rozpoznania twarzy sprawcy. A i uwagę potrafi to rozproszyć znakomicie. No co, chyba was też chociaż raz zaskoczył iloraz inteligencji takiego szpiega z koziej… łaski? I żeby tylko szpiega, bo ten trik używany był równie chętnie przez włamywaczy, a to już jest wyższy krąg wtajemniczenia do uzyskiwania korzyści, także majątkowych.
Wróćmy jednak do wspomnianego już modelowego szpiega XXI wieku. Nawet zamknięci w sobie Japończycy nie oparli się szalonemu trendowi amerykanizacji, i wraz z popcornem, stringami oraz Youtubem do rąk statystycznego Tanaki trafiły okulary przeciwsłoneczne. Na brak upałów w Japonii akurat nie można narzekać, więc same okulary sprawdziły się lepiej niż zacnie, ale zgodnie z zachodnimi trendami zaczęły one także przydawać się w mało szlachetnych zajęciach.
Najważniejsza w takim przypadku jest pewność siebie. W końcu ukryty za szkiełkami wzrok szpiega nie jest narażony na kontakt ze wzrokiem ofiary. Poza tym nie można temu jakże minimalistycznemu podejściu odmówić choćby szczątkowej szczfaności – bo skoro w telewizji zakrywanie oczu sprawcy przestępstwa czarnym paskiem lub pikselozą ma być sposobem na jego nierozpoznawalność, to czemu nie można zastosować tego, aby te przestępstwa uskuteczniać?
Ouran High School Host Club
Tu pozwolę sobie na małą nieanimcową dygresję i powiem, że model szpiega “na cywila Juesej” spopularyzowany został ostatnio szczególnie przez filmy superbohaterskie ze stajni Marvela. Nieważne, czy jesteś potężnym sprzymierzeńcem ludzkości, multimiliarderem, playboyem, czy wszystkim naraz, dresio z kapturem zrobi z ciebie w pół minuty swego zioma. Aż strach pomyśleć, co może się stać ze zwykłym licealistą, kiedy założy takie uberkozackie przebranie. Ja bym obstawiała ukrycie tak mocarne, że właściwie byłaby to natychmiastowa anihilacja.
Ekstra! To u mnie co drugi pod blokiem to superbohater!
Jeśli panowie preferują inne oszczędne sposoby, warto zapuścić sobie tu i ówdzie kilka centymetrów szacownego owłosienia. Tylko nie na klacie, no chyba że to na wypadek nadchodzącej zimy. Mimo wszystko zapuszczanie brody/wąsa lub golenie zarostu jest jednym ze stałych elementów przebrań także w prawdziwym świecie – już pierwszy z brzegu przypadek konwojenta z Swarzędza prawdę wam powie. Ale naiwny, oj naiwny jest osobnik, który zapomni o całym zakresie innych ważnych przygotowań, które należy poczynić, aby wtopić się w tłum. Nawet najtęższa broda mędrca nie pomoże, kiedy na głowie masz swój charakterystyczny kapelusz, z powodu którego jesteś jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi na świecie. No chyba że twój przeciwnik jest tego samego ilorazu inteligencji co ty. Wtedy nie ma ratunku dla waszej cywilizacji.
A teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!
Było już o okularach, było o wąsach – czas więc na fuzję! Z Japończyków jest niby dość nieśmiały naród, ale jak przychodzi co do czego, to straszni z nich kawalarze. Dlaczego? Bo potrafią przebierać się także poza karnawałem. Triumfy na sklepowych półkach święcą więc specjalne pingle z przyległościami w postaci kartoflanego nosa, a nierzadko sumiastego wąsa oraz krzaczastych brwi. Jakby dokładnie poszukać, to pewnie i w Polsce można sobie łatwo zafundować taką operację plastyczną w sklepie “wszystko po 5 złotych”, ale mimo to nie trafiłam na moment, aby choćby jedna Bożenka z Klanu strzeliła sobie podobną stylówę. W anime przybrało to natomiast rozmiary jakiegoś challenge’u, w którym postacie prześcigają się w tragizmie misji podejmowanych w takim przebraniu.
Like a boss… firmy Teletubisiów.
Taktyka ta nie ma jednak na celu tylko zmianę wyglądu, ale również tak wielkie rozproszenie uwagi przeciwnika, że nie będzie on już wiedział, kim jest i dokąd zmierza świat. W końcu czasami nie liczy się “jak”, ale “żeby”. No ale w takim przypadku wstępujemy już na grząski grunt różnic między byciem szpiegiem, dywersantem a kamikadze. Czy tajniak, który gra w otwarte karty, wciąż jest tajniakiem, czy zuchwałym klaunem? Czy agentem Tomkiem zostaje się dożywotnio? Co robić, żeby się nie narobić? Na te i inne pytania zaradzą jedyne w swoim rodzaju okulary marki “Złoty PRL”. Można wybierać między setkami modeli takimi jak chociażby “Salvador Dali”, “Nestor rodu Złotopolskich” czy “Mustache w ustach-e”. Bycie szpiegiem jeszcze nigdy nie było takie zabawne!
Hitagi, jako silna i niezależna kobieta, nie lubi poprzestawać na jednej parze wąsów.
Dość było już o poliwinylowych sztuczkach – czas wrócić do korzeni! Tych prawdziwych. Reprezentacja greenpeace’owych szpiegów nie tylko lubuje się w przywiązywaniu do drzew, ale również w zabieraniu krzaczorów na długie spacery celem dotlenienia się. Krzaczków, rzecz jasna (człowiek to jakaś pomniejsza istota, sprawdzająca się jako nawóz). Pomijam fakt konieczności oddzielenia tejże flory od podłoża, bo i na to są sposoby do zastosowania bez uszczerbku dla rośliny. W końcu kto jak nie Zieloni będą wiedzieć, jak robić szczepionki drzew. A ty nie umiesz podlać swojego zasuszonego badyla, który mógłby ci się przydać na wypadek szpiegowania sąsiadki, phi.
Człowiek z krzaka prędzej czy później zawsze wyjdzie, ale moe z człowieka – nigdy!
Widać jednak jak na dłoni, że żaden z takich bohaterów anime nie widział wojskowych filmów instruktażowych, gdzie ProfesjonaliściTM robią to dobrze. Zresztą, po co skupiać się na jakichś duperelach i szczegółach, skoro liczy się maksymalny efekt minimalnym kosztem? Z poprzednich punktów wiadomo, że najważniejsze jest zakrycie twarzy, no bo przecież głowę każdy ma swoją i to na jej podstawie wydawany jest osąd. Problem w tym, że postacie często posiadają jeden jedyny zestaw ciuchów i jest on jej niemal ich drugim DNA… A przecież ewolucja jeszcze aż takich postępów nie zrobiła, żeby rododendrony zakładały na łodygi licealne mundurki.
Begonie tej wiosny wyrosły nadspodziewanie bujnie…
Jeśli jednak zamiast tru ekologii bliżej naszego serca jest łagodny recykling, wtedy nieodłącznym towarzyszem szpiegowskich włajaży niechaj będzie zwykła, zgrzebna torba. Siata na zakupy znajdzie się w domu każdej słusznie zaopatrującej się rodzinki, a przez rewolucję cenową przy wydawaniu foliowych reklamówek do łask na dobre wróciły eko torby. Te płócienne mają same plusy – cera się od nich nie wysusza, nie niszczy, nie podrażnia skóry, są wielokrotnego użytku, łatwe w praniu… Natomiast torby papierowe, cóż, może nie są zbyt trwałe, ale za to bardzo higieniczne, a zużycie tlenu w takiej torbie spada na tyle znacząco, że świat jakoś przeboleje stratę tej połowy drzewka. No i jedna brzydka facjata mniej równa się dziesiątkom szczęśliwych przechodniów więcej. Deal niezgorszy.
jeśli jednak jeden element garderoby to za mało i chcemy się zakamuflować tak, żeby rodzona położna nas nie poznała, to serdecznie polecam najnowszy model z kolekcji Mata-Hari wiosna-zima 3000, gwarantujący całkowitą anonimowość… oraz zainteresowanie wszystkich dookoła. Japończycy z niewiadomych powodów szczególnie upodobali sobie styl “na chorego celebrytę”. Jest to jednocześnie najbardziej rozpowszechniony we współczesnych anime przebranie idealnego Szpiega z Krainy D(r)eszczowców. Do standardowego wyposażenia Małego Szpiega, czyli ciemnych okularów, na paszczę każdy chętnie zakłada jeszcze stosowaną podczas przeziębienia-mordercy lub wśród subkultury spuszczającej łomot maseczkę przeciwpyłową. Wśród panów mile widziana jest jeszcze czapka z daszkiem lub kaptur, u pań natomiast prochowiec w neutralnych barwach. Tak odziany od stóp do głów delikwent… znaczy, strzegący swojej prywatności obywatel jest, niestety, najbardziej podejrzaną osobą w promieniu galaktyki, i nawet jeśli uda się takiemu skutecznie śledzić swój cel, to prędzej czy później jakiś uprzejmy donosiciel wezwie służby porządkowe. Strzeżcie się, bo na takiego zawsze znajdzie się paragraf.
Ale jeśli ktoś został łaskawie obdarzony przez naturę, to czemu nie pójść w drugą stronę i nie wyeksponować swojej twarzy ekstremalnie bezczelnie jako płeć przeciwna? Tylko jakby co – tym darem od natury jest naturalny… brak wstydu, nie uroda. W dzisiejszych czasach gender jest szczególnie wporzo opcją, bo w razie wykrycia zawsze można zasłonić się jakąś klauzulą transwestytyzmu lub krzyknąć: “Ty chamie niewychowany! Nie pyta się kobiety o płeć!”. Albo brnąć w cosplayerską historyjkę o zgubieniu drogi na polski ComicCon. W tym przypadku właściwie im gorzej jest się ubranym i umalowanym, tym postronnym ludziom bardziej odechciewa się zaczepiać taką niezidentyfikowaną przenależnościowo osobę.
Z braku laku dobry i gender… gdyby nie to, że w Mob Psycho 100 bohaterowie wyglądają lepiej od niejednej żeńskiej postaci.
Za modą coraz trudniej nadążyć, a dziwne pomysły na stylizacyjne nowinki rodzą się szybciej niż szafiarki zdążą o tym zrobić vloga. Wobec takiej rzeczywistości nie ma nic prostszego jak iść w zaparte, że własne przebranie to tak naprawdę ostatni krzyk mody (i pierwszy rozpaczy), który jeszcze nawet nie zdążył wydobyć się z hipsterskiego gardła. Albo zapoczątkować spontaniczny flash mob czy paradę równości, bo ukrycie się w tłumie to też niezła forma uniknięcia tematu krzywego make-upu. A jeśli jakimś cudem ktoś akuratnie mieszka w Tajlandii, wtedy można zaszaleć i zrobić przemianę, khem, życia.
Chyba że za towarzysza ma się Piąchę-kuna, wtedy na szpiega dosłownie nie ma mocnych.
Hey, I just met you, and this is crazy, I brought you tequilla, so may I pass, baby?
Zdarzają się również nadzwyczajne talenty infiltracji, prawdziwe samorodki kamuflażu, dla których pieniądze nie są problemem i są w stanie dostosować się do nawet najbardziej ekstremalnych warunków sytuacyjnych. Niestety, to nie opcja dla zwykłego człowieka – często posiadanie obszernej garderoby wiąże się z poddaniem się nielegalnych, śmiertelnie niebezpiecznych eksperymentów, najczęściej wykonywanych bez zgody samych zainteresowanych. Więc tak po prawdzie to może to nie do końca chodzić o same geny, a o ich mutacje… No ale nie ma nic za darmo. Jeśli w grę wchodzi otrzymanie supermocy, to trzeba liczyć się, że w pakiecie dostanie się również zwichrowane poczucie estetyki.
Nie martwcie się, to jeszcze nie koniec tajników szpiegowania. Jeszcze drugie tyle będzie materiały zostało do opowiedzenia przy okazji zachowań. Czekajcie na kolejną część kursu i pamiętajcie… stała czujność!
Gdyby babcia miała wąsy, to by była szpiegiem, czyli o sposobach na ukrywanie się w anime (cz. 1) Sekrety wśród animcowych postaci to prawdziwa plaga i nie ma w tym nic dziwnego, skoro jakoś trzeba napędzać fabułę (a że sami Japończy są dość oszczędni w dzieleniu się uczuciami i informacjami, to cóż).