Pierwszy dzień.
Postanowiłam się powiesić. Stwierdziłam, że nagromadzenie moich emocji, że wszystko co mnie otacza jest fałszywe, a ja żyję w dziwnym śnie. Nie byłam sobie w stanie poradzić z moimi lękami, z chęcią miłości.
Jednak dlaczego nadal żyje? Mama przybiegła i mnie zdjęła z krawatu. Potem było już tylko gorzej. Rozpłakałam się i powiedziałam "przepraszam, nie dam rady". Poszłam spać. Przyszedł mój teraźniejszy chłopak. Mama zdecydowała zabrać mnie do centrum kryzysowego. Miałam krótką rozmowę, po której Pani stwierdziła, że musimy pojechać do psychiatryka. Zastanawiające, zawsze czułam się w jakimś stopniu różna od innych, jednak czy na tyle, by mnie zamknąć? Czy jestem niebezpieczna dla siebie i otoczenia?
Dotarliśmy na miejsce w ciszy, albo i nie. Niewiele pamiętam z tej podróży, chyba wszystko wydarł ze mnie szok. Później kolejna, tym razem długa, rozmowa z lekarz. Sanitariusz zobaczywszy mnie stwierdził, że na pewno, nie będzie to trwało krótko. Ja się zastanawiałam nad tym, dlaczego można w takich momentach ze mnie czytać?
Rozmowa się nie kleiła, faktycznie trwała sporo. Zostałam skierowana na oddział, na którym miałam spędzić około półtorej miesiąca. To nie jest długo, naprawdę to nie jest długo. Jednak ja tam znów wracałam i powinnam zrobić to teraz.
Kiedy przyszłam na oddział wywołałam ogólne zadowolenie. Przestraszyłam się tych mężczyzn, którzy się na mnie lampili. Znowu musiałam rozmawiać z lekarzami, nie chciałam tego robić, nie współpracowałam, nie mówiłam całej prawdy. Potrzebuję czasu, by się otworzyć. Czułam się źle, jednak miałam nadzieję, że to stan przejściowy. Zaczęłam dostawać leki, poszłam spać.
Pamiętam do teraz, wzrok kobiety leżącej obok... I te słowa: czy jesteś smutna? Ja ze łzami w oczach, odpowiedziałam, że tak. Ktoś pierwszy raz od dawna, spytał się po prostu "czy jestem smutna". Uznałam, że chyba ten psychiatryk to dobre rozwiązanie, nie ze względu na pomoc od psychiatrów, psychologów, a ze względu na ludzi. Empatycznych ludzi, którzy tak jak ja, żyją w swojej alternatywnej rzeczywistości i wszystko przeżywają.
Zapowiadało się fajnie, jednak leki spowodowały, że spałam kolejne trzy dni. Dopiero później opuściłam bramy mojego pokoju.
Tego samego dnia, rodzice przywieźli mi rzeczy. Zobaczywszy tych ludzi, stwierdzili, że chcą mnie jednak zabrać, bo stanie mi się krzywda. Ja nie chciałam. Czułam, że tego potrzebuję i się nie myliłam.














