M.
seen from Singapore
seen from France
seen from China

seen from United States

seen from Saudi Arabia
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from United States

seen from United States
seen from Russia
seen from China
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from China

seen from Malaysia
M.
M
Ja myślałam, że nie mogłam się wypróżnić. A tu dziecko mi wpadło do wiaderka.
Pani Magda
Jutro powiem „Cześć lusterko, co nowego dziś?”. Ono na to: „Chuj w wiaderko, głupia suko, ci”.
Kuczafon
Wiaderko po klockach
Niektórzy twierdza, że koty sa dziwne. Ostatnio mój wujek wydał na pewnego kudłatego, rozpasionego czarnucha prawie stówę. Oprócz smakołyków, których ograniczenie akurat lepiej by mu zrobiło, postanowił rozwiać jego tęsknoty za właścicielka i zafundował mu zestaw luksusowych kocich zabawek z jednej z zoologicznych wersji firmy Mattel. Znajdowały się tam między innymi wygladajaca jak prawdziwa wędka, zakończona nerwowo podskakujaca złota rybka, czy klasyka gatunku w postaci małej myszki z plastikowymi oczami.
Gruby parszywiec omiótł jedynie wzrokiem bukiet zabawek wyłożony dumnie przez mojego wujka na dywanie i odwracajac do niego okłaczony zad, powrócił do zabawy… kasztanem, którego wujek eksperymentalnie przytargał dla niego do domu. Za darmo.
Małe dzieci maja coś z kotów. Może wynika to z tego, że jeszcze mało wiedza i większość spraw, tak jak zwierzęta, załatwiaja intuicyjnie? A może właśnie wcale nie sa do nich podobne? Może po prostu zupełnie różnia się od dorosłych i dziwne dla ich matek, wujków, czy sasiadek zachowania, sa po prostu przejawem nieokiełznanej jeszcze przez codzienność wyobraźni?
Bo w sumie dlaczego najlepiej wspominamy zabawy starym patykiem - mieczem, którym podpierała się nasza prababcia, kamykami – monetami, targanymi znad morza ku złości obładowanej już naszymi łopatkami i rękawkami mamy, czy plasikowa butelka po napoju gazowanym - niezniszczalnym instrumentem, która można było targać po asfalcie, dmuchać w nia, czy brutalnie zgniatać, bo przy tych wszystkich czynnościach wydawała tak fascynujaco-irytujace całe otoczenie dźwięki?
O tym, że noce spędzałam ze Szczurkiem(http://lifewithkasia.tumblr.com/post/130822847957/szczurek), już wiecie. Za to wiele mych chłopięcych dni (o moich zamierzchłych androgenicznych czasach innym razem), minęło mi z przedmiotem, o którym jest ta notka. W latach 90. była to rzecz fenomenalna, zabawka 3D! A do tego tak niepozorna. Pewnie sami producenci tego sprzętu nie mieli pojęcia o jego dodatkowych właściwościach. Tak wspaniałe było wiaderko na klocki. Nie żadne lansiarskie lego, zwykłe, chińskie, plastikowe klocki, o różnej wielkości i kolorach. Wystarczyło jedynie wysypać zawartość, nałożyć wiaderko na głowę, zaokraglona krawędź ustawić pomiędzy swoimi małymi, blisko osadzonymi oczami, a stawało się ono symulatorem przestrzennym.
Maszyna ta najlepiej działała na podłodze w dużym pokoju, w którym zostałam też przyłapana na zdjęciu. To dzięki dywanowi, kupionemu przez moja mamę za pierwsze zarobione pieniadze, nazywanym przez nia jej jedynym “posagiem”. Pijacka projekcja szalonego producenta, która wygladała jak inspiracja dla projektu rzygajacej tęcza Millie Brown, jednak w biało-czarnej wersji, pasujacej do zestawu mebli jadalnianych w tym samym zestawie kolorystycznym. Ten płat materiału o fekaliowo-kałużowym, zupełnie przypadkowym, a jakże modnym w tamtych czasach deseniu, po założeniu na głowę transparentnego wiaderka, stawał się w powierzchnia Księżyca, pełna gór, dolin i kraterów, które dzięki załamaniu światła były naprawdę widoczne.
A więc po powrocie ze żłobka udawałam się w kosmiczna podróż, w swoim wysokiej technologii kombinezonie, składajacym się z żółto-niebieskiego dresu o zachęcajacym obce cywilizacje do kontaktu nadrukiem “Halo”, amortyzatora upadków możliwych podczas walki z brakiem grawitacji firmy Pampers i hełmu, którego nie powstydziłaby się NASA.
Co czuł wtedy wujek, który wydawał kupę pieniędzy na moje ludzkie Mattele (bo czarny sierściuch nie był jeszcze nawet w planach swojej kociej mamy)?
Moje wojaże trwałyby pewnie do momentu, gdy około 15 roku życia moja głowa zaklinowałaby się w wiaderku i misja na Księżyc zakończyłaby się na izbie przyjęć jednego z lubelskich szpitali. Dopadł mnie jednak koszmar autora Małego Księcia. I tak jak w jego słoniu zjedzonym przez węża, w moim zmieniaczu powierzchni płaskich mama widziała tylko wiaderko na klocki. Zadziałała szybko i sprawnie, niczym hycle wobec Bobika (http://lifewithkasia.tumblr.com/post/131413031492/bobik ), wykorzystujac moment, że nie było mnie w domu.
Wróciłam ze szkoły. Jako jedynaczka i wprawny obserwator, już w progu pokoju zauważyłam ubytki zabawkowe i nie było możliwości, że przyczyniła się do tego młodsza siostra, bo takiej nie mam.
- Gdzie sa klocki? – spytałam przez zęby. - Ach wiesz, była u nas ciocia Ania i pomyślałam, że oddam je jej maluchom, przecież Ty i tak się nimi nie bawisz.
Chciałam krzyczeć: - Klockami może nie, ale… Wiaderko!
Zamiast tego usiadłam i westchnęłam, to koniec podróży, zostaje mi już tylko Planeta Ziemian.
Później ten sam los podzieliła moja ukochana bluza w misie – czirliderki, a także inne ciuchy, z których wg mojej mamy już dawno wyrosłam, a tak naprawdę po prostu nie mogła na mnie w nich patrzeć. Do tej pory zdarza jej się wparować do mojego pokoju niczym Magda Gessler do przechodzacej rewolucję restauracji, i drzeć, wyrzucać, oddawać wszystko, co spotka na swojej drodze.
A kiedy pytam, zaczyna zdanie od “Ach wiesz…” I… Dalszy ciag już znacie.
Bricks’ bucket
Some people say that cats are weird. Recently my uncle spent on one hairy, fatty black guy almost a hundred zlotys. In addition to the goodies, which limiting would be better for it, he decided to disperse its longing for the owner and decided to pay it off with the luxurious cat toys from one of the pet version of Mattel. There was, for example, looking like a real one fishing rod, completed with nervously bouncing goldfish, or classic of the genre - a small mouse with plastic eyes.
Fat skunk only gaze swept bunch of toys lined proudly by my uncle on the carpet and showing him its furry rump, it turned its back to play wit a... chestnut, which my uncle experimentally dragged for it home. For free.
Small children have something to do with cats. Perhaps this is due to the fact that they are unexperienced and most of cases, like animals, handle intuitively? Or maybe they are not like them? Maybe they are just completely different from adults and strange for their mothers, uncles and neighbors behaviors are simply a manifestation of unbridled yet by everyday life imagination?
Because why most fun was always an old stick - a sword, which propped up our great-grandmother, pebbles - coins, brought form the seaside, or a plastic bottle - music instrument, which made those fascinating but irritating the surroundings sounds, while squeezing?
You already know that I spent nights with Szczurek(http://lifewithkasia.tumblr.com/post/130822847957/szczurek). But many of my boyhood days (I will write later about my ancient androgenic times) I soent with a thing that passed me to the subject that is the matter of this post. In the 90s it was a phenomenal thing, toy in 3D! And so inconspicuous one. Probably the equipment manufacturers themselves had no idea of its additional properties. What was so grea? The bucket for the bricks. Not any cool lego, ordinary Chinese plastic bricks of different sizes and colors. It was enough to just just empty the bucket, put it on head, set rounded edge between small, close-set eyes, and it became a space simulator.
This machine worked best on the floor in a living room in which I was also caught in the picture. It was like this thanks to carpet, bought by my mother for the first earned money, called by herself her only "dowry". Drunk projection of crazy manufacturer, which looked like an inspiration for the project of puking a rainbow by Millie Brown, but in black and white version, matching a set of room furniture in the same colors. This piece of fabric with its completely accidental, but so fashionable in those days pattern, after the set of a transparent bucket on my head, was becoming the surface of the moon, full of mountains, valleys and craters, which thanks to the collapse of the lights was really visible.
So after returning from nursery I was pretending the cosmic journey, in my high-tech suit, consisting of a yellow-blue tracksuit with encouraging alien civilizations to contact with me "Halo" print, the damper on downs possible during a fight with a lack of gravity by Pampers and helmet, which would make even NASA feel ashamed.
What did my uncle feel that time, who was then spending a lot of money on my human Mattel (because black furry boy was not even planned to be with us)?
My journeys would probably last till I was 15 when one day my head was stuck in a bucket and mission to the moon would end up at the emergency room of one of Lublin hospitals. But the nightmare of the author of The Little Prince caught me first. And as adults saw in his elephant eaten by a snake just a hat, my mother saw in my flat surfaces changer only a bucket for bricks. She acted quickly and efficiently, like cerberus against Bobik (http://lifewithkasia.tumblr.com/post/131413031492/bobik), using the moment that I was not at home.
As an only child and a trained observer, I saw a lack of toys already in the threshold of the room.
- Where are the bricks? - I asked through clenched teeth. - Oh, you know, Auntie Ania visited us and I thought I'd give them to her little ones, as you don’t play with them anymore.
I wanted to shout: - Maybe not, but ... A bucket!
Instead, I sat down and sighed, it’s the end of the journey, I’m left just on Earth.
Later the same fate was shared to my beloved jacket in with cheerleader bears and other clothes, which, according to my mother, didn’t fit me anymore, but honestly she just couldn’t look at me in them. It happens to her until now that she waltzes into my room like Magda Gessler to a restaurant that takes part in her “revolution” and tears, disposes, throws away everything she meets on her way.
And when I ask her, she begins the sentence with "Oh, you know ..." And ... You already know the rest.
Wiaderko na sznurku.
- Szkoda że nie mieszkasz pode mną to byśmy taką sobie windę zrobili, zamiast chodzic do siebie. :-D
- Hahaha xD wiaderko na sznuurku xDD
- Dokładnie :-D