Urodziny na pogotowiu
Czas na herbatkę i ciacho. Uslyszałam dzwięk wózka z jedzeniem dochodzący z korytarza. Wchodzi wózek a za nim znajoma twarz. Wesoło odezwał się pan z pochodzenia z Filipin, herbatki może? Pierwszy osobnik w pokoju odpowiedział ‘tak proszę, mleko i jeden cukier’ a ciasteczko też? Zapytał miły dostawca, nie dziękuję, odpowiedział. Gdy podszedł do mnie powiedziałam, że poproszę herbatę z mlekiem i dodałam, że go pamiętam. Że rok temu jak tu byłam to też roznosił herbatkę i ja wtedy po cichu śpiewałam piosenkę z filmu dla dzieci Czarownik z Oz pt. "Over the rainbow", ale on wyłapał i prawie wesoło wykrzyknął ojej nie wierzę, że śpiewasz tę piosenkę, i śpiewaliśmy razem. Pytam się go czy to pamięta, a on zadał pytanie: to ty ile tu już jesteś? obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Jedyne co nie pamiętam mu mówię, to jak miał na imię, Henry powiedział i rękę mi podał na przywitanie. Powiedział, że dobrze mnie pamięta. Słodkie momenty w szpitalu.
Gdzie można spędzić urodziny? W restauracji, w klubie, w domu, a może coś nowego na nowy rok - pogotowie?
Fabulous 39 ląduje na pogotowiu. Siedziałam wczoraj 12 h na twardym siedzeniu w poczekalni na pogotowiu. Moje urodziny, cóż zrobić, coś nowego, nowa miejscówka pomyślałam.
Na początku mój kochany mąż posiedział razem ze mną, poprzedzając odwóz córki do szkoły. Siedzieliśmy obok maszyny do ładowania baterii telefonów komórkowych. Na ścianach żadnych gniazdek do podłączenia telefonu. Małe pudełko do kontaktu ze światem, bycia poinformowanym o wydarzeniach ludzkości i takich tam innych przydasiów. To było jedyne wolne miejsce wśród tłumu ludzi. Ciekawe jak trudna może być obsługa tak niesamowicie niezbędnego urządzenia jakim jest telefon. Ale on dzielnie rozpracował system i naładował swojego niezbędnika. Także gdy kolejny przypadek potrzebującego podchodził i się trochę głosił, on proponował pomoc. Bo dobry z niego człowiek. Owocowało to w uśmiechu i ogólnej radości. I oczywiscie małej satysfakcji istoty pomagającej. Zbliżała się godzina odbioru córki ze szkoły więc musiał opuścić swoją urodzinową fabulous 39.
Zostałam jako zastępca. Niedługo po pozostawieniu samej wśród różności cierpiącej, podszedł starszy pan do owego przydasia - maszyny, która była problemem do rozpracowania dla zwykłego cierpiętnika. To jako wyznaczony asystent męża, spytałam czy potrzebuje pomocy. Pan owy, w wieku około 70 lat, odezwał się w sposób bardzo elegancki mówiąc że ma wystarczająco baterii tylko był zaintrygowany owym przedmiotem. Dodał że i tak nie będzie używał telefonu, popatrz na ludzi, powiedział, wszyscy na telefonach, nikt nie rozmawia. I faktycznie, dookoła mnóstwo siedzących ludzi skupionych na swoich telefonach, zero rozmowy. Widok chorych ludzi czekających aby być wezwanym przez lekarzy, nikt nie rozmawia tylko patrzą na małe pudełka - telefony. I tak zaczęła się nasza rozmowa. Wyglądał jak typowy dżentelmen starej daty. Miał taką piękną wymowę... niczym aktor i zegarek do którego mówił jak coś zadzwoniło. Powiedział starej daty dżentelmen do futurystycznego zegarka “ jestem ciągle na pogotowiu”. Zobaczywszy moją zaskoczoną twarz, powiedział, że i tak musi mieć przy sobie telefon komórkowy żeby działało. To ja odpowiedziałam skromnie że ja to jestem dziewczyną starej daty i tylko do telefonu mówię. Uśmiechnął się. Opowiadał mi o swoich podróżach w krajach takich jak Hongkong na przykład. Jak podziwiali egzotyczne miejsca tak ciekawego kraju a wieczorem z żoną do klubu Jazzowego się wybrali. Mówił, że tańczyli do rytmu jazzowego nastroju. O tym jak ludzie myśleli, że on jest z grupy The Rolling Stones i pytali kiedy zaczyna się koncert w Hong Kongu. O fascynacji parzenia herbaty przez chińczyków. Opowiadał o doświadczeniu picia zielonej herbaty. Mówił, że to sztuka. Opisywał zapach liści używanych do parzenia zielonej herbaty i skupienia przy ceremonii picia. Uśmiech i spokój.
Opowiadał o podróży do Afryki. Wymieniając poszczególne kraje takie jak Nairobia, Libia i inne, których już nie pamiętam. Ale w szczegółach opisując jak był zafascynowany ludźmi i i chciał zdjęcia robić ale taksówkarz wykrzyczał, żeby schować aparat, zaczął otwierać okno to ten do niego żeby zamknąć natychmiast! Że nawet w hotelu nie mógł bo obrazić mógłby kogoś. Kolejna opowieść była przerwana gdy usłyszał wołanie lekarza “ Mr Mitchell” . Został wezwany na widzenie się z lekarzem. Gdy wrócił kontynuował opowieściami o Safari. Jak widział różne dzikie zwierzęta i jak spali pod namiotami. Odżywiali się świeżymi owocami i że posiłki jedli na matach na trawie i że po zjedzeniu było czysto bo okruszki z kanapek lądowały zwyczajnie na trawie. Powiedział, że bardzo kocha swoją żonę. I jak lubi z nią podróżować i tańczyć.
I wtedy zostałam wezwana ja. “Ms Minogue” usłyszalam.
Wróciłam z powrotem do poczekalni, poinstruowana aby poczekać dalej na wezwanie kolejnych medycznych osobników. Moje miejsce bylo zajęte przez kolejnego ludka cierpiętnika więc usiadłam na innej wolnej miejscówce. Za chwilę podszedł ‘startej daty gentleman’- Mr Mitchell, żeby się pożegnać gdyż został wypisany żeby iść do domu. Podał mi rękę dziękując za miłą rozmowę i powiedział z miłym uśmiechem, że zawsze będzie mnie pamiętał. Zapytał jeszcze jak mam na imię.
Noc na pogotowiu
Niedługo po ciekawym spotkaniu dżentelmena z futurystycznym zegarkiem, zostałam przeniesiona do pomieszczenia gdzie przyznano mi wymarzone łóżko.
Znalazłam się w podobnym miejscu. Różnica polegała na typie ułożenia pacjentów. Pierwszy typ ludu cierpiąco siedzącego zastapił się typem ludu cierpiąco leżącego. Noc minęła raczej spokojnie. Sen był przerywany różnymi badaniami. Pierwsze badanie - zdjęcie klatki piersiowej, w którym musiałam dać uścisk maszynie przyklejając się do plastikowej maszyny. Drugie badanie sprawdzające czy moja romantyczna pikawka działa poprawnie. A trzecie badanie było na badanie ciśnienia krwi przy którym oczy wychodzą z powodu bólu ciśnienia pompowanego powietrza w opaskę na ręku.
Śniadanie. Wypita herbata do połowy została przerwana gdyż szpitalna taxi, zwana wózkiem, podjechała pod moje łóżko. Przeniesiona została na miejsce luksusowe gdyż było i radio i świeże owoce a obok woda, sok oraz pudełko z opakowanymi ciastkami. Była to kolejna poczekalnia ale ta była z wygodnymi siedzeniami oraz z widokiem na morze z łodziami i dwoma promami w oddali.
Było nas około siedmiorga. Różne typy. Jeden chłopak z czapką zimową na głowie niczym rapper, dystyngowana pani z zieloną apaszką, malutka skulona babinka około dziewięćdziesiątki, w dużych, długich kapciuszkach i kurtką, choć ciepło w sali. Czekaliśmy na sortowanie na odpowiednie oddziały w zależności od choroby. Tymczasem, barek wyglądał dość zachęcająco. Podchodzili niektórzy wziąć ciastka w opakowaniach. Obserwowałam ową babinkę. Pan obok niej siedzący, wziął jakieś czekoladowe kruche ciacho a ona tak głodnie patrzyła jak on zjadał kruszonkę do samego końca i prawie oblizywała usta. Ujęło mnie to szczerze . Podeszłam do pudełka z ciastkami, podniosłam i zaoferowałam babuni żeby sobie wybrała, uśmiechnęła się i podziękowała. Wybrała to samo co obok siedzący pan wcześniej. Rozpakowałam i sama wybrałam dla siebie. Po chwili ucztowania zaczęło się sortowanie pacjentów do poszczególnych oddziałów szpitala. Pierwszy pacjent w zimowej czapce niby rapper, poszedł na oddział dermatologii. Młody chłopak. Druga pani, z opakowaną nogą w dużym czerwonym gipsie, pojechała szpitalną taxi rozumiem że do lekarza od urazów narciarzy. Ja poszłam jako trzecia. Windą na dół. Pokój miły ale bez widoków na morze. Zato z dwójką miłych starszych wesołych panów i telewizorem. Wieczorem rozrywka dla owych wesołków gdyż odbywał się mecz piłki nożnej. Manchester United z kimś tam innym. Fascynacja piłką nożną przez wesołków nawet mnie rozbawiała.










