Mam dosyć tych tajemnic
Tajemnice nie istnieją
Dopóki nie wiesz
Że istnieją
Może to był błąd
Obarczam nawet nie wiem czym
Bo nie nazwałem tego
Żałosne
No title available
Sweet Seals For You, Always
Mike Driver
Claire Keane
tumblr dot com

gracie abrams
No title available

Jar Jar Binks Fan Club
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
No title available
EXPECTATIONS
Lint Roller? I Barely Know Her

ellievsbear
noise dept.
Today's Document
★
Monterey Bay Aquarium
macklin celebrini has autism
untitled
I'd rather be in outer space 🛸
seen from Germany
seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Italy
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Singapore
seen from Colombia
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States

seen from United States
@butynalozku
Mam dosyć tych tajemnic
Tajemnice nie istnieją
Dopóki nie wiesz
Że istnieją
Może to był błąd
Obarczam nawet nie wiem czym
Bo nie nazwałem tego
Żałosne
Wpierdoliłem grama
Przepraszam cię mała
Pęknięta od szyby rama
I niedomaganie ciała
Moje przegrywanie
Jedyna tych funkcji stała
Próbuje nieporadnie
Zmusić się, by psychika zdała
Kurs i test, świętego Graala
Moja mała
To już nie jest zabawne
Chciałem bawić się ogniem
A patrz, zaraz sam zgasnę
I nic nikomu nie powiem
Huczy świat, że niedługo padnę
A w tym blask
Którym się nie ogarnę
Mówi mi w twarz
To, czego nie ogarnę
Że zaspałem tak
Że wszystko na marne
Bo jestem z szuflad
Będą strzały karne
Do bramki rzeczywistości
Mam dość
Im więcej
Tym gorzej
Tym gorzej z uczuciami
Im więcej ich odczuwam
Tym mniej ich odczuwam
Paradoks
I nikt, kto to po prostu zrozumie
Przyjmie
Zaakceptuje
Jebany żołnierzyk
Co raz mniej emocji we mnie
Nie miej mi za złe
Przynajmniej depresja odeszła
Tego też wszyscy oczekiwali
Gdy nie byłem w stanie wstać rano
Umyć się
Zjeść
Samodzielnie zrobić herbatę
Nie było u mnie nigdy zrozumienia
Teraz nawet ja nie potrafię być taki dla innych
Jestem zepsutą zabawką
Która zawsze chciała być kimś innym
Niż jest
Ale nie ma siły
Toksyczny wdycha tlen.
Teraz inna choroba, pozdrawiam
Schizofrenia paranoidalna
Nikogo ona nie obchodzi
Jest moja, własna
W moim domu się chodzi
Na szpilkach rzecz jasna
Wszyscy udają kogoś innego
Zależności wytyczają
Którą maskę należy przybrać
To dla nas naturalne
Rzecz powszednia, rzecz jasna
Tak po prostu jest
Choć są w tym domu ewenementy
Umieją płakać
To mnie już oduczono
Umiem tylko bakać, furać być w NASA
Jeśli będę furać
To wiedz już od teraz
Że to mój cichy płacz
A raczej zamiennik
Jeśli uderzam sobą w twarz
To też zamiennik
Odrzucam? Mi zależy
Jestem niewzruszony, oschły, nie zwracam uwagi na ciebie?
Boli, bardzo
To to samo
Tylko zamienione
Coś jak odwrócenie tak i nie
Z nie na tak
Z tak na nie
Uważaj jakie buty zakładasz na co dzień
Tworzą Twoje życie
Mamy już wszystko na łańcuchach
Boimy się innym ufać
Trzymamy blisko wszystko, co posiadamy
Nie chcemy tego wypuszczać
Giet na raz
Giet na dwa
Nie ma trzy
Ukrywam twarz
A jak ja
Kochana ma
Nie mogę patrzeć
W twoją twarz
Choć Ty narkotyk
I wolałbym tak
Zadowolić się muszę
Tym co mam
Nanana nanana x4 raz po raz
Nie ma przypadków
Szesnaście Godzin
Ciemną nocą
Mknie po autostradzie potwór
Ślepia ma jaskrawe
No i dziwna mgła jest wokół
Czy prawda nas wyzwoli
Skoro skrzydeł nie ma sokół
Ja chciałbym tak powoli
Ale ktoś pisze protokół...
A na spokój
Trzeba mieć projekt i architekta
Chciałem też nie mieć wrogów
Ponoć wszystko zależy od podejścia
Jak pielgrzymkowy pochód
Tak myśli idą od serca
I patrzę na byka
Co wierzga macha głową
Niczym jebany muzykant
Na dźwięk tych fanfar
Wybuchnie krytyka
A na pauzę to się powie
Że to jest to jest klasyka
Całego świata ciała
Choć wyobraźnia mała
Pożar ktoś ugasił
No i jestem tutaj cała
Ale co ale jak
Przecież ściana to jest skarb
Podejdź tu kolego
Przecież nie zrobię nic złego
Tylko ręce nałożę na twe oczy i ego...
A Adam to już nikt
Bo poranek
Niczym kit
obwiązał jego szyję
No i cóż, znikł
zapanbrat
"W kolejnych walkach Trojanie rzeczywiście triumfowali, aż w końcu zaczęli zagrażać greckim okrętom."
...
Pachnie jeszcze tobą
Kto by pomyślał
Różne dziwne, niespodziewane świece tu płoną
Kto ten scenariusz wymyślał?
zapanbrat
Chodź, a pokażę ci inny świat
Chodź, prędko, powiem ci jak
Ale chodź ze mną
Nie wzbraniaj się tak
Chodź, fioletowym go ujrzysz
Lecz wcześniej trochę się podburzysz
Utoń w objęciach mych
Chodź, przecież nie stchórzysz
Chodź, wybierzemy dużo wspomnień z tych
Nieposkładanym jeszcze
Poczuj mój rytm
Bicia na trzy
Chodź,
Pokażę ci świat
A w nim
Wszelkie zakamarki
Pięknych chwil
Poznamy je
Póki starczy nam sił
zapanbrat
Czerwony Niebieski
Krótkofalówka
Klucznik idzie wzdłuż
Świetlówka
Nie ma mnie tu
zapanbrat
(...) Materia, antymateria. Coś jak plus i minus. Energia. (...)
Drogi
Jeszcze niedawno bez nikogo
Stałem w śniegu
Chciałem dać sobie wskazówkę,
Ale czas wyprzedził
Żelazna kurtyna i zasady
Tryby trybiące
Chciałem to zrobić w zły sposób
No i nie zdążyłem
Czas minął
Sny się poprzestawiały
To wszystko to teatr
W którym swe role odgrywamy
Czasu nie ma
Są zegarki
zapanbrat
Wszystko
zależy od punktu widzenia
“Zniszczyły nas kolory”
Szpaku
The darkest place is here
Dusi mnie, dławi
Teczka sformułowań
Zatrzymanych w gardle
Czyli niedokonań
Słowa rebusy dobrane starannie
By niezbyt dużo, ale jednak jak zadanie
Szlaki niepewne, przypominają spadanie
Popatrz: na piąty rzut oka logice poddane
Moje reakcje niezgodne z planem
I co wypowiedziane, ja za to zapłacę
Od teraz działać muszę kontrplanem
Zwodzić będę, te błędy nadpłacę
zapanbrat