
Discoholic 🪩
One Nice Bug Per Day
🪼

@theartofmadeline
Game of Thrones Daily

Andulka
$LAYYYTER
todays bird
"I'm Dorothy Gale from Kansas"

PR's Tumblrdome
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH
Fai_Ryy
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
Show & Tell
cherry valley forever

titsay
d e v o n
Interview Vampire Daily
sheepfilms
art blog(derogatory)
seen from Canada

seen from Germany

seen from France
seen from Uzbekistan
seen from Germany

seen from Germany

seen from United States

seen from Türkiye

seen from Italy
seen from United States

seen from Canada

seen from Philippines

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
@girl-in-shadow
Z okna Franki.
Znalazłam psychoterapeutkę. Mieszka w moim mieście i nie będę musiała jeździć już daleko. Podoba mi się. Nie jest rozlazłym wrakiem człowieka o 'rozumiejącym' spojrzeniu i dziwacznie, wręcz przerażająco uspokajającym głosie. Skończyła psychologię kliniczną i na początku swojej kariery pracowała w szpitalu psychiatrycznym. Podoba mi się. Jest fajna i wygląda jak diabełek z tymi iskierkami w czarnych oczkach. Ma charakter i ma w sobie siłę, czuję ją. I podoba mi się.
Wyznaczyła mi już pewne zadania:
wyznaczyć sobie cele, które chcę osiągnąć terapią,
łapać chwile, w których czuję się sobą.
Zdaje się to błahe i proste, ale to tylko pozory. Szczerze mówiąc, dosyć to trudne i jak na razie nie mam zielonego pojęcia cóż ja tam napiszę.
So...
Stres dzisiejszego dnia osiągnął wartość maksimum. Ciężko mi jakoś na serduszku. Jestem zmęczona. Ogólnie jestem strasznie zmęczona. Chcę spać. Chcę zapaść w stan hibernacji. Najprawdopodobniej byłoby to najlepsze wyjście.
Zapomniałam, że mam dzisiaj jazdę o 7:00 rano. Instruktor zadzwonił do mnie skoro świt z wiadomością, że stoi na moim podwórku i czeka na mnie. Zaskoczona (bo jakby inaczej) błyskawicznie się zebrałam i wsiadłam do czerwonej 'L-ki'. Chwilę później dostałam opieprz, że nie znam przepisów drogowych i pracę domową na następny tydzień. Dwa razy wjechałam na wysepkę na rondzie (nie wiem co się ze mną dzieje) i prawie wpadłam pod samochód. Zostałam skrzyczana i zdołowana tym faktem podreptałam do szkoły. Tam czekała na mnie miła niespodzianka, bo okazało się, że próbną maturę z polskiego napisałam na 61%, w tym za wypracowanie zgarnęłam jedynie połowę punktów. To przerażająco niski wynik, biorąc pod uwagę to, że średnia mojej klasy to ok. 75%, a na wybranym przeze mnie kierunku studiów niezbędny jest polski. Tylko walić łbem o ścianę.
Zmęczona jestem, po prostu zmęczona.
Trzeci list od Oliwii
Wyczułam dziś w nieobecnym sercu malutką iskierkę nadziei. Jest tam. Tli się delikatnie. Powolutku ogrzewa od środka zamarznięty, wiotki mięsień. Jest tam. Wyczułam ją. Powiesz: 'Wspaniale!'. Ja też tak pomyślałam. Uśmiechnęłam się na tą myśl, ufnym uśmiechem małego dziecka i uczepiłam się jej kurczowo. Ale wtedy.. ahh jak mogłam być tak naiwna! Przyszła ona i wyśmiała mnie i moją radość. Przyszła i dała mi do zrozumienia, że nie podda się tak łatwo, o nie. Jest silna. Była długo i będzie walczyć,walczyć o mnie. Czymże jest taka malutka iskierka nadziei przy niej? Ona zdmuchnie ją jednym tchnieniem, odbierze ją, unicestwi raz na zawsze.
I wstyd mi się zrobiło, że tak łatwo dałam się oszukać.
Koszmar staje się prawdą.
Ciężko mi. Dostałam wyniki swoich testów i jest mi zwyczajnie jakoś z tym.. dziwnie. Nie łatwo jest się z czymś takim pogodzić. Co innego myśleć, spekulować, gdybać, a co innego usłyszeć coś takiego w postaci faktów. Powiedzieli mi, że żyję w dwóch światach. Jednym dla innych, jednym prawdziwym. Moja osobowość nie rozwija się prawidłowo, zmierza w kierunku osobowości schizoidalnej i borderline. Jeżeli nie poddam się psychoterapii, możliwe, że w przyszłości rozwinie się schizofrenia. Poznajcie wariatkę, siema.
Mój stary przyjacielu, gdzie mnie ze sobą zabrałeś?
Terrible day.
Skała.
Od lat zadaję sobie jedno pytanie: dlaczego wciąż odpycham od siebie ludzi? Zapoznawanie się z kimś nie sprawia mi kompletnie żadnych problemów. Kiedy jednak ktoś stara się do mnie zbliżyć, to koniec. Nie ma już odwrotu, jest stracony (a może to ja jestem stracona?). Uciekam. Zawsze uciekam. To najlepiej mi wychodzi. Nie ma czynności, w której byłabym lepsza. No gratulacje, to żeś specjalność sobie wybrała;3
I jestem świadoma, że to moja wina. Cały czas oskarżałam go o dziwne zachowanie, ale niby co ja bym zrobiła na jego miejscu? Odrzuciłam go na powitanie, bo czułam, że ma szansę się do mnie zbliżyć. Dałam mu do zrozumienia, że go nie chcę, że go wykorzystałam i czego oczekiwałam? Ale.. nie znałam go wtedy, nie wiedziałam.. . Na prawdę nie wiedziałam jak kruchy jest pod tą twardą skorupą. Ehh.. NIE WIEDZIAŁAM!!
Przepraszam...
I wiem, że jeżeli nigdy nie przestanę, to zostanę sama. Nie ma innej opcji. Boże, pomóżcie mi... Niech ten psychiatra, psycholog czy inny grzdyl mi pomoże, wszystko mi jedno, ale pomóżcie mi... Nie chcę tak żyć..
Rozczarowanie wciąż jest mi obce
Nie chcę mówić nic, ale muszę coś powiedzieć. Najgorsze są te momenty, w których jest całkowicie i absolutnie zagubiona. Tak jak w tej chwili. Nie mam pojęcia co robić. Iść spać, zjeść kanapkę, a może skoczyć z okna? Nie mam pojęcia co robić. W mojej głowie jest pusto. Jest tam pustka i ma kolor biały.
Najgorsze jest to, że stało się tak z tak błahego powodu. Porozmawiałam dziś ze swoim poczuciem wyższości i kazałam mu się wynosić, bo właśnie upadłam na najniższy z poziomów wartości człowieka. Wpadłam w czarną rozpacz, bo mój wariat obdarzył uczuciem kogoś innego. To takie żałosne z mojej strony. Właściwie się temu nie dziwię, bo miałam z nim bardzo mało kontaktu (prawie, że wcale), ale jakieś takie to... smutne. Zwyczajnie mi smutno. To nie jest typ człowieka, po którym spodziewałabym się stałego związku, miałam nadzieję, że będzie bezpieczny. Ale cóż, najwyraźniej każdy, nawet największy skurwysyn, potrzebuje odrobiny miłości.
Sure, I'm happy.
.
Dziś w moich myślach wydarzyło się 10 000 razy rzeczy więcej niż w rzeczywistości. Odrobinę to smutne.
No relationships. No emotions. Just sex.
AWWW <3
Z małym serduszkiem.
Dobra, z tego wpisu nie będę dumna. Zmieszałam chyba w tym nieprzemyślanym przemyślunku wszystkie swoje Twarze, bo nie mam pojęcia o co mi chodzi. Obawiam, że dziś będzie odrobinę zbyt uczuciowo, powierzchownie i egoistycznie, jednakże muszę...
TAK BARDZO GO CHCĘ! (tego wariata)
Po prostu... nie potrafię wyjaśnić tego uczucia. Tak, to prawda, kiedy go poznałam, chciałam go tylko perfidnie wykorzystać do własnych celów, a potem porzucić.. wiem, jestem okrutna. Problem w tym, że on się nie dał. NIE DAŁ SIĘ. Nie dostawszy tego, co chciał, najzwyczajniej sobie odszedł. Nic go nie ruszyło, nie tknęło w środku jak zawsze. Nie patrzył maślanymi oczami, nie wypisywał 50 esemesów na minutę, najzwyczajniej w świecie zrezygnował. Zrezygnował... ZE MNIE! ZE MNIE ZREZYGNOWAŁ!! (Tu właśnie nie jestem dumna ze swojego myślenia, ale niestety tak to wygląda).
I od tego czasu coś mi się chyba w głowie pokićkało. Jak go widzę, to ściska mnie coś w środku, a kiedy mówi obojętnie 'cześć' to popadam w istną paranoję. Jak może MNIE tak olewać? Zabiłabym go. Albo pocałowała. Już sama nie wiem. Najlepiej dwa na raz.
Kiedy widzę, jak się uśmiecha.. Boże. Oczki robią mu się takie komicznie małe i wygląda jak chińczyk. A mi oczy robią się maślane. Od kiedy mam maślane oczy na widok jakiegoś chińczyka?! (Od kiedy w ogóle oczy robię mi się maślane...?) A Boże jak on tańczy... Jak pierwszy raz to zobaczyłam, no wybuchnęłam śmiechem, bo myślałam, że to taki żart, wygłupy. Otóż - nie. To akurat jest nie do opisania, trzeba to zobaczyć. No można paść. Ale kiedy oczy robią mu się czasem smutne... i patrzy na mnie przez chwilę tymi smutnymi oczami... jedyne co chciałabym zrobić to przytulić go i (mimo, że nie wiem dlaczego jest nieszczęśliwy) zapewniać go, że wszystko będzie dobrze...
A zaraz potem przechodzi obok mnie, obojętny jak zawsze. NO ZABIŁABYM.
Chciałabym podejść do niego i delikatnie dotknąć jego policzka. On spojrzałby mi w oczy, czego tak bardzo unika od tego czasu. I patrzylibyśmy chwilę na siebie, a napięcie rosłoby z sekundy na sekundę, z minuty na minutę. W końcu nie wytrzymałby i przyłożyłby delikatnie swoje wargi do moich. Wiem jak, bo chciał tego wtedy. I czułam to. A ja oddałabym pocałunek. Wtedy uśmiechnąłby się, a ja poczułabym to na skórze. I kilka sekund całowałby mnie powoli, wplatając palce w moje włosy. Ale delikatne pocałunki po chwili zmieniłyby się w bardziej natarczywe. Bo nie dla nas jest powściągliwość. Bo tak bardzo chcę jego, a on chce mnie i wiem to. Bo widziałam jak chciał wtedy. Zacząłby stopniowo iść w moim kierunku, zmuszając mnie do cofania się, aż wreszcie moje plecy dotknęłyby ściany. Wtedy odchyliłby moją głowę i całowałby mnie po szyi, a ja kocham to tak bardzo, więc przyciągnęłabym go mocniej do siebie. On zareagowałby tym samym i wsunąłby ręce pod moją męską bluzę i gładziłby mnie po plecach. W tym czasie kończyłabym już rozpinać guziki jego koszuli i odepchnęłabym go żeby móc patrzeć jak przejeżdżam palcami po cienkiej skórze i delikatnych mięśniach. Uśmiechnęłabym się i on też by się uśmiechnął i pocałowałby mnie jeszcze raz napierając na mnie i wypychając powietrze z moich płuc. Potem przesunąłby ręką po moim udzie i podniósłby mnie, tylko po to, żeby wygodniej mu było rzucić mnie na łóżko. Bo tak bardzo chcę jego, a on chce mnie. Wiem to, bo widziałam to w jego oczach. Wtedy.
No to pojechałam.. tego bym się nie spodziewała. Tylko iść i się zabić z tego, co ten chłopak ze mną wyrabia. Po prostu nie wierzę, że się tak głupia daję zamotać jakiemuś idiocie. Trzeba to skończyć.
I to teraz, już, zaraz!