Relacja trochę przypomina wchodzenie po schodach. Nie wskakujesz od razu na samą górę. Idziesz stopień po stopniu. Czasem wolniej, czasem szybciej. Czasem trzeba się zatrzymać i złapać oddech.
Na początku wszystko jest lekkie. Pierwsze stopnie pokonuje się prawie bez wysiłku. Rozmowy są łatwe. Uśmiechy pojawiają się same. Człowiek ma wrażenie, że to wejście na górę będzie proste.
Potem zaczynają się wyższe stopnie. Pojawiają się różnice zdań, zmęczenie, czasem zwykłe ludzkie rozczarowanie. I właśnie wtedy widać, czy ktoś naprawdę chce iść dalej. Bo relacja to nie winda. Nikt nie wciśnie guzika i nie przeniesie się magicznie na szczyt.
Wchodzenie po schodach wymaga wysiłku. Trzeba czasem podać komuś rękę. Czasem poczekać, aż druga osoba nadrobi krok. A czasem po prostu iść obok siebie w ciszy.
Są też takie momenty, gdy ktoś nagle zawraca. Albo staje w miejscu i mówi, że dalej nie idzie. I wtedy zostajesz na schodach sam. Trochę zdziwiony, trochę zmęczony. Ale wiesz jedno. Schody nadal prowadzą w górę.
Bo w życiu nie chodzi o to, żeby ktoś wszedł z tobą na każdy stopień. Chodzi o to, żeby nie przestać iść.
A prawda jest taka, że najlepsze relacje poznaje się właśnie po schodach. Po tym, kto naprawdę idzie obok, kiedy przestaje być łatwo.



















