Włóczykij
Któż się ośmieli wędrować przez las spękane liście gładząc pieszczotliwie Wieczny włóczykij nierozsądny czas zwiędłe wspomnienia zbierając cierpliwie Wydepczesz ścieżki z butów zetrzesz pył a gdy zmęczenie ogarnie twe ciało nie wiesz czy warto obejrzeć się w tył czy biec do przodu a czasu tak mało Kiedy w strumieniu odbije się noc a nad ogniskiem zawirują cienie wtedy marzenia mają wielką moc kradnąc księżycowi jego srebrne lśnienie Nadpełza chłód ciszą wibrujący fajka wygasa i zasypia las siedzi wpatrzony w mrok gęstniejący Wieczny Włóczykij nierozsądny czas













