Hi! Bumblledi. 24 Harry girl and Larry shipper W tej chwili nie przyjmuję propozycji prompt! Nowości: Miasto ze szkła - Rozdział 7- 21/05 Miasto ze szkła - Epilog - 12/06 Mikołajkowy prompt - Kto jest moim Mikołajem?- 11/12 Preludium deszczowe - Masterpost - 24/01
Darling, tonight I want to show you what love’s all about |LARRY STYLINSON ONESHOT|
Autorki: Fenrissa i Galway Girl
Beta: Galway Girl
Banner: Galway Girl
Ilość słów: 10906
Data powstania: wrzesień/październik 2019
Dostępne także: wattpad i ao3
Opis: Harry Styles to piękny kwiat, który przyciąga wzrok każdego wokół, w tym Louisa. Ale oni nie wiedzą, że pod wzorzystymi koszulami kryją się siniaki i porysowane serce… Czyli: oneshot, w którym Louis ma dziewczynę, której nawet nie lubi, a Harry jest w toksycznym związku. Wszystko na tle lat 80-tych.
What you're looking for has been here the whole time - oneshot
autorki: Fenrissa i Galway Girl
beta: Galway Girl
banner: Galway Girl
ilość słów: 3.6k
ilość stron: 9
pairing: larry
data powstania: październik?
gatunek: fluff, happy end
opis: Harry Styles żyje okno w okno ze swoim wieloletnim crushem, który ma dziewczynę i zdecydowanie nie traktuje go tak, jakby tego chciał. Ale… czasem życie nas zaskakuje i zamienia się w to rodem z tandetnego, amerykańskiego filmu o nastolatkach.
czyli: krótki oneshot inspirowany teledyskiem do piosenki Taylor Swift “You Belong With Me”.
Preludium deszczowe część II - Kukiełki bez twarzy
Tytuł: Preludium deszczowe
Autorka: Bumblledi
Parring: Larry Stylinson
Banner: smallworldinsideofme
Data publikacji: luty/marzec
Fabuła: Harry i Louis nigdy nie mieli się spotkać, ale los lubi płatać figle. Za sprawą jednego, niechcianego, biletu ich życie odmienia się.
Od autorki: Pisanie tego rozdziału zajęło mi nieco dłużej, niż planowałam, ale jest. Kolejny pewnie pojawi się w podobnym odstępie czasu. Miłego czytania! :)
~~~
Następnego dnia, jak tylko zaczął swój dyżur, Niall wpadł do jego gabinetu niczym burza, zajmując miejsce przy biurku. Uśmiechał się szeroko, a jego oczy lśniły dziwnym blaskiem i przez chwilę Harry pomyślał, czy aby na pewno wszystko było w porządku z jego przyjacielem.
- Jak było wczoraj na koncercie?
Harry zmarszczył brwi, nim spojrzał na niego pytająco.
- Skąd wiesz, że poszedłem na koncert? – zapytał, przeglądając karty swoich dzisiejszych pacjentów – O ile pamiętam, powiedziałem, że nigdzie się nie wybieram.
Niall machnął ręką, zupełnie nie przejmując się słowami przyjaciela, jakby wiedział, że pomimo tego co powiedział, zrobił zupełnie inaczej.
- Przestań. – powiedział – Oboje dobrze wiemy, że poszedł na ten koncert.
- A niby skąd możesz to wiedzieć? – uniósł na niego swój wzrok.
- Jestem twoim najlepszym przyjacielem, jakbyś zapomniał. I znam cię lepiej, niż ci się wydaje. – wyjaśnił, wzruszając przy tym lekko ramionami. – Dobrze wiem, że wyrzuty sumienia nie pozwoliłby ci spokojnie iść do domu, gdybyś mi odmówił zwłaszcza, że przyniosłem ten bilet specjalnie dla ciebie. Plus, sprawdziłem kosz zaraz po twoim wyjściu – zabrałeś bilet.
Harry jęknął, odkładając karty pacjentów z powrotem na biurko i patrząc groźnie na przyjaciela.
- Jesteś okropny – powiedział, czym wywołał śmiech blondyna – Dlaczego ja się w ogóle z tobą przyjaźnię?
- Może dlatego, że nie masz nikogo innego oprócz mnie? – zapytał, ale wcale nie oczekiwał odpowiedzi – I dlatego, że nigdzie nie wychodzisz nawet, jak próbuję cię wyciągnąć. I…
- Okej, zrozumiałem. – przerwał jego wypowiedź – Nie musisz dalej wymieniać.
Niall uśmiechnął się zwycięsko. – Więc jak było na koncercie? – ponowił pytanie.
Tym razem to Harry uśmiechnął się delikatnie.
- Fajnie. – powiedział cicho, przypominając sobie wczorajszy wieczór i pięknego szatyna, grającego na fortepianie – Naprawdę fajnie i… nie myślałem, że tak bardzo to polubię.
- Widzisz? – ucieszył się blondyn – A tak bardzo nie chciałeś iść.
Harry westchnął.
- Wiem. – przyznał – I cieszę się, że jednak tam poszedłem. To był bardzo dobry wieczór.
Nie chciał się przyznawać przed Niallem, że tak naprawdę to był najlepszy wieczór, jaki miał od dłuższego czasu. Blondyn zaraz zacząłby wypytywać o szczegóły, a póki co Harry nie chciał się tym z nikim dzielić. Uroczy szatyn był póki co tylko dla niego i tylko w jego głowie i nikt nie musiał wiedzieć, że Harry wykupił bilety na wszystkie jego nadchodzące koncerty, by móc popatrzeć na niego trochę dłużej.
- Powinieneś częściej mnie słuchać. – powiedział Niall nim podniósł się, gdy pielęgniarka oznajmiła mu, ze ma pacjenta.
- Tak. – przyznał Harry cicho, gdy blondyn opuścił już jego gabinet – powinienem.
~~~
Przychodził na każdy koncert, za każdym razem siadając w pierwszym rzędzie, by mieć dobry widok na scenę i Louisa. Jego imię było napisane na broszurce, którą dostał na pierwszym koncercie i Harry nie mógł się nie uśmiechnąć, gdy pierwszy raz przeczytał jego imię. Było śliczne i idealnie pasowało do tego pięknego chłopca, którego Harry podziwiał prawie każdego wieczora.
Przyglądał, jak jego smukłe palce suną po klawiaturze fortepianu, jak jego ramiona poruszają się z każda kolejną nuta, a mały uśmiech formuje na wargach, gdy gra te weselsze nuty. Jego włosy zaczesane są na bok, a grzywka opada, gdy chłopak bardziej pochyla się nad fortepianem i Harry ma dziwną chęć wyciągnięcia dłoni i poprawienia jej tak, by nie zasłaniała jego pięknej twarzy. Chłopak ma wystające kości policzkowe i mały, drobny nosek i to wszystko o czym Harry jest w stanie myśleć. Wydawać by się mogło, że przyszedł tu dla muzyki, przez cały koncert nie ruszając się nawet o milimetr, ale to dalekie od prawdy. Nie jest w stanie powiedzieć, jakie utwory gra Louis, czy są ładne, czy nie bo w ogóle nie zwraca na to uwagi. Wszystkim, co zajmuje jego myśli i umysł jest Louis, tylko on.
Zanim chłopak zaczyna grać ostatni utwór rozgląda się po publiczności. Jego wzrok gładko sunie po wszystkich twarzach, które przyszyły posłuchać jego gry, a gdy dociera do Harry`ego zatrzymuje się na chwilę. To zaledwie ułamek sekundy, w czasie której ich oczy spotykają się i może, ale tylko może Harry ma wrażenie, jakby kącik ust Louisa drgnął, w ten dobry sposób. Sam uśmiecha się delikatnie i wtedy Louis odwraca wzrok, z powrotem skupiając się na fortepianie. Przez chwilę wszystko pogrążone jest w ciszy, tak wielkiej, że chłopak doskonale słyszy bicie swojego serca, które przyspieszyło po ich kontakcie wzrokowym, a później rozlega się pierwszy dźwięk.
To znana melodia – Louis gra ją na każdym swoim koncercie, za każdym razem na samym końcu. To jedyna melodia, na której Harry się skupia odkąd usłyszał ją po raz pierwszy. Jest wyjątkowa, gdy ostre nuty przechodzą powoli w te łagodne, a całe napięcie zmienia się w przyjemne ciepło i spokój. Jest piękna dokładnie tak samo, jak Louis, od którego chłopak nie potrafi oderwać swojego wzroku.
Gdy koncert dobiega końca, Harry jak zwykle podnosi się z opóźnieniem i jaki ostatni opuszcza salę. Zanim to robi, jeszcze raz ogląda się za siebie mając nadzieję zobaczyć ponownie Louisa, ale tak się nie dzieje za wyjątkiem tego jednego wieczoru, gdy Harry widzi go przy fortepianie, zamykającego klawisze i zbierającego swoje nuty. Przygląda mu się przez chwilę dopóki Louis nie podnosi swojego wzroku i ich oczy ponownie się spotykają. Patrzą na siebie przez chwilę, zanim Harry decyduje się posłać szatynowi swój uśmiech, który ku jego zdziwieniu chłopak odwzajemnia. I zanim Harry jest w stanie nacieszyć nim swoje oczy Louis opuszcza wzrok, zabierając nuty i czym prędzej opuszczając salę, udając się za kulisy.
~~~
Widział go.
Przychodził na każdy koncert i zawsze zajmował miejsce z przodu. Sam zerkał chwilami w jego stronę, by zobaczyć, że ten nie spuszczał z niego wzorku nawet na minutę. Wyglądał, jak zahipnotyzowany, gdy jego wzrok śledził każdy ruch szatyna i Louis skłamałby, gdyby powiedział, że nie pochlebiało mu to.
Wszyscy przychodzili na jego koncerty wyłącznie dla muzyki, tylko dla niej, a on zdała się przychodzić tu dla niego i to w pewien sposób było pocieszające. Ludzie wokół niego się zmieniali – na każdym koncercie widział nowe, obce twarze, a ten chłopak był jedyną stałą rzeczą w tym wszystkim oprócz niego samego i repertuaru, który zawsze pozostawał ten sam, dopóki seria recitali nie dobiegła końca. I może to było dziwne, ale czuł się z tym dobrze. Nie znał tego chłopaka, nie wiedział o nim zupełnie nic, ale to nie przeszkadzało mu, by każdego koncertu odwracać twarz nieco w bok, szukając jego obecności. I zadziwiająco – nigdy się przy tym nie zawiódł. Uśmiechał się wtedy delikatnie do siebie bo znów czuł się tak, jakby nie był sam. Jakby miał dla kogo grać w ten szczególny sposób.
~~~
Pakował swoje ostatnie rzeczy, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Podszedł do nich i otworzył je, a jego oczom ukazał się chłopak – dokładnie ten sam, który każdego koncertu zajmował miejsce z przodu. Miał w końcu możliwość zobaczyć go z bliska, więc wykorzystał ją, przypatrując się jego twarzy. Miał ostro zarysowaną szczękę, szeroki nos i długie, kręcone włosy, które opadały na jego ramiona. Był przystojny, bardzo przystojny, ale to nie jego uroda zwróciła szczególną uwagę szatyna, ale oczy – jasne, zielone niczym trawa na wiosnę. Błyszczały zupełnie tak, jakby ktoś umieścił w nich światełka. Radosne, ale za tą radością kryło się coś jeszcze i Louis dopiero po chwili był w stanie zrozumieć, co to było.
To była niepewność.
- Cześć Louis– usłyszał powolny i lekko zachrypnięty głos, który sprawił, że poczuł dziwne ciepło w dole brzucha.
- Cześć – odpowiedział cicho, patrząc na chłopaka z zaciekawieniem – Mogę ci w czymś pomóc?
Harry zarumienił się lekko.
- Ja, umm… Przyszedłem ci pogratulować koncertu – odpowiedział – Był naprawdę dobry.
Louis skinął lekko głową, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. Odkąd jego mama zmarła, nikt nigdy nie przychodził do niego po koncertach. Uśmiechnął się w zamian delikatnie.
- Dziękuje. – odparł – Cieszę się, że ci się podobał.
Harry uśmiechnął się, tym razem pewniej, a małe dołeczki pokazały się w jego policzkach.
- Bardzo. – przyznał szczerze – Gdyby tak nie było, nie przychodziłbym na każdy twój występ.
Oboje zachichotali i to jakby całkowicie zwolniło blokadę, która ich trzymała. Napięcie wokół nich zniknęło zastąpione ciekawością.
- Widziałem cię. – powiedział mu Louis, na co Harry zarumienił się lekko – Zawsze siadałeś z przodu.
- Tak. – wzruszył ramionami – Chciałem móc wszystko dobrze widzieć.
Psotny błysk pojawił się w niebieskich oczach.
- Co chciałeś widzieć? – zapytał – O ile wiem, muzyki klasycznej się słucha, a nie się ją ogląda.
Harry otworzył na chwilę buzię, ale zupełnie nie wiedział, co ma powiedzieć. Z jego twarzy na raz odpłynęły wszystkie kolory – Louis go przyłapał.
- Spokojnie – postanowił nie bawić się dłużej jego kosztem, choć musiał przyznać, że mina chłopaka była naprawdę urocza – Tylko się drażniłem. – zapewnił – Bardzo doceniam to, że przychodzisz na moje koncerty. Mało kto przychodzi na więcej niż jeden.
Chłopak wypuścił z płuc powietrze, o którym nawet nie wiedział, że je wstrzymywał.
- Cóż… Bardzo mi się podobały – powiedział z małym uśmiechem, a następnie wyciągnął zza pleców małe opakowanie i wręczył je chłopakowi – Proszę, są dla ciebie.
Louis przyjął je z lekkim zdziwieniem.
- Czekoladki?
Harry potarł nerwowo swój kark.
- Tak. – odparł – Chciałem kupić kwiaty, ale nie wiedziałem, czy lubisz, więc pomyślałem o czekoladkach. Mam nadzieję, że trafiłem.
Louis uśmiechnął się ciepło, patrząc na chłopaka z iskierkami w oczach. Dawno kit nie zrobił dla niego czegoś takiego.
- Tak. – zapewnił – Bardzo dziękuję,….
- Harry. – dokończył za niego, widząc zakłopotanie na twarzy szatyna – Nazywam się Harry.
Fabuła: Harry i Louis nigdy nie mieli się spotkać, ale los lubi płatać figle. Za sprawą jednego, niechcianego, biletu ich życie odmienia się.
Od Autorki: W końcu ruszam z tym opowiadaniem. Przez chwilę myślałam, że już nigdy nie uda mi się go napisać, ale jest. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. :) Kolejny rozdział powinien pojawić się jakoś za dwa tygodnie. Byłabym wdzięczna za kilka słów po przeczytaniu, a teraz nie przedłużając, zapraszam Was do czytania! :)
~~~
Pożegnał ostatniego pacjenta stojąc w drzwiach i patrząc, jak mały chłopiec w ramionach swojej mamy opuszcza przychodnię. Delikatny uśmiech widniał na jego twarzy, gdy patrzył na roześmianą twarz dziecka.
- Ostatni na dzisiaj? – zapytał Niall, zamykając teczkę z dokumentacja i oddając ja z powrotem recepcjonistce.
- Tak – odpowiedział, posyłając przyjacielowi uśmiech i wchodząc do gabinetu. – W końcu będę mógł wrócić do domu. Jestem wykończony.
Niall zaśmiał się, kręcąc głową.
- Jakieś plany? – zapytał, zajmując miejsce na wolnym krześle.
- Nie. – Harry pokręcił przecząco głową, porządkując biurko i pakując swoją torbę – Mam zamiar obejrzeć jakiś film, a później iść spać. Muszę odespać ten tydzień.
Blondyn pokręcił głową.
- Powiedziałbym coś na ten temat, ale tym razem odpuszczę bo tak się składa, że mam coś dla ciebie.
Harry zaprzestał swoich czynności i spojrzał na chłopaka z pytaniem wymalowanym na twarzy.
- O czym mówisz? – zapytał.
Horan uśmiechnął się tylko i wstał z krzesła, wycofując się z pokoju.
- Poczekaj chwilę, zaraz wrócę.
Zielonooki patrzył się przez chwilę w miejsce, w którym zniknął jego przyjaciel, a później pokręcił głową z lekkim uśmiechem i wrócił do uprzątania biurka.
Nialla poznał na studiach. Był ciepłą i towarzyską osobą, w przeciwieństwie do Harry`ego, który był raczej samotnikiem, spędzającym swój wolny czas z książką w ręku i kubkiem herbaty. Wszystko to jednak zmieniło się, gdy tylko się poznali. Niall bezproblemowo wkradł się w jego życie i choć może nie odmienił go znacząco to zdecydowanie je urozmaicił. Dzięki niemu Harry stał się bardziej towarzyski i otwarty, poznał więcej osób i w końcu zaczął żyć. Był mu bardzo wdzięczny za wszystko, co ten dla niego zrobił i choć Niall czasami bywał zbyt głośny, wygadany i bardzo bezpośredni, to Harry nie zamieniłby swojego przyjaciela za nic na świecie.
- Jestem. – powiedział Niall, wchodząc do gabinetu i ponownie zajmując miejsce na krześle – Proszę.
Wyciągnął ku niemu dłoń, w której trzymał białą kopertę.
- Co to jest? – zapytał Harry, biorąc papier w swoje dłonie i patrząc niepewnie na przyjaciela.
- Otwórz. – zachęcił go blondyn, uśmiechając się przy tym radośnie.
Harry obrócił kilka razy w dłoni kopertę, po czym spoglądając ostatni raz na przyjaciela otworzył ją i wyciągnął jej zawartość.
- Bilet? – zapytał, marszcząc brwi i spoglądając na Nialla - Czemu mi go dajesz? Przecież wiesz, że nie lubię muzyki klasycznej.
- Wiem. – odparł prosto Niall z uśmiechem na ustach – Ale tak się składa, że my z Zaynem nie możemy pójść, więc pomyślałem o tobie.
- Niall. - westchnął, zajmując miejsce za biurkiem – Dzięki, że o mnie pomyślałeś, ale nie mogę go przyjąć. Nie lubię muzyki fortepianowej i nie chcę tam iść, więc daj to komuś innemu.
Włożył bilet z powrotem do koperty i wyciągnął go ku Niallowi. Ten jednak pokręcił głową i odepchnął dłoń przyjaciela.
- Jest dla ciebie. – powiedział – Jeśli ty z niego nie skorzystasz, nikt tego nie zrobi.
- Niall…
- Nie. – przerwał jego wypowiedź – Nie możesz ciągle siedzieć w domu, Harry. Musisz wyjść, poznać kogoś. Marnujesz się.
Spojrzał na Harry’ego łagodnym wzrokiem, ale Harry nie dał się nabrać. Za dobrze znał to spojrzenie i za dobrze znał Nialla, by nie wiedzieć do czego ten zmierza.
- Nie zamierzam nigdzie iść. – powiedział, kręcąc przy tym głową.
- Harry… - zaczął Niall, ale chłopak nie pozwolił mu skończyć.
- Nie. – powtórzył – Wiem, co chcesz zrobić i doceniam to, że się o mnie martwisz, ale nie. Nie chcę tam iść. To nie jest dla mnie.
Blondyn westchnął.
- Skoro tak. – powiedział i wziął bilet, podnosząc się z krzesła – W takim razie wyrzucę go.
- Niall. – Harry podniósł się ze swojego miejsca i podszedł do przyjaciela – Dlaczego to robisz? Oddaj go komuś albo sprzedaj. Na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał iść.
- Jest dla ciebie. – powiedział chłopak, wrzucają kopertę do kosza – I jeśli ty nie pójdziesz, to nikt tego nie zrobi. A szkoda, bo podobno to bardzo dobry koncert.
- Niall… - Harry westchnął zrezygnowany.
- Musze lecieć. – powiedział i klepnął Harry’ego po ramieniu, nim skierował się do drzwi – Mam jeszcze jednego pacjenta. Nie wszyscy mogą wyjść dziś wcześniej. – Puścił oczko do chłopaka i opuścił jego gabinet.
Harry westchnął, wpatrując się jeszcze przez kilka minut w miejsce, w którym zniknął jego przyjaciel. Bił się w głowie z myślami, a wyrzuty sumienia powoli osiadały w jego wnętrzu. Zawiedziony wyraz twarzy utkwił w jego głowie, a to ostatnie czego chciał. Niall robił dla niego tak wiele i Harry nie chciał go zawieść.
Nie chciał iść na ten koncert, ale wyrzuty sumienia powoli dawały znać o sobie coraz bardziej i chłopak przeklną w duchu, gdy zdał sobie sprawę, że Niall osiągnął dokładnie to, co zamierzał, nie robiąc przy tym nic.
- Niech cię, Niall. – szepnął pod nosem, wyciągając z kosza bilet.
***
Sala była pełna.
Wszyscy wokół ubrani byli elegancko i wydawali się być szczerze podekscytowani nadchodzącym koncertem – co chwila zerkając na scenę z wyczekiwaniem i przeglądając broszury z harmonogramem wieczoru. Na scenie pojawić się miało trzech artystów, z tego co Harry zdążył przeczytać z broszury, którą również otrzymał wchodząc na salę, a każdy z nich miał zagrać po pięć utworów i chłopak aż jęknął w duchu, gdy zobaczył, że miał tutaj siedzieć blisko dwie godziny.
Odetchnął, wciąż nie potrafiąc uwierzyć w to, że tak łatwo dał się podejść przyjacielowi. Cóż… po dzisiejszym wieczorze wszystko może się zmienić, ale nawet w te myśli Harry nie potrafi uwierzyć. Za bardzo kocha tego swojego irlandzkiego przyjaciela i zbyt wiele mu zawdzięcza, by móc się chociaż na niego gniewać. Ale zawsze może poudawać, że choć trochę jest na niego zły za ten wieczór. Może, ale nawet i to nie jest pewne, bo Harry jest po prostu zbyt szczerym i uczciwym człowiekiem, by umieć bawić się w takie rzeczy. Zawsze był marnym aktorem.
Poprawił się na siedzeniu i ponownie rozejrzał dookoła. Koncert miał się zacząć za dwie minuty i wszyscy zdawali się podzielać ekscytacje i napięcie związane z nadchodzącym koncertem zupełnie tak, jakby miało to być coś naprawdę wielkiego i ważnego. I tylko Harry zdawał się tego nie dostrzegać.
Zupełnie nie rozumiał reakcji tych ludzie. Nie wiedział, co takiego szczególnego widzą w słuchaniu grania przypadkowych osób nawet, jeśli rzeczywiście mieli wielki talent. Nigdy nie był zbyt dobry w rozpoznawaniu muzyki i dzieleniu jej na tą dobrą i mniej dobrą, a muzyka klasyczna była zupełnie poza jego zasięgiem. To nie tak, że nie słuchał żadnych piosenek. Słuchał i miał kilka swoich ulubionych zespołów, których wiernie się trzymał, ale to było zupełnie coś innego. Mógł rozmawiać o tamtej muzyce, bo się na niej znał, ale o komponowaniu nie wiedział nic i nawet jeśli te utwory będą ładne i będą mu się podobały, to skąd miał wiedzieć, czy są dobre?
Koncert się zaczął i sala zamilkła.
Wszyscy w skupieniu wpatrywali się w pierwszego artystę, grającego swój pierwszy utwór. I Harry musiał przyznać, że to było naprawdę coś. Z każdym dźwiękiem coraz bardziej rozumiał ekscytację tych wszystkich ludzi, bo to słyszał to było naprawdę coś.
Muzyka była niesamowita i chłopak całkowicie się w niej zatracił, zupełnie nie zwracając na nic uwagi. Z podziwem patrzył, jak smukłe palce chłopaka suną po klawiaturze fortepianu wydając co i rusz nowe dźwięki, które w sposób niezwykły się przeplatały tworząc jedną całość. Nigdy nie rozumiał, co ludzie widzą w patrzeniu na muzykę i w słuchaniu jej w tak oficjalny sposób, ale teraz zdawał się to powoli rozumieć.
Magia. Tylko to słowo przychodziło mu do głowy, gdy myślał o tym wszystkim. Muzyka przenikała go całego, docierając swymi dźwiękami do wszystkich komórek ciała pobudzając je i sprawiając, że czuł, jakby to było coś wyjątkowego.
Był tak zaabsorbowany tym wszystkim, że nawet nie potrafił się ruszyć. I dopiero, gdy na scenę wyszedł ostatni kompozytor, Harry poprawił się na krześle i mrugnął oczami.
Chłopak siedzący przy fortepianie był piękny. Jego karmelowa grzywka zaczesana była delikatnie na bok, zgrabne palce powoli śledziły klawisze, jakby chciały zbadać ich powierzchnię, nim zacznie grać, a mały uśmiech błąkał mu się na wargach. I nim Harry zdążył przyjrzeć mu się bardziej, wszystkie emocje z jego twarzy zniknęły, a pierwsze nuty rozbrzmiały po sali. Grał pięknie, a Harry śledził oczami każdy ruch jego dłoni.
Jego muzyka była inna od pozostałych. Tamte utwory było mocne, bardzo upodabniające się do tych ze starszych epok, z nutami strachu i grozy. Te utwory były inne – bardziej delikatne i ciepłe, ale z nutami smutku na końcu. Zupełnie tak, jakby słońce nagle przyćmiły ciemne chmury. Wyzwalały w Harrym dziwne poczucie straty i smutek, którego nie potrafił wytłumaczyć. Jego serce biło dwa razy szybciej, gdy słuchał kolejnych nut, a uczucie strachu narastało z każda chwilą. Zupełnie tak, jakby miało się za chwilę coś wydarzyć. Ale tak się nie stało i już pochwali nuty znów zrobiły się lżejsze, zwiastując nadchodzącą radość i ciepło osiadło w dole brzucha chłopaka. Zupełnie tak, jakby zakochał się po raz pierwszy.
Będąc tak bardzo zapatrzonym w grającego chłopaka, nawet nie zwrócił uwagi na to, że koncert dobiegł końca, a sam chłopak podnosi i robi ukłon, by następnie zniknąć za kulisami. Wszyscy zbierają się do wyjścia i Harry nie ma wyboru – podąża za nimi. Nim opuszcza całkowicie salę ostatni raz ogląda się za siebie, posyłając scenie ostatnie spojrzenie z nadzieją, że zobaczy tam pięknego chłopaka. I o dziwno, jego nadzieje spełniają się, a chłopka, który grał jako ostatni stoi przy fortepianie, zbierając swoje nuty. Nie patrzy na niego, ale Harry`emu to nie przeszkadza, bo sam widok chłopaka jest wystarczający. Nie znał jego imienia, ale odniósł wrażenie, że przez te kilka utworów poznał go wystarczająco. Uśmiechnął się delikatnie, a potem opuścił budynek Teatru Wielkiego, by udać się do domu.
I pierwszy raz nie miał ochoty wracać do pustego mieszkania. Do samotności.
~~~
Wszedł do mieszkania, zamykając za sobą drzwi i odkładając klucze do misy przy wejściu. Cisza spowijająca cały dom sprawiła, że poczuł się obco – jakby nie był u siebie. Tak było niezmiennie od trzech lat, odkąd został zupełnie sam na świecie, nie mając nikogo.
Westchnął, a potem udał się do salonu po drodze patrząc na zdjęcia, które ukazywały jego wspomnienia. Zatrzymał się przy jednej, szczególnej dla niego fotografii ukazującej jego oraz jego mamę tuż po wygraniu przez niego konkursu Chopinowskiego. Była z niego wtedy bardzo dumna i on doskonale o tym wiedział. Widział to w jej czynach, a przede wszystkim w jej oczach, które zawsze tak bardzo lśniły, gdy patrzyła na jego grę. Była jego największym fanem i powodem, dla którego w ogóle grał.
Uśmiechnął się delikatnie, ścierając łzę, która spłynęła po jego policzku, gdy patrzył na jej uśmiech. Kiedyś myślał, że zapomni, że jej uśmiechnięta twarz wyblaknie w jego wspomnieniach, ale tak się nie stało. Wciąż pamiętał jej ciepły uśmiech i roześmiane oczy i choć zdarzały się chwile, gdy zapominał, a jego serce zaczynało bić szybciej ze strachu, że wspomnienia nie wrócą, to one zawsze wracały. Szczególnie wtedy, gdy siadał do fortepianu i zaczynał grać.
Dlatego właśnie podszedł do instrumentu, odsłonił klawiaturę i usiadł przy nim. Przez kilka chwil po prostu sunął palcami po klawiszach, zanim zdecydował się zagrać pierwszy dźwięk. Uśmiechnął się na tak dobrze znaną mu melodię i znów poczuł, jakby nie był tu sam. Jakby znów z nim była, siedząc obok i podziwiając jego grę, a przede wszystkim uśmiechając się w ten ukochany przez niego sposób.
Hej :)Oczywiście, że byłabym zainteresowana przeczytaniem tego opowiadania, już opis mnie zachęca, tak więc publikuj koniecznie, bo czekam z niecierpliwością :) pozdrawiam ciepło
Hej :) Ciesze się bardzo, że chcesz przeczytać to opowiadanie. Bałam się trochę, że nie znajdzie się tu już nikt, kto byłby zainteresowany czytaniem, więc tym bardziej się cieszę. Mam wrażenie, że coraz mniej tu osób.W każdym razie, zacznę publikować to opowiadanie. Pierwszy rozdział pojawi się najprawdopodobniej w niedzielę. Dziękuję Ci ślicznie za odpowiedź. Również pozdrawiam :)
Dawno nic nie opublikowałam, z powodu braku chęci do pisania oraz weny, ale ostatnio to wszystko powróciło do mnie i dlatego chciałabym wrócić do Was z opowiadaniem, do którego posta wstawiłam już dawno temu. Chodzi mi o “Preludium deszczowe“ (link do posta znajdziecie tutaj ---> <post>).
Stąd moje pytanie, czy byłby ktoś chętny do przeczytania tej historii?
Dajcie znać, co myślicie, czy mam publikować rozdziały?
P.S. Jestem ciekawa, ile moich czytelników jeszcze tu jest :)
What a feeling to be right here beside you now - masterpost
autorki: Fenrissa i Galway Girl
beta: Galway Girl
banner: Galway Girl
data powstania: 15 stycznia 2019 - 15 lutego 2019
język opowiadania: polski
ilość słów: 46,8k
ilość stron: 110
gatunek: studenckie AU, mpreg, fluff/smut/angst
seria: Through The Wire, część druga (część pierwsza)
dostępne także: wattpad i ao3
opis: Louis i Harry, przyjaciele od zawsze, teraz również para kochanków. Czy będą potrafili odnależć się w nowych realiach?
czyli: gdzie Harry zmaga się z humorkami ciężarnego Louisa.
I’m watching you like this, imagining you’re mine - rozdział 9 (ostatni)
masterpost
Następnego dnia rano obudził go telefon od Sam. Dziewczynie udało się umówić mu wizytę już na jedenastą, więc musieli zdecydować się na opuszczenie kilku wykładów, ale chciał już wiedzieć, czy dziecko jest zdrowe. Styles uniósł się na łokciu, obudzony przez rozmowę.
I’m watching you like this, imagining you’rfe mine - rozdział 8.
masterpost
Harry czuł się… dziwnie. Był niespokojny podczas porannej audycji i odkąd Nickowi udało się z niego wyciągnąć szczegóły, łaził za nim krok w krok. Wszystko się pogorszyło, kiedy w porze lunchu poszli do studenckiej kawiarni i zobaczył tam Louisa z wyraźnie podpuchniętymi od płaczu oczami, ale za to w ramionach Leigh-Anne. Nie byli tam sami, naprzeciwko siedzieli też zmartwieni Crystal i Michael, ale przez to wszystko wyglądało jak jakaś… podwójna randka.