Przedwczesny finał w półfinale
Nie da się ukryć, że odpadnięcie SIDEnu Toruń było bezsprzecznie największą niespodzianką pierwszej rundy. Bo czy sensacją? Niekoniecznie. Trener Startu Lublin wielokrotnie w trakcie sezonu zasadniczego ubolewał nad tym, że jego zespół minimalnie przegrywa z czołówką ligi i nie potrafi z zimną głową rozgrywać końcówek spotkań. To zmieniło się w najważniejszym momencie. Wygrana Startu w serii dla mnie niespodzianką nie jest, bo lublinianie posiadają niezwykle silną piątkę ze znanymi nazwiskami. To z kolei wielokrotnie podkreślał trener SIDEnu, Grzegorz Sowiński. Mała różnica jest jedynie taka, że on używał tego dla usprawiedliwienia żenującej postawy swojego zespołu...
Startowy skład Lublina wygląda naprawdę bardzo dobrze, ale po drugiej stronie barykady było przecież to samo plus równie wartościowi zmiennicy, czego w Starcie nie było. Dominik Derwisz w serii korzystał w zasadzie jedynie z Pawła Kowalskiego, Michała Sikory i Kamila Michalskiego. To oczywiście bardzo dobrzy i doświadczeni zawodnicy, ale ławka SIDEnu była o wiele dłuższa i pod tym względem torunian w żaden sposób nie można usprawiedliwić! Czy jednak Start faktycznie jest na tyle silny, że zdoła się uporać z niewygodnym i nieprzewidywalnym WKK Wrocław? O tym nieco dalej.
Niewątpliwie dużo większą uwagę kibiców przykuwa bowiem drugi z półfinałów, w którym naprzeciw siebie staną koszykarze MOSiR-u Krosno i Polfarmexu Kutno. Faworytem wydają się podopieczni Dusana Radovicia, którzy będą mieli przewagę parkietu. Wielu kibiców nazywa to starcie przedwczesnym finałem i tak właśnie jest, bowiem po odpadnięciu Torunia to właśnie te zespoły są zdecydowanie najmocniejsze.
Jak prorokuje za pośrednictwem twittera Filip Wróblewski (basketstats.pl), a przeważnie prorokuje poprawnie, zwycięzca tego półfinału zgarnie pulę. Nawet jeśli w drugiej parze znów uda się sprawić Startowi niespodziankę, to jednak podopieczni Dominika Derwisza, grając krótką ławką, będą już bardzo wycieńczeni. Ogólnie, ktokolwiek zwycięży w drugiej parze, najlepiej dla niego wygrać półfinał 3-0 i liczyć, że w parze Krosno-Kutno do wyłonienia zwycięzcy potrzebnych będzie pięć spotkań - to jedyny cień szansy na wygranie finału czy to przez WKK, czy Start.
Krosno i Kutno to zespoły kompletne jak na warunki pierwszej ligi. Poukładane w większości aspektów i grające bardzo mądrą, ale i widowiskową koszykówkę. Oba dysponują długim i wyrównanym składem, w których nie jeden i nie dwóch zawodników potrafi przesądzić o wyniku. Jest ich zdecydowanie więcej. Zarówno trener Krysiewicz, jak i Radović posiadają ok. 5 takich graczy. W I rundzie MOSiR pokonał 3-1 Wilki Morskie Szczecin, a Polfarmex, w takim samym stosunku, rozprawił się z Sokołem Łańcut. Ciekawiej, przynajmniej na samym początku, było w tej drugiej parze, gdyż Sokół wygrał pierwszy mecz w Kutnie, a jedynym graczem Polfarmexu, który zasłużył na pochwałę był Krzysztof Jakóbczyk. Cała reszta wypadła poniżej krytyki, ale... kolejne trzy mecze nie pozostawiły już złudzeń, kto jest lepszy i to kutnianie zameldowali się w półfinale.
MOSiR w 1/4 przegrał raz, ale zaprezentował się lepiej. Wilki Morskie do Krosna pojechały sobie jedynie na wycieczkę, bo gospodarze wybili im koszykówkę z głowy. Wyniki 84:76 i 89:65 mówią same za siebie. Ktoś mógłby się przyczepić do wyniku pierwszego meczu, ale wtedy po trzech kwartach było już 70:47 (a to już mówi samo za siebie), wobec czego czwartą kwartę najzwyczajniej można było odpuścić, co MOSiR zrobił. Mecz nr 3 był dziwny - śledziłem go uważnie i przecierałem oczy ze zdumienia. Krosno, najlepsza obrona w lidze, nie miało żadnej odpowiedzi na rzuty Wilków, które wpadały z niezwykłą łatwością, ale - co było w tym najciekawsze - MOSiR wcale nie zostawiał Wilkom łatwych pozycji. Po prostu Wilki wyszły niesamowicie zmotywowane i niesamowicie dysponowane rzutowo - inaczej tego nazwać nie można. Wspomina o tym zresztą także Grzegorz Grochowski:
Kolejny, niedzielny mecz, to już całkowita dominacja MOSiR-u i pewny awans do półfinału. Starcie z Polfarmexem zapewne będzie należało do niezwykle zaciętych, a forma właśnie Grochowskiego może mieć szczególne znaczenie. Z powodu urazu opuścił on dwa z czterech spotkań z Wilkami. Zagrał w meczu nr 3 ale nie zachwycił, a Krosno przegrało. Dzień później zdobył już 12 punktów, dołożył do tego 4 asysty, a Krosno wygrało i zakończyło całą serię. Jego forma będzie o tyle ważna, że Kutno ma aż trzech rozgrywających, a ten który miał być trzecim (Sławomir Sikora) rozgrywa zadziwiająco dobry sezon i to właśnie dlatego tak ważne, aby Grochowski wrócił do tego, co prezentował przed urazem, który wykluczył go z gry w ostatnim meczu sezonu z SIDEnem i dwóch pierwszych w fazie play-off.
Obie ekipy na każdej pozycji posiadają co najmniej dwóch wartościowych graczy, co w pięciomeczowej batalii będzie niezwykle ważne. Tak, przewiduje, że skończy się tutaj na piątym meczu w Krośnie. Rok temu MOSiR wygrał 3-1, ale wtedy te mecze, choć bardzo ciekawe i zacięte, były dziwne. Zawodnicy obu ekip co rusz łapali urazy, przez co nie było odpowiedniej rotacji, a lepiej z tym poradził sobie trener Radović, który na polu rotowania wąskim składem miał nieco większe doświadczenie. Teraz zespoły grają w pełnych składach i będzie to dla nich wyniszczająca seria, ale nie ma się czemu dziwić - każdy chce być w finale, bo tam czekać będzie - mimo wszystko - łatwiejszy rywal.
Druga para jest cięższa do przewidzenia. Toruń zlekceważył Start Lublin i zapłacił za to największą możliwą karę. Z WKK sytuacja wygląda nieco inaczej. Oni po pierwsze już osiągnęli to, co chcieli. Celem był awans do fazy play-off, a udało im się zameldować w czwórce po sezonie zasadniczym. Więcej, udało im się to czwarte miejsce utrzymać i jak widać ich obecność w półfinale nie może być zaskoczeniem. Oni się Startu nie przestraszą. Dlaczego? Bo sami w sezonie zasadniczym dwukrotnie pokonali SIDEn! Będzie to więc pojedynek ekip, którym faworyt w żadnym wypadku nie był straszny. Za WKK przemawia przewaga parkietu, ale to nie gwarantuje sukcesu. WKK po grach u siebie prowadziło co prawda 2-0 z MKS-em Dąbrowa Górnicza, ale równie dobrze mogło przegrywać 0-2, gdyż pierwsze zwycięstwo u siebie było minimalne (79:77), a drugie już wyraźniejsze (93:84), ale po dogrywce, w której MKS grał bez rotacji.
Oba zespoły zatem miały ciężkie ćwierćfinały, bo choć Start rozegrał jedynie 3 mecze, to jednak grał z Toruniem, który choć zawiódł na całej linii, to jednak jakiegoś tam zaangażowania i walki odmówić mu nie można. WKK za to rozegrał dwa mordercze pojedynki u siebie i wcale nie łatwiejsze na wyjeździe - porażka 81:84 i wygrana 75:72 i - choć dalej przeszli podopieczni Pawła Turkiewicza - z tego miejsca wielkie brawa dla Dąbrowy Górniczej, która niesamowicie przetrzebiona kontuzjami, do końca walczyła o awans do półfinału! W tej parze jednak wyżej stawiam szanse WKK, ale minimalnie. Procentowo byłoby to 55-45. Natomiast co do drugiej pary - tej, która będzie bardziej mordercza, bardziej zdecydowanie obstawiam wygraną MOSiR-u, bo u siebie jest to drużyna kompletna - zwłaszcza u siebie. Oczywistym jest, że Kutno chcąc wejść do finału, musi tam wygrać, a będzie o to niezwykle trudno, ale nie jest to niemożliwe. Dużo większe szanse daje jednak MOSiRowi, tak powiedzmy procentowo 60-40.
_ _ _











