Była jesień,godzina około 18:00,słońce już schodziło.
Niedaleko mojego domku był las,nie duży ale taki że można się w nim zgubić,ja znałem go jak własną kieszeń,w zasadzie wychowałem się między tymi drzwiami.
Wyszedłem na spacer aby oczyścić głowę,nie wziąłem nic-ani telefonu,ani nic do obrony.
Złudnie myślałem że za dobrze znam ten las.
W kieszeni miałem tylko paczkę papierosów i zapalniczkę.
Szedłem wgłąb lasu,byłem około pół godziny od domu.
Las był cichy, zbyt cichy.
Nawet moje kroki brzmiały obco, jakby ktoś je powtarzał sekundę po mnie.
Gałęzie trzaskały pod moimi stopami.
I wtedy usłyszałem śmiech.
Spojrzałem w górę, ale nic nie widziałem. Tylko ciemne koronki drzew.
a serce zaczęło walić mi jak młot.
cień przeskoczył z jednego pnia na drugi, tak lekko, jakby grawitacja była tylko sugestią.
Zamarłem na chwilę-i to wystarczyło.
Kroki przyspieszyły, oddech stał się głośniejszy. Jego serce zapewne biło w rytmie mojego strachu.
I kiedy myślałem, że może uda mi się uciec…
Poczułem, jak w powietrzu przelatuje coś lekkiego i ostrego.
Przeleciała dosłownie centymetry obok mojej głowy.
Gwałtownie odwróciłem się w stronę miejsca skąd przyleciała siekiera i wtedy ujrzałem go.
Ja się zatrzymałem i on też.
Ciemne brązowe rozczochrane włosy,ciemno beżowa bluza z ciemniejszymi rękawami,wyglądała jak sweter lecz miała kaptur, czarne szerokie dresowe spodnie i sportowe buty do biegania.
Oraz czarna kominiarka? Maseczka?bandana? ciężko stwierdzić ale po prostu jakiś materiał zasłaniający usta i nos.
Wyglądał na dzieciaka, maksymalnie 17 lat
Oczy ze spokojem wpatrzone we mnie.
Po kilku sekundach, wciąż ze stoickim spokojem zeskoczył z wysokiego drzewa
Cofałem się kilka kroków gdy nagle wyjął nóż z kabury która była pod nogawką spodni
Nie minęły nawet 2 sekundy gdy on zaczął mnie gonić.
Kilka razy był kilka milimetrów odemnie i prawie mnie złapał lecz mi cudem udało się uciec.
Oczywiście nie do domu ale do grupki jakichś mężczyzn,gdy on zauważył że jestem z kimś, natychmiast zniknął z mojego pola widzenia.
-Ej widzieliście tamtego dzieciaka?-spytałem jednego z mężczyzn ledwo łapiąc oddech
-ale tam nikogo nie ma -odpowiedział patrząc w pusty las
-A-ale..on..przed chwilą tam był..p-próbował mnie zabić..uciekł..
-ty podbiegłeś sam,było słychać tylko ciebie,gdyby ktoś tam był słyszelibyśmy.-powiedział drugi z nich.
Nie uwierzyli mi.. mają mnie za wariata..
W sumie na ich miejscu też bym kogoś tak osądził.
-ja.. szedłem sobie spokojnie gdy nagle usłyszałem śmiech dziecka z koron drzew,skakał z jednego drzewa na drugie,nie widziałem go..ale nagle rzucił w moją stronę siekierą,na szczęście nie trafił ale..-nagle wyższy mężczyzna mi przerwał
-Stary..gdyby coś się stało, słyszelibyśmy..
Z resztą to niemożliwe żeby dziecko a nawet dorosly z taką szybkością skakało po tak wysokich drzewach...
-może napijesz się wody czy coś?-zapytał czwarty mężczyzna
-Wy..wy nie rozumiecie! On naprawdę tam był! Trzeba zadzwonić na policję!-krzyknąłem
-Może pójdziemy go poszukać?-zaproponował
-T-to nie bezpieczne..z resztą on był taki szybki że już na pewno uciekł..
Ja niechętnie ale zgodziłem się,szukaliśmy tego dzieciaka chyba godzinę
-już jest ciemno,może odprowadzimy cię do domu a ty odpoczniesz co? Daleko stąd mieszkasz?-spytał ten najwyższy mężczyzna w okularach
-Ale..no dobrze..mieszkam nie daleko,znam ten las bardzo dobrze,wychowałem się tu-powiedziałem okazując na obszar lasu
-Więc cię odprowadzimy,lepiej iść z kimś niż samemu gdy jest ciemno
-lub gdy jest się tak walniętym.-szepnął któryś z nich
-Może chociaż się przedstawicie? Skoro już rozmawiamy..ja jestem Dariusz.-przedstawiłem się
-ja jestem Wiktor-powiedział mężczyzna w okularach-to jest Filip w czarnych włosach,ten to Tomek,w zielonej bluzie a to-wskazał na najniższego z nich-to jest Michał.
Gdy poszliśmy pod mój dom,chłopcy pożegnali się i poszli w stronę wyjścia z lasu,które było niedaleko.
Ja postanowiłem że zapalę,wyjąłem papierosa z paczki,odpaliłem,po czym zaciągnąłem się.
Patrzyłem przed siebie myśląc o tym wszystkim.
"Może naprawdę mi się przewidziało.."
Gdy nagle pomiędzy drzewami dostrzegłem go.. wpatrywał się we mnie jakby chciał zjeść mi duszę..jego zielone świecące się niczym kotu oczy były bardzo dobrze widoczne.
Gdy zaczął iść w moją stronę nie było słychać nic, absolutnie nic oprócz radosnego gwizdania.
Ja natychmiast wbiegłem do domu,zakluczyłem drzwi,wziąłem telefon ze stołu i zadzwoniłem na policję.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi,nie zwykłe,to brzmiało jakby on wystukiwał jakąś melodie.
Nagle ucichło..po piętnastu minutach przyjechała policja a go już nie było lecz zostawił ślad. Chamsko podpisał się krwią na moich drzwiach. "Skipper"
Przez kilka tygodni nie mogłem spać,policja wciąż go szuka a ja..nie sypiam w nocy i boję się wychodzić z domu.kto wie ile osób zabił lub zabiję.