Przeżyłam!
Warszawa - Londyn - JFK NYC - tak leciałam. Na lotnisku spotkałam kilku innych exchange, którzy też lecieli na pierwszy termin campa. Nie rozpłakałam się przy pożegnaniu, ale było blisko. Gdybym była sama czekając na samolot, pewnie bym płakała, ale wśród innych było dużo raźniej.
W Londynie spotkaliśmy inne osoby z ef, z innych krajów. Niektórzy lecieli tym samym lotem, co my, a niektórzy późniejszym. W samolocie siedziałam z Martyną, która leci później do Cedar Rapids w Iowa i z Nikolą, która leci do Spokane w stanie Waszyngton. Lot trwał prawie 8 godzin, więc miałyśmy czas, żeby się poznać i zaprzyjaźnić. W ogóle nie spałam, bo ciągle gadałyśmy.
Na miejscu zapakowali nas w autobusy i jechaliśmy prawie dwie godziny do Thornwood, gdzie jest prywatne liceum ef. Po drodze się trochę zdrzemnęłam i nie tylko ja, bo pół autobusu też. Na miejscu podzielili nas na pokoje. Ja mieszkam z dziewczynami z Hiszpanii i Finalndii. I mieliśmy później wolne do wieczora, bo zjeżdzali się inni do późna.
Dziś od rana podzielili nas na grupy i mamy różne gry i zabawy integracyjne. Dostaliśmy koszulki i ogólnie jest mega fajnie. Ludzie bardzo pozytywni i otwarci. Mój angielski daje radę i widzę, że jest na całkiem dobrym poziomie. Dziś praktycznie nie mówiłam po polsku, strasznie to dziwne uczucie.
Akurat mamy przerwę na lunch i odpoczynek.



