– Wini – powiedział uroczyście Jaco.
– Tak, tato?
– Jakeś stary, takeś głupi. Dla kobiet nie ma seksu bez zobowiązań.
– Ale… – zacząłem.
– Siad! Teraz ja mówię – fuknął. – Kobiety nie są do tego stworzone. Owszem, będą długo opowiadać, że chodzi tylko o seks, że to fajnie od czasu do czasu rozładować napięcie i trochę poklęczeć, bo przecież są taaaaakie dzikie. Może nawet same będą w to przez moment wierzyć. Na początku. Ale Wini, każda kobieta, która ciągnie i połyka, na piątym czy dziesiątym spotkaniu z rzędu zaczyna się zastanawiać. Że w sumie to miły jesteś. I nieźle się ubierasz. Potrafisz nawet ją rozbawić. Masz fajną, drewnianą podłogę…
– Ona nie wie, jaką mam podłogę – mruknąłem.
– Niech ci będzie. To masz fajny samochód. Ale jak będziecie razem, to jednak trzeba będzie wymienić tę nową betę, co ją właśnie kupujesz, na kombi, żeby wózek się zmieścił. Z absolutnie chaotyczną kobiecą logiką zacznie kombinować, co by tu zrobić, abyście byli razem. Jednocześnie będzie cię bardzo mocno przekonywała, że oczywiście wasz układ jest całkowicie bez zobowiązań. Rozumiesz?
Odpowiedziałem grymasem.
– Zapamiętaj, baranie, to kobieta decyduje, kiedy seks jest bez zobowiązań, a kiedy nie! – huknął. – Nie ty. I ona może zmienić zdanie pięć razy w czasie jednej znajomości. Zanim ty zdążysz zdjąć jej majtki i klepnąć w dupę, ona już wybrała welon, a chwilę później zdążyła się z tobą rozwieść. A nawet jeśli jest przekonana, że to nie ma sensu i jesteś tylko drwalem z długą pytą, który nieźle nią macha, ale jest głupi jak czajnik, to i tak może być o ciebie zazdrosna i robić ci wyrzuty. Zwłaszcza jeśli w międzyczasie będziesz chciał puknąć jakąś inną laskę.
- Piotr C. z powieści "Solista, czyli on, ona i jego żona"















