Wysypało się (1)
Moja nieskrywana krytyczna opinia o telewizyjnym i prasowym blekaucie sprzed dwu dni, pomyślanym i reklamowanym jako sprzeciw wobec planów dyskryminacyjnego opodatkowania mediów „niezależnych”, czyli identyfikujących się z „opozycją parlamentarną”, wywołała reakcję, jakiej można było się spodziewać. Uderz w stół, a zaczną spadać noże i nożyce.
(Proszę wybaczyć cudzysłowy, rzecz się dzieje w Polsce. W bankach angielskich dealerów walutowych wymienia się co kilka lat, aby ograniczyć inside trading. W banku przy Wiejskiej wymienia się ich najrzadziej jak się da, a najchętniej na pociotków.)
Reakcja to u nas klasyczna. Zamiast dyskusji – atak na twarz. Nie ma co się przejmować zarzutami wysuwanymi przez tego pana, słyszymy, a już zwłaszcza im się przyglądać, bo to frustrat przecież jest. Ma wszystkim wokół za złe, nie zdając sobie sprawy, że potępienie, z jakim się zasłużenie spotyka, jest jego wyłączną zasługą.
Frustrat. Dlaczego więc frustrat? Bo nie umie znaleźć sobie miejsca nigdzie, w żadnym z zastanych gniazd opinii. Gdzie go z dobrego serca (bo przecież nie dla jego przydatności do czegokolwiek) nie przytulą, nic mu się nie podoba. Zaraz by zmieniał, marudził i „naprawiał”. Nie chce ani wejść, ani wyjść. Sterczy w drzwiach obrotowych i tamuje ruch. Parę lat temu nazwałoby się go „symetrystą”, czyli krypto-pisiorem. Nalepka się wytarła, ale on krypto-pisiorem, nacjonalistą i antysemitą pozostał – bo patrz, ujada jak pies na PiS, ale przecież widać, że w europejskiej, liberalnej i równościowej Platformie O. (równościowej zwłaszcza w kwestii praw reprodukcyjnych kobiet, psychiatrii dziecięcej, „pieczy zastępczej” nad dziećmi i praw obywatelskich dzieci w związkach jednopłciowych) nie podoba mu się nic.
A może nie frustrat, jeno dziwnej rasy osobnik, który kiedyś o poranku uznał, że kłócąc się o rolę inteligencji w burzliwych latach rewolucji 1905-1907 miał rację Wacław Berent, a nie Stanisław Brzozowski?Jeśli chcesz, to stanowisko Berenta z „Idei w ruchu rewolucyjnym”, zrozumieć podłoże i węzeł sporu rozgrzewającego opinię publiczną do białości, nie możesz w ciemno zaufać żadnej ze stron, żadnej przyznać racji wyłącznej. Stanisław Brzozowski, przeciwnie niż Berent, a podobnie jak np. margrabia Aleksander Wielopolski i wielu, wielu innych, uważał że należy przejrzeć argumenty, po czym bronić obiektywnie słusznej strony sporu. Jeśli trzeba, godząc się na rozmaite taktyczne i strategiczne przekłamania w diagnozie sytuacji. Dzisiaj stanowisko takie przeważa po obu stronach kontrowersji między rządem i opozycją wraz z akolitami.Trzeba być frustratem, aby wybierać inaczej.
A może nie frustrat, jeno kosmonauta z lat tzw. transformacji ustrojowej, co przywrócony z orbity na łono Ojczyzny uznał, że pierwszym obowiązkiem – wybaczcie to słowo – humanisty jest zająć się patologią życia publicznego w Polsce, skoro ta z roku na rok przybiera formy coraz bardziej dotkliwe? Przyjrzeć się jej, a nie mościć w niej?
Może więc nie frustrat, jeno w jednym przynajmniej względzie człowiek wolny, bo nie zakredytowany? W Polsce przecież jeśli nie chodzi o władzę, której przez tyle pokoleń tak trudno było dostąpić, to o lokum – o które zawsze było trudno, a jest jeszcze trudniej i będzie coraz trudniej. Kosmonauta wrócił z orbity na ziemię ojczystą, lecz emerytury wyrobionej w kosmosie wystarczyło mu jeszcze na byle jaką kanciapę, 49 m2, dzięki czemu uwolnił się od pokusy rezydowania w kondo czy segmencie za gruby kredyt.Tymczasem zakredytowany w Przenajświętszej musi dobrze żyć „ze swoimi” kierując się elementarnym poczuciem bezpieczeństwa. Nie może przecież palić mostów ani za sobą, ani przed sobą, jeśli w nagrodę za zdanie wypowiedziane nie w porę nie chce z dnia na dzień nie wylądować na ulicy! Świadomie więc, ale zwłaszcza nieświadomie, stara się – aby nie wypaść z ławicy – zharmonizować swoje autentyczne, szczere poglądy z orientacją dominującą w jego segmencie rynku pracy.
Jeszcze jedno: ponieważ są to poglądy autentyczne i zgodne z rzeczywistością, argument „ad frustratum” jest pożytecznym instrumentem dyscyplinowania peryferyjnych osobników z własnego obozu. Coś ci się nie podoba? Prawie nic ci się nie podoba? Ty to chyba frustrat jesteś, jakiś.No i trzeba być frustratem, żeby tego nie rozumieć.
Ergo sum.
[2021.02.12]











