Zmagania z nowym.

⁂
Sade Olutola
dirt enthusiast

No title available
styofa doing anything
tumblr dot com

shark vs the universe
Show & Tell

Origami Around
sheepfilms

titsay
Cosimo Galluzzi
DEAR READER

@theartofmadeline
noise dept.
cherry valley forever
NASA

tannertan36
occasionally subtle
taylor price

seen from United Kingdom

seen from Italy
seen from Indonesia
seen from Germany

seen from Romania

seen from Netherlands

seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States
seen from France
seen from Finland

seen from United Kingdom

seen from Singapore
seen from Türkiye
seen from Türkiye

seen from United States
seen from Germany
seen from Italy

seen from Malaysia
@hanyl
Zmagania z nowym.
“Ten, kto w cierpliwości trwa przed milczącym Bogiem - a może trzeba będzie trwać bardzo długo - modli się prawdziwie.”
Benedykt XVI
“My najbardziej lubimy to, co zmienne i kapryśne, nieoczekiwane i dziwne: brzeg morza, który jest trochę lądem i trochę wodą, zachód słońca, który jest trochę ciemnością i trochę światłem, i wiosnę, która jest trochę chłodem i trochę ciepłem.”
Tove Jansson – Pamiętniki Tatusia Muminka
“Oczywiście nie wierzono w wojnę. W 1939 roku ludzie bardzo dobrze się bawili, jakoś wyjątkowo. [...] W 1939 roku byłam małą dziewczynką. Moi rodzice byli młodzi, tatuś był pierwszy rok adwokatem, zaczęli właśnie życie. Pewnie dlatego patrzyli optymistycznie, nie mieściło im się w głowie, że może coś pójść nie tak. Byli bardzo zajęci wszystkim. Pracą, fajfami i tym, że jadą do Jastrzębiej Góry, która była bardzo modna wtedy. Pensjonaty, życie towarzyskie, brydże, winda na plażę. Moja mama lubiła się ładnie ubrać, szpanowała na tej plaży. Ja sterczałam pod kioskiem i wszystko chciałam z tego kiosku mieć - stateczki, miśki. Mniej więcej takie miałam problemy. Czy będą lody na obiad, bo one też były wielką atrakcją.
Potem tatuś wrócił do Katowic, a mamusia ze mną i psem pojechała do cioci w Myślenicach, gdzie był, równie mały jak ja, kuzyn Wiesio. Z nikim się w życiu nie bawiłam jak z nim. Na jednej fali mieliśmy poczucie humoru, wymyślaliśmy różne rzeczy. Nawieźli piasku, chyba do gaszenia pożarów, więc budowaliśmy z niego cudowne rzeczy - zamki, mosty, wszystko. Grzebaliśmy w zbombardowanych domach, poszukując skarbów. Zabawa była wyśmienita. Pilnowała nas tylko służąca Antosia, której nie do końca słuchaliśmy, a nasze matki poszły na rynek w Myślenicach opatrywać rannych. Bo właśnie wybuchła wojna.
Mama dzwoni do taty: "Przyjeżdżaj, jest wojna, są ranni". Tatuś: "Gdzie?! Nie będzie żadnej wojny, skąd. W Katowicach cisza spokój, nic się nie dzieje".”
Barbara Hoff
“Życie nasze składa się z niezliczonych ilości śmierci. Wystarczy wsłuchać się w szept wypowiedzianego przed chwilą słowa, spojrzeć za odchodzącym człowiekiem, przypomnieć żar minionej miłości, by wyczuć nieustanne narastanie śmierci. Czyż zatem każdy uścisk dłoni, każde umiłowane spojrzenie, każda radość i westchnienie są tylko szczeblami nieustannego umierania i znakami heraklitowych przeobrażeń? Czyż naprawdę nie ma w nas nic poza ciągłym oczekiwaniem na to, co nie przyjdzie?”
Roman Brandstaetter
“Jesteśmy samotni. Odeszli wszyscy ludzie, którzy byli gośćmi naszego życia. Pojemność i chłonność naszych wzruszeń jest ograniczona. Pewni ludzie z trudem się w nich mieszczą i wtedy opuszczają nas, by więcej do nas nie wrócić. Nie ma w tym ani ich, ani naszej winy. To, co jest ważne i istotne w tym trudnym rozmijaniu się ludzi, to chyba tylko ślady przeżytych uczuć, które w nas pozostają. Tym śladom nadajemy z goryczą imię człowieka, który je wycisnął.”
Roman Bransstaetter
Dzisiaj ze św. Jackiem.
“Ile razy stałeś pod drzwiami będąc pewnym, że spotka cię awantura, a przyjęto cię z otwartymi rękami. Ile razy wchodziłeś ze słońcem w duszy i na ustach, a zgaszono cię obojętnością, lekceważeniem albo nawet wyrządzono ci krzywdę. Ile razy spodziewałeś się nagrody, a nikt nawet o niej nie pomyślał. Ile razy spadła na ciebie pochwała za detal, którego nawet nie zauważyłeś. Ile razy nie spełniła się żadna z możliwości, jakie zakładałeś; stało się coś, czego przez moment nawet nie przypuszczałeś.
Nie miej więc zbyt wielkiego zaufania do swoich przewidywań. Rzeczywistość na pewno je przerośnie. Ale nie bój się jej. Ona jest Boża.”
M.Maliński
Daję się porwać dźwiękom.
Trochę z przypadku. Trochę od niechcenia. Kilka lat temu wdepnęłam z jedną z najfajniejszych przygód mojego życia.
Dzięki Dominikanie za stworzenie duchowego domu, za stalle, w których mogę się schować, za odnalezienie harmonii w śpiewie i w życiu.
Boże dzięki za zbiegi okoliczności, które są świadectwami Twojej cichej obecności i wsłuchiwania nasze się w pragnienia, nawet te, których sami nie potrafimy nazwać. Daj nam zdolność patrzenia byśmy umieli dostrzegać Twoją rzeczywistość.
“Prawda jednak jest inna: kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby "wegetować", aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo i to bardzo wysoka: tracimy wolność.
Właśnie tutaj mamy do czynienia z wielkim paraliżem, kiedy zaczynamy myśleć, że szczęście jest synonimem wygody, że być szczęśliwym to iść przez życie w uśpieniu albo narkotycznym odurzeniu, że jedynym sposobem, aby być szczęśliwym jest trwanie jakby w otępieniu. To pewne, że narkotyki szkodzą, ale jest wiele innych narkotyków społecznie akceptowanych, które w ostateczności czynią nas bardzo, a przynajmniej bardziej zniewolonymi. Jedne i drugie ogałacają nas z naszego największego dobra: z wolności.”
Papież Franciszek
“Prawdziwe szczęście musi być z kimś.”
- Wolałbym, żeby nie na ciebie to spadło, Tiffany. Nie masz nawet szesnastu lat, a ciągle widzę, jak biegasz po ludziach, niańczysz ich, bandażujesz i nie wiadomo co jeszcze. Nie powinnaś tego wszystkiego robić.
- Tak, wiem - zgodziła się Tiffany.
- Więc dlaczego?
- Bo inni tego nie robią, nie chcą albo nie mogą. Dlatego.
- Ale to przecież nie twoja sprawa, prawda?
- Zmieniam ją w moją. Jestem czarownicą. To właśnie robimy. Kiedy sprawa jest niczyja, to jest moja - wyjaśniła szybko Tiffany.
- No tak, ale wszyscy myśleliśmy, że chodzi o latanie dookoła na miotłach i takie różne, a nie o obcinanie staruszkom paznokci.
- Bo ludzie nie rozumieją, co jest potrzebne. Nie dlatego, że są źli, po prostu nie myślą. Weź taką panią Stocking, która nie ma na świecie niczego oprócz swojego kota i artretyzmu. Ludzie dość często przynosili jej coś do jedzenia, to prawda, ale nikt nie zauważył, jak długie ma paznokcie u nóg. Splątały się jej tak, że od roku nie potrafiła zdjąć butów! Ludzie tutaj są chętni, jeśli chodzi o jedzenie czy niekiedy bukiet kwiatów, ale nie ma ich, kiedy zaczyna robić się trochę brudno. Czarownice dostrzegają takie rzeczy. Pewnie, czasem zdarza się trochę latania, ale głównie po to, żeby dostać się do miejsca, gdzie jest bałagan.
Ojciec pokręcił głową.
- I lubisz to robić?
- Tak.
- Dlaczego?
Tiffany musiała się zastanowi; ojciec nie spuszczał wzroku z jej twarzy.
- Pamiętasz, tato, co zawsze mówiła babcia Obolała: “Nakarm tych, co są głodni, ubierz tych, co nadzy, przemów za tych, co nie mają głosu”. No więc uważam, że jest jeszcze miejsce na: “Podnieś za tych, co nie mogą się schylić, sięgnij za tych, co nie mogą się wyciągnąć, wytrzyj za tych, co nie mogą się obrócić”. Zgodzisz się? A wszystko to dlatego, że czasem trafi się dobry dzień, który wynagradza wszystkie złe dni i przez jedną chwilę słyszysz, jak obraca się świat. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć.
Pratchett, W północ się odzieję.
Różne perspektywy.
“Jezus Chrystus jest tym, który potrafi obdarzyć prawdziwą pasją życia, Jezus Chrystus jest tym, który nas prowadzi do tego, byśmy nie zadowalali się byle czym i dawali to, co w nas najlepsze; to Jezus Chrystus, stawia nam wyzwania, zachęca nas i pomaga nam, by powstawać za każdym razem, kiedy uważamy siebie za przegranych. To Jezus Chrystus pobudza nas do podniesienia wzroku i do wzniosłych marzeń. Ktoś może powiedzieć - to takie trudne marzyć o podniosłych rzeczach, zawsze iść pod górę, jestem słaby, upadam. Ja się staram wysilam, ale wiele razy upadam. Alpiniści, kiedy idą w góry, śpiewają piękną pieśń, w której takie słowa: "w sztuce wspinania liczy się nie to, by nie upadać, ale by nie zostać w upadku". Jeśli jesteś słaby, upadasz, popatrz do góry - tam jest ręka Jezusa, która pomoże Ci wstać. Ręka Jezusa zawsze jest gotowa, by nas podnosić, kiedy upadamy. Czy to rozumiecie?”
Papież Franciszek
Dużo dobra.