*accidentally showers for 5 hours*

No title available
Monterey Bay Aquarium
macklin celebrini has autism
Fai_Ryy
hello vonnie
ojovivo
NASA
Color Me Curious
Sade Olutola
🩵 avery cochrane 🩵

Game Changer & Make Some Noise
occasionally subtle

gracie abrams
tumblr dot com

roma★
I'd rather be in outer space 🛸

Discoholic 🪩
Cosmic Funnies
Phantogram Three
Sweet Seals For You, Always

seen from United States
seen from Saudi Arabia
seen from Tunisia

seen from Jamaica

seen from Italy

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Argentina

seen from Ukraine

seen from United States

seen from United States
seen from Colombia

seen from Ecuador
seen from Türkiye

seen from United States
seen from Russia
seen from Bangladesh
seen from United States

seen from France
seen from United States
@wuerxc-blog
*accidentally showers for 5 hours*
► @yvrim
(...) Rozłączyła się i rzuciła słuchawkę na łóżku. Następnie sama usiadła na pościeli, zrywając się zaraz z obrzydzeniem, gdy przypomniała sobie swoje odkrycie.
O ile Eric miał nadzieję na spokój do końca marnych godzin, odpokutowanych za biurkiem droższym, niżeli istnienie wielu mieszkańców owego wspaniałego miasta, mógł co najwyżej z rozmachem uderzyć głową w ścianę i zakończyć swoje marne jestestwo. Nie zdołał zaledwie odetchnąć, kiedy wtem irytujący dźwięk telefonu ponownie rozbrzmiał ze zdumiewającym echem w jego zdecydowanie zbyt dużym (jak na jednego użytkownika) pomieszczeniu, co poskutkowało donośnym jękiem niezadowolenia, wyrwanym spomiędzy jego warg. Pierwotnie, jak na przerośniętego gówniarza przystało, postanowił zignorować ilość połączeń, jednakże myśl o reakcji jego ojca, gdyby tylko przyszło mu się o tym dowiedzieć, była wystarczającym powodem, aby postawić stopy ponownie na ziemi i, chcąc czy nie chcąc, zmierzyć się z rzeczywistością jak na dorosłego, idealnie prosperującego mężczyznę przystało.
Nacisnąwszy zatem odpowiedni guzik, odnotowując w myślach, iż musi koniecznie zwolnić sekretarkę i poszukać kogoś bardziej kompetentnego, zdążył zaledwie wydukać urwane “słucha-”, kiedy uderzył go istny potok słów. Automatycznie się skrzywił, uświadomiwszy sobie, iż ma zaszczyt spotkania z tym typem klientów, po milisekundach zawahania ostatecznie podniósłszy się z miejsca, poprawiając bez większego powodu gładki, czarny krawat. Nie mając jakiegokolwiek wyjścia z niewygodnej dla niego sytuacji, opuścił swoje biuro z niemą żałobą na ustach, swoje kroki przekierowując do pokoju oznaczonego numerem dwieście trzynaście. Kiedy tylko znalazł się na korytarzu, jego osoby dobiegła widocznie zdenerwowana sekretarka, machając przed jego oczyma stosem plików i powstrzymując się od obgryzienia swoich sztucznych paznokci o abstrakcyjnym kolorze. Zbył ją zaledwie półuśmiechem i krótkim “wylatujesz”, ignorując dramatyczne zaskoczenie, jakie pojawiło się na jej twarzy. Jeden problem z głowy.
Znalazłszy się przed drzwiami z zaszczytnymi numerami, kolejno; dwa, jeden, trzy, wziął głębszy oddech i zapukał dwukrotnie, aby w następnej kolejności złapać za klamkę i jednym szarpnięciem nacisnąć ją w dół i do przodu. Stanąwszy w drzwiach, równocześnie zaplatając dłonie na piersi, zmusił się do uniesienia kącików ust w łagodzącym uśmiechu, co miało- w teorii rzecz jasna- rozładować zastałe napięcie między nim, a nieznajomą, pozwalając, aby jedna z jego brwi powędrowała do góry w pytającym geście. “Zatem, w czym tkwi problem?” Zapytał, zupełnie spokojnie, nie spuszczając wzroku ze swojego gościa.
"Excuse me. I'm trying to look cool here...." // Cześć baw się dobrze!!!
► @soyvbean
Jego wejście do jednego z lokali, w którym bywał stałym klientem, poprzedzone było cichym dźwiękiem dzwoneczka, umieszczonego w sprytny sposób przy górnej framudze drzwi, powodując jego poruszenie za każdym razem, kiedy ich skrzydło uchylało się czy to w jedną, czy to w drugą stronę. Wargi Erica wygięły się w sympatycznym, schematycznym półuśmiechu, skierowanym do młodej- zapewne nawet młodszej od niego- dziewczyny nań pracującej.
“Wysłałem wcześniej listę rzeczy, których szukam. Proszę przenieść wszystko do przymierzalni.” Odezwał się swoim niskim, niemalże pulsującym głosem, uprzyjemniając krótką wypowiedź o zaczepne mrugnięcie, w konsekwencji czego dziewczyna zarumieniła się i prędko zniknęła w oddzielnym pomieszczeniu. Eric zaśmiał się, zsuwając w tym samym czasie ze swoich ramion ciemny, jesienny płaszcz, podając go przyjacielowi z którym przybył do odwieszenia w stosownym miejscu, po czym przemieścił się do okazałego pokoju, służącego za przymierzalnię.
Stanąwszy jednak u jego progu, jego oczom ukazała się damska sylwetka, umiejscowiona tyłem do niego, zaś przodem do jednego z wielkich luster, zawieszonych na ścianie, której ciało opasał aksamitny materiał jednej z wielu drogich sukienek, jakie oferował ów sklep. Po ruchach, jakie wykonywała, niewątpliwie w jej głowie znajdowała się na pokazie mody, niżeli przeciętnym lokalu, co na krótką chwilę zatrzymało Erica w miejscu. Oparł się cicho o ścianę, zaplatając ramiona na piersi, dolną wargę skrywając w zanadrzu górnej, kiedy we wnętrzu ust zahaczył o nią zębami, powstrzymując wydobycie z siebie ewentualnych dźwięków lub świstów.
Co prawda nie chciał, aby nieznajoma go dostrzegła, oszczędzając sobie wzajemnego zakłopotania, lecz z logicznego punktu widzenia, był to warunek niemożliwy do spełnienia. Kiedy tylko jej wzrok padł na jego osobie, uniósł obie dłonie ku górze w niewinnym geście, unosząc kąciki ust w równie bezbronnym grymasie. “Hej, spokojnie. Nic nie powiedziałem, prawda?” Przerwał jej nagły potok słów, dla potwierdzenia skinąwszy pojedynczo głową.
"Why is there a dead body in my room?" /Witaj na stardust!
► @yvrim
Jedno spojrzenie na poruszające się z prędkością jednego milimetra na godzinę wskazówki minimalistycznie czarno-białego zegara, powieszonego na równoległej ścianie tej, przy której odchylił siedzenie skórzanego fotela, odbijając głowę do tyłu i w głowie Erica pojawiła się ta sama, monotonnie, niczym echo, sunąca od jednej szczeliny jego umysłu do drugiej myśl, niczym niemy krzyk każdej, drobnej komórki jego ciała.
Zaraz umrę z nudów.
Jedna z jego rąk powędrowała ku górze, wplatając smukłe palce pomiędzy ciemne kosmyki średnio-długich włosów, odgarniając grzywkę sprzed oczu i zaczesując ją niedbale na lewą stronę. Miał serdecznie dość tego dnia, nie posuwając się do bardziej kolokwialnych wyrażeń, jako że nieprzerwanie goniło za nim wrażenie, iż oddalone od tysiące mil oczy jego ojca i tak kontrolowały każdy jego ruch w pracy, najmniejsze drgnięcie czy oddech, zbyt nieregularny i niedbały jak na wyuczone, sztywne standardy zamierzchłej przeszłości.
Wtem jego uszu dobiegł dźwięk kilku tych samych brzdęknięć, równocześnie wyrywając z hipnotyzującego pół-snu. Niczym robot powrócił do swojej poprzedniej pozycji, przysuwając obrotowe krzesło do biurka i pojedynczo odchrząkując, co by jego głos nie zrobił mu przykrych niespodzianek po długich minutach milczenia. Nacisnął odpowiedni guzik, rozchylając spierzchłe wargi, gotów wypowiedzieć swoje “Słucham?”, gdy niemalże momentalnie został zaatakowany dobitnym, nieco nietypowym pytaniem. Chwila zawahania trwała kilka sekund. Może milisekund. Brwi, uprzednio neutralnie zawieszone ponad powiekami, zsunęły się w jedną linię, zaś wyraz jego twarzy wyrażał nic więcej, niż irytację i poszlaki zdegustowania. “Proszę przekierować to do sekretarki, jestem pewien, iż ma ona lepsze poczucie humoru niż ja.” Odezwał się bez cienia emocji, w następnej kolejności kończąc połączenie. Dziecinada.