Today's Document

roma★

pixel skylines

oozey mess
hello vonnie

❣ Chile in a Photography ❣
One Nice Bug Per Day

if i look back, i am lost

Discoholic 🪩

gracie abrams

@theartofmadeline

shark vs the universe

PR's Tumblrdome
Sade Olutola

Origami Around
Noah Kahan
No title available

Jar Jar Binks Fan Club
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
cherry valley forever
seen from Colombia

seen from South Korea
seen from Bangladesh
seen from Australia

seen from United Kingdom
seen from Indonesia
seen from Chile

seen from Finland

seen from United States
seen from India

seen from Hungary
seen from United States
seen from Bangladesh

seen from Malaysia

seen from Germany

seen from Türkiye
seen from Colombia
seen from Argentina
seen from United States
seen from United States
@dzikizachodpolski
Wydało się Lutkowi, że za daleko zapuścił się w knieję. Było tutaj ciemno i strasznie. Czy uda się odnaleźć drogę do domu? Dlaczego konie tak nerwowo parskają? Napotykał przed sobą coraz większy gąszcz leśny, przedzieranie się sprawiało mu coraz więcej trudności. Postanowił zatrzymać się w miejscu, gdzie stał duży kamień. Rozpalił ognisko i zamierzał odpocząć. Ogrzewał zziębnięte dłonie i spożywał resztki jedzenia, które zabrał ze sobą na polowanie. Ogień migotał wesoło u stóp głazu, a młodzieńca powoli ogarniała senność. Zdawał on sobie jednak sprawę, że będzie musiał ruszać w dalszą drogę. Uwagę Lutka znowu zwróciło parskanie konia. Po chwili z ciemnego gąszczu wyłonił się mężczyzna wysokiego wzrostu. Jego długie zmierzwione włosy wystawały spod hełmu. Ubranie stanowiła skóra spięta srebrnymi rzemieniami. Pomimo zimna nogi miał gołe, a na nich sandały sznurowane wysoko. Do nóg przybysza łasiły się liczne zwierzęta, między innymi łanie, borsuki i lisy. Lutek zamarł ze strachu. Nie potrafił wydusić z siebie jednego choćby słowa. Nawet koń przestał parskać. Tymczasem nieznajomy, gdy znalazł się blisko ogniska, przemówił: – Nie obawiaj się. Chociaż jesteś daleko od swoich, nie spotka tutaj ciebie żadna krzywda. Zawędrowałeś do mojego państwa, które jest tak duże, że wzrokiem trudno ogarnąć. Jestem Choszcz, a mój gród znajduje się niedaleko. – A ja Panie jestem Lutko, syn Dobiegniewa. Wybrałem się na polowanie, ale nie dość, że nie upolowałem żadnego zwierza, to w dodatku zgubiłem drogę. Po tych słowach Choszcz podszedł bliżej do młodzieńca, uścisnął jego dłoń i usiadł przy ognisku. Z torby, którą dźwigał na plecach wyjął chleb i podzielił się z Lutkiem, a następnie zaprosił go swojego grodu, gdzie będzie mógł spocząć zanim wyruszy w drogę powrotną. Podczas drogi do grodu zastanawiał się Lutek, dlaczego spotkało go tak życzliwe przyjęcie ze strony nieznajomego, skoro naruszył granice posiadłości jego ludu. Wyjechali na wzgórze, z którego widać było całą okolicę. Pomiędzy jeziorami i mokradłami wznosiły się wysoko mury drewnianego grodu. Wokół murów usypane były podwójne wały ziemne, miedzy którymi biegła fosa. Słońce już zachodziło i podróżni musieli się pospieszyć. Po drewnianym moście przerzuconym przez rzekę dostali się do wnętrza grodu. Na dziedzińcu zsiedli z koni, a służebni przywołani przez nieznajomego podbiegli, aby odprowadzić zwierzęta do stajni.
*
W ciemnej izbie płonął ogień. Przy stole siedział na dużym stołku Choszcz, obok jego żona i córki. W kącie izby dziewczęta tkały materiał, chłopcy w tym czasie podkładali drwa do ognia. Gdy podano jedzenie i wino, książę zwrócił się do Lutka, aby wysłuchał jego opowieści, z której dowie się rzeczy mu dotąd nieznanych.
– Jesteś młodzieńcze w grodzie, który od mojego imienia poddani moi Choszcznem nazywają, ale dawniejsi przodkowie posiadali więcej osad. Wieleci, czy jak nazywają nas – Pomorzanie – przybyli w te okolice znad wielkiego oceanu. Na czele wędrujących z północy na południe kroczył wiekowy starzec i mędrzec Wszemir. Za nim jego synowie i inne rody. Na przodzie każdego z rodów niesiono znaki rodowe: węże, ptaki oraz broń. W czasie wędrówki Wszesimir wskazywał swoim synom miejsca, w których mieli osiąść ze swoimi rodzinami. Wszędzie, gdzie ich wysyłał powstawały osady. Okolica była urodzajna. Liczne lasy, rzeki i jeziora mogły zapewnić pożywienie na długi czas. Zimy były ostre, śniegi zasypywały okolice grubą warstwą i wtedy żaden wróg nie mógł im zagrozić. Przez długi czas walczyli z naturą. Karczowali puszczę, wypalali chaszcze, osuszali podmokłe tereny i zakładali pola. Na polach budowali wioski, a w trudnodostępnych miejscach – grody. W kierunku zachodzącego słońca Wszesimir wysłał dwóch najstarszych: Myślibora i Lipiana. Na północ powędrowali: Świętopełek i Reczko. Kolejni trzej bracia przybyli z Wszemirem nad jeziora Klukom i Sowno. Wszyscy oni: Świętobór, Radomir i Dobiegniew założyli swoje grody. Najdłużej mędrzec trzymał u swojego boku Dobiegniewa, ojca twego, ale w końcu i jemu pozwolił, żeby założył własne gniazdo.
Teraz Lutko przypomniał sobie, że matka opowiadała mu o rodzie ojca, który zginął w młodym wieku. Wspomniała jednak o tym, że Dobiegniew poległ w bitwie ze swoimi braćmi. W młodzieńcu odezwały się więzy krwi i zawrzała ciekawość. Tymczasem Choszcz kontynuował opowieść:
– Wszesimir zamieszkał w chacie na wysokiej górze, nad jeziorem Klukom. Zanim zezwolił swoim synom założyć własne osiedla, zebrał ich niedaleko wzgórza, w pobliżu wioski i kazał, aby każdy z nich posadził w jednym miejscu świętą lipę. Drzewo miało symbolizować, że pochodzą z jednego rodu. Z biegiem czasu drzewa urosły, a rosnąc obok siebie wyglądały jakby wyrastały z jednego pnia. Odtąd też drzewa i miejsce nazwano Lipą siedmiu braci albo Siedmioma bratnimi lipami. Każdy z braci wzniósł wielki gród obronny, który otrzymał nazwę od imienia swojego założyciela. Dopóki żył Wszemir – pomiędzy braćmi panowała zgoda. Obchodzono wspólnie uroczystości plemienne i wszyscy tworzyli jedno państwo rządzone przez mądrego starca. W czasie takich uroczystości zasiadano pod lipami mi bawiono się przez kilka dni. Wtedy też mędrzec wskazywał na drzewa i upominał synów, że gdy jego zabraknie będą musieli być jako te lipy – zawsze razem. Wtedy będą silni. Jeżeli każdy stawał będzie osobno – zginą. Wróżba mówiła, że oni i ich potomkowie będą bezpieczni tak długo, jak długo będą rosły te lipy. Bracia wysłuchali rad ojca, ale po jego śmierci doszło między nimi do swarów i podzielili się krajem. Myślibor pokonał Dobiegniewa, twego ojca. Dobiegniew zebrał wojów i ruszył na Myślibórz. Zginął w tej wyprawie a przyczyną jego zguby była kobieta, którą pokochali obaj bracia. Wzajemne waśnie wykorzystali też sąsiedzi i zaczęli podbijać ziemie Pomorzan. Wojownicze plemię Dragowita, mające swoje siedziby za Drawą, w kilku najazdach zniszczyło grody w Reczu, Raduniu i Zamęcinie. Na południu zagrażali polanie. Wpierw pokonali Świetopełka, a potem Świętobora, mego ojca. Zniszczono wówczas nasz gród oraz chram boga Sława. Wówczas to przyszło dopiero opamiętanie. Przypomnieliśmy sobie o lipach. Gdy powrócił nasz ojciec z wojami przenieśliśmy swoje siedziby nad jeziora Klukom i Sowno, gdzie postanowiliśmy zbudować nowy gród, niedaleko drzewa. Razem z ojcem wybraliśmy miejsce na stoku wzgórza, pomiędzy jeziorami i mokradłami. Miejsce osłonięte, bezpieczne, lecz wymagające długich prac, aby można było się osiedlić. Świętobór zdążył przed śmiercią umocnić drogę drewnianymi balami. Potem ja musiałem dokończyć dzieła. Przez kilka lat trwały prace przy wznoszeniu grodziska. Usypywano wał z ziemi i kamieni. Kopano fosę, budowano palisady, bramę i chaty. Wzniosłem gród i chronię drzewo. Chciałbym aby zapanowała zgoda wśród wszystkich potomków Wszemira. Dlatego też Ciebie tutaj zaprosiłem. Chcę żyć z krewnymi i sąsiadami w przyjaźni. Cieszę się, że las sprowadził w moje okolice potomka Dobiegniewa. Mam nadzieję, że razem będziemy chronić lipę.
Za: B. Brzustowicz i G. Brzustowicz: W krainie Choszcza: legendy i podania do dziejów Choszczna i okolic; Choszczno 1999
Zdjęcie rzeźby Choszcza wykonanej w 1984 przez Zbigniewa Tracza.
Dziennik i ślady.
Kwestie metodologiczne.
Zanim zacznę się rozpisywać na temat swoich doświadczeń na zachodzie Polski, oraz opublikuję wyniki moich badań terenowych, prób interpretacyjnych, hipotez itp. Należałoby zarysować założenia metodologiczne, na których budowany będzie ten blog. Domyślam się, że wszyscy wiedzą o kontrowersyjnych okolicznościach mojego wyjazdu z Krakowa oraz konfliktu z promotorką. Niestety sprawa została szeroko (i bardzo stronniczo, pozwolę sobie dodać) opisana przez media lokalne oraz podchwycona przez niektóre, antyintelektualne, gazety i magazyny ogólnopolskie[1]. W każdym razie odcięcie się od mojej promotorki pozwoli mi w końcu na porzucenie jej sposobu prowadzenia badań. Po raz pierwszy w życiu mogę zrezygnować z koncentrowania się na aspektach dyskursywnych, na cytowaniu Foucault oraz Giddensa i zajmowaniu się aspektami tekstowymi praktyk kulturowych[2]. Od początków swojej kariery naukowej (chociaż może to nie być widoczne na podstawie opublikowanych przeze mnie do tej pory tekstów) byłem zwolennikiem podejścia zbliżonego do stanowiska Clifforda Geertza, szczególnie tzw. "opisu gęstego"[3] oraz "interpretacji kotwiczącej"[4]. Dziki Zachód Polski będzie próbą stosowanie tych metod.
Wpisy na tym blogu będą miały następującą formułę:
1. Niezbyt licznych wstawek autobiograficznych, w których będę informował o moim aktualnym miejscu przebywania i ważnych wydarzeniach lub spotkaniach.
2. Najliczniejszych - interpretacji śladów kultów pogańskich w przestrzeni publicznej, po poznaniu odpowiednich ludzi - opisu ich rytuałów i zwyczajów.
3. Wywiady z poznanymi osobami. Profile historyków badających "Ziemie Odzyskane" w przeszłości.
4. Dokumentacja zdjęciowa, cytaty i notatki z lektur, reblogowanie ciekawych materiałów z innych blogów.
Dziennik
Pierwsze dni po przyjeździe upłynęły mi na aklimatyzacji oraz poznawaniu swojej najbliższej przestrzeni. Strzelce to rzeczywiście mieścina gdzie wszyscy się znają i kontrolują. Jest tu wszystko, od jeziora po wielce przestrzenne pola, wzgórza i klaustrofobiczne lasy (te ostatnie, nie wiem dlaczego wzbudzają we mnie lekki niepokój). Stara część miasteczka otoczona jest ładnym, średniowiecznym murem (podobno najlepiej zachowanym tego typu obiektem w Europie[5]), co naturalnie dzieli je na trzy części - centrum, część północną i południowo-zachodnią.
mury. via
Mury są też ważnym elementem symbolicznym miasta[6] - jedna z bram pojawia się w herbie (notatka: zastanowić się nad znaczeniem znajdujących się w bramie kwiatów. Czy ma to jakieś słowiańskie korzenie?)
herb
Osobie, która nie przeszła szkolenia etnologicznego i nie wytrenowała patrzenia w sposób naukowy może się wydawać, że Strzelce są typowym małym miasteczkiem, który nie różni się niczym od swoich odpowiedników z centralnej Polski. Nie jest tak. Trzeba tylko nauczyć się szukać śladów.
Ślady
Niestety muszę zweryfikować moje teorie dotyczące obecności kultu Marzanny w miejscowości. Nie dlatego, że jest to błędna hipoteza, ale dlatego, że rytuały poświęcone tej bogini są mocno związane z porami roku i nasilają się w okresie wiosennym. Akurat teraz, na przełomie lipca i sierpnia jest ich coraz mniej. Niemniej jednak bardzo interesujące wydało mi się to, że przy kościele katedralnym (pod wezwaniem Matki Boskiej Różańcowej z 1300 roku [7]) znajduje się nieczynna fontanna o fascynującej konstrukcji i nieokreślonej formie. Otoczona jest murkiem w kształcie ośmiokąta (czyżby to był odpowiednik bagua ?[8])
Może to być monument poświęcony Marzannie, który postawiono (w latach 50tych, podczas remontu kościoła[9]) dla przeciwwagi wobec religii chrześcijańskiej. Zwróćmy uwagę na wykorzystanie w konstrukcji kamieni narzutowych oraz jej prosty kształt przypominający symbol tzw. "kurzej łapki"[10].
Inne napotkane ślady zauważyłem na skwerku koło strzeleckiego cmentarza komunalnego.
Umieszczone na nim znaki to idealne odzwierciedlenie symboli bogów Siemy i Simy[11].
Wreszcie ostatnim elementem śladów działających na tych ziemiach kultów pogańskich jest znaleziony przeze mnie niedaleko murów miejskich tag:
W swojej rozprawie na temat symbolicznego znaczenia graffiti w oswajaniu przestrzeni pisał Labonte, że pierwszą rzeczą jaką powinien zrobić etnograf po przyjeździe do badanego miejsca, powinno być przyjrzenie się malunkom na ścianach. Jeszcze nie wiem co oznacza ten znak. Możliwe, że to jakaś naleciałość wiccańska świadcząca o globalnym zasięgu tego typu kultów. A może jest to wpływ gorzowskiego okultyzmu nazistowskiego. Jest to jedna z wielu zagadek do rozwiązania w najbliższym czasie.
[1] Oczywiście nie będę na tych łamach komentował tego, co jest tylko splotem niezbyt szczęśliwych nieporozumień oraz napędzanym przez media karnawałem oszczerstw. Mogę tylko wyrazić ubolewanie, że ta sytuacja stała się przyczynkiem do dyskusji o stanie współczesnych uniwersytetów. Tym gorzej, że w takiej - typowo lokalnej i wewnętrznej - sprawie postanowił zabrać głos minister.
[2] Por. teksty mojej promotorki: E. Prospekt-Niejac; Etniczno-logiczność, [w:]Kulturowa teoria literatury; Kraków 2006. i Imagologia i etnologia literatury; Kazimierz 1993
[3] C. Geertz; Interpretacja kultur. Wybrane eseje; Kraków 2005
[4] Tenże; Zasłane światło. Badania antropologiczne po fakcie; Kraków 2011
[5] Rejestr zabytków nieruchomych woj. lubuskiego; Narodowy Instytut Dziedzictwa.
[6] Por. E. Rewers; Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta; Kraków 2005; s. 10-12
[7] Zabytek ten, tak jak większość centrum mocno ucierpiał podczas drugiej wojny światowej i w latach 1957 do 1973 był stopniowo remontowany. Oczywiście robotnikami była ludność napływowa, co może oznaczać wstawienie symboliki pogańskiej w obręb Świętego Miejsca. por. M. Zaradziński; Historia Kościoła w MB Różańcowej z komunistyczną Polską w tle; Wydawnictwo IPN, Warszawa 2007
[8] A. Rosentikum; Migration of symbols from The East; Princeton 1998
[9] M. Zaradziński; op. cit.
[10] Por. Symbole słowiańskie - symbole narodowe; pod red. M. Maj i Cz. Robotyckiego; Kraków 1999
[11] Istnienie tych bóstw jest kwestią sporną. Różne stanowiska można znaleźć w dyskusji opublikowanej w numerze "The Polish Journal of Hayden White Studies" sprzed pół roku. "The Polish Journal of Hayden White Studies"; nr. 3 vol. 4/2013
[12] P. Labonte; All City: The book about taking space; Toronto 2003 patrz też największy polski autorytet w dziedzinie street artu: A. Przynęta; "Ściany a naszość" [w:] 40 lat graffiti w Polsce; pod. red. A. Muralowiec; Warszawa 2012
Autumn sadness #oldgram #latergram #skansen #dziekanowice #wielkopolskiparketnograficzny #photo #polska #poland #instapoland #instautumn #jesień #instamood #instagood (w: Wielkopolski park Etnograficzny)
Night is dark and full of terrors. #night #polska #poland #dark #light
Emerald lake (Jezioro Szmaragdowe) looking stunning in autumn in Szczecin, Poland.
England has urban foxes, we have urban boar.
Budzi do życia młodość. Duchy chrobre, orlęce łońce niezwyciężone, złote słońce wiosenne Posyła w dal odległą ogniste swe promienie Słońce niezwyciężone złote słońce wiosenne Oblewa blaskiem światła te pola przenajświętsze Słońce niezwyciężone złote słońce wiosenne Szkarłatne krwią zwycięzców ich sławą promienieje Słonce niezwyciężone złote słońce wiosenne Natchnieni mitem, wspólnoty tworzącej W szyku żelaznej, podobni kolumnie Jak fala bijąc o próg starych dziejów, wznosi się wspina, uderza ponownie Tak wielkich czasów błysnęło nam światło ku nim idziemy unosząc pochodnie, Co było podłe już w duchu umarło, a teraz rodzi się mężne i zdrowe Los przyszłej Polski, dziś od nas Zależy Zasiejmy ziarno twórczego rozkwitu Dbajmy by płomień wolności nie wygasł, szlifujmy w walce narzędzia umysłu Natchną miliony, sięgając do szczytu żywej historii Sławskiego imperium
"Pieśń dla wnuków. Jare gody" przedruk z: Antologia współczesnej poezji ludowej, wstęp i oprac. J. Szczawiej, Warszawa 1967
Za mej też jeszcze pamięci był ten obyczaj u nas po wsiach, iż na białą niedzielę (w) poście topili bałwan jeden, ubrawszy snop konopi albo słomy w odzienie człowiecze, który wszystka wieś prowadziła, gdzie najbliżej było jakie jeziorko albo kałuża, tamże zebrawszy z niego odzienie wrzucili do wody, śpiewając żałobliwie: 'Śmierć się wije po płotu, szukając kłopotu etc." Potem co najprędzej do domu od tego miejsca bieżeli, który albo która się wtenczas powaliła albo powalił, wróżkę tę mieli, iż tego roku umrze. Zwali tego bałwana Marzana, tak bym rzekł, że to był bóg Mars, jako Ziewana Diana.
Joachim Bielski, Kronika polska Marcina Bielskiego nowo przez Joachima Bielskiego, syna jego, wydana; 1597 r.
Ruins of the amphitheater
Druidzi powiadają, że prawdziwa moc pochodzi z trzech źródeł. A pierwszym źródłem są prastare gaje, w których skupia się energia, mająca swe korzenie w ziemi i we wszelkich roślinach z niej wychodzących i we wszelkiej zwierzynie, skrywającej się wśród nich. A drugim źródłem są Kurhany, w których drzemie potężna siła przodków. A trzecim źródłem jest piwo Celtyckie Lubuskie, w którym zamknięta została moc pierwszego i drugiego źródła.
Z ulotki producenta