Wyczuj nutę słodkości w tej całej kruchości Atmosfera ciężka ale uparcie nie chce zgnieść moich kości Jestem idealna do bycia najgorszą Poszczuj mnie mdłą zgryzotą, swoją ochotą 06.01.2020
No title available
Not today Justin
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
I'd rather be in outer space 🛸

No title available

Discoholic 🪩
RMH
🪼
art blog(derogatory)

Product Placement
styofa doing anything

Kaledo Art
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
Sweet Seals For You, Always
Today's Document

❣ Chile in a Photography ❣
NASA
Claire Keane
No title available

seen from Germany

seen from United States

seen from Poland
seen from Türkiye

seen from Türkiye
seen from United States

seen from France

seen from Türkiye
seen from Austria
seen from Australia
seen from Canada

seen from United States

seen from United States

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from India

seen from Greece
seen from Italy

seen from Greece
seen from Australia
@wstydmi
Wyczuj nutę słodkości w tej całej kruchości Atmosfera ciężka ale uparcie nie chce zgnieść moich kości Jestem idealna do bycia najgorszą Poszczuj mnie mdłą zgryzotą, swoją ochotą 06.01.2020
Nie ma tak spokojnego spokoju, który utuliłby mnie do snu
Tej nocy również będę krwawić pod zamkniętymi powiekami
Moje stare rany, dzisiejsze blizny Jesteś w potrzasku milcz, bym znowu chciała złam mnie, bym znowu spróbowała Jestem w potrzasku Moje nowe rany, późniejsze blizny
Kodeinowy kompot, rodzinna gromadka Papi xanny, prozy mommy Substancje zaczynają czynić ale szczerze nie powinnam o tym wiedzieć jak dziecko o sprawach dorosłych
Coś bezgłośnego, co pragnę roztrzaskać z hukiem. Hej, to nie wasza wina, po prostu w tym momencie was nienawidzę i pragnę móc uderzyć dłonią o wasze piersi. Chcę wrzasnąć całym ciałem, ale kości nie mają strun. Tak bardzo potrzebuję poczuć chęć ciszy, rozkoszować się wieczorną porą
Tak bardzo potrzebuję wyrwać się ze swojego ciemnego ciała, które sama splamiłam czernią
Mrużąc oczy pełna nieświadomej senności znów obudzi mnie żar papierosa na twarzy Plastikowy swąd skóry chciałam leżeć, ale pachnieć lawendowym kadzidłem nie podpalonym śmietniskiem
Mój jad spływa z warg na twoją twarz Nie mogę krzyczeć, wypalił mi krtań Jasne oczy dodają mi niewinności, chociaż mój pistolet nie jest na wodę Jesteś jak moje lustrzane odbicie, szkoda że je tłukę Spaliłam zbyt wiele mostów, poczucie winy nie ma jak do mnie dotrzeć
Paranoja gra na moich nerwach jak na lirze zamiast kołysać moim ciałem dźwięków harmonią, sprawia że przerywam ciszę agonią "Wypędzę te myśli" powiedziała Anhedonia, obezwładniając mnie apatią
"Mieć świadomość swojej winy, jednocześnie przeklinając słońce za światło, a księżyc za chłodny blask, jak to jest?" Zdaje się, że mój szyderczy uśmiech zapomniał, że grzecznością jest odpowiadać na pytania Szkło w pięści i krew, nie ma lustra ani mnie
Wpatrzona w wodę, skupiam swoje siły, by zmienić ją w cyjanek Nie-Bóg, może jedynie sprawić, by jad z warg nabrał słodyczy "Wolę nie oddychać pełną piersią, co jeżeli tonę?" Och, minęły lata na iluzji
Kolejny dzień spędzony w nicości, głos w głowie wieści "dni dawno stały się latami" "Emanujesz mrokiem, szukając ukojenia w pastelowych barwach" głosi, gdy wpatruję się w niebo Infantylnie czekam na kołysankę, tkwiąc w wrzaskach
Zedrę sobie gardło na niewypowiadaniu twojego imienia Później zedrę je znowu, prosząc słońce, by nie wstawało Wśród śmiechów rzucę, że krtań wypala mi alkohol, chociaż zawsze wybieram łagodzące mleko z miodem
Moją brudną krew, oczyść pavulonem w żyłach
Chłód lufy, wrzący pocisk
Zabierzcie mnie do miejsca, gdzie nie zaboli
"I przystawiam Ci do głowy moją miłość jak pistolet, choć zabiorę Ciebie tam gdzie nie będzie boleć"
muskam koniuszkiem palca mostek w mojej klatce
moje serce bardzo chce się wyrwać
zdecydowanie nie chce towarzyszyć w podróży jaką odbywam
Lekka obawa, ważąca ponad tone że ten ból jest płytki, a mimo to w nim tonę
Kiwam głową na "nie", gdy mówię "tak"
Krew w moich żyłach zdążyła stracić swoją barwę
gaś pety na moim ciele, swąd tej skóry jest taki sztuczny
ciągle udawałam, że się modlę, nie będąc szczera nawet z Bogiem