Odyseja (2026, org. The Odyssey)
Kolejny wybitny, antywojenny film
Keni
Claire Keane
Show & Tell
Game of Thrones Daily
EXPECTATIONS
I'd rather be in outer space 🛸
noise dept.

#extradirty

blake kathryn
icyghini twinkie
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
todays bird

No title available
cherry valley forever

tannertan36

Product Placement
The Stonewall Inn

No title available

@theartofmadeline

No title available

seen from United States
seen from Australia
seen from Australia

seen from China
seen from South Africa
seen from Algeria

seen from Brazil
seen from Bangladesh

seen from Malaysia

seen from United Kingdom

seen from United States

seen from United States
seen from Bahamas

seen from Tunisia
seen from Vietnam
seen from Türkiye
seen from Uzbekistan

seen from United Kingdom

seen from United States

seen from United States
@mateopoznan
Odyseja (2026, org. The Odyssey)
Kolejny wybitny, antywojenny film
#52 | Zaproszenie (2026, org. The Invite)
Nie jestem przedstawicielem amerykańskiej klasy średniej w zwiędłym związku, trwającym tylko siłą inercji dla fałszywego dobra dziecka, więc część dialogów zwłaszcza na początku filmu budziła we mnie raczej niesmak, jednak publiczność, z którą przyszło mi oglądać ten film, najwyraźniej inaczej odczytywała intencje scenarzystów, bo śmiała się nieustannie. Czy to oznacza, że nieco starsi przedstawiciele klasy średniej w Polsce już prawie nie różnią się od swoich amerykańskich kolegów i koleżanek? Nie mam pojęcia, choć trwanie w patologicznej relacji jest chyba uniwersalne dla przedstawicieli wszystkich klas, pierwszego i drugiego świata. Ale nie zamierzam udawać socjologa i skupię się na filmie.
„Zaproszenie" nie dorównuje błyskotliwością choćby „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" (reż. Paolo Genovese, 2016), operującemu podobnymi narzędziami. Niemniej dzieło Olivii Wilde, Willa McCormacka i Rashidy Jones przykuwa uwagę. To zdecydowanie zasługa świetnej obsady, która wyciąga wszystko z tego poprawnego scenariusza. Film nie sili się na oryginalność, historia nie jest odkrywcza, a plot twist raczej należy do tych oczywistych. W tym gatunku, gdzie film opiera się głównie na dialogach, a historia zachowuje jedność miejsca i czasu akcji, były pozycje wybitniejsze - jak choćby wspomniany „Dobrze się kłamie..." - był tu duży potencjał, by z tej cytryny wycisnąć więcej. A jednak warsztat aktorski, autentyczność ich kreacji oraz niezła dynamika plasują obraz na półce „można śmiało obejrzeć".
#47 | Dzień objawienia (2026, org. Disclosure Day)
Zdarza się to – w zasadzie – wcale. Ale wyszedłem z kina w trakcie.
Na początku to jeszcze jakoś rokowało, baza scenariuszowa miała potencjał, film zdołał kupić moje zainteresowanie, ale z każdą minutą odlatywał w kosmos. Absurdalne, głupie, nierealistyczne, wygodnictwo scenarzysty wręcz poraża. Co gorsza, miejscami epatuje niezamierzenie groteskową reżyserią, a w końcu robi się jeszcze bełkotliwe… przykre.
Paradoksalnie dobrze zrealizowane, przez co nie sprawdza się jako klasa Z, co mogłoby chociaż bawić.
Czegóż tu nie ma… bohater, który nagle znika z fabuły "bo tak"; wszechwładne służby, które przypominają średnio rozgarnięty prowincjonalny komisariat policji; tajna technologia kosmitów, która potrafi różne rzeczy – akurat takie, które uzasadniają dalszą akcję – ale gdy scenariusz ma chęć, to jednak tej rzeczy nie potrafią; zupełnie niepotrzebne uproszczenia, które powodują, że potencjalnie interesująca historia robi się nieczytelna i nudna czy wreszcie kaskada wygodnych scenariuszowo zbiegów okoliczności, absurdalna i zupełnie nie potrzebna scena z pociągiem (bohaterów ktoś próbuje wepchnąć pod pociąg, Ci zamiast skręcić kołami, a mają z dwa metry do pociągu, nagle z niezrozumiałych przyczyn wbijają się w niego, tak skutecznie że pociąg ciągnie ich auto całe kilometry, a ci zdołają wybić szybe i wejść na pociąg, oczywiście na sekundy przed tym jak drugi nadjedzie z przeciwka i zmiażdzy ich dotychczas niezniszcalny pojazd. Złol oczywiście jedzie wzdłuż torów, ale po tym jak bohaterowie wchodzą na pociąg oczywiście oddala się bo akurat droga oddala się od torów)…
Blisko dwie i pół godziny dramatu – skapitulowałem po półtorej imasie facepalmów.
Nie wiem, jak do tego doszło, ale wygląda, jakby ktoś wrzucił archiwalny przeciętny, niewykorzystany dotychczas scenariusz z lat 80-tych do LLM-a, zapromptował by to uwspółcześnić, a ten w procesie zaczął halucynować i gubić kontekst.
Ależ to było kiepskie. To chyba trzeci raz w życiu, kiedy nie dotrwałem do końca. Spielberg na jednej półce z Vegą – przykry upadek.
Zalety? Blunt daje rade, tempo przez pierwsze półtorej godziny jest ok.
Backrooms. Bez wyjścia (2026, org. Backrooms)
Najpierw było zdjęcie na subreddicie o rzeczach nadprzyrodzonych, potem cała społeczność wokół zjawiska, cały kodeks tego wykreowanego świata, creepypasty i opowiadania. W międzyczasie młody twórca wykorzystał to uniwersum do serii swoich youtube’owych filmów. A na koniec A24 realizuje świeży, pełnowartościowy horror.
Ten dziwny, gęsty, miejscami groteskowy horror doskonale oddaje zarówno estetykę, jak i obawy Gen Z. Choć nie wiadomo, czy scenariusz jest tylko dodatkiem do tego świata – stworzoną dla uzasadnienia produkcji serią luźno powiązanych myśli, mających na celu ułatwienie „vibowania filmu” – czy może clou filmu, ze swoimi metaforami traumy i wizualizacją terapii, to właśnie te społeczne lęki. A może jedno i drugie wcale się nie wyklucza?
„Alicja w Krainie Czarów”, „Silent Hill”, może nawet „Matrix” – sampli i hołdów dla innych dzieł jest dużo. Co jest prawdą? Co tylko naszym wyobrażeniem? Co senną marą? Co jest echem przeszłości, które rezonuje z rzeczywistością, a co w końcu tylko wytworem naszej wyobraźni? Każdy z nas jest architektem i ma nieprzepracowane traumy jak główny bohater... nic nie jest pewne.
Cenię sobie w tym filmie brak odpowiedzi i akcent na to, by eksplorować dalej.
Scenarzysta Will Soodik miał nie lada wyzwanie – wpisać kompetentną, ale nienachalną historię w memiczny świat rodem z creepypasty, nie tworząc przy tym wrażenia udawania ani robienia tego na siłę. Zdecydowanie z zadania wywiązał się mistrzowsko, podobnie jak wspomniany na początku youtube’owy twórca Kane Parsons, vel Kane Pixels, który w tak młodym wieku stworzył coś oryginalnego i świeżego – co w 2026 roku, gdzie widzieliśmy już wszystko, a popkultura coraz szybciej rekonsumuje samą siebie, jest spektakularne.
Nawet gdy Parsons sam jako narzędzie wykorzystuje nostalgię i sample z kodów kulturowych, dostajemy rzecz unikalną i świeżą. Wizualnie jest bezbłędnie – od surowego found footage po klaustrofobiczne sceny ucieczek. Świetny color grading, postprodukcja oraz oczywiście scenografia. Całość dopełnia retrowave’owa muzyka autorstwa Parsonsa (tak, muzyka też jest jego) we współpracy z Edo Van Breemenem. Aktorsko jest wiarygodnie – nie ma tu może przełomowych ról, widziałbym nawet więcej brawury, ale nie jest to konieczne.
Z wad odnotowuję tylko, że ma parę momentów gdzie opowiadanie łapie zadyszkę i niepotrzebnie zwalnia, ale zachowuje bezpieczny odstęp od dłużyzny.
A może to tylko pilot serialu?
Dziwność, napięcie i mnóstwo WTF. Serdecznie polecam, zwłaszcza sympatykom rzeczy dziwnych oraz miłośnikom horrorów.
#44 | Obsesja (2025, org. Obsession) @ Helios
Kwasowe, inne, gęste. Autorzy zrobili coś unikalnego, przesuwając granice fikcji i realności tak, że mimo absurdalności historii działa jak całkowicie możliwa. Mimo że jest to po prostu horror, zostawia nawet spore marginesy na całkiem poważne przemyślenia i ciekawie mieli pewne popkulturowe tropy. A to wszystko pod starym i dobrze znanym szyldem „careful what you wish for” i świetnie działa jako straszak.
Jest tak gęsty i ma tak przesunięte rejestry, że sama końcówka mogłaby być pastiszem, a w ogóle tego nie odczujesz. Mocno pojebane straszydło.
Szreniawa + szachty
Szreniawa
Śmieszne pieski jedzą darmowe truskawki
🏢 Kompleks Toru Regatowego Malta
📍 Jezioro Maltańskie, Poznań
🗓️ projekt/budowa: 1980–1990
📐 architekt: Klemens Mikuła
#Poznań #Malta #JezioroMaltańskie #architektura #postmodernizm
Zdjęcia znajdziesz na http://go.mateopoznan.pl/malta