Jak ja to czuję?
Każdy wieczór jest męczarnią dla mojej psychiki. Tylko wtedy myślę o tym co czuje, przez resztę dnia jestem otoczony ludźmi którym niestety nie możesz pokazać słabości. To jest przykre. Nie jestem jedyną osobą która musi udawać kogoś innego przy ludziach, świat zaczyna się robić coraz bardziej sztuczny. Nie jesteś pewny co do każdego uśmiechu w twoją stronę. Nie wiesz jacy ludzie są naprawdę, patrząc na swój przykład jeszcze bardziej trudniej Ci zaufać, bo nie wiesz czy ta osoba nie udaje przy tobie. Właśnie przez takie rzeczy sam zaczynam bać się zawierania znajomości, zaczynam myśleć, że wszyscy otaczający mnie ludzie, tak naprawdę są zupełnie inni a ja dochodzę do wniosku, że ich nawet dobrze nie znam, lepiej, że nie znam samego siebie. Ja rozumiem, że życie jest nie może być łatwe, ale czy łatwiejsze nie jest zakończenie go? Nie myślę o samobójstwie jak o tym, że sam sobie nie radzę z życiem, ale po prostu nie wiem po co mi to. Skoro jestem, czuję, myślę i przeżywam to nawet jeśli spotykają mnie pozytywne rzeczy to po co mi one skoro reszta tak samo jak cały świat i moje myśli jest spierdolona? Czy mam męczyć się jakoś sześćdziesiąt lat tylko po to żeby uśmiechać się kilka razy? Czy nie łatwiej byłoby powiedzieć “sorry chłopaki ja już nie gram” i po prostu się “wylogować”? Czy to nie byłoby dużo prostsze. To już chyba jest szczyt lenistwa skoro nawet żyć mi się nie chce. Nie uważam życia za jakiś kurwa mistyczny cud którym steruje uśmiechnięty staruszek który widocznie ma na mnie wyjebane, ale za taką próbę “przetrwaj albo nie” może to jest ten cały sens. Sensem jest brak sensu. Poczułem się właśnie jednocześnie geniuszem i Idiotą myśląc o tym. Jak byłem młodszy często zastanawiałem się czy Bóg uczynił moje życie chujowym właśnie po to żeby sprawdzić czy dam radę. Ale co mnie obchodzi jego opinia, nie pisałem się na jakiś konkurs radzenia sobie więc chyba mogę wyjebać się na to i na te wszystkie kazania. Przecież i tak wolę zajarać blanta z szatanem niż pić wino ze świętymi. Przepraszam, trochę za dużo o Religi ale tu bardziej chodziło o to jak każą nam postrzegać świat a nie czy wiara jest słuszna. Osobiście uważam, że jest. Ja sobie wierzę w to, że umrę szybciej niż inni myślą i tego się trzymam. A reszta? Jeśli świat jest bezsensem to ja i to co teraz piszę jesteśmy światem. (nie, to nie było na poważnie chociaż logika jakaś jest co nie?) czyli podsumowując:
- ludzie stają się sztuczni
-świat nie ma sensu
-moje życie nie ma sensu
-blant z szatanem to sztos
-jestem chory (psychicznie)
I nie, nie mogłem tak napisać odrazu bo lubię sobie pisać i myśleć buzi :*