29/11
Przez tyle lat czułem się jak pierdolony śmieć. Niedoskonała wersja kogoś, kim chciałem być i dzisiaj nie będę kropkował kurw albo jak wolisz wulgaryzmów - bo to ja. Taki jaki kiedyś byłem. Gdzieś tam w głowie miałem, że może ojciec tłukł mnie jak worek treningowy, bo nie o takiego syna mu chodziło. Mama nie chciała mi pomóc, bo wiedziała, że nie ma dla mnie ratunku. Chodziłem w kółko, martwiąc się wszystkim, czym nie powinienem, a nie martwiąc się o sprawy, które upokarzały mnie coraz bardziej. Do samego dna jak uderzenie kieliszkiem mocno w bar. Do dna, bo co ma wisieć, nie utonie. A kto ma utonąć?
Jestem.
Zastanawiasz się, dlaczego publikacja Listów Żurnalisty była przesuwana? Bo była jak obdzieranie ze skóry. Kiedy to piszę, to czuję ten ból i gęsią skórkę. Bo prawda, kurwa, boli i kiedy pisałem, to chciałbym ją kiedyś przeczytać, ale boję się.
Boję się spojrzeć w oczy matce, prosić kogoś o pomoc. Bo życie zweryfikowało ludzi obok mnie - Fatamorgana. Kiedy jestem spragniony, to widzę strumień, ale gdy podchodzę -
- znika.
Pamiętam jak zmarł mój dziadek. Zazdrościłem mu śmierci, bo nie chciałem już tu być. Zazdrościłeś komuś śmierci? Nie miałem siły spojrzeć sobie w oczy i widzieć w nich strachu, którego nie widział nikt poza mną.
Leżałem na kanapie i ryczałem w poduszkę jak wtedy, gdy okładał mnie ojciec.
Po prostu z bezsilności.
Tak zaczynam Listy Żurnalisty i wiedz, że wchodzisz tam, dokąd boję się sam zajrzeć. Przeczytasz listy do mojej siostry, za którą oddałbym duszę, gdybym ją miał. Wyrwałbym dla niej serce. Są tam listy do moich przyjaciół - tych, co się nimi nazywają i tych, co się nimi nazywali; do wrogów i siebie z przeszłości.
Które napisałem i nigdy więcej ich nie przeczytam,
bo, jak mówił Gotthold Ephraim Lessing, „nie ma wielkości, gdzie nie ma prawdy”.
Witaj w moim świecie
albo piekle, jak wolisz.
-
autor.










