Założyłam ten gówniany profil z 5 czy 6 lat temu. Byłam gówniara, która za wiele rzeczy nie doceniała i wpakowała się niezły syf. Patrząc, jak było wtedy wiem, że nie było źle. Początki mojego, złego stanu zaczęły się chyba lipcu 2017 roku. W maju i czerwcu byłam serio szczęśliwa, bo miałam 2 osoby, z którymi super się bawiłam. W lipcu wszystko się skończyło, bo odsunęli się ode mnie. Bardziej zależało mi na kontakcie tylko z jedną tych osób, bo przyjaźniliśmy się już 4 lata wtedy. Zastąpiła mnie, ale chodziłyśmy do tej samej klasy więc we wrześniu znowu gadałyśmy, ale nie było to już to samo. Międzyczasie różne znajomości były, które dobrze, że się szybko skończyły, bo były toksyczne. 2018 roku miałam przez chwilę swoją paczkę, która już w marcu się rozpadła. Byłam 3 chujowych związkach, które mocno mnie zniszczyły (ale wtedy o tym jeszcze nie wiedziałam). Wakacje poznałam mojego, obecnego chłopaka. Był moim zbawieniem, bo wyciągnął mnie z toksycznego związku. Tak spokojnie minął sobie rok. Wrzesień 2019. Miał zacząć się nowy lepszy czas w moim życiu. Nowa szkoła, do której chciałam się dostać, przeprowadzka, nowa praca mojej mamy. Nic nie wyszło. Moja mama wróciła po jedynym dniu do poprzedniej pracy, ja miałam już dość moje szkoły i obie mieszkania z jej partnerem. 2020 luty. Poszłam z byłym przyjacielem na urodziny koleżanki. Przez jego słowa, które powiedział, będąc pijanym złamały mnie trochę. Marzec i pandemia, dzięki której zdałam, ale zdrowie psychiczne mi siadło. Mój chłopak mimo ze mnie bardzo kocha nie potrafi zrozumieć mojego stanu. Przez presję jaka mi dokładał nieświadomie zerwałam z nim, ale po kilku dniach wróciliśmy. Po tym lepiej się czułam + wiadomość ze zmieniam szkołę i że się do niej dostałam podniosła mnie. Czułam się dobrze, mimo że miałam co jakiś czas coś podobnego do stanów depresyjnych. Obecnie siadała mi na tyle mocno psycha ze znowu zaczynam psuć mój związek. Mimo że mój chłopak mnie kocha jestem z tym wszystkim sama, bo widzę, że kompletnie nierozumie tego, co się ze mną dzieję. Jest mi przykro ze znowu siedzę sama, ale nawet jakby był obok widziałabym jego frustracje, która stara się nie pokazywać. Nie chce czuć dalej tego wewnętrznego bólu, który nie daje mi spać nawet. W sierpniu chciałam zacząć szukać pomocy, ale problem zaczyna się z pieniędzmi, a na NFZ boje się iść i też nie wiem czy dam radę. Nie wiem, jak ja tak zniszczyła sobie życie. Nie mam z kim o tym w ogóle porozmawiać bo znajomych też nie mam.



















