
No title available
noise dept.

if i look back, i am lost
TVSTRANGERTHINGS
trying on a metaphor
Noah Kahan
Sade Olutola
occasionally subtle

Kiana Khansmith
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
Mike Driver

No title available
d e v o n
KIROKAZE
🪼
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open

pixel skylines
RMH

#extradirty
he wasn't even looking at me and he found me
seen from United States

seen from Italy

seen from Türkiye
seen from Canada
seen from Netherlands
seen from United States

seen from Honduras

seen from Germany
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from France

seen from France

seen from Germany

seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
@30dni-blog
Dzień 7 -
Dystans: 23.42 km
Zjadłam muchę po drodze.
Z tej okazji: ... miał być taki żarcik niby sytuacyjny, że piosenka to Muchy ale zważywszy na tę muzykę to byłby naprawdę słabiutki żart. Miast tego: małe cycki
Dzień 6 - Są samoloty
Podczas dzisiejszych 14km udało mi się zgubić zaledwie raz na jakieś 6 km :D Ale to nic, bo odkryłam dzikie Bemowo z ich wypożyczalnią rowerów na ulicy, równymi chodnikami i ludźmi, którzy stadami biegają po tych ich małych parczkach. Jestem pewna, że jeśli w Warszawie mieszkają wampiry to w tych okolicach. Lub bazyliszki. Raczej nie smoki.
Nie spotkałam smoka, ale trafiłam na samolot, który zdziwił mnie niezmiernie, stojąc sobie ot tak. To i ja tak postałam:
Strasznym jest moment, w którym odkrywa się, że piosenka towarzysząca nam przez całą podróż to ten straszny teledysk!
Na szczęście byłą nagroda za przejażdżkę: Green Herbs
Dacyt. Kąpiel.
Dzień 5
Wczoraj było:
Dystans: 22.69 km
Piosenka: Mark Lanegan - I hit the city
Liczba towarzyszących mi wirusów z klimatyzacji: srylion
Efekt: 38C
Adieu. Może dzisiaj minie i jutro będzie można ruszyć?
Dzień 4 - My bike takes me places
Podczas dzisiejszej wyprawy rowerem przydarzyło mi się tyle radości. Przykład? Nie wierz ścieżkom rowerowym. Następnym razem może nie być zjazdu z drogi na Puławy. Pozytywem całego zagubienia była niemal 28-kilometrowa trasa. Odkąd jeżdżę na rowerze po Warszawie, udaje mi się odkrywać zupełnie nowe miejsca. Bo kto to wiedział, że są takie widoki z mostu, którego nazwy nie znam, ale jest czerwony? Albo, że te lampy takie ładne na tej Kępie Potockiej? Ja nie. Ja nie wiedziałam.
Piosenka tego weekendu to Cock strikes Kilometry przejechane przez 3 dni (bo jeden odpadł z okazji piekła termicznego): 61,98.
Burza.
m.
30 dni
Na tango, na bieganie, na odstawienie słodyczy i (chociaż w tym wypadku, to chyba mało prawdopodobne) naprawę złamanego serca wystarczą 30 dni. Właśnie tyle głowa potrzebuje, żeby pogodzić się z tym, że być może to co robisz musi już z Wami, Tobą i tą głową, zostać. Nogi zapamiętają nowe ścieżki, ucho i serce złapią podobny rytm.
Tego właśnie chcę dla siebie. Dla swoich mięśni, dla oka, dla rzęs, dla kawałka czegoś, co między tymi wszystkim warstwami ciała żyje, pulsuje i karmi się czymś więcej, niż ziemniakami.
I dlatego trzydzieści day challange. 720 godzin, które nauczą mnie czegoś nowego.
W całej tej zabawie nie jestem sama. Każdy chce w sobie wypróbować inny element i to naprawdę może być wszystko. Dla mnie ten miesiąc to 30 dni:
- roweru
- gotowania
Odwagi!
m.