Fundamentalną ideą greckiej tragedii jest nierozwiązywalność dylematu. Czytelnik, widz, narrator, nawet bohater - wszyscy wiedzą, że sytuacja zmierza do gorzkiego końca, a jednak nie mogą nic na to poradzić. To głębokie doświadczenie nierozwiązywalności to serce europejskiej kultury. Udowodnił to Walter Muschg w monumentalnym dziele "Tragiczne dzieje literatury". Czego dotyczy nierozwiązywalność dylematu? Ogólnie, dotyczy ona śmierci. Szczególnie - dylematów, które mogą spotkać człowieka idącego przez życie. Obecnie zaś - zbliżającej się katastrofy ekologicznej.
Nierozwiązywalność dylematu jest realna, zaś różne tchórzliwe pomysły na jego uchylenie okazują się żałośnie nierealne. Pierzchają spod rąk gdy tylko ich dotkniemy. Ci głupsi dysponują mocą ignorancji, która pozwala pogrążyć się w marnych utopiach, czczych nadziejach lub - po prostu - jałowym hedoniźmie. Inni niestrudzenie pracują by "coś zrobić", co nadal promulguje ignorancję, jakkolwiek w szlachetniejszy sposób.
Oczywiście nie chodzi o to, by usiąść i pogrążyć się w bezradności. De facto, o nic nie chodzi; dylemat jest nierozwiązywalny, kropka. Głębokie doświadczenie jego istoty może przynieść egzystencjalny przełom; trzeba jednak przejść z nim wiele kroków, nieraz wiele mil. W międzyczasie ludzie dookoła głupieją i odklejają się.
We wspomnianych greckich tragediach bohaterowie często wybierali jedno; świadome pójście ku temu, co nieuniknione. Właściwie nie jest to nawet dążenie; nierozwiązywalny dylemat aktualizuje się w nadciągającej katastrofie. Ona nadchodzi sama. Nie trzeba jednak odwracać od niej oczu, nie trzeba uciekać; rozum musi jednak uznać swoją bezradność. Kapitulacja rozumu nie była tożsama z kapitulacją całego życia, jak często jest dziś. Rozum, zderzony z nierozwiązywalnością dylematu umierał a człowiek przeżywał jego śmierć.
Wątek ten rozgrywa się w greckiej sztuce tak często, że niesamowite przygody i wielkie sprawy wydają się jedynie pretekstem do jego powtórzenia. Czy oznacza to, że warto je przeżywać? Dla widza greckiej tragedii niesie to katharsis; wtrząsający przełom, w którym Życie (dzoe) otrząsa się z oblepiających je przed chwilą skorup i - uwolnione, nagie - znów czuje się zdolne do zachwytu nad każdą chwila życia. Rozbrojone. Rozum postawiony przez nierozwiązywalnym dylematem umiera, serce zaś eksploduje. W "poetyce" Arystotelesa jest to synonimem oczyszczenia.















