Castelduary
(30-05-2024)
taylor price
Show & Tell

PR's Tumblrdome

Origami Around

Product Placement
No title available

blake kathryn
YOU ARE THE REASON

No title available

★

No title available
Keni
Claire Keane
RMH

祝日 / Permanent Vacation
Sade Olutola

#extradirty
will byers stan first human second
No title available
Three Goblin Art

seen from United States
seen from Honduras

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Brazil
seen from Australia
seen from Malaysia
seen from Germany

seen from Singapore

seen from United Kingdom

seen from South Korea
seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States

seen from Türkiye

seen from France
seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States
@krzywcia
Castelduary
(30-05-2024)
30 Serów
(27-01-2024)
Collieure
Blisko granicy z Hiszpanią - przy samym morzu w regionie Oksytania, w departamencie Pireneje Wschodnie leży przepiękna i malownicza miejscowość Collioure.
Wracając z Hiszpanii zajechaliśmy tam na parę godzin żeby się przespacerować.
Miasto nazywane jest „miastem malarzy” - to olśniewało i inspirowało największych malarzy XX wieku, takich jak Henry Matisse i André Derain, głównych prekursoorów fowizmu. Collioure ma bogate dziedzictwo kulturowe i artystyczne. Do dziś spacerując uliczkami można natrafić na wiele galerii, gdzie można kupić przepiękne obrazy - nie tyłki przedstawiające miasto.
Głównym punktem miasta jest marina, która stała się symbolem miasta. Niezależnie od tego, czy udasz się tam rano, aby powitać rybaków, w południe na przerwę dla smakoszy, czy wieczorem, aby podziwiać światła zatoki, port Collioure tętni życiem o każdej porze dnia.
Spacerując po Collioure można zauważyć wiele detali architektonicznych, które świadczą o różnych wpływach wielu kultur na przestrzeni wieków. Pomiędzy balkonami pełnymi kwiatów i domów o kolorowych fasadach nie można przegapić starych średniowiecznych murów, które przypominają historyczną przeszłość miasta.
Trochę nie trafiliśmy na pogodę, ale mimo tego miejscowość bardzo nas urzekła. Z pewnością wrócimy tu jeszcze kiedyś :)
Collioure recèle des richesses maritimes et architecturales incomparables. Port catalan, village de pêcheurs, patrimoine médiéval et couleur
(2022-10-25)
Portbou
W celu wykorzystania pięknej francuskiej jesiennej pogody wspólnie poszukiwaliśmy jakiegoś fajnego miejsca na Costa Brava - tak żeby chwilę odetchnąć weekendem.
Jeżdżąc "myszką" po mapie googla znaleźliśmy pierwszą miejscowość zaraz za granicą francuską - Portbou. Jest to najbardziej wysunięte na północ hiszpańskie niewielkie miasto nad Morzem Śródziemnym, które dokoła wybrzeża otaczają góry.
Trasa do miejscowości prowadzi krętą górską drogą wzdłuż wybrzeża - widoki niezapomniane.
Szczególna sytuacja miasta wynika z położenia w dolinie , co ograniczyło nadmierną zabudowę (która swoją drogą jest również bardzo ciekawa - ponieważ jest wciśnięta w góry :) ) . W ten sposób Port-Bou pozostało małe i otoczone naturą... a dzięki temu nie jest zatłoczone przez turystów.
Duża plaża przed mariną pozostaje cicha przez cały rok, nawet w szczycie sezonu. Na plaży można zobaczyć klasyczne łodzie, zwykle katalońskie llaguty, dawniej używane do łowienia ryb.
Ola zakochała się w tym miejscu - rozważa przeprowadzkę na starość :)
(2022-10-23 - 2022-10-25)
Grenoble
Wracając z Alp wraz z rodziną Mikos wstąpiliśmy jeszcze do miejscowości Grenoble – miejscowość w regionie Owernia-Rodan-Alpy, w departamencie Isère. Przez miasto przepływa rzeka Isère.
Grenoble jest również nazywaną francuską stolicą Alp. Kojarzone głównie z przemysłu uchodzi również za ważne francuskie centrum naukowe. Jest siedzibą trzech uniwersytetów, które specjalizują się w naukach ścisłych. Znajduje się tu politechnika, szkoła zarządzania, ośrodek badań nuklearnych oraz centrum nanotechnologii. Najstarsza z uczelni w Grenoble działa od 1339 roku.
Głównym punktem naszego zwiedzania była Bastylia. Jest to XVI-wieczna warownia zbudowana na zboczu góry, przeznaczona głównie do obrony miasta, a więc charakteryzująca się specyficzną konstrukcją, solidnymi murami i wąskimi otworami strzelniczymi. Bastylia odwiedzana jest co roku przez blisko pół miliona turystów, a "zdobyć" ją można głównie za pomocą kolejki linowej zbudowanej w 1934 roku - co też uczyniliśmy. Wjazd kolejką jest niesamowity - siedząc w „malej kulce” można podziwiać piękną panoramę miasta. Na wzgórzu natomiast można podziwiać znajdujące się w oddali szczyty gór. Widoki zapierają dech w piersiach.
(2020-10-19)
Alpy z Mikosami :)
Oli kumpel ze studiów - Mikos mieszka w Szwajcarii z rodziną. Odwiedzając ich kiedyś wracając do domu w FR z Polski umówiliśmy się, że spotkamy się „gdzieś” na dłuższy weekend. Stanęło na miejscowość gdzieś mniej - więcej w połowie drogi między Zurich a Tuluzą : La Féclaz
La Feclaz - Szukaj w Google
Miejsce te to normalnie ośrodek narciarki, ale o tej porze roku mogliśmy TYLKO połazić po górach, a nie zjeżdżać na nartach:) Mimo wszystko i tak się opłacało.
Jednego z tych dni pojechaliśmy odwiedzić również pobliskie miasteczko: Aix-les-Bains położone nad jeziorem Bourget, które ze względu na nie najlepszą pogodę oraz dużą atrakcje dla dzieci zwiedziliśmy kolejką :)
(2020-10-16 - 2022-10-19)
Mazamet i jezioro w górach
W tą upalną wrześniową niedziele postanowiliśmy ruszyć w poszukiwaniu kolejnego jeziora. Base de Loisirs du Lac des Montagnès - leży ok 1,5 godziny drogi od Tuluzy. Położone jest an wysokosci 680m n.p.m. w samym sercu Montage Noire obok miejscowosci Mazamet. Jego powierzchnia wynosi 4-hektary, a piesza ścieżka spacerowa ma długość 2,7 km. Jezioro ma jedną dużą 300m kmienistą plażę głowną- ale tak naprawdę plazujących i piknikujących ludzi można było spotkać na całej długości lini brzegowej. Woda tego dnia była bardzo zimna mimo panującej na zwenatrz 35 stopniowej temperatury.
Dookoła samego jeziora jest wiele ściezek turystycznych - jedna nawet przyprawiła nas o gęsią skórkę - biegła przez linowy most zawieszony na dużej wysokości i rozparty między dwoma szczytami.
(13.09.2020)
Saint-Chely-du-Tarn
Wracając z już z Campingu do domu zajechaliśmy do malutkiej pięknej mieściny... Saint-Chely-du-Tarn 😉
Aven Armand
Na wycieczkę do Aven Armand zdecydowaliśmy się ze względu na brzydką pogodę - wg prognoz miało padać tego dnia, a na ulotce, którą dała nam Pani na campingu było napisane, ze jest to świetna atrakcja dla dzieci na deszczowe dni (wywnioskowaliśmy tak ponieważ atrakcja miała obok siebie ikonkę z chmurką i deszczem oraz dziećmi 😁). Nie zagłębiając się zbytnio w to co zobaczymy na miejscu wybraliśmy to miejsce jako cel naszej niedzielnej wycieczki :)
Aven Armand to wapienna jaskinia znajdująca się w Parku Narodowym Cévennes we Francji, w departamencie Lozère, pomiędzy Meyrueis i Sainte-Enimie. Nazwana została na cześć Louisa Armand’a, który 19 września 1897 roku jako pierwszy zszedł na dno otchłani, którą zauważył dzień wcześniej. Nazywana jest również UNE FORÊT DE 400 STALAGMITES (co w polskim tłumaczeniu oznacza ”Las 400 stalagnitow”) i znana jest z jednego z najwyższych stalagnitow o długości 30 metrów.
Do groty zjeżdża się 60m w dół specjalna kolejka. Następnie po wyjściu z tej kolejki stoi się pod ogromnymi metalowymi drzwiami, żeby po ich otwarciu doznać wielkiego WOW! Sala główna ma 110 m długości, 60 m szerokości i średnią wysokość 45m. Widok jaki rozpościera się z balkonu jeszcze ok.110 m w dół (licząc od poziomu ziemi) jest oszałamiający. Jest jak kadr z filmu pierwszej szczęści Władcy Pierścieni. Wrażenia wzmacniaja wszystkie światła oraz efekty specjalne (jak przedstawiona historia odkrycia groty, gdzie na suficie przy dziurze w ziemi widać cień zjeżdżającej w podziemia osoby).
Po piorunującym pierwszym wrażeniu zostaliśmy zaproszeni przez przewodnika na spacer schodząc schodami i specjalnym ścieżkami w dół. Podziwiając fantastyczne widoki można posłuchać opowieści o grocie i znajdujących się w niej stalagnitach (niestety tylko w języku francuskim). Spacer z pokazami świetlnymi trwa około godziny, ale dla naszych dziewczynek był wystarczający:)
(20.09.2020)
Deszczowy weekend w Sainte-Enimie
Ten weekend spędziliśmy wraz z naszymi znajomymi z Calais (którzy od miesiąca podróżują camperem po Francji!) na campingu Couderac znajdującym się pod Sainte-Enimie. Jest to malutka średniowieczna miejscowość w górzystym regionie Oksytania, w departamencie Lozère. Przez miejscowość przepływa rzeka Tarn, która tak ukształtowała teren, że ma się wrażenie, że znajdujesz się na dnie wielkiego kanionu. Droga na dół jest kręta i wąska i jest wykuta w skale. Główną atrakcją regionu są spływy kajakowe dzięki którym można zwiedzać malutkie miejscowości położone wzdłuż rzeki i między którymi nie jest łatwo poruszać się pieszo ze względu na brak chodników i pobocza. Niestety przez wczorajsze burze kajaki były zabronione - woda w rzece mocno wezbrała i był bardzo mocny nurt.... więc musieliśmy zmienić plany i wymyślić coś innego :)
Na szczęście woda w basenie miała wyższą temperaturę niż temperatura powietrza, dlatego dziewczyny mogły skorzystać z basenu, a następnie wzięły długi gorący prysznic. Mimo innych niedogonień ruszyliśmy z Campingu ścieżką wzdłuż rzeki, a następnie 1 km pokonaliśmy drogą asfaltową żeby zwiedzić miasteczko Sainte-Enimie oraz zjeść kolacje. Wracaliśmy w pełnym deszczu i pełnej ciemności co dziewczynki zniosły bardzo dzielnie maszerując pod parasolkami.
W niedziele zwiedzaliśmy znajdująca się 110m pod ziemią grotę, która nazywana jest „Lasem stalagnitów”. Miejsce zrobiło na nas tak duże wrażenie, że wrzucimy o nim osobnego posta.
Tamtejszy region przypadł nam do gustu - jest piękny i mimo słabej pogody jest co robić. Wrzucamy filmik reklamujący go: FILMIK . Mamy w planach wrócić tu i spróbować tych wszystkich atrakcji, których nie udało się nam tym razem zrealizować.
(18-20.09.2020)
GV - dzień 7
Na początku był plan, że dojedziemy trasą aż do Lidzbarka i z tamtąd zostaniemy odebrani przez rodziców, ale okazało się, że trasa Green Velo jest dłuższa od samochodowej o ponad 20 km... dlatego z Sępopol dojechaliśmy z Lukaszem tylko do Bartoszyc.
Nasza ekipa tego dnia pojechała dalej, aż do Górowa Iławieckiego, gdzie w następnym dniu przenieśli się nad Zalwe Wiślany, żeby przepłynąć łódką do Piasków i w niedziele dotrzeć do Gdańska:)
GV- dzień 6
Trasa z Wegorzewa była zaplanowana pod kątem zwiedzania. Odwiedziliśmy Mamerki i trochę się zdziwiliśmy, bo odwiedzając to miejsce kilka lat temu było zupełnie inne.
Z Mamerek pojechaliśmy trasą wzdłuż kanału Mazurskiego na Slużę w Lisewie. Następnie ruszyliśmy z planem zjedzenia obiadu gdzieś w Barcianach ... ale na wysokości Srokowa rozpętała się taka burza, ze zatrzymaliśmy się w tamtejszym punkcie MOR i czekając aż przestanie padać wypiliśmy piwko.
Po deszczu ruszyliśmy dalej - trasą wiodącą przez pola. W Barcianach złapała nas zas druga ulewa... i niestety w niej musieliśmy jechać już do samej miejscowości w której mieliśmy nocleg. Jechaliśmy tak szybko, ze przegapiliśmy zjazd na Pałac w Drogoszach.
Noc spędziliśmy w Sępopolu w Siedlisku pod Dębem.
GV- dzień 5
Z Trójstyku granic ruszyliśmy w kierunku Gołdapi.
Po drodze zwiedziliśmy Mosty Stańczyki z których rozciągały się piękne widoki. Różne punkty widokowe były zresztą rozsiane po całej trasie.
W Gołdapi pojechaliśmy zobaczyć Tężnie w Gołdapi.
Z Gołdapi trasa biegła po starym nasypie kolejowym więc była stosunkowo łatwa do przejechania.
Noc spędziliśmy w Kalu (koło Wegorzewa). Spaliśmy w namiotach nad samym jeziorem Mamry.
Trasa miała 102km.
GV - Dzień 4
Zanim wyruszyliśmy kręcić kilometry podjechaliśmy do Dworku Czesława Miłosza w Krasnogródzie na krótkie zwiedzanie. W miejscu tym znajduje się stowarzyszenie, które zajmuje się badaniem historii ludzi żyjących na pograniczu.
Przejeżdżając przez Sejny zatrzymaliśmy się na chwilę przy kościele, który jest jedynym przykładem kościoła w stylu barokowym w Polsce. Jadąc w kierunku Suwałk po drodze minęliśmy renesansowy Klasztor Podominikański.
Następnie jechaliśmy przez Suwalszyznę, która bardzo przypomina góry - więc trasa była bardzo ciężka. Nazywana jest tez Mazurami Garbatymi - co jak się okazało bardzo drażni tubylców :)
Udało się chwilę posiedzieć nad Hańczą :)
Noc spędziliśmy w pięknym domu zlokalizowanym w szczerym polu blisko trojstyku granic.
Dziś pokonaliśmy trasę 97 km. Ponieważ Ola nie dawała rady dorównać tempa reszcie ekipy jechała z Zosią i Wojtkiem.
GV - Dzień 3
Trasa z Augustowa miała zaprowadzić nas do Półkot - miejscowości w której mają agroturystykę rodzice Konrada z naszej ekipy. Tego dnia dołączył do nas również Wojtek (i na cześć trasy Mikołaj).
Na początku trasa GV wiodła przez plażę miejską, potem wzdłuż szlaku śluz. Obiad zjedliśmy w miejscowości Prosta u Sołtysa :) Na deser były jagodzianki :)
Po obiedzie trasa zmieniła się na bardzo piaszczystą i z tego powodu zgubiliśmy trochę resztę ekipy, żeby odnaleść się gdzieś pod granicą z Litwą. Papierowa mapa Wojtka nas nie zawiodła, bo telefony lekko glupiały.
Po dojechaniu na miejsce czekały na nas przepyszne kartacze zrobione przez mamę Konrada, a potem masa atrakcji. Nawet udało się popływać kajakiem, Łukasz posterował żaglówką, a chlopki spędzili sporo czasu w saunie. Łukasz wypróbował również spanie na sianie w stodole 😷
Wieczór spędziliśmy przy ognisku nad samym jeziorem :)
Słoneczny Stok
GV - Dzień 2
Po mega wypasionym śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Naszym pierwszym postojem miała być Twierdza Osowiec... ale na miejscu okazało, że leży ona na terenie wojskowym. Jak wiadomo wojsko czeka w piątek do 13:30 czy nie wybuchnie wojna, a potem zaczyna weekend. Dlatego też zwiedzanie tego miejsca w weekendy jest niemożliwe. Pozostało nam zwiedzanie leżących obok bunkrów.
Następnie zatrzymaliśmy się na bardzo fajnej plaży przy rzece w mieście Goniądź. A na obiad w punkcie MOR w Listewie Starym. Tam ponownie złapał nas tym razem przelotny deszcz... ale jazda pod wiatr była już do samego Augustowa. Co najgorsze przez 40 km nie natrafiliśmy na żaden sklep/miejsce żeby napić się piwa, także mega wywiani dojechaliśmy do hotelu o iście wystrzałowej nazwie „Iskra”.
Tutaj po kąpieli tez trochę pozwiedzalismy :)
GV - dzień 1
Tego dnia wyruszyliśmy z Białegostoku w stronę Biebrzańskiego Parku Narodowego.
Ola zaczęła trasę pechowo, bo przy próbie opuszczenia miasta złapała kapcia, wiec pierwsze 40 km trasy szukała serwisu, który mógłby pomóc.
Ola do ekipy dołączyła dopiero w mieście Tykocin - miejscowości, która była kiedyś jednym z większych ośrodków żydowskich w kraju.
Na dalszą cześć trasy niestety mocno się rozpadało, więc 40 km jechaliśmy w dreszczu - najpierw trasa wiodła przez pola, a potem cały czas prosto przez Biebrzański Park Narodowy.
Noc spędziliśmy pod namiotami w leśniczówce Dobarz u Człowieka z Bagien. Pogrilowaliśmy i zmarznięci położyliśmy się spać :)
Trasa miała ok.85km