Obrzydza mnie jedzenie nienawidzę jedzenia zniszczyło mi życie
Lint Roller? I Barely Know Her
Today's Document

Kaledo Art
Claire Keane
almost home
he wasn't even looking at me and he found me
I'd rather be in outer space 🛸
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

PR's Tumblrdome

No title available
todays bird

Discoholic 🪩

titsay

if i look back, i am lost
Show & Tell
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open

Andulka
ojovivo
taylor price
"I'm Dorothy Gale from Kansas"
seen from United States
seen from Chile
seen from Kazakhstan

seen from Chile

seen from United States

seen from United Kingdom
seen from United Kingdom

seen from Indonesia
seen from Malaysia
seen from Singapore

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
@bl0ndangel02
Obrzydza mnie jedzenie nienawidzę jedzenia zniszczyło mi życie
Ja gdy brak nikotyny
Podsumowanie 14.01.
Waga: 50,4 💀
Po wczorajszym dniu, po tym całym przejedzeniu, czułam się naprawdę fatalnie. Bolał mnie brzuch, było mi niedobrze i ogólnie miałam wrażenie, że organizm mocno daje mi znać, że przesadziłam. Przez to cały dzień praktycznie nie miałam ochoty na jedzenie, zjadłam tylko bułki kajzerki z szynką, rozłożone na cały dzień. Wieczorem jednak przyszła ochota na tosty, więc im uległam. A jakby tego było mało, zjadłam jeszcze blok czekoladowy, który zrobiła koleżanka mamy, totalne łakomstwo i brak kontroli 🙃
Na dokładkę dostałam okresu… WTF. Biorę antykoncepcję i jestem w środku blistra, więc ewidentnie coś jest nie tak. To tylko dolało frustracji do całej sytuacji.
Szczerze? Ten tydzień jest mega słaby pod każdym możliwym względem. Czuję się zmęczona fizycznie i psychicznie. Najchętniej wzięłabym urlop, gdzieś wyjechała sama i zaszyła się w jakimś cichym miejscu, z dala od wszystkiego i wszystkich. A do tego wszystkiego do końca tygodnia muszę oddać pierwszy rozdział pracy magisterskiej… tylko kompletnie nie wiem, kiedy mam do tego usiąść. Nie mam ani czasu, ani ochoty.
Nie będę pisać ile cały dzień wyniosł kcal, bo nawet nie chcę tego liczyć
buszek na glodny brzuszek
13.01
Waga: 49,2 kg
Kalorie: ok. 1600/1700 💀
Patrzę na swój brzuch w lustrze i czuję obrzydzenie. Gdybym miała opisać dzisiejszy dzień jednym słowem, no cóż ZJEBAŁAM.
Rano zjadłam serek Fantasia Twix. Smaczny, fakt, ale skład ma tak słaby, że raczej drugi raz się na niego nie skuszę.
W ciągu dnia wpadła jeszcze kajzerka i paczka kabanosów. Myślałam, że to już będzie wszystko, że wrócę wieczorem do domu, zrobię sobie spokojnie tosty i zamknę temat. Ale dopadł mnie nagły napad jedzenia. Najpierw baton od koleżanki z pracy, a potem… trzy rogaliki, które przyniosła do biura (domowe, z marmoladą i kurczakiem) 🥹. I w tym momencie już wiedziałam, że ten dzień jest stracony.
Mimo wszystko wieczorem i tak zjadłam tosty, bo stwierdziłam, że skoro już poleciałam, to przynajmniej zjem to, na co naprawdę mam ochotę. XDD
Finalnie jestem niemal pewna, że dobiłam do 1600–1700 kcal. W aplikacji wpisałam wszystko oprócz tych nieszczęsnych rogalików. Mam oczywiście wyrzuty sumienia, ale próbuję się uspokajać myślą, że metabolizm ruszy, a waga i tak spadnie. Tak sobie to przynajmniej tłumaczę.
Summer bodies are made in winter ☕️
12.01
Waga: 49,2 kg
Zjedzone kcal: 722
Jeśli chodzi o jedzenie, dzień był raczej prosty i bez większego kombinowania. Na śniadanie zjadłam serek Fantasia z wiśnią (137 kcal). Na obiad wpadło gotowe spaghetti Napoli w kubeczku z Winiary (198 kcal). Kolacja dwa tosty z serem, szynką i keczupem, razem 387 kcal.
Sam dzień w pracy bardzo się dłużył i momentami ciągnął się niemiłosiernie. Na szczęście były też małe przyjemności. Byłam na paznokciach, a przy okazji kupiłam sobie maseczki nawilżające. Ostatnio mam spory problem z barierą hydrolipidową skóry, więc testuję różne opcje, swoją drogą naprawdę mogę je polecić.
Chudej nocy 🦋
11.01
Waga: 49,9
Zjedzone kcal: +\- 800 kcal
Dziś od 8:00 byłam na uczelni. Rano wypiłam kawę i zjadłam jogurt z malinami oraz granolą. Czekał mnie egzamin, który udało mi się zaliczyć na 5, a zaraz po nim prowadzący puścił nas do domu, bardzo miły gest i miłe zakończenie zajęć.
Za oknem było naprawdę pięknie i klimatycznie, chociaż jako kierowca nie przepadam za taką pogodą. Do domu wróciłam jeszcze przed 14. Zaparzyłam herbatę, a później spotkałam się z kolegą, który po wielu latach za granicą wrócił na stałe do Polski. Spędziliśmy miło czas. Jego mama, jak to bywa, przygotowała stół pełen słodkości, więc zjadłam dwa kawałki napoleonki i wypiłam drugą kawę. Mam trochę wyrzuty sumienia, że zjadłam to ciasto, bo czuję że zmarnowałam kalorie, ale raczej zamknęłam dzień w 800 kcal (mam nadzieję, bo nie znam dokładnej gramatury tego ciasta xd).
Teraz planuję już tylko chwilę dla siebie. Herbata, prysznic, skincare, książka i sen. Jutro pobudka o 5 i powrót do codzienności, czyli do pracy. 🥹
Tumbrl to taka zajebista aplikacja, wchodze w nią i czuje jakbym widziała ludzi którzy rozumieją mnie lepiej niż ja samą siebie, w końcu nikt nie pisze o tym jak ważne jest żeby jeść i że to niezdrowe.
Kocham was motylki 🙏🏻
dajecie mi nadzieje każdego dnia, że i ja będę tak piękna jak wy 💝
10.01.
Wracam z obiecanym podsumowaniem dzisiejszego dnia.
Waga: 50,2
Zjedzone kcal: 500
Dzień zaczęłam klasycznie od czarnej kawy. Od rana miałam zajęcia na studiach, a dodatkowo przygotowywałam się na ślub koleżanki, na który zostałam zaproszona. Wszystko idealnie się złożyło, ponieważ byłam tak zabiegana, że kompletnie nie miałam czasu na jedzenie. Nawet o nim nie myślałam i nie czułam głodu.
Na studiach miałam zaliczenie, którego… nie zaliczyłam, pozdrawiam XDD
Zaraz po egzaminie pojechałam jednak prosto na ślub. Był przepiękny. Koleżanka wyglądała cudownie, a kościół miał niesamowity, świąteczny klimat. Sama ceremonia bardzo mi się podobała, przez całą mszę ledwo powstrzymywałam łzy, bo byłam naprawdę wzruszona. 🖤
Po powrocie do domu zjadłam tylko makaron ze szpinakiem, który przygotowała moja mama, i do końca dnia już nic nie jadłam.
🦋 Dzisiejszy dzień zrekompensował mi poprzednie i w końcu czuję satysfakcję, a nie wyrzuty sumienia. 🦋
Ostatnio się nie odzywam. Głównie dlatego, że mam wyrzuty sumienia i trudno mi zebrać myśli w coś sensownego. Na początku tego tygodnia miałam binge dwa dni pod rząd. 🥹 Bardzo źle się wtedy ze sobą czułam, chciało mi się płakać. Próbowałam to wyrzygać, ale jestem jakimś ewenementem i NIE POTRAFIĘ WYMUSZAĆ WYMIOTÓW. Po prostu mi to nie wychodzi, nieważne jak bardzo bym chciała.
Potem jakoś to poszło dalej. Reszta tygodnia była w miarę okej, chociaż w głowie dalej siedziało poczucie winy. Waga też kręciła się wokół tych samych liczb. 50,5, potem 50,1, następnego dnia 50,7. Przez ostatnie trzy dni miałam trochę komplikacji, ale i tak wydaje mi się, że zmieściłam się gdzieś w granicach 1000-1300 kcal.
W środę D. wrócił do domu i zrobił nam kolację. Chciałam ją zjeść, po prostu normalnie. W czwartek była kolacja biznesowa (fun fact jestem korpo szczurzycą) i trochę mnie poniosło, bo było dużo dobrego jedzenia. Kocham i nienawidzę jedzenie jednocześnie i to chyba najlepiej opisuje mój stosunek do niego. Wczoraj z kolei tata zaprosił mnie na pizzę i zjadłam dwa kawałki.
Nie wszystko było idealnie, ale też nie było totalnej katastrofy. Staram się to sobie powtarzać, nawet jeśli nie zawsze w to wierzę. Mam już plan na ten weekend i nie chcę przekroczyć 1000 kcal, więc pewnie jeszcze będę się odzywać z podsumowaniem dnia.
Już drugi dzień binge pod rząd, chuj mi w dupę
Kurwa jak ja nienawidzę mojego brzucha przysięgam XDD co zjem to wyglądam jak w 3 miesiącu ciąży. Dosłownie mam ochotę wziąć nożyczki i odciąć sobie ten bęben.
Waga pokazała równe 50. (Ładna liczba, daje złudne poczucie kontroli.)
Na śniadanie czarna kawa, bo jedzenie można przecież przesunąć na później.
Obiad: fasolka szparagowa smażona na oleju kokosowym i dwa jajka. 251 kcal.
Kolacja: tosty z serem, suchą krakowską i ketchupem - 371 kcal.
Niby normalnie, ale potem przyszła ochota na słodkie. Nie zachcianka, potrzeba. Galaxy z karmelem, 232 kcal. I od razu: „zjebałaś”. Wyrzuty sumienia. Myśl, że najlepiej byłoby to wyrzygać i cofnąć czas. Tylko że cały dzień to 854 kcal. Na papierze wszystko się zgadza. Liczby są „okej”. Tylko głowa nie. Bo to nie jest historia o batonie. To historia o tym, jak jedzenie przestaje być jedzeniem, a zaczyna być karą.
motylki aktywne na 2026 rok reblogujcie, chce wiedziec czy ktos tu jeszcze jest
Wczorajszy dzień minął naprawdę przyjemnie. Poranek zaczęłam spokojnie, kawa, chwila dla siebie i szykowanie się do wyjazdu. Potem ruszyłam do stolicy, gdzie aktualnie pracuje mój D. Mimo okropnej pogody za oknem udało nam się spędzić bardzo miły czas. Zrobiliśmy spacer, a później poszliśmy do restauracji na sushi. Było nie tylko pyszne, ale też podane w tak piękny sposób, że aż szkoda było je jeść. Samo miejsce było bardzo fancy, ale totalnie w moim klimacie naprawdę mi się tam podobało.
Po obiedzie zajrzeliśmy jeszcze do galerii, jednak ilość ludzi i ciągłe przepychanie się szybko nas zmęczyły, więc nie zostaliśmy tam długo. Przed 20 pożegnaliśmy się i każde z nas ruszyło w swoją stronę. Do domu dotarłam około 21. Zrobiłam sobie miętę, ogarnęłam się do spania, zrobiłam skincare i włączyłam serial. I tak w sumie zakończył się mój dzień.
Podsumowując: na oko myślę, że zjadłam około 1100 kcal, a ze spacerku spaliłam 318 kcal.
Byeeee 🖤
binge to najgorsze gowno jakie istnieje