Od najmłodszych lat pamiętam głównie czas spędzany z moim bratem - który wspominam bardzo dobrze. Kiedy on miał 18-19 lat i wychodził ze znajomym brał mnie ze sobą, kiedy spędzał czas w domu, ja spędzałam go z nim. To nie tak, że rodzice się mną opiekowali, po prostu mama pracowała, a tata jak to tata, po prostu był. Ale o tym później. Gdy brat poszedł do wojska rzeczywistość troszkę się zmieniła, więcej czasu spędzałam wtedy z mamą jak tylko mogła to zmieniała sobie zmianę w pracy lub w miarę możliwości, gdy musiała iść do pracy, albo zabierała mnie ze sobą do pracy na targu, albo prosiła kogoś żeby mógł się mną zająć. Kiedy mama zapisała mnie do przedszkola wstawałam z nią około 5 rano, szykowałyśmy się, jadłyśmy śniadanie i ruszałyśmy w krótką drogę do przedszkola, mieszkaliśmy blisko, bo mniej niż 10 minut drogi pieszo zarówno od pracy mojej mamy jak i przedszkola, które znajdowało się zaraz obok.
Dziennie czekałam pod przedszkolem na panie woźne, które otworzą wejście. Mama pracowała na przeciw, więc gdy zostawiała mnie na chwilę przed szóstą, zawsze miała mnie na oku - w tych czasach to by nie przeszło. Ale wtedy całkowicie inaczej się żyło. Pracownice przedszkola zawsze witały mnie z uśmiechem na ustach i prowadziły do szatni gdzie pomagały się przebrać.
Pamiętam, że przy praktycznie każdej ,,imprezie" w przedszkolu moja mama pracowała, więc na widowni przy występach nie było nikogo do kogo mogłabym się uśmiechnąć. A to dla dziecka bardzo ważne i smutne kiedy nie ma wsparcia. Może raz czy dwa zdarzyło się, że mamie udało się wyrwać lub przyjechali dziadkowie. Najbardziej w głowie chyba odznaczył się dzień matki, gdy wszystkie dzieci zapraszały swoje mamy, mojej niestety nie było. Za aktywność z rodzicem Panie przedszkolanki uznały namalowanie swojej mamy na papierze dużego formatu, gdzie posturę trzeba było odrysować od sylwetki. Mi pomogła Pani przedszkolanka, która położyła się na moim arkuszu papieru gdzie mogłam ją odrysować, a później pomogła mi dodać do odrysowanej postaci cechy wyglądu mojej mamy. Nawet teraz, po 20 latach pisząc to ściska mi gardło, a co dopiero będąc dzieciakiem, musiało mi być okropnie przykro, rozglądając się jak inne dzieci współpracują ze swoimi mamami i szczerze się do nich cieszą, a ja nie mogłam popatrzeć na moją mamę żeby przelać jej wygląd na papier, jak na swoje możliwości, tylko musiałam rysować jej cechy z pamięci. Z perspektywy lat i sprawiedliwości świata dochodzę do wniosku, że było to cholernie niesprawiedliwe w stosunku co do dziecka, ale jak wnioskuje z całego mojego życia dużo było w moim życiu sytuacji, które takie były.
Uważam, że najważniejszymi osobami mojego dzieciństwa były mama, babcia i brat. Tata mimo tego, że był w domu to prawie wcale nie wywiązywał się ze swoich ojcowskich obowiązków, oczywiście czasem odebrał mnie z przedszkola lub opiekował się mną, ale to można było policzyć na palcach jednej ręki. Tata był alkoholikiem. A co za tym idzie, nałóg zawładnął nim doszczędnie, no chyba że miał chwilę przerwy w piciu. Wtedy próbował odkupić swoje winy w stosunku do mnie czy do mamy, ale to było za mało żeby nadrobić to co zaprzepaścił w okresie kiedy pił. Wszystko było na barkach mamy, do momentu wyprowadzki brata to on jeszcze pomagał mamie finansowo i życiowo, chociaż wiadomo tak jak ja był jej dzieckiem, które nie powinno się tym martwić, ale stanął na wysokości zadania mogłabym nawet powiedzieć i ojca, który stara się zapewnić równowagę w naszym życiu.
Od małego pamiętam dom pełen awantur, smutku, krzyku, stresu i nerwowej atmosfery. Mama nie miała sił, tata pił i kradł, wynosił, żeby tylko pić. A mała ja wszystkiemu się przyglądałam, wszystkiego słuchałam i bałam się, że w końcu coś się stanie. Pamiętam sytuację, gdy pewnego wieczoru lub nocy, nie pamiętam już, obudziła mnie głośna wymiana zdań pomiędzy moim bratem, mamą i tatą. Gdy mała ja, wyszłam z sypialni, w której spałam zobaczyłam mamę siedzącą na plecach mojego brata, który wygraża się tacie, że za to wszystko co robi wyniesie go razem z drzwiami. Nie znam kontekstu całej tej sytuacji, ale w pamięć zapadły mi słowa mojej mamy. - Przestańcie, bo Ania się obudziła. - Widocznie te słowa pomogły załagodzić całą tą sytuację i brat wyszedł z domu, tata tylko spuścił głowę, a mama pogłaskała mnie po głowie i zaprowadziła spowrotem do łóżka. Nigdy nie zapomnę tego jak stoję w korytarzu przed kuchnią, czuję te napięcie, wiszącą w powietrzu złość i zrezygnowanie, ale też strach przed krzykami i tym, że coś złego się zaraz wydarzy. Kto wie, może gdybym nie wstała w tym momencie to nie wiadomo co mogłoby się stać.
Kiedy zaczęłam chodzić do podstawówki sytuacja moich rodziców się nie zmieniła, mama pracowała i wyniszczona nałogiem mojego taty starała się wiązać koniec z końcem. A tata wciąż pogłębiał swój nałóg i było tylko gorzej. Z racji, że mama urodziła mnie jak miała 40 lat, to gdy zapisała mnie do szkoły nie była w wieku mam moich rówieśników. Nie było to dla mnie powodem do wstydu, ale wpływało to na moje postrzeganie świata. Zawsze obracałam się w towarzystwie dorosłych, myślałam w sposób mniej beztroski, wiedziałam więcej i nigdy nie czułam się na swój wiek, mimo tak młodego wieku. Musiałam dużo szybciej dorosnąć. Jak wiadomo w pierwszej klasie podstawówki, był obowiązek, że musiałam być odprowadzona przez kogoś dorosłego i przy powrocie obowiązywało to samo, więc odprowadzała mnie zazwyczaj mama, a odbierali mnie na zmianę mama, tata, sąsiadka lub brat z bratową. Zawsze pod koniec lekcji wyczekiwałam na znajomą twarz pełna stresu jak wrócę do domu. Po okresie obowiązkowego odprowadzania i odbierania zaczęłam chodzić do szkoły sama i tak samo z niej wracałam. Moje poranki wyglądały następująco, pobudka razem z mamą, gdy pracowała, około piątej rano, śniadanie robiłam sobie sama, zazwyczaj były to płatki z mlekiem, w tym czasie mama robiła mi kanapki. Po śniadaniu mama szykowała mi ubrania do szkoły i wieszała klucz do domu na szyi i przypominała, że mnie kocha, i że mam po jej wyjściu do pracy zamknąć drzwi, umyć miseczkę po sniadaniu, ubrać się zabrać plecak i wyjść do szkoły zamykając drzwi z mieszkania dokładnie sprawdzając czy to zrobiłam.
I tak wyglądało moje dzieciństwo, aż do jedenastego roku życia.
Kiedy na komunię dostałam swojego pierwszego laptopa zaczęłam uciekać w swój świat, gry, youtube i internet. Zaczynało to być na porządku dziennym w każdym domu, ale ja uciekałam w to rozładowując stres związany z moim życiem. Rano szkoła, a po szkole siadałam przed komputerem i zagłuszałam swoje myśli skupiając się na czymś innym.
Kiedy nadszedł 22 października 2013 roku, spędzałam swój dzień tak jak zwykle. Szkoła i ucieczka w swój świat. Moja mama w tym czasie była już po jednym raku piersi, po którym jedną straciła, przeszła przez chemioterapię i zmagała się ze swoją głową. Pamiętam jak chodziła w chustach, miała łysą głowę i kupiła perukę. Cierpiała, a ja oglądałam to z boku i wspierałam ją mimo tego, że jak na 11 letnie dziecko nie rozumiałam do końca przez co przechodzi. Wracając do opisu dnia, który miał być taki jak zwykle. Wieczorem siedząc przed komputerem ktoś zapukał do naszych drzwi, okazało się, że to sąsiad mieszkający pod nami. Drzwi otworzyłam ja i sąsiad kazał mi zawołać mamę, bo jest u niego mój tata, z którym pił, a ten zasnął i nie może go dobudzić. Mama kazała mi iść do siebie, a ona zeszła z sąsiadem do jego mieszkania. Później wszystko było bardzo chaotyczne. Widziałam karetkę pod blokiem, w naszym mieszkaniu pojawił się mój brat, a mama wróciła do mieszkania całkowicie zdruzgocona. Okazało się, że tata umarł. Nie umiem opisać co działo się w mojej głowie w tamtym momencie, ale na początku nie rozumiałam co się stało. Kiedy doszło do mnie, że tata nie wróci już do domu zaczęłam płakać, bo mimo że nie uczestniczył on bardzo czynnie w moim życiu to kochałam go.
Liść za liściem. Ból za bólem. Niezrozumiałe dla mnie emocje, ciągle przewijające się przez moją głowę. Właściwie tutaj skończyło się moje dzieciństwo.