Znajdują proszek przekazujący uczucia
Nierecka DIS: Rosetta 4x11
Autor: Toudi, 3.03.2022, FB Toudi SajFaj
Witam na cotygodniowym odcinku dla tych, co nie mogą i nie chcą oglądać ST: Discovery. Dziś wyjątkowy, bo Picard wrócił z drugim sezonem, więc nieco później wrócę z porównaniem.
A tymczasem 4x11. Rosetta. Jak zwykle lecimy od minusów, bo to prawie cały odcinek. Plusy na koniec, żeby nie było, że tylko hejtuję. 😉
- Czołówka po ośmiu minutach (tak na marginesie dodam, że Picard ma po niecałych dwóch...). Jest to co prawda poprawa względem poprzedniego odcinka, ale nadal, po co ona w ogóle w połowie odcinka? Myślicie, że ktoś po tylu minutach nadal nie wie, co ogląda – choć to w sumie możliwe w tym serialu.
- Załoga bada tajemniczą planetę dwa lata świetlne od sfery gatunku 10-C. Ma do wyboru dwa pierścienie Dysona krążące w około gwiazdy i wymarłą planetę, która kiedyś była gazowym olbrzymem. Wymarłą od tysiąca lat, gdzie skany w sumie nic nie pokazują. Czyli podsumujmy, megastrukturę, którą musiała stworzyć cywilizacja na poziomie wyższym niż chyba wszystko w galaktyce, a na pewno wyższym niż Federacja. I pustą skorupę, pozostałość po gazowym gigancie. Co wybralibyście do badania? No bo nasi bohaterowie lecą na planetę...
- Skład AwayTeam. W skład wchodzą: kapitan, pierwszy oficer, kapitan Saru i główny doktor. Żaden zabrany lingwista i ksenonaukowiec nie idą - bo po co brać specjalistów na misję. Instynkt (zwłaszcza Saru) wystarczy do takiego zadania. W końcu w Treku liczy się MOC nie nauka. (Chyba zapomniałem, że to nie Star Wars.) Żeby było zabawniej, ta kwestia jest poruszona z ekranu, ale sam nie wiem, po co to twórcy robią, nie motywują tego wyboru sensownie, ani w ogóle. Puszczaniem oka do widza, tego nazwać też nie można.
- Wylot tejże ekipy. Wiecie, kiedyś to taka grupa wypadowa zbierała się w pomieszczeniu transportera, albo w hangarze wahadłowców i wyruszała w misję. A tu? Bohaterowie idą do hangaru, ale chyba tylko po to, aby wkurwić widza. Zbierają się tam wszyscy, stają tyłem do kamery i bzik, teleportują się do promu, który wisi nad nimi – tak wisi, nie stoi na podłodze, wisi w powietrzu, sam bez obsługi, załogi, czy cokolwiek. No a potem odlatują z hangaru na oczach wszystkich, ciągle stających tyłem do kamery.
I tak doszliśmy do czołówki, czyli ósmej minuty odcinka.
Planeta wymarła, wielkie kości stworzeń latających w gazie stworzeń. Jakiś budynek. I w sumie tyle. Zero rozwiniętej cywilizacji, tylko znajdują proszek przekazujący uczucia, który ma być kamieniem w nawiązaniu kontaktu. No i w sumie koniec odcinka. Cała misja trwała jakieś cztery godziny, wedle odcinka.
Ale to nie koniec minusa. Kto do kurwy (już nie awruk) nędzy projektował te kombinezony bohaterów. Ani one nie wyglądają praktycznie, ani dobrze przed kamerą. Cały odcinek miałem odruch wymiotny na widok twarzy bohaterów. Wyglądali jak wyjęci z jakiegoś kiepsko horroru. Oni nie sprawdzili tego oświetlenia zanim zaczęli to kręcić?
Zabawa w chowanego Tarki i Booka na Discovery – naiwna, ale posuwała choć trochę fabułę do przodu. Więc można ją uznać neutralną.
Ale dzięki niej mieliśmy na ekranie w sumie jedyną postać, która pojawia się i wnosi radość na ekran – Reno. Ta kobieta jest jednym ze skarbów tego serialu, naprawdę szkoda, że tak mało ją wykorzystują.
Oglądać dzisiejszy odcinek nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to próba odtworzenia ST: TNG 5x02 Darmok, gdzie też był właśnie problem komunikacji z rasą, która używa tylko metafor. Ale jakoś tak nieudanie.
A i jeszcze ponownie gościnnie Kanagawa się pojawia. Mam wrażenie, że on tam jest tylko dla komizmu. Ale jego teksty są celne. Dobrze wbijają klina w idiotyzmy, jakie serwują nam twórcy. Szkoda, że twórcy chyba myślą, że znowu puszczają tak oko do widza i rozładowują napięcie. Podczas gdy tylko podkurwia to, bo wiemy, że oni wiedzą, że serwują nam idiotyzmy i robią to celowo...
.
Powrót do sezonu
.
Powrót do listy nierecek :)
.








