Niebo nad miastem

Origami Around
Acquired Stardust
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year

★
Keni
No title available
Xuebing Du

titsay

blake kathryn
we're not kids anymore.
h

Kiana Khansmith
$LAYYYTER

roma★
NASA
wallacepolsom
styofa doing anything
almost home
cherry valley forever

Janaina Medeiros

seen from Malaysia

seen from Türkiye

seen from Belgium
seen from Indonesia
seen from South Korea

seen from Türkiye

seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States
seen from Argentina

seen from Poland

seen from Hong Kong SAR China
seen from China

seen from Germany

seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from Indonesia
seen from Malaysia

seen from Belgium
@luizalusza
Niebo nad miastem
Podsłuchane na ulicy #1
,,I mówię ci, Tomka laska dzwoni do mnie taka wkurwiona i krzyczy, że on ją chyba zdradza albo do burdelu poszedł na całą noc i ma ją w dupie, bo telefonu nie odbiera. Ale jej wytłumaczyłem, że nic się nie stało, po prostu trochę zachlaliśmy wczoraj i Tomek leży na wytrzeźwiałce, więc nie ma się czym przejmować.''
Żonkile
Stoję przed szarym blokiem, który wygląda jak ostoja największej patologii tego miasta. Przyglądam się odpadającemu tynkowi i popękanym szybom. Niespodziewanie moją uwagę przyciąga doniczka pięknych żonkili, usytuowana pod jednym z okien. Wydaje się tak nierealna, jakby dokleił ją jakiś grafik. W dodatku nieudolnie; i w Paintcie.
Patrzę jednak nie na zdjęcie przecież, a na rzeczywistość, obecność żonkili jest więc ewidentna i nie podlega dyskusji.
Zaczynam się zastanawiać nad tym, jak łatwo ulegamy pozorom. Obdrapane ściany i potłuczone szkło niekoniecznie muszą świadczyć, że w budynku, na który patrzę, zamieszkują wyłącznie ludzie z marginesu, którzy wyrzucają z okien noworodki i przechodzą na czerwonym świetle. Być może żyją tu rodziny prawe i szlachetne, które dbają o ład i harmonię swoich małych światków, śpiewają dzieciom kołysanki i segregują śmieci.
Robi mi się głupio i po raz kolejny składam sobie obietnicę, że nie będę już niczego pochopnie oceniać.
Wtem z ukwieconego okna wyłania się łysy osobnik w dresie.
- Zamknij ryj, kurwa - zwraca się do kogoś za sobą, po czym strząsa popiół z trzymanego w dłoni papierosa wprost do doniczki z żonkilami.
Zimowy sen?
Szesnasta w nocy
Późna jesień zagina czasoprzestrzeń. Budzisz się, za oknem ciemno, a zegar* pokazuje czwartą. Nie jesteś pewny, czy spałeś kilka minut, czy kilkanaście godzin. Nie jesteś pewny, czy możesz nazwać się rannym ptaszkiem, czy raczej susłem. No i najważniejsze - czy śmiało wolno ci jeszcze do woli drzemać, czy raczej zawstydzony powinieneś już iść spać.
Możesz też olać to wszystko i napisać tekst na tamblerka, sprawdzając przy okazji godzinę na zegarze komputera, który bezlitośnie pozbawi cię wszelkich złudzeń opisanych w akapicie pierwszym i przyprawi o chęć strzelenia tej jesieni w łeb.
_______________
*Zegar ścienny; telefon przecież padł.
Trzecia pięćdziesiąt sześć
Nie jestem pewna, czego wyrazem jest sprzątanie pokoju o trzeciej w nocy, ale wczoraj dałam temu wyraz. Zastanowię się głębiej nad tym zagadnieniem, jak tylko rozwieszę pranie.
Powyższe zestawienia zdjęć przedstawiają dokładnie to samo (kaloryfer i światła za oknem), a mimo to na tym zamazanym ujawniła się obecność jakiejś zakapturzonej istoty. Idealna ilustracja do tegoż tekstu:
Jak to jest, że nieoczekiwanie
centralne ogrzewanie tak splata mi się z przemijaniem?
Łona - ,,Kaloryfer''
Zawitawszy u rodziców, postanowiłam przyrządzić im obiad. Padło na wegetariańskie burgery (do wegetarianizmu mi daleko, jestem zdecydowanie mięsożerna, ale niektóre wege-dania są naprawdę pyszne). Bardzo im smakowały, zwłaszcza tacie. Gdzieś tak po zjedzeniu przez niego trzech, usłyszałam: ,,No, proszę, naprawdę umiesz dobrze gotować... ale jakoś nie mogę poznać - co to za mięso?''
Juwenalia
Część II
[W poprzedniej części tejże historii zatrzymaliśmy się, drogi czytelniku, w tym krytycznym punkcie, gdy jakieś bezczelne babsko strzegące ,,prawa i porządku’’ zakwestionowało wnoszenie przez nas bułek i serka topionego na teren Górki Kortowskiej, będącej epicentrum olsztyńskich juwenaliów.]
Dlaczego bułki i serek topiony nie są mile widziane na koncercie? - hipotezy
1. Bułki się kruszą i zaśmiecają ten cudowny, zagrożony wyginięciem wytwór środowiska naturalnego, jakim jest trawa (,,Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,\ Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi”…).
2. Jedzenie podczas koncertu obraża uczucia artysty grającego (wybacz, Enej; czy kto to tam wtedy był).
Juwenalia
Część I
Tu miał być wstęp o juwenaliach, a ściślej - olsztyńskiej Kortowiadzie, ale jakoś nie chce mi się go pisać. Jaka Kortowiada jest, każdy widzi i jakiekolwiek opisy są tu bezsensowne. Jedni się będą zachwycać, bo ludzie, klimat, alkohol, a inni psioczyć - że bez sensu, że tylko alkohol, nuda, alkohol i ogólna degrengolada; i wszytko to prawda. No ale miało być bez wstępu.
Wybieraliśmy się na Kortowiadę na słynnej Górce Kortowskiej (właśnie tak! to nie jest żaden błąd, nie na koncerty szliśmy, ale na Kortowiadę, inaczej prawdopodobnie by nas tam nie było). Eskapada trwała wyjątkowo długo, być może dlatego, że po drodze spotkaliśmy masę znajomych (tudzież ludzi, którym się wydawało, ze znają kogoś z nas). Sądzę jednak, że na jej długość wpływ wywarł również inny czynnik - start miał miejsce w budynku usytuowanym przy warszawskiej, a ściślej - osławionym Arbecie, lokum zamieszkiwanym li i jedynie przez studentów - to z pewnością nieco przybliża ci, czytelniku, jak się sprawy miały i z czego mogły wynikać wzmiankowane opóźnienia. Szliśmy jednak, a
choć stopy krwawiły,
cel wracał nam siły.
W końcu tułaczka nabrała sensu - naszym oczom ukazała się upragniona meta* - rajskie ogrody, Pola Elizejskie i Kraina Czarów w jednym - Górka Kortowska.
Serca się radują, buzie śmieją, krok nabiera nagle jakiejś sprężystości. Wojaż zakończony sukcesem! Za chwilę damy się ponieść błogości! Może i w powietrze byśmy się nagle wzbili w tym euforycznym stanie, gdyby nie jakieś babsko, strzegące bram tegoż Edenu, które brutalnie sprowadziło nas na ziemię. Istota ta, postury słusznej i o twarzy wyrażającej: „nie podzielam waszego entuzjazmu” nie odniosła się przychylnie do niesionych przez nas wiktuałów - i nie chodzi mi tu bynajmniej o butelki, puszki i inne podejrzane opakowania - nie, drogi czytelniku - babsku nie spodobały się (zdobyte i opłacone w Raście** zgodnie ze wszystkimi zasadami) bułki i serek topiony.
_______________
* Meta, niestety, ukazała się już nam i wcześniej. Ta w akademiku.
**Rast – sieć sklepów samoobsługowych istniejąca jedynie w Olsztynie. Jeden z przedstawicieli tejże sieci – Rast na Kortowie - usytuowany jest w pobliżu miejsca, w którym rozgrywają się opisywane wydarzenia i, notabene, oblegany jest niesamowicie w czasie Kortowiady (stojąc w kolejce do kasy, masz tyle czasu, ze możesz spokojnie obejrzeć film, przeczytać książkę, przesłuchać całą dyskografię ulubionego zespołu, wyrozmawiać się za wszystkie czasy i jeszcze trochę ponudzić).