www.regime.pl TERAZ TAM WSZYSTKO CO MA BYĆ JEST więc sprawdzaj regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl

❣ Chile in a Photography ❣
No title available
todays bird

JBB: An Artblog!
Jules of Nature
occasionally subtle

tannertan36
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
I'd rather be in outer space 🛸

oozey mess

Origami Around
noise dept.
h
sheepfilms
art blog(derogatory)
Not today Justin
Peter Solarz
Claire Keane

if i look back, i am lost
Alisa U Zemlji Chuda
seen from Mexico

seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Türkiye
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Netherlands
seen from Türkiye

seen from United States
seen from United States
@we-dgaf-bout
www.regime.pl TERAZ TAM WSZYSTKO CO MA BYĆ JEST więc sprawdzaj regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl regime.pl
Incubate 2013... check!
Buuuu człowiekuuuu, już po wszystkim... Wracam do normalnego życia, jak po drodze przyszedł moment, gdy zaczęło mi się wydawać, że zapomniałem, jak pisze się o tym co przyszło mi ostatnimi czasy słyszeć... Słabo, co?
Na szczęście, miałem okazję znaleźć się w miejscu które przywróciło mi jakiekolwiek zmysły czucia w tej kwestii. Incubate, Tilburg, Holadnia, jeśli mam dokładniej sprecyzować położenie... Tu muszę przyznać, szerokość geograficzna była wyjątkowo istotna, jednak będąc w porządku - co, gdzie, kiedy i kto...
Incubate to festiwal z grupy tych, o których nie jest raczej głośno... Bo Tilburg, czyli małe miasto, bo mało mainstream'owych kapel i w ogóle, nie znałem za bardzo line-up'u...Ostatecznie, tak jakoś się złożyło po długim czekaniu, by coś ruszyło mnie mnie by o czymkolwiek u nas wspomnieć, by znowu zacząć żyć... Z amoku wybudziła mnie skondensowana dawka brzmień, podawana w ciągu dwóch dni, w liczbie 24 koncertów (i to nie wszystko!), mających miejsce w różnych położeniach na terenie całego Tilburga, zaczynając od klubów, przez sklepy muzyczne, kończąc na synagogach i różnych otwartych przestrzeniach... Nie chcąc dłużej przeciągać, pozwolę sobie szybko i bezczelnie opowiedzieć o tym co działo się w ciągu tych 48 godzin, w miarę chronologicznie (biorąc pod uwagę ciśnięcie dzidy na koncerty od godziny 12 rano, do późnych godzin nocnych )... Sam nie sądziłem, że dane mi będzie obejrzeć tyle gig'ów, w spektrum szerokim na sporą grupę gatunków muzycznych - a odtąd blisko do zaskoczenia, więc spróbujcie się, może przekonam was by wybrać się do tego magicznego miejsca jakim jest Tilburg w czasie trwania Incubate...
Heartbeat Parade - Czyli math rock w postaci bardziej surowej niż pieprzone sushi. Tych trzech typów z Luksemburga, wpadło na pomysł by machać gitarami na prawo i lewo, dokładając do tego, w takt łamanych riffów ( niczym zespół Tourett'a!), cut'y z francuskiego radia. Sick! Wskazówki poniżej.
Heartbeat Parade - Burning Water <<<
https://soundcloud.com/heartbeat-parade
http://heartbeatparade.bandcamp.com/
Yuck - Indie grane w 4 osoby. Po ostatnich perturbacjach w zespole, w sensie, odkąd Daniel Blumberg wziął sobie wolne od tego projektu; niewiele się zmieniło bo dalej brzmią przekonująco. Nooo i tak właśnie wspominam stare czasy, gdy zdarzało się zapuszczać częściej (niż często), na te muzyczne tereny...
Yuck - Get Away (@Incubate 2013 live)<<<
https://soundcloud.com/yuck
https://www.facebook.com/yuckband
http://yuckband.com/
Mylets - Człowiek który sam robi za pełnoprawną kapele, a co najlepsze, gra na dobre od ponad roku? Z resztą, wystarczy komentarz z YT - "This bastard is only like, seventeen." ... Wyjaśnione?
Mylets (@Incubate 2013 live)
http://mylets.bandcamp.com/
http://sargenthouse.com/Mylets
https://www.facebook.com/mylets
https://twitter.com/myletsband
http://mylets.tumblr.com/
Tim Hecker - Pamiętam jak w 2011 zdarzało mi się ryć "Ravedeath, 1972"... Teraz miałem okazję czuć, gęste, drone'owe melodie Heckera na własnej skórze. W wielkiej sali teatralnej, w zupełnej ciemności, gdzie od czasu do czasu migały lampy ultrafioletowe którymi świecili ludzie z obsługi teatru by wskazać gościom miejsce do spoczynku... Zadziałało na zmysły, nie powiem że nie. Moje nowe aka to oksymoron, czytaj; ambient mnie pozytywnie zgnębił... Niesamowitym pokazem dla ślepców. Nigdy tego nie zapomnę.
https://soundcloud.com/xlr8r/tim-hecker-virginal-ii
https://myspace.com/rainbowbloodx
https://www.facebook.com/pages/Tim-Hecker/42374759420
https://twitter.com/tim_hecker
Gang Of Four - To grupa grająca od lat siediemdziesiątych indie-rock, który w momentach porywu zahaczał o post-punk. To zespół który inspirowały takie składy jak Franz Ferdinand czy Bloc Party. Klasyka gatunku, żywe legendy... Co prawda na Incubate grali w zmienionym składzie, ale ostatecznie nie stracili na wartości, zachowując swój własny niepowtarzalny styl. Resztę wniosków wyciągnijcie z samej muzyki, jeśli jeszcze nie dane wam było o nich usłyszeć.
Gang Of Four - Damage Goods <<<
http://www.allmusic.com/artist/gang-of-four-mn0000193231
http://www.lastfm.pl/music/Gang+of+Four
A Place to Bury Strangers - Wykonali jeden z bardziej pokazowych koncertów jakie dane mi było obejrzeć na Incubate, biorąc pod uwagę fakt, że tylko oni zdecydowali się rozwalać konsekwentnie swoje gitary na scenie, wcześniej kręcąc i rzucając nimi pod same reflektory. Goddamn, nie sądziłem że shoegaze (łamany przez noise rock), potrafi być tak klimatyczny. Coś jakby Joy Division zrobiło sobie dziecko z My Bloody Valentine, czytaj; Kliiiiimat.
A Place to Bury Strangers - Ego Death (@Incubate 2013 live)
"You Are The One"
http://aptbs.tumblr.com/
https://www.facebook.com/aplacetoburystrangers
http://aplacetoburystrangers.bandcamp.com/
Planet Asia - Czyli połówka składu który mocno katowałem będąc jeszcze szczylem. Mowa o Cali Agents, który tworzony był przez P Asia'e wraz z Rasco. Jeśli dalej ksywka tego typa wam nic nie mówi, to pozwólcie, że przypomnę wam projekt w którym ten stary wyga udzielał się ostatnio na spółę z TriState'em, Killer Ben'em i szanowanych na skalę światową Alchemist'em we własnej osobie... Mowa o Durag Dynasty. Sprawdźcie poniżej czym nie tak dawno dzielili się z fanami. Miałem szczęście usłyszeć na żywo, a pamiętam jak jeszcze nie tak dawno nuciłem "How The West Was One" ...
Durag Dynasty - Fish Meat ft. Prodigy of Mobb Deep
"360 Waves"
Cali Agents - Good Life <<< koniecznie!
Tu chwila przerwy, bo tego dnia od godziny 23 do 4 rano miejsce miało 25-lecie Acid House'u... Napiszę krótko; nie miałem wcześniej okazji być na bibie w miejscu, gdzie mieściło się 1500 osób i grały legendy muzyki house oraz techno przez całą noc. Na te parę godzin poczułem klimat angielskich klubów na przełomie 80's/90's. Wyjątkowe przeżycie, fosho. Grali m.in: A Guy Called Gerald, Chriss Moss Acid, Dj Pierre, Tyree Cooper, 808 State, Mantra, Ceephax Acid Crew, Kosmik Komando czy Hieroglyphic Being. Mega melanż, euforia i trans, BAUNS i w ogóle chce jeszcze raz! Coś dla ucha poniżej, ej!
Parę setów z Boiler Room, cobyście poczuli atmosferę tamtego wieczoru:
A Guy Called Gerald
Dj Pierre (must hear!)
Hieroglyphic Being
https://soundcloud.com/djpierreafroacid
https://soundcloud.com/aguycalledgerald
https://soundcloud.com/ceephax
https://soundcloud.com/jack-the-box-54
https://soundcloud.com/somuchnoise2beheard
White Manna - Space/psychodelic rock na wysokim poziomie. Przeżywałem muzyczną ekstazę w klubie 'Extase'. Co prawda w środku lekki ścisk i zadymiona atmosfera, jednak słuchając ich ciągnących się improwizacji dało się zapomnieć o wszystkim co było dookoła...
http://www.holymountain.com/artists/white-manna/
https://www.facebook.com/whitemanna
https://soundcloud.com/whitemanna
White Manna - Acid Head
"Don't Gun Us Down"
Shannon & The Clams - Jeden z zespołów który autentycznie przyniósł ze sobą słońce w kieszeni, choć mieliśmy okazję czuć je stosunkowo krótko, przez pośpiech spowodowany następnym koncertem... Ciepłe gitarowe brzmienie żywcem wyjęte z lat 50's/60's sprawiało, że miałeś ochotę zarzucić okulary przeciwsłoneczne i złapać pierwszą z brzegu laskę, tylko po to by przytupnąć nóżką... Byli trochę jak Buddy Holly, trochę jak John Travolta... Brzmi przekonująco?
https://myspace.com/shannonandtheclams
https://www.facebook.com/shannonandtheclams
Rejjie Snow - Nie będę ukrywał, że ten młody Irlandczyk był powodem naszego zainteresowania owym festiwalem. Na łamach Wdgafb mieliśmy okazję parę razy dzielić się jego twórczością, a że znamy ją stosunkowo długo i jaramy się przeokrutnie jego stylówą, to nie było innej opcji jak pójść na ten koncert i zrobić ogień pod sceną. Ktoś może pomyśleć, że ciężko o ogień przy bitach opierających się głównie o jazz i soul, jednak taki sztos jak "Snow (My Rap Song)" szybko wybije wam z głowy jakiekolwiek wątpliwości. Mieliśmy okazję nawet przywieźć mu prezent z PL w postaci czarnego placka (#Skalpel), co poskutkowało tym iż znaleźliśmy się z Rejjie'm na backstage'u, gdzie udało się nam pogadać z nim 10 minut, zbić piątkę i cyknąć fotkę. Niefortunnie, tego samego dnia Snow grał koncert w Rotterdamie, a my nie posiadaliśmy żadnego sprzętu żeby nagrać nasze spotkanie. Dowiedzieliśmy się paru szczegółów (#exlusive), ale polecam krótki wywiad, który jeszcze jest świeży. My dalej chórem będziemy krzyczeć : "SNOW SNOW SNOW SNOW!" , w oczekiwaniu na nowy materiał, który ukaże się już wkrótce.
Rejjie Snow - Black Pancake [w ramach zapowiedzi nowego projektu!]
"Snow (My Rap Song)"
"Lost In Empathy"
"Meddling Loops"
"jakiś tam wywiad jak chcecie się dowiedzieć czegoś więcej"
I REJJIE Z PREZENTEM >>>
Bersarin Quartett - W przewodniku festiwalowym ta niemiecka grupa została zmieszczona w ambient/indie/contemporary composed, co już może świadczyć o niepowtarzalności dźwięków jakie tworzą. Czułem się jakbym był świadkiem tworzenia na żywo soundtracku do filmu, w którym akcja raz przyśpieszała, by z dynamicznego i wzniosłego tempa znowu zejść na dół... Bardzo ciekawa pozycja warta sprawdzenia, tyle w temacie.
https://www.facebook.com/bersarinquartettc
http://denovali.com/bersarinquartett/
https://myspace.com/bersarinquartett
https://soundcloud.com/denovali/bersarin-quartett-perlen-honig
Kurtis Blow - OJCIEC RAPU SYNKI. Ten typ ma 55 lat, a nie dość że zapełnił sale publicznością, to jeszcze rozkręcił ją na 150%. Tańczył breakdance, ciągle się uśmiechał i brzmiał tak samo jak za pierwszym razem kiedy go poznałem. Rap staruszek jest nadal pełen energii i miłości do kultury hip-hop'u, spotkanie z nim pokazuje prawdziwe wartości od których zaczynał rap, więc czas z nim spędzony był prawdziwą lekcją historii.
Kurtis Blow - The Breaks (w Soultrain! Nahmsayin'?)
Willis Earl Beal - Jego koncert przenieśli z soboty na niedzielę... Myślałem że to jeden wielki okrutny wkręt i nigdy go nie zobaczę, a bałem się tak bardzo, ponieważ to właśnie Willis był tym artystą, którego dobrze znałem i nie mogłem się doczekać jego występu. Beal nie jest typowym grajkiem, jego kariera choć oficjalnie nie jest długa, to odznacza się bardzo nietypowymi wyborami... Rozpoczynając budowanie hype'u, Willis zostawiał na ławkach oraz na ulicy swoje nagrania, które udało mu się ogarnąć bez większego nakładu, czytaj: dobrego studia, przez co od początku jego drogi przylgnęła do niego łatka tzw. solisty lo-fi. Następnym krokiem było rozwieszanie w miastach (głównie w Chicago z którego pochodzi) własnych szkiców w formie reklamy, na których oświadczał że chętnie zagra komuś piosenkę (oczywiście podając też numer telefonu). Trwało to miesiącami, on dalej grał na ulicach i stacjach metra... W końcu dotarł do paru blogów, bardziej znanych stron piszących o nowej muzyce, więc jak wiadomo, przyszedł czas na nagranie lepszych wersji swoich kawałków, zrobienie klipów, wywiady - dziś podpisało go (na szczęście!) XL Recordings. Mieliśmy tego farta że akurat promował swoje nowe wydawnictwo "Nobody Knows" po Europie. Willis Earl Beal pokazał ile emocji i doświadczenia można przelać w swoją twórczość, a jego słowa, przepełnione na zmianę bólem i radością były wręcz namacalne. Przepity łychą, wywołał duchy Jamesa Brown'a i Toma Waits'a i dał nam jeden z najlepszych koncertów jakie widzieliśmy do tej pory w swoich krótkich życiach. Dziękujemy.
https://www.facebook.com/willisearlbeal
https://soundcloud.com/willisearlbeal
Willis Earl Beal - Evening's Kiss
Występy na Incubate:
"The Flow"
"Nobody Knows"
"Too Dry To Cry"
W trakcie tworzenia tego wpisu, zdążyłem go stracić w całości, jednak mam nadzieję że przekazałem opisowo tyle ile mogłem. Nie przekażę jednak emocji, ani wielu innych rzeczy (#grubewąsy), które towarzyszyły mi podczas słuchania muzyki oraz artystów których w większości nie znałem wcześniej... Może to zabrzmieć banalnie, ale czuję się wewnętrznie wzbogacony, przez to ile poznałem, czego słuchałem i kogo widziałem na wielu scenach. To był prawdopodobnie jeden z najlepszych festiwali w jakich mogłem partycypować. Co najlepsze, nie nadmieniłem że byliśmy tam tylko na weekend, a festiwal zaczął się grubo przed naszym przyjazdem (trwa 7 dni). Nie przyznałem się też wcześniej, iż festiwal ten składa się z wielu projekcji, warsztatów, debat, wykładów, pokazów oraz wystaw, na koncertach kończąc - co równoważne jest z faktem, że NIE MA FIZYCZNEJ MOŻLIWOŚCI, by zobaczyć wszystko co tylko się da, przez jeden tydzień w tym mieście. Co mogę dodać oprócz tego, że warto zdecydować się na wyjazd by uczestniczyć akurat w tym festiwalu? Chyba nic konkretnego, oprócz tego żeby ktoś z was (kogo przekonałem by się tam wybrać) zabrał mnie tam raz jeszcze.
Pozdro: Toniewypada [foty jej autorstwa, dziękuję za całokształt, whatmorecanIsay?], 'drunken Belgique and his crew', shotouts to Rejjie Snow, 5 dla ludzi którzy oferowali nam nocleg przez ten cały wyjazd, dla typka z parkingu rowerowego który poprawił nam humor, dla T i P że spontanicznie kręciliśmy razem, iiii w ogóle wszystkim wysyłamy pozdrowienia!
+ Na koniec... Ostatni track.
Rest in peace, and may you lay.
PS: Wróciłem. Mam nadzieję że dalej dajecie nam miłość.
wuelce
Dumbfoundead... a raczej Parker z nowościami
W środowisku rapowym od jakiegoś czasu zmienianie ksywek to modne zjawisko... Pewnie często to czymś podparte, mimo to potrafi zaskoczyć. Tak jak Johnathan Park - znany jako Dumbfoundead. Kalifornijczyk pod tym pseudo wyrobił sobie już mocną markę, zaskoczył płytą Take The Stares w 2012 roku, a rok później podkreślił swój talent i charakter na Old Boy Jon. Dumbfoundead albo DFD to teraz.... Parker.
Wydał pod nowym pseudo dwa zupełnie nowe utwory, a do nich z pomocą swoich koreańskich ziomali (MC to pół-Koreańczyk pół-Amerykanin) skleił niezłe klipy.
W Brookyln for a month, raper przewija:
mothafucka i aint done, Fuck a multi syllable I kill em using one, you can call me parker cause I'm far away from dumb,
Polecam też obadać jego kanał na YT, gdzie prowadzi cykliczne spotkania z muzykami pt The Hotbox. Odbywają się w jego furze, w której przeprowadza średnio 6-minutowe gadki - od pierdół po konkretne informacje o muzycznych planach.
Łukasz
24.10.2013 to oficjalna data premiery drugiego albumu studyjnego Drake'a - Nothing Was The Same. Od dłuższego czasu Drizzy częstuje swoich fanów kolejnymi singlami, zaczynając od Started From The Bottom i kończąc na Wu-Tang Forever. W międzyczasie rzucił kilka konkretnych zwrotek na featy i przyjął rolę głównego bohatera pieniężnego skandalu w jednym z nocnych klubów. Ale to już minęło i czas skupić się zawartości albumu.
Najlepszym zwiastunem jest powyższe wideo, które nie należy do najtańszych produkcji. Ten rozmach ma świadczyć o bogactwie zawartości cd. Ma poruszyć, zaintrygować, zmusić do sprawdzenia. Ten utwór zaś to chyba jedyny typowo 'radiowy' hit, który mógłby polecieć gdzieś w centrum handlowym czy klubie. Reszta jest bardziej surowa, choć można ją nazwać podkręconą wersją Take Care. Tyle słowem wstępu, bo szykuję obszerną recenzję płytki...
W klipie pojawia się A$AP Rocky, wznoszący na początku toast jak i kumpel Chief Keefa - Fredo Santana w roli porywacza. Sprawdźcie co miał do powiedzenia dla Complex po zejściu z planu zdjęciowego -> click.
//
https://www.facebook.com/regimebrigade
Łukasz
Wspominałem wam w zestawieniu konkretnie o nadchodzącym albumie pt. Feel Good - autorstwa The Internet. Muzycy zdecydowali się udostępnić stream, dzięki któremu można za friko przesłuchać album. W sklepach krążek pojawi się już 24 września... Tymczasem do dzieła, sprawdź co do zaoferowania ma duo Odd Future; jak tym razem Matt Martians zmiksował dźwięki charakterystyczne dla takich gatunków jak funk, trip hop, neo-soul i rnb i czy Syd tha Kyd wciąż potrafi oczarować partiami wokalnymi...
niedługo recenzja
Łukasz
Znacie takiego wykonawcę jak Hot Sugar? To bardzo ekscentryczny producent, reprezentant stajni Ninja Tune. Pochodzi z Nowego Jorku i ma na swoim koncie dwa wydawnictwa. Mnie zachwycił ostatnią EPką, na której między innymi gościnnie udzielił się 100s. Gdy słuchasz jego produkcji masz wrażenie, że to bilet do jego wyimaginowanego, trochę bajkowego świata, pełnego beztroski i kolorów.... (...)
Teledysk jak i sama kompozycja, którą możecie usłyszeć powyżej - zapowiada nowy materiał i jest jeszcze bardziej zaskakująca. TAK, może się wydawać dziwactwem. Niezwykły, toksyczny (?!?!?) związek z lalką Barbie... albo Ericą. Sam obrazek jest jednak alegoryczny więc... sami odgadnijcie co się za nim chowa. :))) Utwór wokalnie wsparty przez The GTW, za klip odpowiadają Martin Anderson & Efrén Hernández. Made Man EP już niedługo!
Texting on the flip phone, complaining that the wealth was gone/ But you blew all your rent on the nightlife and the iPad.
sznurki
http://hotsugar.tumblr.com/
https://soundcloud.com/hotsugar
https://www.facebook.com/HotSugarWorld
Łukasz
konkretnie #16
Coraz bliżej do premiery najnowszego materiału Oddisee. Świetny raper, jeszcze lepszy producent. Tym razem 12ście nowych utworów. Tylko instrumentalnie. W każdej kompozycji odnajdziecie nowe bodźce, emocje, cechy. Tak uważa sam muzyk i da się to odczuć przesłuchując powyższy singiel. Czekam bardzo niecierpliwie;
The Internet wracają z nowym cd. Na scenie r&b dzieje się wiele; pojawiają się nowe twarze, następują wielkie powroty, uznani konsekwentnie zdobywają nagrody. Jak wpasują się w to wszystko muzycy z kolektywu OF, czyli Syd Tha Kyd i Matt Martians? Jak zostanie przyjęty album Feel Good? Mam nadzieję, że dużo cieplej niż Purple Naked Ladies, bo choć ten album zainteresował wszystkich krytyków i magazyny muzyczne, to opinie były niewątpliwie niejasne, w większości neutralne, brakowało szczerych gratulacji. Na 'Feel Good' gościnnie pojawiają się Yuna Zaraai, Tay Walker, Mac Miller (ostatnio chętnie kolaborujący z ekipą OFWGKTA) i Jesse Boykins III. Zapowiada się ciekawie. I zdecydowanie ciekawie nastraja lekki, funkowy singiel Dontcha. Check
Na koniec zestawienia świeży teledysk Stalleya do kawałka Cup Inside a Cup, znajdującego się na ostatnim mikstejpie rapera: Honest Cowboy. MC zaprasza was w kosmiczną podróż co chwilę szczypiąc takimi wersami jak
You know my daily operating Get money, keep away from hating Staying sucker-free, my only occupation Laying with a bad dub, playing doctor-patient
Ciężko go nie lubić. Pisze prosto i szczerze. Ma dość leniwe flow, którym jednak potrafi zaciekawić. Zna przepis na sukces.
Łukasz
beats shit
Wyszło ostatnio kilkanaście perełek autorstwa godnych uwagi producentów; Nie da się tu wszystkich honorować, więc wybrałem garść najciekawszych, najprzyjemniejszych.
&amp;amp;lt;a href="http://mellomusicgroup.bandcamp.com/album/nickel-dimed" data-mce-href="http://mellomusicgroup.bandcamp.com/album/nickel-dimed"&amp;amp;gt;Nickel &amp;amp;amp;amp; Dimed by 14KT&amp;amp;lt;/a&amp;amp;gt;
Zacznijmy od producenta o krótkiej i łatwej do zapamiętania ksywce - 14KT. Mam wrażenie, że obudził się ze snu zimowego by udowodnić, że nadal potrafi robić piękną muzykę. W 2011 wydał dwa turboprzyjemne tejpy i wtedy też zostałem FANEM jego twórczości. W 2012 pojawił się album A Friendly Game Of KT, który zbierał całkiem przyzwoite recenzje. Od tego czasu cisza. Mamy wrzesień 2013 i proszę... 14KT najpierw udostępnia krótką EPkę jako zwiastun dłuższego materiału, a następne chwali się Nickel&Dimed. Uwierzcie mi na słowo, że jest cudnie. 14 utworów to instrumentale, zaś resztę dotknęły wokale takich artystów jak Blu, MED, Black Milk czy JMSN. ~ MUST LISTEN.
Następnie Kaytranada - muzyk, który w dość szybkim czasie zbudował sobie duży fanbase i uznanie wśród starszych stażem producentów. Nie tak dawno nas odwiedził na bibce Flirtini (>fotorelacja Ady<). 3 dni temu wrzucił na soundcloud At All, stawiając na mix brzmień house/R&B. Kanadyjczyk ostatnio naprawdę mocno kosi, przejrzyjcie jego całą chmurkę, sprawdza się wielu stylistykach.... ale najpierw potańczcie.
<a href="http://huhwhatwhere.bandcamp.com/album/quadruple-entendre-2" data-mce-href="http://huhwhatwhere.bandcamp.com/album/quadruple-entendre-2">Quadruple Entendre by Mike Gao</a>
I na koniec ostatni projekt od Mike Gao. Kalifornijczyk wciąż poprawia kreskę szkicując swój interesujący styl. Użył masy efektów, dźwięków, pokręconych loopów, połamał stos wokali, w rezultacie jego produkcje wydają się wielowarstwowe. Są progresywne, bardzo eklektyczne, zadziwiające. Niespecjalnie spójne, a dzięki temu ciężko przewidywalne. Mnie zdecydowanie zachwycił - przekonajcie się czy was też. Quadruple Entendre do ściągnięcia za friko, polecam!
Łukasz
@
just check:
WE-DGAF-BOUT FB:
https://www.facebook.com/pages/We-dgaf-bout/505746776113121
E-MAIL:
Łukasz, wuelce
~we-dgaf-bout
HHK - tak to jakoś było
yoyoyoyo
Postaram się spisać wam kilka swoich flashbacków dotyczących tegorocznego Kempa. Długo się zbierałem, ale powodem dla którego wpis o HHK pojawia się dopiero teraz jest raczej pasożyt we mnie żyjący, zwany leniem. Do rzeczy!
Kto był na Kempie wie, że oprócz koncertów - ten festiwal to przede wszystkim ludzie tworzący niezwykłą aurę na legendarnym już polu namiotowym... i nie mówię tu o sferze VIP, na której zwyczajnie wieje nudą (dla wytrawnych: ciszą) i okazuje się, że to Ci wiajpi mają ograniczone opcje w okół 'miejsca zamieszkania'... podczas gdy na zwyczajnym polu impreza nie zna początku ani końca i gotuje w ludziach przedziwną euforię, w większości wypadków bardzo pozytywną. Co tu dużo mówić, korbing to zawody sportowe - jeśli wygrasz, pojawisz się na więcej niż 10ciu koncertach na 'właściwym' terenie festiwalu. Nagrody niemałe, prawda? Zabawa również przednia.
O tych fazkach można by jednak napisać niejedną książkę, a nie do tego zmierzam. Chociaż kto wie - warto by zostawić takie źródła w i e d z y dla potomności, może kiedyś! Przejdźmy do n a g r ó d.
Pojawiliśmy się ekipą już na Warm-upie, jak większość uczestników. Spojrzeliśmy zmrużonymi (już) oczami na timetable, aby zobaczyć czym uraczyli nas organizatorzy, oferując festiwalową rozgrzewkę i okazało się, że jest co posłuchać. 21 sierpnia działały hangary i namioty przypominające gigantyczne igloo (mające imitować letnie kluby). Z ciekawszych propozycji koncertowych jako pierwszy wydawał się występ Zeusa, ale dla nas okazał się zbyt 'wczesny' :). Ruszyliśmy więc na showcase w wykonaniu Młodych Wilków, czyli raperów promowanych przez Popkillera, ale okazało się, że Hangar jest wypchany po brzegi... Posłuchaliśmy jednym uchem stojąc na zewnątrz i zawróciliśmy w celu ładowania baterii. Z 2 godziny później wchodził na jedną ze scen amerykański MC:Hezekiah, który od dawna nie nagrał dłuższego materiału... ale wciąż w formie i charyzmą w głosie, tak jak na płycie Hurry Up & Wait. Później dosłownie przez chwilę pobujałem się do setu Snowgoonsów gdyż był to naprawdę długi i ciężki dzień (tu nie rozwijam), a czekały nas jeszcze 3 obfite w rap dniówki.
Jak wiadomo już o 8.00 rano w Hradec Kralove grzeje (przepraszam za wyrażenie) jebitnie, choć pogoda lubi przez noc wyziębić zmęczone ciała kempowiczów. No nie pośpisz. Czas więc ruszyć na znaną wszystkim Izbę Wytrzeźwień/Myjki/Przystanek Ocalenia - czyli pobliskie jeziorka. Niektórzy zostają tam na cały dzień. Inni wolą jednak skorzystać ze scenicznych dobrobytów, nie tylko tych typowo rekwizytowych i gdy wybijała 16.30 - warto było stamtąd zawijać (dosłownie) mandżur.
Tego dnia czekałem z niecierpliwością na to co powyczynia Stalley, jak wypadnie wspólnie Te-Tris z W.E.N.Ą. i oczywiście czy De La Soul udźwigną pokładane w tym historycznym już składzie nadzieje.
Bolał mnie niezwykle fakt, że Kyle Mericks, który wpadł wraz z bandą Maybach Music - zebrał pod sceną dużo mniejszą grupę słuchaczy niż polscy zawodnicy dający koncert zaraz po nim... To może świadczyć o jakimś ograniczeniu polskiego słuchacza na zagraniczny rap, ale problemem była też na pewno godzina. Koncert wyborny, Stalley promował swój najnowszy tejp Honest Cowboy, a przy tym pozwolił nucić fanom swoje znane już numery. Sam ze sceny krzyczał, że dziękuje, że uwielbia nas i to miejsce, ale czuję, że i tak był lekko zawiedziony frekwencją uznając, że w tej części Europy ludzie jego muzyki aż tak chętnie nie chwytają. Szkoda
Tak jak mówię, to co się działo na koncercie zawodników Aptaun Records było nie do opisania. Spory ścisk, setki otwartych gardeł przewijających całe numery i potężny ogień. Głównie ze strony Wudoe, który moim (i jak się okazało nie tylko moim) zdaniem zagrał dużo lepiej niż Tet, którego dodatkowo wspierał Pogz. No i De La Soul. Nie odpuścili klasyków jak Eye Know czy Say No Go. Można było jednak odnieść wrażenie, że byli trochę zmęczeni godzinnym wariactwem na scenie i wrzucali nawet w połowie tracku częste przerywniki mające na celu dalsze bujanie publiki i zrobienie sobie krótkiej przerwy na oddech: bow wow wow yippee yo yippee yay!!!
Mimo to - respekt, około 60 minut przyjemnego chilloutu przy klasycznych bitach.
Zgodnie z ekipą uznaliśmy, że nie ma co zmierzać w stronę Hangaru, w którym grali Gruby Brzuch (Grupsą najleprzy!), za to zdecydowanie za długo lataliśmy w namiocie Semtexu przy setach brytyjskich djów, tracąc zupełnie rachubę czasu... Przyznaję z bólem, dopiero na namiotach ogarnąłem, że już po Shabazz Palaces, a o Baauerze nie wspomnę... Opinie słyszałem skrajne, strzelam, że wielu słuchaczy, którzy mieli po raz pierwszy styczność z rapsami SP zupełnie nie chwycili klimatu, a Baauer to Baauer. Po prostu. Mimo wszystko strasznie żałuje, że zabrakło mnie na koncercie tych pierwszych. To chyba taki urok HHK. Choćbyś zrobił sobie listę 'must see' to praktycznie nie da rady się z niej wywiązać....
Dalej. Kosztowaliśmy na śniadanie rohlików, jeśli ktoś o nich nie zapomniał robiąc zakupy w Tesco i niezbyt długo knurzył przy półkach z alko. Ogólnie z jedzeniem na bakier, a mimo to każdy chodzi nażarty (?!?!?!). Próbowaliśmy gastronomii na terenie festu. Wjeżdżał Smažený sýr, "chińskie" noodle, które po zalaniu ich ostrym sosem wydawały się smaczne, jadłem nawet kotlety sojowe z jednego ze stoisk (!), świetną pizzę (Uno), na dobicie langosz; ale z tych wszystkich tłuściochów z głębokiego oleju wygrały... DONUTKY. Tak, te mini pączki z dziurką. Sprawdzałem czy te panie mają swoją stronę internetową, chyba nie. NA BANK każdy fazuch chciałby mieć taką szaloną maszynkę w chacie i zajadać kiedy tylko przyjdzie ochota. Polecam z sosem jagodowym lub toffi. Bengjer!
23 sierpnia pojawiłem się pod sceną o godzinie 17.00 gdy zaczęli nawijać Murs i Fashawn. Rozbrzmiał Slash Gordan i co bardziej wczuci w ten singiel zaczęli nakręcać resztę publiki do zabawy. I znowu ta godzina. SIEDEMNASTA? NAPRAWDĘ? Rozumiem, że nie ma ich gdzie powciskać w line-up, ale to takie smutne jak widzisz, że dopiero gdzieś w połowie koncertu zbierają się ludzie, bo zwyczajnie nie ogarnęli, że na scenie już przewija się dwóch raperów z Californi. Grali utwory ze wspólnej płyty, ale nie zabrakło też solówek. Okropny ogień na Samsonite Man z najlepszego krążka Fasha - Boy Meets World. Sam raper był tak wkręcony w reakcje ludzi, że bez zastanowienia zeskoczył ze sceny (podobnie jak wcześniej zrobił to Murs) by zbić piony swoim fanom. Potężny szacunek dla nich obu, ale i tak będę faworyzował Fashawna - z czystej sympatii i sentymentu do jego wałków. Mistrz
Odpoczęliśmy po koncercie dzięki czeskiemu specjałowi jakim jest Bozkov. Najsmaczniejszy rum jaki miałem okazję pić. To znowu wiązało się z naszym kiepskim ogarnianiem czasu, chwyciliśmy kilka nut serwowanych przez duet Apollo Brown/Guilty Simpson (naturalnie nie zawiedli) i poczekaliśmy już spokojnie na to, co zrobi Bisz wraz z zespołem. I co... ciężko powiedzieć, żeby zawiódł, bo były momenty, że naprawdę potężna liczba ludzi skakała do góry drąc ryja tak, że byli w stanie przekrzyczeć refren nawijany przez muzyka. Przy niektórych aranżacjach w wykonie livebandu miałem mieszane uczucia. Sam Bisz w wysokiej formie - zaczął od Jestem Bestią i faktycznie udowodnił, że mało kto w PL może mu podskoczyć. Jak miałbym się bawić w ocenki to 7/10, ale props za akcję z dnia następnego, kiedy raper siedział od godz. 16 przy stoisku Elade podpisując płyty, rozmawiając z fanami, poświęcając czas uczestnikom festiwalu. Stąd też mały prezent dla zespołu futbolistów - Giants Wrocław.
Ostatnim artystą, który tego samego dnia zaszczycił widzów swoją obecnością - był Big Daddy Kane. Słyszałem gadkę sympatyków byłego członka Juice Crew, którzy nie mogli się doczekać jego wejścia na scenę, podkreślając, że przyjechali tu tylko dla niego. Jestem pewny, że się nie rozczarowali, bo zagrał tracki ze swoich wielkich albumów z lat 89' 90' 91' 93'.... Boom Bap przez chwilę przejął całą przestrzeń Kempu. BDK zadziwiał energią, jego flow wcale nie kulało z uwagi na czas. Zobaczcie sami.
Ten festiwal to bombka wydarzeń i potwierdza to co roku. Od damskich bitewek w czekoladzie po zwierzęce walki na pomidory, bitwy freestylowe, jamy, b-boying, motocrossy, poker room, graffiti, park rozrywki... Można by nawet powiedzieć, że jest tego za dużo, aby we wszystkim uczestniczyć. Bombing także nie powzwala Ci zwolnić, zwalnia twój portfel - ale Ty i tak znajdujesz sposoby by ciągnąć dalej. Znalazłeś kubek? Oddaj za kaucje, masz pewny posiłek bądź 5 piwek w markecie. Znalazłeś 3 kubki bądź pustą kratę po piwie? Matka zielna o Ciebie zadba.
Ostatni dzień. Na głównej za piętnaście dwudziesta miał się pojawić Homeboy Sandman. Koncert obsunął się o prawie godzine, więc zabijaliśmy jakoś czas na pobliskiej górce. W końcu jednak podpieczny Stones Throw zaczął rapować swoje najnowsze tracki wydane w tym roku, między innymi mocno bujające Peace&Love. Na żywo - brzmiał dużo zadziorniej niż na nagraniach i brzmiało to bardzo konkretnie, szczególnie przy tych starszych numerach jak Not Really. Jak dla mnie zagrał wszystko co chciałem usłyszeć i w spokoju mogłem oczekiwać następnych występów.
Na scenę dosłownie wjechał RA The Rugged Man. Wiele osób uważa, że dał najlepsze show podczas festu. Wcześniej raczej nie wkręcałem się w jego rap, uznając, że nie do końca go łapię i chyba to nie moja bajka. Okazało się, że to strasznie pozytywny świr z lekko podwyższonym ego. Zadziwiał publikę swoją techniką, niezwykłą dykcją i pokręconym flow. Miejscami typ brzmi jak mieszanka Ill Billa i Twisty. Niedługo przed HHK złamał nogę i przez cały swój czas na live stage był wożony wózkiem przez swojego ziomka. Nie stronił między utworami od ostrych gadek, był strasznie poirytowany, że organizatorzy dali mu tylko 45 minut po czym zagrał Legends Never Die, chcąc coś delikatnie zasugerować... Rzucał w publikę frisbee, ogólnie latało sporo rzeczy, w którymś momencie poleciał nawet kawałek... m i ę s a. Typ miał w sobie niezwykle dużo siły, wydawał się aż nadpobudliwy i rozdrażniony. Dzięki swojej charyzmie przyciągnął liczny tłum słuchaczy i gapiów, ciekawych jego kolejnych ruchów. Wciąż wstawał z wózka, pod koniec koncertu zrzucił go ze sceny... Miał na scenie z trzech hypemanów, którzy jeszcze dodatkowo podkręcali ludzi. Faktycznie miło się to wszystko obserwowało, widać, że typ naprawdę kocha ten gatunek muzyki i dał tego świadectwo.
Przedostatni koncert na jakim byłem w tym dniu to pokaz króla. Kendrick Lamar rozpoczął swój maraton hitów z lekkim poślizgiem czasowym, ale zostało to na starcie wybaczone gdy usłyszeliśmy Bitch Don't Kill My Vibe. Kendriczek zagrał z livebandem. Niektóre utwory mocno odbiegały od pierwowzorów, choćby Money Trees. Ludzie zdecydowanie spodziewali się spadającej bomby, a spadła na nich lekko nostalgiczna kompozycja...
W tych czasach nie dziwią już zamierzone użycia pół-playbacku, ostatnio bardzo popularne w rapowym światku. Jestem też w stanie zrozumieć, że po tysięcznym graniu tego samego numeru - artysta chciałby coś zmienić. Ale hej, to nie jest złe, po prostu czasami nas konkretnie zaskoczył. Największa wada koncertu, że był taki krótki. Kalifornijczyk raczej nie gra bisów, podobnie było w Czechach. Fantastycznym elementem był wspólny freestyle z... Fashawnem. K-Dot mocno spropsował Fasha i zaprosił na scenę, a ten zwyczajnie odpłynął w swoim wolnym. W którymś momencie jakby się ocknął i (uwaga) przeprosił, że to jednak koncert K. Lamara i dziękuje za wspólny czas na scenie. Piękny gest (z dwóch stron) i niezapomniane chwile dla odbiorców.
Ostatni artysta jakiego posłuchałem na Kempie był Oddisee. Swojego czasu chorowałem wręcz na punkcie jego produkcji i rapsów, a album z tamtego roku czyli People Hear What They See katowałem do porzygu. Raper był pod wrażeniem, że tak dużo ludzi zajrzało do Hangaru po godzinie 2 w nocy, gdy zaczynał koncert, Widać było na jego twarzy respekt i radość z tego, że mógł tam zagrać. Zrobił to po prostu najlepiej. Czułem się w stu procentach usatysfakcjonowany i POWAŻNIE, jego rapy na żywo umieściłbym w ścisłej trójce jeśli chodzi o zasłyszane na tegorocznym HHK. Dla mnie był wisienką na torcie, a Let It Go był dla mnie osobistym odlotem. Typ bardzo często angażował publikę do wspólnej zabawy i to także można było odebrać jako przejaw podziwu, hołdu. Jeśli znasz stylówę Oddisee, wiesz, że nie robi ludziom powideł z mózgu jak Waka Flocka Flame, ale można podczas jego grania przyjemnie... odpocząć. Ot tak;
Ogólnie edycja na plus. Może dlatego, że dla mnie pierwsza (WRESZCIE). Ominęły mnie raczej nieprzyjemne scysje. Nie mam zbyt wielu powodów do narzekania. Jedynie bombing zaskoczył na tyle, że nie ogarnąłem kiedy zjarałem sobie skórę jak rasowy rak i w ostatni dzień przeżywałem męki, które byłem ZMUSZONY odpowiednio złagodzić. Nie byłeś tam - nic nie mów. To trochę odrealniona stacja, na której zostajesz przez 3-4 dni i resztę masz gdzieś.
Łukasz
#kambekjakjayz
Cześć.
Witajcie po miesięcznej przerwie, taka zamułka chyba jeszcze nam się nie zdarzyła. Jasne - bywało, że na blogu wiało nudą, ale wtedy stosowaliśmy szybkie zrywy. Co się stało teraz; 24/h to dla nas zdecydowanie za mało i zabrakło odrobinę czasu, aby podzielić się z wami muzyką na łamach we-dgaf-bout. Pracujemy nad nowym projektem, którym (mamy nadzieję) zaskoczymy w s z y s t k i c h bez wyjątków, ale to później. Czas na reaktywację naszej działalności!
Ok, mamy nadzieję (znów), że byliście mimo wszystko na bieżąco z tym, co się działko w muzycznych światku, bo trochę się działo. Czy jest sens nadrabiać zaległości "starymi njusami" - chyba nie, bo nigdy nie wyjdziemy na powierzchnię, zaś wspomnieć - dlaczego nie?
Ostatnio pojawiło się kilka bardzo mocnych albumów, których zwyczajnie nie można pominąć.
Mógłbym zacząć choćby od Mac Millera i jego Watching Movies With The Sound Off - czyli płyty, która wprost zjadła swoją poprzedniczkę, będącą wtedy legalnym debiutem. Malcom stworzył materiał dużo dojrzalszy, silny w szczere wersy i zupełnie inne produkcje. M Miller jest mocno zdystansowany do świata, w który wszedł, świat luksusu, a zarazem fałszu. Ten krążek jest zderzeniem z owymi realiami jak i odzwierciedleniem jego odczuć. To zdolna i przede wszystkim inteligentna bestia, a swoje atuty potrafi udowodnić w utworach. Na WMWTSO traficie na produkcję od Flying Lotusa ale i samego gospodarza (który chowa się pod swoim alter ego) - Larry Fishermana. Goście? Choćby Schoolboy Q czy Earl Sweatshirt. Jest naprawdę grubo.
Dalej J. Cole - Born Sinner, szczerze mówiąc nie pamiętam czy wspominałem wam jak widzę ten album, a nawet jeśli - nie zaszkodzi powtórzyć. Zerkając na liczby i zasięg światowy - ten album chwycił większe uznanie niż Cole World. Czy słusznie? Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, choć skłaniałbym się ku opinii, że to sukces komercyjny i trochę nakrętka medialna. Wielkie oczekiwania - wielkie zainteresowanie - wielka sprzedaż, ot co. Cole wygrał życie singlem, który nadal uważam za TOP5 tego roku, czyli Power Trip z udziałem Miguela. Są niezwykłe momenty na płycie - jak Lets Nas Down, ale też dużo linijek, które mnie zupełnie nie przekonują. Mam na myśli niesmaczne gadki na temat kobiet jak i puste bragga. Nie próbuję się nawet uczepić techniki czy ogólnych skillsów rapera, bo mało który może mu podskoczyć. Płyta jest dobra, niezwykle bliska oceny bardzo dobrej - jednak był czas, że zupełnie zapomniałem o tym materiale, a więc... czegoś brakło? To już nie ten sam lekki, nieco radiowy Cole World, a bardziej wytrawny i mroczny cedek. Nie czyni go to gorszym, zwyczajnie innym. Wiem, że muszę wrócić do Born Sinner bo należy się Jermaine'owi druga szansa.
Jay-Z, a raczej już Jay Z (raper usunął z ksywki "myślnik") miał odkupić winy za Blueprint III u truskulowców, a przy tym udźwignąć szacunek reszty mniej lub bardziej randomowych fanów... albumem Magna Carta Holy Grail. Zaprosił do współpracy swoich znajomych, a przy tym wielkie muzyczne talenty i stworzył płytę, która wywołuje dyskusje między słuchaczami. Jedni mówią: artyzm, drudzy przekornie: pseudoartyzm, inni raz przesłuchali i dali sobie spokój, następni pewnie kładą się do snu ze słuchawkami na uszach. Jigga nie powielił "wygładzania" materiału, tak aby spokojnie cały zmieścił się na radiowej plejliście. Ja sam musiałem wrócić do MCHG aby się przekonać, że to kapitalny krążek. Mogę narzekać, że Hova nie świruje już tak z flow, rzekłbym - pauzuje, że czasem gwiazdorzy, że to i tamto. Jay uwierzył, że ma misję, chce aby ludzie postrzegali rap jako sztukę. Aby zauważyli w twórcach artystów, a nie garstkę chłopców nawijających coś do ustalonego rytmu. Wystarczy obejrzeć performance do Picasso Baby, to zdecydowanie najlepszy komentarz. Właśnie, wciąż w tekstach Cartera widnieją perełki, co cieszy niezmiernie.
Nie darowałbym sobie - koniecznie sprawdźcie najnowszą płytę Washed Out pt. Paracosm. To czterdzieści minut odrealnienia, poważnie. Osobiście uważam, że to diament spośród dorobku płytowego Ernesta Greene'a. Odnalazł balans (za pomocą potężnej liczby instrumentów) w muzyce pomiędzy dzikością, a zupełnym błogostanem, odsapnięciem. Nie traktujcie albumu jako terapię relaksacyjną. Jasne, to ciągle chillwave ale na poziomie odległym dla pozostałych.
***
Wyszło także kilka przyjemnych składanek pełnych instrumentali od takich producentów jak AbJo, Sango, Knxwledge, Ta-Ku, Mndsgn czy Gold Panda. Wszystko znajdziecie klikając w ksywki.
***
Nadchodzące projekty:
20 sierpnia pojawi się w sklepach album najlepszego rapera z A$AP Mob, czyli TRAP LORD od A$AP Ferga. Jeśli jeszcze jakimś cudem (?!!?) nie słyszeliście singli - nadrabiać!
Tego samego dnia w sklepach ma się pojawić album reprezentanta OFWGKTA - Earla Sweatshirta. 15 utworów, wśród nich promujący płytę Chum i Hive.
Na 30 września Justin Timberlake zapowiedział drugą część albumu The 20/20 Experience. Brzmi obiecująco i zmusza do zakreślenia daty w kalendarzu.
***
oczekujcie drugiej części od wuelce.
see ya
Łukasz
Polak potrafi vol 1
Podczas gdy Kanye West wciąż szokuje informacjami związanymi z jego szóstym albumem, J-Kwon próbuje znów o sobie przypomnieć wypuszczając diss na Odd Future i Pusha T, Cassidy ponownie kieruje punchline'y w stronę Meek Milla, a Joey Bada$$ prezentuje nowy singiel... polscy raperzy konsekwentnie idą swoją drogą wspinając się coraz wyżej ze swoimi umiejętnościami udowadniając, że zasłużyli na chwilę atencji. Oto i oni:
Niewiele materiału z PL sprawdzam, ale jest taki gracz, który nigdy nie zawodzi. Ten Typ Mes. Tak jak mam mocno mieszane uczucie co do Szempejn papyn Venoma, tak single Mesa zapowiadające płytkę zupełnie nie podlegają krytyce.
Prawdziwy sztos to Zjebane miasto. Jak nawija w refrenie
zjebane miasto mnie żywi, zjebane miasto mnie dziwi (...) zbolałe miasto chce leczyć, zbolałe miasto łatwo ośmieszyć
jak nietrudno się domyślić, utwór nie jest podarunkiem dla stolicy w postaci wymieniania jej zalet, a podsumowaniem stołecznych absurdów i sprzeczności społecznych. Zwrotki przesycone mesowym stylem, do tego autorski bit z aranżacją Szoguna i charakterystyczne już przyspieszenia. Jeśli ktoś chce się czegoś przyczepić, musi mieć naprawdę zbolałe życie.
Następnie inny ze stajni Alkopoligamii, raper/producent - Kuba Knap. Teraz gdy większość nawijaczy chwyta za newschoolowe brzmienia i trapowe zajawki, tu dostajemy luźny i bystry rap; niebywale przewinięte zwrotki, a do tego wszystkiego zaskakujący klip jak na polskie realia. Kuba Knap jest jak dla mnie pretendentem do zmiany jakiegoś starego wygi wśród czołówki MCs w naszym kraju. W mojej opinii zasługuje na to miejsce.
W.E.N.A. zdobył mój szacunek już po premierze pierwszego materiału i staram się śledzić na bieżąco jego kolejne ruchy na scenie. Niedawno ujawnił tracklistę i okładkę albumu (Forin ponownie zrobił co trzeba) Nowa Ziemia. Jak wyczytałem płyta ma być spójna brzmieniowo, zarazem różnorodna stylistycznie... Ciekawe, tak jak street singiel ? z gościnnym udziałem Piotra Pacaka. Znajdą się tacy co powiedzą kolokwialnie, że kawałek o dupie maryni - moim zdaniem Wudoe wychodzi naprzeciw drażniącym pytajnikom, których jest prawdopodobnie multum, a przy tym składa to tak jak CHCIAŁOBY wielu. Bardzo dobry numer, może nie wyżyny (zwrotka u Greena absolutny mistrz) - ale wierzę, że zrekompensuje to w reszcie utworów.
Łukasz
Rejjie Snow za 12 dni wypuszcza swój debiutancki krążek, z tej też okazji, ostatnio podzielił się ze słuchaczami nowym kawałkiem na swojej chmurze. "Loveleen" to typowy klimat dla Alex'a - bit powoli niesie hipnotyzujący głos rapera zabierając słuchającego gdzieś indziej, całkowicie przy tym absorbując jego uwagę. Szczerze mówiąc, "Rejovich" to kolejna z tych pozycji, której premiery nie można opuścić, dlatego trzymajcie rękę an pulsie. 24 Czerwiec, pre-order TUTAJ.
Dla zajawy klipek do "294" na bicie Sun Patzera.
wuelce
Q z każdym następnym singlem, sprawia że jesteśmy bardziej głodni jego nadciągającej płyty - w ramach zasady iż apetyt rośnie w miarę jedzenia... Także kiedy dostaniemy w końcu danie główne Quincy? Nie będę oszukiwał, mam dość tych przystawek , czas zeżreć porządny #OXYMORON. Holla!
wuelce
!llmind - Beats For Kanye
!llmind (albo Illmind) - mówi wam to coś? Jeśli tak, to po prostu łapcie za linki, a jeśli nie, to postaram się o małe wprowadzenie.
To producent pochodzący z New Jersey, który miał okazję współpracować choćby z supergrupą Boot Camp Clik czy KRS-One, Redmanem, a także drugą falą w US jak chłopaki z G-Unit albo Skyzoo. To artysta, który sprawdza się w przeróżnych konwencjach muzycznych, współpracował z Erykah Badu jak i Prodigy, doceniany wielokrotnie w świecie muzyki dostał także wsparcie od Kanye Westa. Yeezy co prawda wykorzystał produkcje Illminda - jednak nie wszystkie, a więc ten zdecydował się wrzucić w internet nowy mixtape zatytułowany jako Beats For Kanye.
Zachęcam do sprawdzenia, dużo ładnych kompozycji za friko
download
Łukasz
Wideo powyżej ma promować nieźle ześwirowany mixtape Ashera Rotha pt. The Greenhouse Effect Vol. 2. Ostatnio pisałem o tym MC jakieś trzy miesiace temu przy okazji wypuszczenia boom-bapowego bangera z ładnym teledyskiem.
Dziś otrzymaliśmy nowy track - Numbers. To niecałe dwie minuty rapsów , a jednak chce się zapętlać. Mam wrażenie, że Asher nie dba o większy fejm, raz na jakiś czas o sobie przypomni, nagra na coś na pożyczonym bicie, zrobi do tego zabawny, kolorowy obrazek, zgarnie propsy i... starczy.
Dobrze, że są tacy MCs jak on - przewinie 2 zwrotki i zje połowę kumpli z branży.
Łukasz